środa, 4 stycznia 2012

W kuchni

Tak to już jest, że przyprowadziwszy po południu dziecko z placówki miałoby się ochotę posadzić je na trzy godziny przed telewizorem, następnie umyć, ułożyć do snu i cieszyć się względnym spokojem do rana.

Tak, tak, wiem, to tylko ja tak mam. Nikt inny. Większość, żeby nie rzec wszyscy pozostali rodzice spędzają popołudnia z pociechami w sposób kreatywny, twórczy i bardzo ciekawy.

No, my czasem też.

..........................................................................................................................................................................

Wcześniej:

Korzystając z tego, że Nowa spała, Jedna Taka postanowiła uprzątnąć w kuchennej szafie. Postanowienie wcieliła w czyn z tego względu, że nieład panujący wewnątrz mebla uniemożliwiał korzystanie z zapasów spożywczych w nim zgromadzinych. Opakowania przypraw zmieszane z pudełkami z ryżem i kaszą, mąka rozsypana na półce, resztki starych chrupek wszędzie i tego typu skarby sprawiały, że Jedna Taka przestała panować nad tym, co ma a czego brakuje. Doprowadziło to do zgromadzenia siedmiu opakowań ryżu i braku jakiejkolwiek kaszy.

Tak, tak, wiadomo, to tylko ona tak potrafi kuchnię zapuścić. Większość, żeby nie powiedzieć wszystkie, prócz niej, matki-opiekunki-kury domowe miały w swoich kuchniach idealny porządek, wszystko stało równiusieńko i żadne okruszki nie walały się na półkach.

Więc ona też tak chciała. I akurat nadarzyła się sposobność. Więc układała, segregowała, wyrzucała, przesypywała do pudełek i pudełeczek. Jednym słowem porządkowała.

Przeterminowanych rzeczy jednak nie wyrzuciła. Przeznaczyła na nie specjalny koszyk. Znalazły się w nim m. in. mąka kukurydziana, zeschnięta ciecierzyca, stare kiśle (kisiele?) i budynie oraz liczne inne zapomniane przez los i Wzorową Panią Domu artykuły, które nadawały się już tylko do wyrzucenia.

Lecz ona nie wyrzuciła. Zgromadziła. Następnie zostawiwszy rozgrzebany bajzel, udała się do placówki po syna.

A po powrocie:

- o, mamo! Mogę coś ugotować? - zapytało rozentuzjazmowane dziecko.

- tak. Masz tu swoje składniki i gotuj.

Dziecko przejęte zaczęło mieszać w garnku. Woda, mąka, kisiel, ciecierzyca, proszek do pieczenia, aromat waniliowy, przyprawa do grilla oraz wiele innych składników, które akurat znajdowały się w jego koszyku.

Wymieszał.

- Mamo, upieczemy babki! Włożymy to ciasto do foremek i upieczemy. I tak powstaną babki, wiesz?

- Nie

- Jak to nie? - zdziwiło się dziecko

- No nie, bo zrobiłeś niejadalne babki. Babki jadalne robimy z przepisu a Twoje były bez przepisu. To są niejadalne babki więc nie będziemy ich piekli.

- No to włożymy do zamrażalnika i zobaczymy co się stanie, dobrze, mamo?

- Zgoda.

JAk ustalili, tak zrobili.

W każdym razie oprócz zamrożonych babek w zamrażalniku znajdują się obecnie: słoik z wodą i pestkami papryki (woda oczywiście zamarzła), miseczka z wodą, kawałkami papieru i wtopioną w to łyżką (zamarznięte oczywiście) oraz zmoczone, zwinięte w kuleczki kawałki papierowych ręczników.

Więc, jakby co, zawsze będzie co do garnka włożyć żeby obiad upitrasić.