<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745</id><updated>2012-01-23T04:51:56.572-08:00</updated><title type='text'>z pamiętnika matki wariatki</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>91</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-7775309486373941016</id><published>2012-01-04T05:31:00.000-08:00</published><updated>2012-01-04T05:51:19.576-08:00</updated><title type='text'>W kuchni</title><content type='html'>&lt;p&gt;Tak to już jest, że przyprowadziwszy po południu dziecko z placówki miałoby się ochotę posadzić je na trzy godziny przed telewizorem, następnie umyć, ułożyć do snu i cieszyć się względnym spokojem do rana.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tak, tak, wiem, to tylko ja tak mam. Nikt inny. Większość, żeby nie rzec wszyscy pozostali rodzice spędzają popołudnia z pociechami w sposób kreatywny, twórczy i bardzo ciekawy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No, my czasem też.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;..........................................................................................................................................................................&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wcześniej:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Korzystając z tego, że Nowa spała, Jedna Taka postanowiła uprzątnąć w kuchennej szafie. Postanowienie wcieliła w czyn z tego względu, że nieład panujący wewnątrz mebla uniemożliwiał korzystanie z zapasów spożywczych w nim zgromadzinych. Opakowania przypraw zmieszane z pudełkami z ryżem i kaszą, mąka rozsypana na półce, resztki starych chrupek wszędzie i tego typu skarby sprawiały, że Jedna Taka przestała panować nad tym, co ma a czego brakuje. Doprowadziło to do zgromadzenia siedmiu opakowań ryżu i braku jakiejkolwiek kaszy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tak, tak, wiadomo, to tylko ona tak potrafi kuchnię zapuścić. Większość, żeby nie powiedzieć wszystkie, prócz niej, matki-opiekunki-kury domowe miały w swoich kuchniach idealny porządek, wszystko stało równiusieńko i żadne okruszki nie walały się na półkach.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc ona też tak chciała. I akurat nadarzyła się sposobność. Więc układała, segregowała, wyrzucała, przesypywała do pudełek i pudełeczek. Jednym słowem porządkowała.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przeterminowanych rzeczy jednak nie wyrzuciła. Przeznaczyła na nie specjalny koszyk. Znalazły się w nim m. in. mąka kukurydziana, zeschnięta ciecierzyca, stare kiśle (kisiele?) i budynie oraz liczne inne zapomniane przez los i Wzorową Panią Domu artykuły, które nadawały się już tylko do wyrzucenia.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Lecz ona nie wyrzuciła. Zgromadziła. Następnie zostawiwszy rozgrzebany bajzel, udała się do placówki po syna.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A po powrocie:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- o, mamo! Mogę coś ugotować? - zapytało rozentuzjazmowane dziecko.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- tak. Masz tu swoje składniki i gotuj.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dziecko przejęte zaczęło mieszać w garnku. Woda, mąka, kisiel, ciecierzyca, proszek do pieczenia, aromat waniliowy, przyprawa do grilla oraz wiele innych składników, które akurat znajdowały się w jego koszyku.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wymieszał.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Mamo, upieczemy babki! Włożymy to ciasto do foremek i upieczemy. I tak powstaną babki, wiesz?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Nie&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Jak to nie? - zdziwiło się dziecko&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- No nie, bo zrobiłeś niejadalne babki. Babki jadalne robimy z przepisu a Twoje były bez przepisu. To są niejadalne babki więc nie będziemy ich piekli.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- No to włożymy do zamrażalnika i zobaczymy co się stanie, dobrze, mamo?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Zgoda.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;JAk ustalili, tak zrobili.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W każdym razie oprócz zamrożonych babek w zamrażalniku znajdują się obecnie: słoik z wodą i pestkami papryki (woda oczywiście zamarzła), miseczka z wodą, kawałkami papieru i wtopioną w to łyżką (zamarznięte oczywiście) oraz zmoczone, zwinięte w kuleczki kawałki papierowych ręczników.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc, jakby co, zawsze będzie co do garnka włożyć żeby obiad upitrasić.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-7775309486373941016?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/7775309486373941016/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2012/01/w-kuchni.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7775309486373941016'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7775309486373941016'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2012/01/w-kuchni.html' title='W kuchni'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-3459194158248207260</id><published>2011-11-09T09:59:00.000-08:00</published><updated>2011-11-09T10:19:28.094-08:00</updated><title type='text'>Rano</title><content type='html'>&lt;p&gt;Właściwie taka pora dnia jak rano nie powinna istnieć.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No dobra, może czasem niechby sobie była. Na przykład na wakacjach. Kiedy to w ciepły letni poranek dzieci hasają po porannej rosie a rodzice siedzą na ganku popijając kawę i kontemplując piękno przyrody.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wówczas niech sobie rano trwa choćby i całymi godzinami.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Albo na przykład takie rano jak dawniej, wieki temu. Że w sobotni poranek leżąc w łóżku i pijąc kawę można było sobie czytać gazetę do południa. Lub nie czytać. Leżeć. Wstać na chwilę a potem znów poleżeć. Nie zostać zbudzonym przez nic ani nikogo. Takie rano także jest w porządku.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Lecz takie zwyczajne, codzienne rano, powinno absolutnie, kategorycznie zniknąć z rozkładu dnia.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W zwyczajne, codzienne rano matkę budzi płacz, względnie jęk. To Nowa oznajmia, że nastał nowy dzień. Po obsłużeniu Nowej czyli porannej porcji mleka i przewinięciu matka znajduje czas na przygotowanie kawy. A potem to już różnie. Czasem jest do pomocy ojciec a czasem już wyszedł zarabiać pieniądze. Oczywiście, jeśli jeszcze nie wyszedł jest nieco łatwiej. A kiedy wyszedł, jest trudniej. Syn mówi, że jeszcze raz chce bajeczkę i jeszcze, i jeszcze. I że właściwie to mógłby tak cały dzień bo przecież on nie chce iść dzisiaj do przedszkola. A jak już uda się mu wyperswadować bajeczkę, to wpadnie na pomysł, że zjadłby parówkę. I że właśnie teraz i tu, że nie chce śniadania w przedszkolu, tylko zrób mi, mamo, parówkę, to właściwie już nie będę jadł w przedszkolu, no zrób, obiecaj mamo, wiesz! Więc jak już dostanie swoją parówkę i skubnie troszkę, to mu się odwidzi, ale nadal w szlafroku, więc jeszcze pogoń, żeby ubrać. A potem odnaleźć rzucone gdzie popadnie wczoraj rękawiczki i czapkę. I "nie nie, mamo, nie chcę rękawic, bo mi ciepło mamo, wiesz". Nowa jęczy bo senna się robi pomału, więc już tylko jęczącą Nową zapakować w kombinezon, na koniec siebie zapakować w cokolwiek, pamiętać o kluczykach do auta i pościeli do przedszkola i chodu na dół. A tu winda akurat odjechała, choć syn wcisnął guzik i czekał. No odjechała. No mamo, widzisz, nie zdążyliśmy, widzisz, i znowu musimy czekać, wiesz mamo.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No mamo wie, i co z tego. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zapiąć pasy wszystkim, czasem zmagać się z synem, który konieczne sam musi sobie drzwi otworzyć a czasem na odwrót - otwórz mi mamo, bo ja nie mam siły. Podczas jazdy panuje względny spokój. A potem wysiąść "no mamo, dlaczego tak daleko zaparkowałaś", "mamo, co oznacza ten znak, o tam, zobacz, mamo" , przechodząc przez trawnik uważać aby nie wdepnąć w minę, potem szybki bieg , bo "biegniemy mamo?" z jednym dzieckiem w garśći a drugim w dłoni. I na koniec "zimno mi mamo, załóż mi rękawiczki" . To nic, że do przedszkola już dwa kroki a spóźnieni jesteśmy już skandalicznie. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Rozpakować dziecko, wepchnąć w objęcia pani, wrócić z drugim do domu, rozpakować, nakarmić, uśpić i nareszcie można dajmy na to umyć włosy oraz zjeść śniadanie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zwykły dzień powinien zaczynać się około 10:00 i tego sobie i innym życzę. &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-3459194158248207260?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/3459194158248207260/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/11/rano.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/3459194158248207260'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/3459194158248207260'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/11/rano.html' title='Rano'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-4619505576836510162</id><published>2011-11-06T13:49:00.000-08:00</published><updated>2011-11-06T14:58:40.858-08:00</updated><title type='text'>Cisza</title><content type='html'>&lt;p&gt;Tak. Jeśli ma się do wyboru obsługiwanie dzieci, robienie zakupów, wycieranie kurzu, ładowanie brudów na przemian do pralki i do zmywarki (pamietając o tym, że talerze jednak do zmywarki a szmaty do pralki) i tak w koło Wojtek, non stop kolor, dzień w dzień, to czasem czasu brakuje na napisanie kilku zdań.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Albo na przykład pomysł nadchodzi w trakcie smażenia naleśników na obiad. Wówczas owszem, można rzucić wszystko, zwłaszcza, że Nowa śpi, więc rzucić wszystko, zasiąść do kompa i napisać. Wówczas istnieje ryzyko, że nie zje się obiadu. Bowiem Nowa po przebudzeniu zarząda godzinnej sesji spożywania pokarmu lub też godzinnej sesji noszenia na rękach lub też czegokolwiek innego, absolutnie koniecznego teraz i tu!. (Tak, tak, wiadomo, że przecież nie trzeba wcale reagować na wszystie oznaki protestu małego dziecka, niemniej jeśli oznaki są coraz głośniejsze, połączone z wiciem się w dziecinnym bujaczku oraz ze smarkiem wylatujący z nosa, nawet najbardziej usilne próby ignorowania nie skutkują. Zły nastró udziela się rodzicowi, który to woli już odstawić na bok smażenie naleśników i zatkać paszczę wyjca poprzez wzięcie go na ręce.)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Można także pisać w nocy. Kiedy rodzina śpi i nie zawraca gitary. Należy jednak pamiętać o tym, że w nocy gdy rodzina śpi, nadchodzi czas aby zająć się czynnościami typu: rozwiesić pranie, naszykować ubranie na jutro, odnaleźć kluczyki od samochodu, połączyć w pary skarpety wiszące od tygodnia na suszarce oraz wykonać jeszcze ze dwa miliony zbędnych czynności, których i tak nikt nie dostrzeże a które, niech to szlag, same z siebie zrobić się nie chcą.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Albo też olewając wszystko, zamiast pisać o zmierzchu, po prostu położyć się spać. I spać szybko, do pierwszej nocnej pobudki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tak więc pisanie póki co, zostało na czas pewien zawieszone na haczyku. Wisi tam i się kurzy. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie oznacza to jednak, że w rodzinie przestały się dziać ciekawe rzeczy, o nie, co to to nie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I tak na przykład nie dalej jak w czwartek, ona wzięła Nową pod pachę i udała się po syna do placówki. Samochodem na szczęście. Syn w placówce nie odbył drzemki, zatem był mocno zmęczony. Najpierw więc urządził awanturę, dlaczego samochód tak daleko zaparkowany, on nie ma siły iść tak daleko. Zignorowała te nieuzasadnione pretensje i żale. Zapakowała towarzystwo do auta, upchnęła znaczy, przypięła pasami, ignorując protesty Nowej i jęki jej brata. Jadą w stronę domu. Na skrzyżowaniu dziecko starsze poprosiło o nową książeczkę.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ech. Licząc na to, że książeczka złągodzi napiętą atmosferę, ona zamiast pojechać prosto, skręciła w lewo, w stronę sklepu z książeczkami. A że były godziny szczytu to utknęła w korku. Tam oczywiście Nowa zaczęła płakać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nowa, nie płacz, cicho, bo mnie głowa boli od twojego krzyku - krzyknął na nią brat.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nowa nie lubi krzyków brata, zatem rozkrzyczała się bardziej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No. Potem dotarli do sklepu, ona wypakowała wrzeszczące towarzystwo, zaciągnęła do księgarenki, wybrała książki, zapłaciła jedną ręką (w drugiej miała Nową) .&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Pić - powiedział syn&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-W domu - na to matka&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Piiiić, chce mi się pić - syn&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-W domu&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- No mamo, chce mi się pić, pić, pić, pić, pić, piiiiiiiiiiiiiiiić.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Trwało to dokładnie 4 czerwone światła. Potem już tylko wypakować towarzystwo, kątem oka dojrzeć pobłażliwe spojrzenia przechodniów, wjechać na swoje piętro, rozdziać z kurtek, szaliczków, kombinezonów, nie słyszeć dalszych wrzasków, zignorować tarzanie się po podłodze, dać pić (syn wypił 2 łyki wody i jakoś mu się więcej pić nie chciało), karmiąc Nową czytać książeczkę, potem się trochę poprzytulać i czekac na powrót małża z roboty.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- A co by było, synu, gdybym ja też się tak zdenerwowała, jak ty się zdenerwowałeś?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Rozpłakałabyś się? - ze zdziwieniem w głosie zapytał syn.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Może.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-4619505576836510162?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/4619505576836510162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/11/cisza.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4619505576836510162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4619505576836510162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/11/cisza.html' title='Cisza'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-90682852505473178</id><published>2011-09-14T05:47:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T05:50:39.845-07:00</updated><title type='text'>Bezszczelny</title><content type='html'>&lt;p&gt;Małżu czyta, dziecko słucha. Czytają o Julku i Julce. Fajna rzecz. No i tam jest, że Julek jest nauczycielem a Julka uczennicą, że się bawią w szkołę. Cośtam, cośtam, aż tu nagle:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Jesteś bezczelna! - woła nauczyciel - Julek (czyta małżu)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;O, i wycieka z niej olej???? (dziwi się dziecko moje osobiste).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I za to właśnie kocham język polski. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Bezczelny = bezszczelny, co nie?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A tak przy okazji, proszę o przykłady sytuacji, na których można wyjaśnić czterolatkowi co znaczy słowo bezczelny.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-90682852505473178?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/90682852505473178/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/09/bezszczelny.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/90682852505473178'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/90682852505473178'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/09/bezszczelny.html' title='Bezszczelny'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-872998913853280827</id><published>2011-08-26T15:08:00.000-07:00</published><updated>2011-08-26T15:17:40.171-07:00</updated><title type='text'>Samo życie</title><content type='html'>&lt;div&gt;Wstała o wschodzie słońca. Wyspana, bo Nowa od  dawna już nie budziła jej w nocy. Wstała i wyszła na ganek swojego domu/ na  taras mieszkania usytułowanego pod lasem. Ptaszki ćwierkały radośnie. Żadnych  hałaśliwych samolotów. Żadnych motocykli. Żadnych głośnych sąsiadów. Cisza,  spokój. Przeciągnęła się i wróciła do środka. Weszła do kuchni, gdzie małż  akurat nalewał kawę do jej ulubionego kubka. Kawę z ekspresu, który działał.  Wypiła kawę, ziewnęła i poszła do sypialni, gdzie Nowa akurat otwierała oczy.  &lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jak zawsze o 6:30. Nowa działała jak szwajcarski zegarek, dzięki czemu ona dokładnie mogła rozplanować swój dzień.  Przewinęła Nową, nakarmiła i zostawiła ją w łóżeczku, bo  Nowa tak lubiła. Poleżeć sobie grzecznie. Wróciła do kuchni i zaczęła robić  śniadanie dla całej rodziny. Kiedy już stół był nakryty , mniej więcej za  kwadrans siódma, poszła do łazienki aby wziąć prysznic. A gdy potem wróciła do  kuchni - zastała tam rodzinę w komplecie - małż czekał ze śniadaniem, młody  popijał kakao a nowa gaworzyła w bujaczku. Jedli rozmawiając o tym co ich czeka  dziś w ciągu dnia. Młody siedział grzecznie gawędząc z rodzicami a kiedy się  znudził rozmową zaczął przeglądać książkę o Franklinie. Nie odszedł od stołu,  nie szarpał nikogo za rękawy szlafroka, nie nawoływał CHODŹCIE DO MOJEGO  POKOJU!. Siedział. Zjedli, ona zebrała naczynia ze stołu i włożyła do zmywarki.  Pustej, bo opróżnianie zmywarki wieczorem należało do obowiązków małża. Ponieważ  ona ceniła sobie ład, porządek i systematyczność - rzadko pozwalała sobie na  pozostawienie bałaganu na stole po spożytym w rodzinnym gronie posiłku.  Następnie małżu zaczął szykować się do pracy a Młody udał się do swojej sypialni  aby się ubrać. Nigdy nie było z tym najmniejszych problemów, zawsze wiedział co  ma założyć, bowiem ona co wieczór szykowała ubranko i wieszała je na krześle  tak, aby rano nie zaprzątać sobie głowy wybieraniem odzieży. Syn bez protestów  ubieral się w to, co było przygotowane. Robił to samodzielnie, od dawna już  umiał się sam ubrać. Ponieważ małż miał akurat małe opóźnienie, Młody grzecznie  przysiadł w fotelu i przeglądał leżące opodal książeczki, zamiast, jak niektóre,  znane im dzieciaki tupać i łomotać pod drzwiami wyjściowymi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Poczytasz mi mamo? - zagadnął.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Oczywiście - odpowiedziała ona kładąc Nową na  macie edukacyjnej - mamy jeszcze trochę czasu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Bardzo lubię swoje przedszkole - powiedział Młody  na do widzenia - mógłbym tam nawet nocować, tak tam jest fajnie. Pa mamo, pa  siostro, tato chodź, bo się spóźnimy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Pa, rodzino, pożegnała ona swoich mężczyzn i  pomachała im na do widzenia. Wiedziała, że przed siedemnastą obaj będą z  powrotem w domu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nakarmiwszy Nową odłożyła ją do łóżeczka i wyszła z  pokoju. Nowa od urodzenia zasypiała samodzielnie i naprawdę ona nie rozumiała  nic z tych historii opowiadanych przez koleżanki o godzinnym noszeniu na rękach  lub bujaniu w wózku. Jeny, to musi być prawdziwa masakra, taka strata czasu. I  obciążenie dla kręgosłupa. Wychodząc z sypialni rzuciła okiem na kosz pełen  upranych rzeczy, czekających na prasowanie. Ach, drobiazg, przecież dziś środa,  w środę o jedenastej zawsze przychodzi pani do prasowania. Ona sobie z tym  wszystkim poradzi w okamgnieniu. Przy okazji przypomniało jej się, że trzeba  rozwiesić nową partię upranych szmat, bo akurat wczoraj nastawiła pranie zbyt  późno i nie zdążyła tego zrobić poprzedniego wieczoru. Kiedy już skończyła -  poszła do kuchni i przystąpiła do robienia obiadu. Nie dręczyły jej koszmary w  stylu "co dziś na obiad", ponieważ zawsze w niedzielę po południu siadała z  zeszytem w ręku i planowała posiłki na cały tydzień. Uprzednio zrobiwszy  przegląd spiżarni. Po to, by nie kupować niepotrzebnie szesnastej paczki  makaronu. Ona po prostu zawsze miała w domu to, co było jej potrzebne. Nie  musiała biegać do sąsiadów po przysłowiową sól. W dodatku zawsze miała czas, by  ugotować to, co zaplanowała.  Jadała także bardzo regularnie, pięć posiłków  dziennie, o ściśle określonych porach. Kiedy już obiad był przygotowany a Nowa  nadal spała (ach, co z niej za śpioszek!), ona włączyła komputer aby rozejrzeć  się co tam w internecie. A czasem dzwoniła do znajomych, którzy poirytowani  szybko kończyli rozmowy hasłem "muszę kończyć, zdzwonimy się". Dziwne, nie mieli  czasu na pogawędkę przed południem? Czasem któraś koleżanka miała akurat czas,  lecz to ona kończyła szybko, bowiem w słuchawce nie było słychać nic prócz  płaczów i zawodzeń dziecinnych. Dziwne jakieś te dzieci znajomych, płaczą,  przeszkadzają i ogólnie zatruwają życie. Moje to jednak kochane aniołeczki -  zachwalała je w duchu. Potem szła na spacer, czasem wsiadała z Nową w samochód i  razem jechały na zakupy. Generalnie miała dużo czasu dla siebie, dwa razy w  tygodniu zostawiała Nową z opiekunką i z butelkami pełnymi mleka i szła sobie na  zajęcia do fitness klubu. Nie rozumiała tych matek, które twierdziły, że po  pierwsze ich dzieci nie umieją pić z butelki ze smoczkiem a po drugnie nie będą  przecież dawały sztucznego mleka niemowlętom. Ona z tym nigdy nie miała  problemów, przecież nic się nie stanie, gdy od czasu do czasu dziecko dotanie  sztuczny pokarm. Przynajmniej jej dziecku nic się nie stało. Czytała dużo  książek, zapisała się na kurs hiszpańskiego i ogólnie chwaliła sobie  macierzyństwo. Nigdy jej się nie zdarzyło spędzić całego dnia w piżamie, z  potarganymi włosami i szałem w oczach. Zawsze pięknie uczesana, perfekcyjnie  umalowana, ubrana jak trzeba. Zawsze miała w torebce szminkę i tusz do rzęs a  klucze od mieszkania ani kluczyki od samochodu nigdy jej nie ginęły. Podłogi  lśniły czystością a kurz był ścierany z półek zanim się na nich pojawił.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Po południu wracał mąż i syn, razem jedli posiłek i  opowiadali sobie jak minął im dzień. Dziecko opowiadało o kolegach, którzy  siedzieli na karnym krzesełku, bo opluli albo pogryźli a ona ze zgrozą  wysłuchiwała tych mrożących krew w żyłach historii. Dowiadywała się co syn zjadł  na obiad i na podwieczorek, jakiej piosenki się nauczył i podziwiała jego piękne  prace plastyczne. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- A gdzie Nowa - pytał brat - strasznie się za nią  stęskniłem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Śpi&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- A, to nie będę jej budził, pójdę się pobawić do  mojego pokoju. Wyjdziemy potem na plac zabaw mamo?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Oczywiście, syneczku.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Szli na plac zabaw, Nowa grzecznie leżała w wózku,  syn grzecznie się bawił, żadnych awantur, krzyków czy obsypywania piaskiem  innych. Razem spędzali czas. Mąż w tym czasie wypoczywał po pracy lub uprawiał  sporty. Nigdy nie usłyszała od syna tekstów w stylu "nie lubię cię, mamo".  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wieczorem, przed 20:00 dzieci były już umyte i  nakarmione. Nowa odłożona do łóżeczka zasypiała po chwili, starszy nie marudził  podczas mycia zębów i nie domagał się czytania czterdziestu książeczek.  Wiedział, że po dwóch światło zostanie zgaszone a on ma zasnąć słodko, by  następnego dnia obudzić się wypoczętym i w odbrym humorze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wieczorem on i ona mieli czas dla  siebie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Czy ktoś Wam kiedyś opowiedział piękniejszą bajeczkę?&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Arial;font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-872998913853280827?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/872998913853280827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/08/samo-zycie.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/872998913853280827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/872998913853280827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/08/samo-zycie.html' title='Samo życie'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-4594465918525922757</id><published>2011-08-17T13:34:00.000-07:00</published><updated>2011-08-17T13:45:53.644-07:00</updated><title type='text'>Budowniczy</title><content type='html'>&lt;p&gt;Bo wiesz, mamo, muszę szybko iść dzisiaj do przedszkola, bo będę budował. Bo ja jestem Piotruś Budowniczy. O, i wiesz mamo, te spodnie są dobre na budowę. Bo są z takimi literkami i one oznaczają, że są specjalnie na budowę. O, a te skarpety też są dobre, muszę je tak wysoko podciągnąc, żeby mi się nogi nie pobrudziły jak będę budował. I będziemy się przebierać w barze. Na dworze. Żeby się nie pobrudzić, żeby budować na tej budowie. Ja będę kopał koparą, nie nie, nikomu nie pozwalam kopać koparą, tylko ja mogę, jak inne dzieci chcą kopać to ja nie pozwalam. I Jędrek się ze mną będzie bawił i Leon. Oni będą jeździć wywrotką i dźwigiem. A ciocia w przedszkolu przyniesie jeszcze betoniarę. Do robienia betonu. Bo on jest bardzo potrzebny na tej budowie. I zbudujemy drogę i most, bardzo duża ta nasza budowa. Nie, nie, Zosia z nami nie buduje bo pojechała na wakacje. Tylko ja sam buduję. To bardzo ciężka praca. No najpierw jemy śniadanie w przedszkolu, mięciutkie kanapki, a potem idziemy na dwór. No i ja wtedy buduję. A po spaniu znowu idziemy na dwór i znowu buduję a potem już przychodzą po dzieci rodzice. Muszę dużo jeść, żeby mieć dużo siły do budowania. Bo ja już jestem duży i umiem budować na budowie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ale wiesz, mamo, możemy pójść na plac zabaw, taki duży jak kościół i też będziemy budować. Ty będziesz rozpłaszczać teren a ja usypię taką górkę aż do samego płotu od piaskownicy. Żeby na nią mogła wjechać wywrota.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;To bardzo ciężka praca.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tadam! Doczekałam się! Mam stacjonarne dziecko na placu zabaw :)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-4594465918525922757?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/4594465918525922757/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/08/budowniczy.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4594465918525922757'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4594465918525922757'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/08/budowniczy.html' title='Budowniczy'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-3128143123876479510</id><published>2011-06-20T11:53:00.000-07:00</published><updated>2011-06-20T11:57:54.363-07:00</updated><title type='text'>Sam</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;span style="font-family:Arial;font-size:85%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Znacie Sama? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;W pewnym wieku każda matka go poznaje. Tyle, że jedna pozwoli go udomowić a  druga wygoni gdzie pieprz rośnie.  Sam atakuje rodzinę mniej więcej, gdy  potomstwo dobiega drugiego roku życia i potrafi przewrócić uporządkowaną  rzeczywistość do góry nogami. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Dajmy na to, wychodzicie z domu. Próbujesz dziecko odziać w kutreczkę,  czapkę, buciki itp&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Saaaaaaaaaaaam!!! - woła Sam.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Dobrze, skoro chcesz.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Sam chce. Bardzo. Lecz nie może sobie poradzić. Denerwuje się.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Pomóc - dopytujesz&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Nie, ja saaam.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Czekasz. Samemu nie wychodzi. Krzyczy i się szamocze. W końcu się jednak  udaje. Wychodzicie. Sam jest z siebie dumny, choć nieco wkurzony. Zatem ty  musisz byc czujna.  Każdy nieostrożny ruch grozi atakiem histerii w miejscu  publicznym oraz pokładaniem się na chodniku.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Sam naciska guzik od windy a potem otwiera drzwi. Choć to trudne.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nie próbuj go w tym wyręczać, choćby nie wiadomo jak Ci się śpieszyło.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Potem Sam pakuje się do samochodu, zamyka drzwi i sadowi się w foteliku. I ma  pretensje, że drzwi otwierasz, by Sama przypiąć pasami.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Nie otwieraj - nawołuje.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Na wszelki wypadek nie wdajesz się z Samem w dyskusje.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Potem jeszcze Sam samodzielnie wysiada, otwiera ciężkie drzwi wiodące do  budynku przedszkola, przebiera się.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;I wreszcie zostawiwszy Sama na kilkanaście godzin w przechowalni zwanej  przedszkolem (lub na odwrót) możesz chwilę odetchnąć (o ile Nowa ma lepszy dzień  i nie stęka nieustannie).&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Aż do popołudnia. I tak w nieskończoność.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pytanie tylko, czy kiedy Sam podrośnie, w ten sam gwałtowny acz  ochoczy sposób będzie zgłaszał się do wszelkich czynności domowych?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jak myślicie?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-3128143123876479510?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/3128143123876479510/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/06/sam.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/3128143123876479510'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/3128143123876479510'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/06/sam.html' title='Sam'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-625748120576025179</id><published>2011-06-02T13:49:00.000-07:00</published><updated>2011-06-02T14:38:30.991-07:00</updated><title type='text'>W miejskiej dżungli</title><content type='html'>&lt;p&gt;odcinek kolejny.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Phi, pomyśli sobie nie-rodzic. Wielkie halo dostać się na drugi koniec miasta. Zwłaszcza miasta, w którym jeździ niezliczona ilość autobusów, tramwajów a nawet "podziemskie metro" (to określenie synalka Jednej Takiej).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Otóż, drodzy nie-rodzice.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie wiem jak to jest w innych miastach czy miasteczkach, lecz w mieście stołecznym podróż z niemowlęciem w wózku poza obszar własnej dzielnicy to nie lada wyzwanie. Wyobraźcie sobie bowiem (choć pewnie to trudne do wyobrażenia) , że w centralnym miejscu Warszawy , gdzie akurat Jedna Taka potrzebowała się dostać, nie przewidziano, że wpadnie do głowy znaleźć się matce z dzieckiem w wózku.  Tramwaj zatrzymuje się - wysiadasz - z lewej schody do podziemia, z prawej schody do podziemia - nie ma siły, aby przedostać się na drugą stronę ulicy - musisz potuptać po tych schodach. No chyba, że jesteś miejskim gołębiem - wtedy przefruniesz. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Lecz jeśli zapomniałaś akurat skrzydeł - kombinuj.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dla osobników z wózkami oraz tych bez skrzydeł windy nie przewidziano. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pewną kombinującą Jedna Taka spotkała ostatnio, jak tarabaniła się z wózkiem po rzeczonych schodach. Zaoferowała nawet pomoc i DOPIERO wtedy znalazł się w pobliżu dżentelmen, który Jedną Taką w tej pomocy wyręczył.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jedna Taka na trudy podróży znalazła sposób.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jaki?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Lansik w chustą!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Lansik z chustą umożliwia w miarę sprawne przemieszczanie się z miejsca na miejsce i ma przy tym wiele zalet. Po pierwsze - nie trzeba nikogo prosić o pomoc podczas wsiadania do wysokopodłogowego autobusu.  Ponadto nie trzeba nikogo donośnym głosem przepraszać, aby odsunął się z miejsca przeznaczonego dla wózków. Oprócz tego, z dzieckiem w chuście stajesz się nagle WIDZIALNA. Tak jak pasażerownie nie dostrzegają ciężarnych, emerytów oraz rodziców z dziećmi w obu rękach (że aż trzeba kampanie społeczne robić, aby zaczęli dostrzegać), tak matkę z niemowlęciem w chuście spostrzeże KAŻDY, ale to absolutnie każdy pasażer. Oraz przechodzień i kierowca.  I ten każdy pasażer nie omieszka potrącić cię i z troską w głosie wskazać miejsce siedzące. Lub co dziwniejsze ustąpić własnego. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tego typu lansowanie niesie ze sobą jednak pewne mankamenty. Liczyć się należy z tym, że wiele osób będzie cię zagadywać (a czy temu dziecku to wygodnie/ a czy nie wypadnie/ czy się pani nie boi, że się ta chusta rozwiąże) i pouczać ( że to na pewno niedobre, bo źle wpływa na kręgosłup dzidziusia).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wystawione na widok publiczny dziecko sprawia, że ludzie częściej się uśmiechają i zaczynają gugać z zachwytu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A kiedy zdarzy Ci się wśród tłumu przechodniów spotkać Innego Osobnika z Dzieckiem w Chuście - wymieniacie porozumiewawcze uśmieszki w stylu "witaj w drużynie". &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dość często też służysz jako doradcza chustowy (pani spojrzy  czy dobrze zawiązałam/ od jakiego wieku można tak dziecko nosić/ ja próbwałam, ale mój syn protestował).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I oprócz tego, że chustonoszenie umożliwia nawiązywanie międzyludzkich kontaktów, sprawia, że można przy odrobinie szczęścia przyswoić kilka życiowych prawd.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Takich jak ta zasłyszana ostatnio w tramwaju. Dwie młode, modnie ubrane, zaspokoiwszy ciekawość, że czy wygodnie, że czy nie wypadnie i o boże, jaka ona ładna (Nowa, znaczy, a nie matka Nowej) tak oto podsumowały chustowy lans:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- No tak, wiesz, bo teraz modnie jest dzieci w takie szale specjalne owijać. One długie są, słyszałaś? Pięć metrów!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- No, długie, długie. Ale lepiej w szal niż z wózkiem po mieście jeździć. Jak ci nikt nie chce pomóc.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- No i dlatego, moja droga, KIEDY NIE MASZ SAMOCHODU NIE POWINNAŚ MIEĆ DZIECI.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I co Wy na to?&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-625748120576025179?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/625748120576025179/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/06/w-miejskiej-dzungli.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/625748120576025179'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/625748120576025179'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/06/w-miejskiej-dzungli.html' title='W miejskiej dżungli'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-4547218729103187258</id><published>2011-05-30T09:14:00.000-07:00</published><updated>2011-05-30T09:15:25.910-07:00</updated><title type='text'>Spacer</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Phi, cóż w tym wielkiego żeby wyjść latem na  spacer, nawet i  z dwójką dzieci. Zimą, to dpiero wyprawa, że hoho! Kurtki,  czapy i kozaki, wiadomo - masakra. Ale latem? Prosta sprawa. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Może i prosta ale na pewno nie w rodznie Jednej  Takiej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Najpierw dziecko starsze musi się dobudzić z  drzemki. Potem należy je zmusić by coś zjadło. Zje albo i nie zje. Potem należy  zmusić żeby się ubrało. No bo choć na dworze gorąco, na golasa jednak wyjść nie  wypada. A kiedy już te wszystkie kwestie zostaną załatwione i dziecko starsze  stoi pod drzwiami i niecierpliwie szarpie za klamkę, pozostaje jedynie sprawdzić  czy nie zapomniało się zapasowych pieluch i ubranek dla Nowej oraz ciepłej  odzieży na wypadek wieczornego chłodu dla wszystkich, piciu i innych Niezbednych  Akcesoriów, bez których nie należy oddalać się z domu choćby na pięć minut.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nie należy także zapomnieć zabrać ze sobą  Nowej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zresztą ona nie daje o sobie  zapomnieć.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Potem tylko wtarabanić się do windy, z wózkiem, z  rowerkiem, zjechać, przypomnieć sobie, że nie zabrało się kremu z filtrem i  psikadła na meszki, pogonić małża na górę, odczekać z niecierpliwiącym się  Starszym i domagajacą się noszenia na rękach Nową i nareszcie można ruszyć na  SPACER.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Więc tak: Starszy na rowerku biegowym (cholerka,  zapomnieliśmy o kasku! No trudno.), Nowa w wózku, najlepiej żeby czym prędzej  zasnęła. A Jedna Taka pod rękę z mężem. Cóż za sielankowy widoczek w to  niedzielne popołudnie, nieprawdaż.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Do czasu. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Starszy pędzi na rowerku ile sił w małych nóżkach,  nie oglądając się za siebie. Ani też nie rozglądając na boki. Pędzi zatem małżu.  No bo wiadomo, przypilnować jednak trzeba. To nie leśna ścieżka lecz miejska  ulica, nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nowa w wózku pokwękuje, spać nie chce aż  ostatecznie rozwrzaskuje się do tego stopnia, że Jedna Taka wkłada ją w chustę  (którą przezornie wzięła ze sobą). &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Potem jakiś przystane w parku, pogawędka ze  znajomymi, opędzanie od meszek i tak z wolna mija niedzielne  popołudnie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Hmm, czas by wracać. Lub choćby pomału zwracać się  w stronę domu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ale jak, skoro Starszy bawi się w najlepsze i nie  docierają do niego żadne argumenty.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;No, nareszcie dał się jakoś  przekabacić.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Fru! I tyle go widzieli!. Popędził co koń wyskoczy,  aż trudno uwierzyć, że na takim sprzęcie można się tak szybko poruszać. Małżu  goni. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jedna taka szybkim krokiem spieszy za nimi, bujając  Nową w wózku, ponieważ kiedy zasnęła, zdołała ją przełożyc z chusty.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Starszy zatrzymuje się i oświadcza, że się zmęczył.  Nowa budzi się i oświadcza, że chce na ręce. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;No to mamy teraz widok oto taki: Jedna Taka z  dzieckiem na rękach, Starszy prowadzący wózek, niczym taran, przed sobą i małżu  z rowerkiem w ręce. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;A do domu kawał drogi jeszcze. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jedna Taka przyśpiesza kroku.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Mamo, zaczekaj na nas! - nawołuje  Starszy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nie chcąc ryzykować grubszej afery matka grzecznie  "zaczekuje".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Potem jeszcze tylko mała awanturka obok placu zabaw  (nie chcę do domu, nieeeeeeeeee) oraz coraz głośniejsze leee leee leee Nowej,  która w ten sposób domaga się kolacji i już jesteśmy z powrotem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Radzę Wam, moi drodzy - poważnie się zastanówcie  czy warto spacerować.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Może lepiej podziwiać świat z perspektywy  balkonu?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-4547218729103187258?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/4547218729103187258/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/05/spacer.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4547218729103187258'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4547218729103187258'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/05/spacer.html' title='Spacer'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-2195071123208060714</id><published>2011-05-22T05:22:00.001-07:00</published><updated>2011-05-22T05:24:01.100-07:00</updated><title type='text'>Cztery reguły</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Temat piaskownicy pojawia się co sezon, albowiem  jak się okazuje, jest to bezwzględnie miejsce, w którym mozna nauczyć się więcej  w ciagu kwadransa, niźli w ciągu dziesięciu lat z dala od niej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nie syp.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Oczywistą sprawą jest, że nikt z nas nie lubi gdy  wysypuje mu się wprost na głowę wiadro pełne piasku. Lub choćby piasek z  łopatki. Niektórzy wręcz w ogóle brzydzą się bebłania w piaskownicy, gdyż  podejmując tę skondinąd ciekawą czynność ryzykuje się możliwość przyniesienia do  domu dwóch kilogramów piasku za paznokciami oraz w butach. A niekiedy też w  kieszeniach odzieży.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Tak więc z reguły rodzice (w większości jednak  przypadków rodzicielki) okupują skraj piaskownicy i bacznie obserwują swój  przybytek, od czasu do czasu wdając się jedynie w rozmówki towarzyskie. Częściej  jednak skupiają się na utyskiwaniu na swoje pociechy, tudzież na zerkaniu z  ukosa na stroje i kolor lakieru do paznokci matek - sąsiadek. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Fru! Piach z siłą wodospadu rozprysł się po  piaskownicy, dzieciach, matkach i czym tam jeszcze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Juleńko, nie syp - uprzejmie prosi mamunia  (paznokcie u stóp na czerwono)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Juleńka nie reaguje.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Po sekundzie - fru! piasek rozpryskuje się jak  poprzednio.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Juleńko, nie syp, bo pójdziemy do domu - grożą  Czerwone Paznokcie&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Fru&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Scena powtarza się kilkanaście razy, przy czym ani  za trzecim, ani za szóstym ani też za siedemnastym razem Juleńka nie zostaje  ukarana w sposób przyobiecany przez Czerwone Paznokcie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Przy czym grono z piaskownicy staje się coraz  bardziej poirytowane. Najbardziej zaś syn Jednej Takiej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Mamo, ona na mnie sypie - skarży się, podczas gdy  Jedna Taka otrzepuje go z piasku i próbuje wyłuskać ziarenka z jego  włosów&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ostatecznie kara "idziemy do domu" zostaje  uskuteczniona tak, że Juleńka zostaje zabrana z piaskownicy i musi się bawić  obok niej. I nie może obsypywać reszty ludzkości.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Według jednej takiej to się nazywa  konsekwencja.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nie siadaj.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;To nic, że na dworze upał nie do zniesienia. Że  Jedna T&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;aka prawie się rozpuszcza. To nic, że  dziecko Jednej Takiej pływa prawie w piaskownicy, w dodatku na bosaka. Kto wie,  czy piasku mu się nawet za gatki nie nasypało. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Amelko, nie siadaj - napomina mamunia z  paznokciami na różowo, z odpryskami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Amelka grzecznie przykuca. Dodajmy, że Amelka ma na  sobie długie i grube spodenki a do tego pod nimi pieluszkę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Może jednak nie chodzi o przeziębienie lecz o fakt,  że piasek może poparzyć? Jak myślicie?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zachowuj się!!!&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;-Chłopczyku, mogę z tobą posypać do wiaderka -  dopytuje syna Jednej Takiej chłopczyk.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Nie, nie - odpowiada syn, wyrywając  wiaderko&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zwróćmy uwagę, że ani łopatka ani wiaderko nie  należy do syna Jednej Takiej, gdyż początkowo nie mieli w planach przystanku na  placu zabaw.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ej, ej, chłopcy, razem wrzucajcie piasek do  wiaderka - próbuje załagaodzić spór Jedna Taka&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Wojtek, co robisz?!!!!??? - słychac jednocześnie.  Do piaskownicy zbliża się Wielki Człowiek. Jedna taka domyśla się, że to pewnie  tatuś Wojtusia. - Wychodź, idziemy! &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wojtek natychmiast zamyka się w sobie i karnie  opuszcza teren.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jedna Taka myśli sobie, że na widok pokrzykującego  na nią Wielkiego Człowieka zrobiłaby  to samo.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Podziel się.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wbrew zasadom promowanym przez supernianię nagminne  jest przymuszanie dzieci do dzielenia się łopatkami, wiaderkami i  foremkami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Bo przecież trzeba się dzielić, nie?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Tak więc drodzy Czytelnicy, jeśli kiedykolwiek  przyjdzie Wam spędzić choć chwilę w piaskownicy, pamiętajcie o tych czterech  regułach. Możecie wówczas liczyć, że Was ktoś w blogu opisze.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-2195071123208060714?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/2195071123208060714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/05/cztery-reguy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2195071123208060714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2195071123208060714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/05/cztery-reguy.html' title='Cztery reguły'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-7982942241179918638</id><published>2011-05-21T12:22:00.000-07:00</published><updated>2011-05-22T04:38:35.498-07:00</updated><title type='text'>Nowa</title><content type='html'>&lt;p&gt;Zdarzyło się tak, że od niedawna mała dziewczynka zamieszkała w naszym domu. Ot, wyskoczyła z brzucha i jest.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W związku z tym należało przeorganizować lokal mieszkalny i dostosować go do aktualnie powstałych potrzeb.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tak więc pojawiło się kilka dodatokwych przedmiotów:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- łóżeczko - całkiem nowe - chwilowo bezużyteczne&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-fotelik samochodowy - z odzysku - stoi pod łóżeczkiem więc rzec można, że nie zajmuje i tak ograniczonej mocno życiowej przestrzeni&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- kareta (po bracie), którą z uwagi na znikanie przedmiotów z klatki schodowej należy przechowywać w mieszkaniu&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-rogal/ fasolka do karmienia (ta na szczęście nie zajmuje za dużo miejsca)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-fotel do tegoż samego celu służący&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-mata edukacyjna - kolorowa, szeleszcząca&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- fotelik - bujaczek&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kiedyś, wieki temu, wszystkich tych przedmiotów nie było w naszym mieszkaniu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A zgadnijcie, gdzie najbardziej lubi spędzać czas Nowa?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;U mamusi w objęciach.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-7982942241179918638?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/7982942241179918638/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/05/meksyk.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7982942241179918638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7982942241179918638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/05/meksyk.html' title='Nowa'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-515416419385055895</id><published>2011-04-25T04:44:00.001-07:00</published><updated>2011-04-25T04:53:17.499-07:00</updated><title type='text'>O tym, co może powstać z nastawni.</title><content type='html'>&lt;p&gt;Wystarczy, by ktoś postronny zawitał w progi domostwa. Wystarczy namówić go do zabawy. Wystarczy wejść do nastawni, by po trzech minutach zamieniła się ona w łódź płynącą po bezbrzeżach oceanu. A potem, gdy pływanie się znudzi, wystarczy porwać fragmenty pudła/nastawni/ łodzi na malutkie kawałki i zrobić ognisko.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Na niby oczywiście.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po to tylko, aby matka nareszcie na zawsze mogła uprzątnąć pobojowisko.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tak jej się wydawało przynajmniej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niestety, nie wyniosła śmieci, lecz zostawiła je w workach, że niby jutro.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc gdy nadeszło jutro, Kreatywny Potomek wymyślił, że z resztek można zbudować traktor. Tato, zbuduj. Masz tu kredki, klej i taśmę i buduj. No buduj.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A, i jeszcze garaż dla traktora!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Traktor i garaż.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jest traktor, jest garaż. Zostało jeszcze mnóstwo kartonu. Leży rozwalony na środku pokoju.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czekam na rozwój wypadków.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-515416419385055895?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/515416419385055895/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/04/o-tym-co-moze-powstac-z-nastawni.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/515416419385055895'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/515416419385055895'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/04/o-tym-co-moze-powstac-z-nastawni.html' title='O tym, co może powstać z nastawni.'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-250019409649752366</id><published>2011-04-24T09:17:00.000-07:00</published><updated>2011-04-24T09:31:30.796-07:00</updated><title type='text'>Nastawnia</title><content type='html'>&lt;p&gt;Wiecie co to nastawnia?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nastawnie z reguły występują na kolei, znane niektórym trzylatkom są zatem jako nastawnie kolejowe. Czy są jakieś inne nastawnie? Kto to wie? Matka trzylatka nie wie. Nie jest też pewna skąd trzylatek wie, że na kolei są nastawnie. Zapewne z jednej z wielu książek, jakimi dysponuje. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;W każdym razie....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;od trzech tygodni mamy w domu własną nastawnię kolejową. Poważnie. Matka nic a nic nie zmyśla. Nastawnia stanęła któregoś dnia w duzym pokoju.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak to? - zapytacie. No po prostu. Każdy może mieć własną nastawnię. Wystarczy pudło po meblach z IKEA. Wystarczy odrobina fantazji. Wystarczą kredki i tasma klejąca. A na dokładkę goście, którzy wysłuchają instrukcji Głównego Pomysłodawcy i narysują i napiszą, co trzeba. A potem włazisz do środka - samemu lub w towarzystwie, zamykasz klapy pudła (żeby Cię nie było widać), a potem prosisz o "odmontowanie" klap; powstaje z nich druga nastawnia. Do pierwszej wrzucasz poduszkę, aby było mięciutko i dawaj, można sterować!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Co dzień do nastawni "domontowywane" są nowe elementy, a to coś się doczepi ( torebkę z kwaskiem cytrynowym, dajmy na to, która posłuży jako proszek do usuwania nieszczelności!), a to odetnie kawałek tektury i podczepi w innym miejscu, a to nasypie okruszków....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A matka...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Cóż może matka? Za wiele nie może. Może sugerować, aby nastawnię jednak usunąć na zawsze z pomieszczenia, na co dziecko oczywiście zgody nie wydaje. Cóż, moznaby dziecka nie posłuchać i cichaczem usunąć pudło korzystając z mroku nocy aby potem wcisnąć historyjkę, że zabrały je krasnoludki. Niby tak, tylko należy przypuszczać, że inteligentne dziecko tej bajeczki nie łyknie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No to co?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Potyka się matka o pudło, lawiruje między sprzętami w pokoju mamrocząc niecenzuralne wyrazy i czeka. Pytanie, czy się doczeka.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-250019409649752366?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/250019409649752366/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/04/nastawnia.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/250019409649752366'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/250019409649752366'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/04/nastawnia.html' title='Nastawnia'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-6853177169909468065</id><published>2011-03-13T12:39:00.000-07:00</published><updated>2011-03-13T12:53:05.080-07:00</updated><title type='text'>Tor przeszkód</title><content type='html'>&lt;p&gt;Że dziecko ma hobby cieszyć się należy. Bezsprzecznie. Że nie domaga się bajek w telewizorze ani gier w komputerze.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jednakowoż i wszelako na takie hobby jakie sobie obrał, przydałby się pokój bawialny. Cóż, kiedy dysponuje się jedynie dwupokojowym apartamentem w bloku, należy bez słowa się dostosować.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przynajmniej matka wariatka próbuje.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Hobby jej syna to układanie plastikowych torów. W różnych konfiguracjach. Czasem w pokoju dziecka, czasem w tak zwanym "dużym" a czasem, co gorsza, tory łączą obydwa pomieszczenia i ciągną się przez korytarz. Zapewne, gdyby plastikowych elementów było więcej, rozgałęzienia i węzły komunikacyjne dosięgnęłyby także kuchni. Póki co nie dosięgają. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Spróbuj, człowieku, niechcący potrącić jakiś elemant konstrukcji! Narażasz się wówczas na krzyki, żale, protesty i lamenty.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Mamooo, dlaczego ZNOWU popsułaś mi tory???? - z pretensją w głosie dopytuje małolat.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Niechcący - tłumaczy się matka&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Ale dlaczego ZNOWU? Przecież ja je zbudowałem!!! Mamooooo!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ech.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zdarza się, że konstrukcje po zbudowaniu stoją bezużytecznie przez kilka dni. Lecz bez specjalnego zezwolenia matka nie odważy się ich uprzątnąć. Zresztą, czy ktoś uprzata po matyce dajmy na to brudne talerze po obiedzie? Raczej nie, zatem czemu ona miałaby po kimś sprzatać jego rozwłóczone zabawki. Więc tak stoją w pokoju. W nocy matka lawiruje między wiaduktami, próbując dotrzeć po omacku do okna aby je zamknąć i nie naruszyć konstrukcji.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Albo idzie po ciemku przez przedpokój podtrzymując się ściany, z duszą na ramieniu i w obawie, że zaraz wdepnie bosą stopą w jakiś twardy element i zacznie mamrotać niezenzuralne wyrazy. Albo, co gorsza, nie zauważy i poszturchnie a cała plastikowa konstrukcja rozwali się z gruchotem i rozbudzi cały uśpiony dom o czwartej nad ranem.....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Możecie zapytac od razu, kto normalny urządza sobie wędrówki o czwartej nad ranem, ale to już całkiem odrębna kwestia.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tak czy siak, hobby to ważna rzecz. I należy się cieszyć, że dziecko je posiada. Tylko, czy Wy umielibyście zachować się w podobny sposób? Czy też jako Grupa Trzymająca Władzę wymuszalibyście każdorazowe uprzątnięcie zabawek co wieczór, lub co gorsza sami w mroku nocy zgarniali klocki do pudła, dla własnej wygody? Narażając się na falę protestów, krzyków, płaczy i pretensji?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;E, pewnie nie. Pewnie Wasze dzieci to urodzone aniołki. Nigdy nie zachowują się w sposób naganny i zawsze ale to zazwsze, bez słowa, respektują wolę ukochanych rodziców.....&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-6853177169909468065?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/6853177169909468065/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/03/tor-przeszkod.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6853177169909468065'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6853177169909468065'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/03/tor-przeszkod.html' title='Tor przeszkód'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-5709563450509098559</id><published>2011-03-09T06:55:00.000-08:00</published><updated>2011-03-09T07:11:14.227-08:00</updated><title type='text'>Przyjaciele</title><content type='html'>&lt;p&gt;No tak, każdy z nas, a jesli nie każdy, to pewnie większość ma jakiś ukochany przedmiot z dzieciństwa. Nie mówcie, że nie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tylko czasem mówi się "nie pamiętam" albo "ja nie miałam/nie miałem" a potem myślami wraca do ukochanego kocyka/ misia/ podusi i żałuje gorzko, że się go nie zatrzymało aż do teraz. A nuż byłby wsparciem w trudnych chwilach dorosłego życia?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W każdym razie synalcio pokochał różowy kocyk. Dramat był, gdy trzeba go było uprać.(kocyk, nie syna). Dwudniowym dramatem skończyło się także rozstanie z kocykiem w przedszkolu. Panie zakazały przynoszenia, bo dziecko nie rozstawało się z nim na krok. Co powodowało możliwość poważnych uszkodzeń ciała - a to się potknie, a to podetknie innemu dziecku pod nogi, a to zapodzieje....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Cóż, rozstanie nastąpiło, lecz w domu przyjaźń nasiliła się w dwójnasób. Sen bez koca - nie-mo-żli-wy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No dobra, każdy ma prawo mieć przyjaciela, choćby i nim był kocyk.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ciekawie zaczęło być dopiero, gdy do kocyka dołączył Misiaczek. Więc teraz należało przed snem, lub w chwilach naprawdę ciężkich, mieć przy sobie zarówno kocyk jak i misiaczka. I spać z obydwoma (obydwojgiem?). Na szczęście przyjaciele mięciutcy, więc ich obecność nie utrudniała komfortu snu. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;A potem do towarzystwa dołączyła biała piłeczka. Tak więc mamy już trójkę ukochanych przyjaciół. Trójkę jeszcze da radę pomieścić w jednej ręce, choć pozbieranie ich rano, po przebudzeniu sprawia niejaką trudność.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Aż tu nagle, ni stąd ni zowąd do trójki przyjaciół dołączył zielony samochodzik. Sprawiło to pewien  kłopot, bowiem wszystkich naraz nie dało się przenieść do drugiego pokoju. A przecież przyjaciele muszą z dzieckiem oglądać rano i po południu bajeczkę. Wiec było tak: ty mamo weźmij mój kocyk a ja wezmę misiaczka, piłeczkę i samochodzik. Albo na odwrót: ja, mamo wezmę kocyk a ty weźmij misiaczka, piłeczkę i samochodzik.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zdarzały się sytuacje dramatyczne, kiedy to misiaczek lub piłeczka zgubiły się pod kołderka podczas snu. Wówczas dziecko budziło się z płaczem i wołało: mamooo/ tatooo, zgubiłem swoją piłeczkę! Krzyki i nawoływania trwały dopóty, dopóki wzywany rodzic nie doczłapał niechętnie do pokoju potomka i nie odnalazł zagubionego przyjaciela.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niedawno do grona dołączyła żółta kuleczka.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak myślicie, co będzie następne?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I może należy kupić specjalny pojemnik na skarby, aby z rąk nie wypadały podczas codziennego transportu?&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-5709563450509098559?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/5709563450509098559/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/03/przyjaciele.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5709563450509098559'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5709563450509098559'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/03/przyjaciele.html' title='Przyjaciele'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-1762251358123815008</id><published>2011-02-11T14:48:00.000-08:00</published><updated>2011-02-11T14:51:58.493-08:00</updated><title type='text'>Dlaczego?</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- co będziesz robić mamusiu?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- będę gotować obiad&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- a DLACZEGO?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- bo jestem głodna&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- a DLACZEGO jesteś głodna?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- bo dawno nic nie jadłam&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- a DLACZEGO dawno nic nie jadłaś mamusiu? Ja  jadłem&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- bo nie miałam czasu gotować&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- DLACZEGO?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- bo byliśmy w sklepie a potem się z tobą  bawiłam&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- DLACZEGO?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;.........................................................................................................&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- tato nie idź do pracy&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- muszę&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- DLACZEGO?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- zeby zarabiać pieniądze&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- DLACZEGO?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;-na twoje zabawki, na jedzenie, na  samochód&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- DLACZEGO na samochód?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;.............................................................................................................&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- mamusiu, DLACZEGO w aucie jest jedna kierownica?  A nie dwie?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- mamo, mamo, DLACZEGO księżyc nie spada z nieba,  jak świeci? DLACZEGO?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- dlaczego szyby w aucie są  przezroczyste?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- dlaczego ta woda leje się z  prysznica?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- dlaczego nie chcesz teraz zjeść  kluseczek? Ja jem teraz&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- a DLACZEGO nie ma śniegu?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- a DLACZEGO pada śnieg?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;.................................................................................................................&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A ja się pytam, DLACZEGO od czasu do czasu nie da się trzylatka wyłączyć z kontaktu?&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;DLACZEGO?&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family:Arial;font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-1762251358123815008?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/1762251358123815008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/02/dlaczego.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/1762251358123815008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/1762251358123815008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/02/dlaczego.html' title='Dlaczego?'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-2572846535867845805</id><published>2011-01-13T05:07:00.001-08:00</published><updated>2011-01-13T05:19:34.172-08:00</updated><title type='text'>Wagon</title><content type='html'>&lt;p&gt;Fotel jest wiekowy. Mniej więcej w wieku jednej takiej. Znaczy ma lat trzydzieści z okładem. Jest rozkładany i można na nim spać. Kiedyś był zielony, po renowacji jest niebieskawy. Zwiedził wiele domów, niejedno widział.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przed narodzinami dziecka zamieszkał w jego pokoju, długo służył jako wygodne siedzisko do karmienia niemowlaka. Potem nieco zapomniany, znienacka przyżywa renesans. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dziecko odkryło, że fotel można rozkładać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No to dawaj! Rozkładamy!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Oto pociąg!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Osobowy. Z wagonami sypialnymi. Można się wygodnie rozłożyć, przykryć kocykiem i przez długie godziny słuchać jak tata czyta książeczki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A kiedy już się taka zabawa znudzi, można naładować wszystkie pudła i co tam jeszcze w ręce wpadnie , no bo to przecież pociąg towarowy. Halo, jedziemy! A dokąd? Do Paryża.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przed fotelem stawia się krzesło, to kabina maszynisty.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tutuuuu, odjazd!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A jak już się maszynista zmęczy - to mówi: "mamo, rozłóż prześcieradło, bo teraz jest to pociąg towarowy ale z miejscami do spania".&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Cóż, matka posłusznie spełnia życzenie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ale czy można rozmontować pociąg i wagony i w ogóle? - dopytuje matka nieśmiało.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie, nie, nie, bo to pociąg, który niegługo znowu pojedzie, nie można go składać, wiesz, mamo?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie można i koniec.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Znaczy, już od tygodnia pociąg z rozgrzebanym ładunkiem stoi i czeka by każdego wieczora najgłówniejszy pasażer/ kierownik/ zawiadowca stacji zasiadł w środku i zadecydował, w co się teraz będziemy bawili.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-2572846535867845805?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/2572846535867845805/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/01/wagon.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2572846535867845805'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2572846535867845805'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2011/01/wagon.html' title='Wagon'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-8059502072542329717</id><published>2010-12-29T06:53:00.000-08:00</published><updated>2010-12-29T06:58:23.728-08:00</updated><title type='text'>W miejskiej dżungli</title><content type='html'>Wszelkie opisane poniżej zdarzenia są fikcyjne a ich zbieżność z rzeczywistością może być jedynie przypadkowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Osoba z dzieckiem w brzuchu&lt;/strong&gt; wsiada do tramwaju.&lt;br /&gt;Miejsc siedzących brak, więc stoi.&lt;br /&gt;Tramwaj rusza z impetem, szarpiąc, jakby wiózł ziemniaki a nie ludzi.&lt;br /&gt;Stojące ziemniaki chwytają gwałtownie wszelkich dostępnych poręczy.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Osoby z dzieckiem w brzuchu&lt;/strong&gt; nikt nie dostrzega.&lt;br /&gt;Tramwaj zatrzymuje się na kolejnym przystanku.&lt;br /&gt;Wsiada &lt;strong&gt;pani pod pięćdziesiątkę&lt;/strong&gt;. Rozgląda się w poszukiwaniu wolnego miejsca. Wolnych miejsc brak. &lt;strong&gt;PPP&lt;/strong&gt; dostrzega &lt;strong&gt;OZDWB&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PPP &lt;/strong&gt;– a pani to czemu nie siedzi, przepraszam bardzo, krzywdę dziecku pani chce wyrządzić? Ten motorniczy szarpie, jakby kartofle wiózł, nie ludzi.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;OZDWB&lt;/strong&gt; odpowiada – nie siadam, bo wszystkie miejsca zajęte.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PPP&lt;/strong&gt; – pani poprosi tego pana, co siedzi na miejscu dla inwalidów, żeby pani ustąpił. On mi nie wygląda na inwalidę&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;OZDWB&lt;/strong&gt; – e, nie, dziękuję, nie będę prosić&lt;br /&gt;Wtrąca się &lt;strong&gt;pan bez zębów&lt;/strong&gt;, siedzący w pobliżu&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PBZ &lt;/strong&gt;– tak tak, pani go poprosi, co pani tak stała będzie, kto to słyszał&lt;br /&gt;Na to &lt;strong&gt;pani w futrze i w futrzanej czapie&lt;/strong&gt; :&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PWFIWFC &lt;/strong&gt;– lepiej niech nie pyta, niech stoi, ja czwórkę dzieci wychowałam a po tramwajach o miejsce nie żebrałam, tylko jak się chciało jechać to się wsiadało i jechało. Nie to co teraz, tej młodzieży się w głowach poprzewracało, tylko by ciągle czegoś chcieli i chcieli. Moja synowa na przykład….&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;OZDWB&lt;/strong&gt; – przewraca oczami&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PPP&lt;/strong&gt;- pani głupot nie gada, nie widzi pani, że ta pani powinna usiąść, co pani!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PWFIWFC –&lt;/strong&gt; oburza się i milknie&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PPP &lt;/strong&gt;– do &lt;strong&gt;pana siedzącego na miejscu dla inwalidów/ matek z dziećmi&lt;/strong&gt;:&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PPP &lt;/strong&gt;– przepraszam, pan ustąpi łaskawie miejsca tamtej pani&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PSNMDI/MZD&lt;/strong&gt; zdejmując z uszu słuchawki: że co?&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PPP –&lt;/strong&gt; no co pan, ślepy czy jak, pan ustąpi tej pani z brzuchem, jak słowo daję&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PSNMDI/MZD&lt;/strong&gt; – aaaaaaaaaa – orientuje się &lt;strong&gt;PSNMDI/MZD&lt;/strong&gt; po czym wstaje z miejsca – pre uprzejmie.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PPP&lt;/strong&gt; – pani siada, pani siada!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;OZDWB&lt;/strong&gt;  siada.&lt;br /&gt;Następny przystanek. Wsiada &lt;strong&gt;Jeszcze Większa Pani W Jeszcze Większym Futrze&lt;/strong&gt;, z mnóstwem siatek i pakunków. Rozgląda się bacznie po pojeździe w poszukiwaniu wolnego miejsca. Nie znalazłszy – zajmuje strategiczne stanowisko obok siedzenia &lt;strong&gt;MZDWB&lt;/strong&gt;. Jednocześnie skutecznie zajmując swoją obszerną osobą połowę krzesła, na którym &lt;strong&gt;MZDWB&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;siedzi.&lt;strong&gt; JWPWJWF&lt;/strong&gt; rzuciwszy pakunki na podłogę schwyciła się demonstracyjnie poręczy tuż nad twarzą &lt;strong&gt;MZDWB&lt;/strong&gt;, pakując tym samym do ust i nozdrzy tejże futro z martwego stworzenia, w które była odziana.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;MZDWB &lt;/strong&gt;rozważa, czy by nie wstać, kto wie, może jednak podróż na stojąco będzie bardziej komfortowa….&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PPP &lt;/strong&gt;– pani siedzi, pani siedzi – widząc, że &lt;strong&gt;MZDWB &lt;/strong&gt;próbuje się wydostać spod futra i pakunków.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;JWPWJWF&lt;/strong&gt; – co pani, co pani, ona mi miejsca chce ustąpić, a pani jej zabrania, co pani!!!???!!!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;OZDWB &lt;/strong&gt;wzdycha&lt;br /&gt;Tramwaj oburza się na &lt;strong&gt;JWPWJWF.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Patrzcie ją, co za bezczelna, się pcha! Ciężarną z miejsca chce wygonić, baba jedna! Co za ludzie!&lt;br /&gt;Następny przystanek. Wsiada &lt;strong&gt;młoda matka z dzieckiem w wózku&lt;/strong&gt;. Nikt nie kwapi się, by jej pomóc, wszyscy zajęci oburzaniem się na  &lt;strong&gt;JWPWJWF.&lt;br /&gt;MMZDWW &lt;/strong&gt;wsiada bez pomocy osób postronnych, widać taki sport to dla niej bułka z masłem.&lt;br /&gt;- Mamo, a dlaczego tamta pani jest taka wielka i ma na sobie ubranie z lisa? – dopytuje się na cały regulator dziecko &lt;strong&gt;MMZDWW&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;MMZDWW –&lt;/strong&gt; cudem wstrzymuje się od chichotu&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;JWPWJWF &lt;/strong&gt;– wydaje z siebie oburzone fuknięcie.&lt;br /&gt;Stojąca opodal młodzież szkolna uśmiecha się półgębkiem.&lt;br /&gt;Następny przystanek: &lt;strong&gt;MZDWB&lt;/strong&gt; wysiada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ten, kto wie, co było dalej – niech dopisze ciąg dalszy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-8059502072542329717?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/8059502072542329717/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/12/w-miejskiej-dzungli.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/8059502072542329717'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/8059502072542329717'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/12/w-miejskiej-dzungli.html' title='W miejskiej dżungli'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-9198132997811766311</id><published>2010-11-09T10:53:00.000-08:00</published><updated>2010-11-09T11:29:30.723-08:00</updated><title type='text'>Bułka</title><content type='html'>&lt;p&gt;Tak, tak, przypominam sobie jak wielokrotnie powtarzałam sobie w myślach, z pogardą obserwując dwulatki zapychane kajzerkami po 30 groszy sztuka, że moje dziecko to nigdy a razowe pieczywo to zawsze i w ogóle, kto to słyszał taką truciznę zjadać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tak, tak, nie wypieram się.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czas upływał, dziecko zaczęło spożywać inne potrawy niż matczyne mleko oraz eko-słoiczkowe zupy zagranicznych producentów. I choć protoplaści nie spozywają tego typu pieczywa ani też nie reklamuje się go w telewizji, dziecko nie wiedzieć kiedy zagustowało w dmuchanym,  napompowanym chemią pieczywie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Buuuułkę!!! Nawoływało w okolicach sklepów. Buuuułkę!!!  Tak w nieskończoność.  (Wy, rodzice małych wrzaskunów doskonale wiecie o czym mówię. )&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Dlaczego ustepowałaś - tak, już słyszę te szydercze i pełne wyższości zapytania.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Hmm, może dlatego że czasem lubimy mieć trochę świętego spokoju? A może dlatego, że raz na jakiś czas udawało się zapchać dziecko bułką razową? A może jeszcze z jakiegoś innego powodu?  Kto wie, dlaczego czasem robi się w życiu rzeczy, o tórych wie się, że nie powinno się ich robić?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Mniejsza.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Potem było jeszcze gorzej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Sprawnie biegający dwulatek był w stanie w dzikim pędzie podczas zakupów w spożywczaku dobiec do regałów z pieczywem i własnoręcznie zapolować na najpiękniejszy okaz. Oraz co gorsza, zjeść , zanim zdążyliśmy podejść do kasy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;"Oj, jak ładnie dziecko je" - zachwycały się przygodni napotykane podczas spaceru nieznajome.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Matka tylko wzdychała i przewracała oczami. "Ta, jasne" - komentowała w myślach.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po wielokroć zdarzało się, że nieszczęsna bułka wypadła dziecku z ręki, niestety już poza obrębem  sklepu, w którym została nabyta.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Rodziców, których taka przygoda nie spotkała, ostrzegam zawczasu: nie ryzykujcie tego, co może nastąpić potem!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nauczona przykrymi doświadczeniami (przykre to dość delikatne określenie) matka kupowała po dwie bułki aby na wypadek przykrych zdarzeń uniknąć dzikich ryków i wicia się po chodniku, lub co gorsza prób zjadania pieczywa z brudnych i zadeptanych chodników. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Drodzy rodzice, jaki morał płynie z tej krótkiej historii?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kiedy Twoje dziecko zjada wszystko, niczym odkurzacz,  możesz zaryzykować i nie kupić kajzerki. I bić się o to z nim w sklepie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Albo nie, jeśli nie masz siły na kolejną tego dnia awanturę.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Natomiast, jeśli wiesz, że Twoje dziecko od rana nie zjadło nic i jest wściekle głodne, radzę - nie ryzykuj.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zapchaj bułką i miej trzy minuty spokoju w ciągu dnia.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Albo zróbcie po swojemu, jak tam chcecie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tylko nie prychajcie pogardliwie na widok zapychanych dmuchanymi bułami dzieciaków.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-9198132997811766311?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/9198132997811766311/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/11/buka.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/9198132997811766311'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/9198132997811766311'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/11/buka.html' title='Bułka'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-5979433967337870147</id><published>2010-10-27T11:15:00.000-07:00</published><updated>2010-10-27T11:29:37.761-07:00</updated><title type='text'>Wieczorem</title><content type='html'>&lt;p&gt;1/ Można tak:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;wykąpać się wraz z dzieckiem, obejrzeć razem bajeczkę, razem umyć zęby, poczytać przed snem a następnie zasnąć. I obudzić się rano.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;2/ Można jak wyżej, z tą różncą, że budzimy się po dwóch godzinach i przenosimy do własnego łóżka&lt;/p&gt;&lt;p&gt;3/ Można też tak: &lt;/p&gt;&lt;p&gt;wszystko jak w punkcie pierwszym, z wyjątkiem kąpieli własnej. Budzimy się rano i dokonujemy czynności higienicznych. Lub budzimy się po dwóch godzinach/ o północy/ o innej czarnonocnej godzinie i nie myjąc się przenosimy się do własnego łoża.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;4/ Można jak wyżej, z tym, że po przebudzeniu w środku nocy myjemy się, bo nie wyobrażamy sobie snu we własnym łóżku bez wieczornej kąpieli&lt;/p&gt;&lt;p&gt;5/ Można jak w punkcie trzecim, potem pobudka o północy, nieprzytomnym wzrokiem sprawdzamy która godzina (o, jakie szczęście, że jeszcze nie rano), po czym wtulamy się w dziecko i zasypiamy czym prędzej by nie marnować cennego czasu na sen&lt;/p&gt;&lt;p&gt;6/ Albo tak: po dwóch godzinach drzemki budzimy się, myjemy, wkładamy brudy do zmywarki, rozwieszamy pranie, szykujemy dziecku ubranie do przedszkola na drugi dzień a mężowi kanapki do pracy, prasujemy ciuchy na najbliższy kwartał, sprawdzamy w internecie aktywność znajomych na fejsbuku, po czym nad ranem skonani kładziemy się na krótką drzemkę&lt;/p&gt;&lt;p&gt;7/ wszystko jak powyżej, tyle że potem śpimy do południa, bo jutro sobota i nie trzena iść do pracy a dzieckiem zajmie się kto inny&lt;/p&gt;&lt;p&gt;8/ albo jeszcze inaczej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jakieś propozycje?&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-5979433967337870147?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/5979433967337870147/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/10/wieczorem.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5979433967337870147'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5979433967337870147'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/10/wieczorem.html' title='Wieczorem'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-5882003824041037224</id><published>2010-09-29T11:40:00.000-07:00</published><updated>2010-09-29T12:05:31.457-07:00</updated><title type='text'>O mące !!!</title><content type='html'>&lt;p&gt;Wieczorny rytuał z grubsza zawsze wygląda tak samo, różni się jedynie bajeczką oglądaną na dobranoc.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Od dłuższego czasu kultową bajeczką było "Stacyjkowo".&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Aż tu nagle któregoś wieczora.... akurat tego wieczora, gdy ojca nie było w domu a matka była bardzo ale to bardzo zmęczona i marzyła tylko o tym, by czym prędzej ułożyć dziecko do snu i samej także legnąć i obudzić się za dwa tygodnie....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Aż tu nagle dziecko oznajmiło w połowie odcinka: "chcę inną bajeczkę! Tej nie! O Bobie na przykład".&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zdziwiona nieco matka przełączyła posłusznie na Boba.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;"Nie tą! Inną o Bobie!" - zawołało dziecko.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Matka westchnęła i włączyła inną o Bobie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;"Nie, nie, nie!!!" wrzasnęło potomstwo. "Nie taką!!! Chcę o Tomku i o mące!!!"&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W tym momencie matka zapragnęła wyłączyć te wszystkie głupie bajeczki i włączyć sobie samej jakiś durnowaty program po to, by tępo pogapić się w ekran a wybredne dziecko oddać na przechowanie ludziom, którzy w takich sytuacjach umieją być bardziej stanowczy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Powstrzymała się jednak od barbarzyńskich odruchów i jak człowiekowi zaczęła tłumaczyć:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- włączę ci o Tomku, ale byle który odcinek, z tej prostej przyczyny, że nie wiem, który z odcinków opowiada o mące.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;"Tak, o mące" - zgodził się syn.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Matka włączyła.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Traf chciał, że pierwsza z brzegu nie opowiadała o mące, żeby to szlag.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;"Nieeeeeeeee, o mąąąąąąąąąąą-ceeeeeeeeeeeee" - wrzasnęło wrzeszczące i rozwydrzone potomstwo&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Synu...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;"O mąąąą-ceeeeeeeee" - pertraktował bachor. - "Proooo-szęęęęę"&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No nie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;O losie! Westchnęła matka i włączyła nachybił trafił kolejny odcinek.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;O mamo! Jest! Udało się! Jeny, jak to możliwe!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;O mące był drugi, a nie dwudziesty drugi!!!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Cudownie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dzieki temu udało się uniknąć większego nadszarpnięcia nadwyrężonych nerwów Okrutnej Macochy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wilk syty i owca cała.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Co będzie jutro - trudno powiedzieć.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Oby tylko dziecko nie zapragnęło oglądać bajeczek, których nie mamy w naszej kolekcji.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dobranoc.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-5882003824041037224?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/5882003824041037224/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/09/o-mace.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5882003824041037224'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5882003824041037224'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/09/o-mace.html' title='O mące !!!'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-1890582374128698289</id><published>2010-09-14T11:53:00.001-07:00</published><updated>2010-09-14T11:53:56.127-07:00</updated><title type='text'>Ogłoszenie</title><content type='html'>Święty spokój pilnie poszukiwany!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-1890582374128698289?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/1890582374128698289/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/09/ogoszenie.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/1890582374128698289'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/1890582374128698289'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/09/ogoszenie.html' title='Ogłoszenie'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-2404997175768164389</id><published>2010-09-07T11:50:00.000-07:00</published><updated>2010-09-07T12:05:35.114-07:00</updated><title type='text'>Poranek matki pracującej</title><content type='html'>&lt;p&gt;Niczym z pozoru nie różni się od poranków z czasów urlopu wychowawczego. Istotną kwestią staje się czas.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Do pracy wszak należy zdążyć na umówioną wcześniej godzinę. Cóż, kiedy od rana wszystko nie tak i już pięć minut po przebudzeniu wiadomo, że ósma rano to stanowczo za wcześnie na rozpoczęcie życia biurowego matki mającej na głowie dwa miloiny więcej rzeczy do zrobienia niż biurowe nie-matki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- chcę bajeczkę (standard)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- i mleczko (jak wyżej)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Te akurat wymagania nie wpływają znacząco na zdarzenia dnia, bowiem mają miejsce co dzień, bez względu na porę roku, warunki atmosferyczne i dzień tygodnia.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- nie chcę do przedszkola (cóż, synu, nie chcesz ale musisz)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- nie chcę kanapki (nie to nie, zjesz śniadanie w przedszkolu)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- chcę bułkę!!! - to już w drodze. "Nie ma czasu" (a, to nowość, zawsze przecież czas był) - odpowiada zasapana matka&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- nie chcę wózkiem (tia, możesz sobie nie chcieć, przecież wiesz jaka jest umowa, jak nie pada - zawsze jeździmy wózkiem)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- autem chcę (nie ma mowy, korki, nie ma gdzie zaparkować itp)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- wiiiiiiiiiidną!!! (cóż, kiedy akurat popsuta)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- nie po schooooooooodach!!! (wrzaski słyszą mieszkańcy całego budynku, gdyż dziecko drepcząc niechętnie donośnym głosem wygłąsza opinię na temat popsutej windy)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- z tatuuuusiem (nic, że tatuś podąża w inną stronę i w dodatku na rowerze)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;i najlepsze z repertuaru:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- nie chcę kurteczki!!!! (nieważne, że przyszła jesień i że siedem stopni na dworze).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Rozdygotana matka szamocze się (tak, tak, do dzieci trzeba z szacunkiem, cierpliwością, sposobem i delikatnie, tak, tak Wy wszyscy Przemądrzali Doradcy z gazet dla rodziców pewnie nigdy nie musieliście zdążyć do pracy na ósmą rano) z wierzgającym i wrzeszczącym potomstwem dusząc w sobie przekleństwa i inne niecenzuralne wyrazy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A kiedy już silniejszemu uda się wygrać bitwę, pozostaje tylko pędęm do przedszkola i nawet nie ma czasu na łzy i wzruszenie przy rozstaniu, bo synu, naprawdę mi się bardzo ale to bardzo śpieszy a potem pęd do tramwaju, o tylko kwadrans spóźnienia i można przystąpić do pracy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A jutro?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jutro to samo!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Byle do weekendu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-2404997175768164389?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/2404997175768164389/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/09/poranek-matki-pracujacej.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2404997175768164389'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2404997175768164389'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/09/poranek-matki-pracujacej.html' title='Poranek matki pracującej'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-7861688987318372820</id><published>2010-09-02T12:13:00.000-07:00</published><updated>2010-09-02T12:46:15.871-07:00</updated><title type='text'>W miejskiej dżungli i inne przygody</title><content type='html'>W "Wysokich Obcasach" trwa dyskusja pomiędzy tzw. "nierobami" czyli matkami niepracującymi a matkami zapracowanymi, czyli godzącymi pracę zawodową z obowiązkami domowymi. Nie zamierzam brać w niej dyskusji. Niemniej nie da się ukryć, iż od trzech z okładem lat zaliczam się do grupy "nierobów" i "próżniaków", którzy (które) w imię szczęścia własnej pociechy spędzają długie godziny na plotkach w piaskownicy, zamiast zająć się uczciwą pracą.&lt;br /&gt;Ha! Kto nie czytał felietonu o Pani Perfekcyjnej, ten nie wie, jak bardzo zapracowana potrafi być tak zwana matka "siedząca z dzieckiem w domu".&lt;br /&gt;Niemniej czas błogiego nieróbstwa nieubłaganie zbliża się ku końcowi, wkrótce przejdę na drugą stronę frontu i z oburzeniem będę wypowiadać się o matkach, które mają czas przesiadywać na ławkach, wystawiając twarz do słońca,  przeglądających najnowszy numer "Party" i wydzwaniających do zapracowanych mężów z pretensjami, że ich tak długo nie ma w domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpoczęcie pracy po tak długiej nieobecności wymaga jednakowoż pewnych przygotowań.&lt;br /&gt;Należy na przykład nabyć kartę miejską (do tej pory jakoś nie była potrzebna - nie wiedzieć czemu wbrew zaleceniom z kolorowych pism dla młodych matek jakoś niezbyt często podróżowałam z dzieckiem do śródmiejskich parków, galerii i muzeów, wszystkie zaś podróże odbyte miejską komunikacją z dzieckiem w objęciach należałoby zaliczyć do silnie wyczerpujących tak fizycznie jak i psychicznie).&lt;br /&gt;Tak więc karta miejska. Nie mam pewności, gdzie dokładnie można ją "wyrobić", wiem na pewno, że w biurach obsługi pasażera w metrze.&lt;br /&gt;Przezornie, jeszcze podczas wakacji, odbywszy wycieczkę do centrum (z dzieckiem, a jakże) dokonałam czynności i kartę już mam.&lt;br /&gt;Kartę należy także "naładować". Cóż, pewnie można w każdym kiosku. Jeśli jednakch chce się zapłacić plastikiem a nie gotówką - należy znaleźć stosowny punkt w mieście. Wiedziałam tylko, że taki punkt mogę znaleźć w metrze. Korzystając z tego, że akurat tam byłam - udałam się do punktu obsługi. Pech chciał, że akurat dziś. Kłębiący się wewnątrz pomieszczenia tłum jednak skutecznie mnie odstraszył. "Nie no, bez przesady, nie będę godzinę stać po to, by kupić bilet" - pomyślałam oddalając się pospiesznie. Na szczęście nieopodal (także na stacji Metra Centrum)znalazłam tajemniczy punkt, w którym widniały porozlepiane znaki ZTM i nie wiedzieć czemu nie było wewnątrz nikogo, prócz obsługi.&lt;br /&gt;- Przepraszam, czy naładuję u państwa kartę miejską&lt;br /&gt;- Tak&lt;br /&gt;- Hura! - zawołałam - a dlaczego oni tam, naprzeciwko, stoją w tej kolejce, skoro tu nie ma kolejki?&lt;br /&gt;- A bo oni, proszem paniom, dopiero sobie karty wyrabiajom, wiadomo, szkoła się rozpoczęła - objaśnił pan&lt;br /&gt;- Acha - odpowiedziałam, zadowolona z siebie i z faktu, że wpadłam na pomysł, by kartę miejską "wyrobić sobie" tydzień temu.&lt;br /&gt;- Pani nie zapomni skasować po wejściu do pojazdu - pouczył Pan ZTM&lt;br /&gt;- Oczywiście - odpowiedziałam, po czym pierwszą podróż z kartą miejską odbyłam na gapę, gdyż zapomniałam skasować.&lt;br /&gt;Ach, gdyby na tym kończyły się nieprzyjemności związane z podróżowaniem po mieście.&lt;br /&gt;Skąd znowu!&lt;br /&gt;Po pierwsze, należy unikać podróżowania podczas deszczu. Podróż w deszcowy dzień grozi tym, że deszcz z ociekających parasoli współpasażerów nakapie nam do torebki i naleje się do obuwia. Parasol bowiem w komunikacji zajmuje mniej więcej tyle miejsca, co pasażer i zawsze ale to zawsze wysiada pierwszy, dźgając w oczy osoby próbujące wsiąść.&lt;br /&gt;Po drugie podróżując najlepiej mieć katar lub też nie oddychać (w ostateczności stać przy otwartym oknie, lecz z powodu ulewy okna bywają szczelnie pozamykane aby deszcz nie nakapał na parasole i ich właścicieli ściśniętych wewnątrz pojazdu). Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego należy wstrzymywać oddech - niech każdy sam stworzy własną teorię.&lt;br /&gt;Po trzecie należy spróbować być niewidzialnym, szczupłym jak przecinek, tycim, tycim XXXesem - zwłaszcza, jeśli chce się zająć miejsce siedzące. Usiądzie ci taka obok, a nawet nie usiądzie lecz klapnie w rozkroku ukazując antygwałty do kolan, podłubie paluchem w zębach, nakapie kroplami deszczu z parasola mamrocząc coś niezrozumiale pod nosem a swąd niemytego ciała rozejdzie się po autobusie od prawa do lewa, że aż masz ochotę wysiąść na pierwszym możliwym przystanku aby zaczerpnąć świeżego miejskiego powietrza.&lt;br /&gt;Więc co, skoro podróż autobusem i tramwajem prezentuje się tak nieefektownie, to może jednak nie wracać do pracy?&lt;br /&gt;Zostać w ciepłym domku, nie ryzykując, że jakiś kierowcaspieszący do pracy obryzga mnie błotem z ulicznej kałuży?&lt;br /&gt;Jak myślicie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-7861688987318372820?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/7861688987318372820/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/09/w-miejskiej-dzungli-i-inne-przygody.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7861688987318372820'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7861688987318372820'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/09/w-miejskiej-dzungli-i-inne-przygody.html' title='W miejskiej dżungli i inne przygody'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-6875774627124679077</id><published>2010-07-15T05:12:00.000-07:00</published><updated>2010-07-15T05:13:16.850-07:00</updated><title type='text'>Plaża</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Pamela, Pamela, wracaj tu, co tam sama poleciałaś – daje się słyszeć zza parawanu. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Zerkam – szczupła blondyna, najpewniej mama Pameli, uniosła się na łokciach i nawołuje w stronę brzegu morza. Obok szczupłej leży plackiem gruby. Milczy. Pewnie tato Pameli.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Tak oto opiekuje się swoim potomstwem pierwsza z brzegu rodzina na wczasach.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Niech się dziecko integruje z innymi, co nie, a my tu sobie nareszcie przy piwku, na słoneczku odpoczniemy, że hoho.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;- Pameeeeeela.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Wróciła. Znaczy, wszystko gra. Nie utopiła się.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Nacieszywszy oko obserwacjami przyrody zagłębiam się ponownie w lekturę.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Nie na długo. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Zza kolejnego parawanu dochodzi dialog. Nadstawiam ucha.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;- Olek, nie syp. Ładnie się baw – nakazuje długowłosa mama.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Olek dalej sypie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;- Olek, w tej chwili przestań! Nie syp. Olek sypie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;- Oliwier, do ciebie mówię!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;- Oliwier przestaje.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Dotarło i do mnie, że Olek i Oliwier to jedna i ta sama osoba, lecz może jeśli Olek nie rozumie a Oliwier owszem, to należy zawsze w ten sam sposób się do dziecka zwracać?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Mijają chwilę, morze szumi, słońce przygrzewa.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Obok rozkłada się kolejna liczna dość rodzina.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Namiocik, kocyki, ręczniki, kąpielówki, łopatki, wiaderka…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;- Weź no mnie, Milena, nasmaruj. Takie słońce praży. – nakazuje jedna mama drugiej mamie. Dookoła dziki tłum dzieciarni.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;- Marcelina, nie syp!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Marcelina dalej sypie. Kto wie, może niechcący. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;- Nożkurwa, co robisz? – z rodzicielską troską w głosie odzywa się mamusia.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Marcelina przestaje sypać, wykopawszy dół wsadza do niego nogi i tak siedzi.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Brat Marceliny tarza się w piasku.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;A potem się im znudziło i postanowili się położyć koło mamusi. Mama zerka jednym okiem „ wynocha mi z tego koca z piachem” – nakazuje.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;No tak, szkoda, że plaże nie są z betonu.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;- Oriaaaaaaaana, Oriaaaaaaana – chodź, będziemy puszczać latawca!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Oriana pędzi co sił w nogach, dwa kilo piasku ląduje na moim kocu.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Mam ochotę użyć słów niecenzuralnych ale powstrzymuję się.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Nie jestem taka jak oni.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Jestem tu sama, bez dziecka.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Więc z dziką radością obserwuję zmagania tych nieszczęśników, którzy na wypoczynek przyjechali w towarzystwie własnych dzieci&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Weekend bez dziecka to dobry czas na obserwacje.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;I odpoczynek.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-right:3.6pt"&gt;&lt;span style="font-family:Arial"&gt;Gorąco polecam!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-6875774627124679077?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/6875774627124679077/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/07/plaza.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6875774627124679077'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6875774627124679077'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/07/plaza.html' title='Plaża'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-2378503951767816331</id><published>2010-07-15T04:31:00.000-07:00</published><updated>2010-07-15T04:37:52.791-07:00</updated><title type='text'>Droga</title><content type='html'>&lt;p&gt;Droga do przedszkola wygląda co dzień tak samo. W sensie, nie można modyfikować wyznaczonych szlaków, bo to budzi protesty.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc zawsze tym samym chodnikiem, zawsze do piekarni po bułeczkę na drogę, zawsze przez przejście dla pieszych, koło Polo, koło Biedronki, koło gimnazjum i parku.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I już.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A mimo tego, że droga co dzień ta sama, i ludzie ci sami po drodze mijani, można się natknąć na mnóstwo atrakcji. Nigdy prawie nie jest tak samo.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A to dźwig na pobliskiej budowie podnosi coś ciężkiego, a to straż pożarna przejedzie robiąc wielki hałas, a to panowie kopią dół w pobliżu torów tramwajowych (wówczas  należy zatrzymać się na chwilę i z uwagą poprzyglądać).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A kiedy jest naprawdę dużo czasu można zatrzymać się na placu zabaw, zjechać ze zjeżdżalni i pokopać trochę w piaskownicy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;To dopiero frajda!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Droga do przedszkola nigdy nie jest monotonna.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A kiedy nic się nie dzieje, można popłakując szeptać "nie chcę do przedszkola".&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A nuż za którymś razem uda się matkę namówić na wagary?&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-2378503951767816331?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/2378503951767816331/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/07/droga.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2378503951767816331'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2378503951767816331'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/07/droga.html' title='Droga'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-6961396336450274981</id><published>2010-06-25T02:17:00.000-07:00</published><updated>2010-06-25T02:45:23.335-07:00</updated><title type='text'>Wycieczka - w miejskiej dżungli część kolejna</title><content type='html'>Jako mama zafascynowanego pociągami dwuipółlatka postanowiłam zrobić mu wycieczkę. Męża nie było w domu ale nic to, pomyślałam sobie,dam radę, jak zawsze.&lt;br /&gt;Dziecię moje biegać lubi i samochodem jeździć lubi, tym razem jednak czekała nas podróż autobusem a w następnej kolejności pociągiem. Wzięłam więc ze sobą spacerówkę, bo nauczona doswiadczeniem wiedziałam, że po pięciu minutach marszu dziecko się zmęczy i poprosi a/na ręce b/w wypadku, gdy bedziemy mieli wózek usiądzie w nim grzecznie.&lt;br /&gt;Wsiedlismy wiec koło domu w 184 i zmierzamy w stronę dworca Warszawa zachodnia. W autobusie tłok, mimo tego (a moze właśnie dlatego),  że to sobotni poranek. W miejscu dla wózków pan z mnóstwem pakunków (on i jego paczki takze jadą na zachodni).Nic to, synu, damy rade.&lt;br /&gt;Jakoś dojechaliśmy, jakoś wysiedliśmy. &lt;br /&gt;Przed nami pierwsze schody. Prowadzą one do tunelu, którym zmierza się w stronę peronów.&lt;br /&gt;Dziecko za rączkę, wózek w drugą rączkę i tup tup tup -  dziecko ostroznie tupta, wózek ochoczo skacze ze schodka na schodek.&lt;br /&gt;Nie wiem co, gdyby dziecko chodzić nie umiało,  nie mogło lub nie chciało.&lt;br /&gt;Na szczęście umie i chce, po schodach zwłaszcza.&lt;br /&gt;Na końcu tunelu kasa. W kasie bilet i na peron.&lt;br /&gt;W góre, po schodkach, a jakże.&lt;br /&gt;Tup, tup, tup na górę -  dziecko za jedna rękę,  w drugiej wózek -   dobrze, że tani, to nawet jak się zepsuje lub matka z sił opadnie,  to bez żalu porzuci.&lt;br /&gt;Na peronie rozkład jazdy,  pociąg nadjeżdża,  wsiadamy.&lt;br /&gt;Oto,  mój synu,  specjalnie dla ciebie,  wycieczka z dworca zachodniego na wschodni,  pociągiem,  po torach,  przez tunel i z widokiem na budowę stadionu  z mnóstwem dźwigów i z prawdziwym panem maszynistą w zasięgu wzroku oraz z panem konduktorem, który na koniec podróży pomógł wyprowadzić wózek z pociągu (co sprawia pewien kłopot, bo dziura między wagonem pociągu a peronem dworca dość wielka)&lt;br /&gt;No dobrze, oto i dworzec z mnóstwem torów, z mnóstwem pociągów. To co teraz robimy?&lt;br /&gt;Jedziemy -  zakomunikował syn.&lt;br /&gt;Aaa, spodobało ci się? No to mój drogi, bilet powrotny kupić należy.&lt;br /&gt;Tup, tup, tup po schodach w dół do hali głównej,  do kasy, po bilet.&lt;br /&gt;- Poproszę bilet na dworzec zachodni -  mówi matka&lt;br /&gt;- Na która godzinę? -  zapytuje pani w kasie&lt;br /&gt;- ? -  dziwi się matka - a co za różnica&lt;br /&gt;- Muszę wiedzieć - odpowiada miła pani -  w informacji zapytać należy&lt;br /&gt;Matka nie pyta i biletu nie kupuje nie mogąc wyjść ze zdziwienia po co to komu wiedzieć. Kupuje wrzeszczącemu i wyrywającemu się z wózka w stronę peronów dziecku babeczkę w piekarni.&lt;br /&gt;Dlaczego na zachodnim nie pytali, o której chce odjechać a w tym samym mieście, choć za Wisłą, już jest to absolutnie niezbędne, aby bilet kupić?&lt;br /&gt;Nic nie rozumiem - rozmyśla matka wspinając się z dzieckiem w jednej ręce i ze spacerówką w drugiej po schodkach na peron siódmy, gdzie przyjechała pociągiem kolei mazowieckich.&lt;br /&gt;Skoro tu wysiedliśmy to i tu wsiądziemy -  kombinuje.&lt;br /&gt;Na peronie brak rozkładu jazdy, za to na peron obok wjeżdża pociąg.&lt;br /&gt;Synu, chodu, pociąg nam zaraz odjedzie!&lt;br /&gt;I po schodkach na dół, obie ręce zajęte, w jednej dziecko, w drugiej wózek, żeby go szlag.&lt;br /&gt;Nie zdążyliśmy. Pociąg odjechał.&lt;br /&gt;Więc stoimy na peronie szóstym i gapimy się na odjeżdżający pociąg a w tym czasie inny pociąg, innych kolei wjeżdża na peron siódmy, skąd dopiero co uciekliśmy w pogoni za pociągiem WKD na peron 6.&lt;br /&gt;Biec? Gonić? Wspinać się po schodkach?&lt;br /&gt;A co,  jeśli znów nie zdążymy?&lt;br /&gt;E,ee, zaczekajmy, w końcu i tutaj znów coś przyjedzie.&lt;br /&gt;Więc czekamy. Bez rozkładu, bez biletów za to w towarzystwie wygłodniałych gołębi. &lt;br /&gt;Pociąg nadjechał. WKD. „Z nami możesz podróżować na podstawie biletu ZTM” – głosił napis na każdych drzwiach kolejki.&lt;br /&gt;- Bosko – pomyślała matka – taki akurat mam przy sobie.&lt;br /&gt;Potem wysiadka na dworcu Warszawa Ochota, krótka wspinaczka po schodach i już po płaskim udaliśmy się na spacer w kierunku Muzeum Powstania Warszawskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to ile razy musiałam wejść i zejść z wózkiem po schodach?&lt;br /&gt;I czy mnie to nie zniechęci do dalszych podróży?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-6961396336450274981?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/6961396336450274981/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/06/wycieczka-w-miejskiej-dzungli-czesc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6961396336450274981'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6961396336450274981'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/06/wycieczka-w-miejskiej-dzungli-czesc.html' title='Wycieczka - w miejskiej dżungli część kolejna'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-7488621355123425140</id><published>2010-06-04T13:30:00.001-07:00</published><updated>2010-06-04T13:38:33.617-07:00</updated><title type='text'>Sadzawka</title><content type='html'>Ogródek. W ogródku, jak to zazwyczaj - zieleń. Pośrodku maluteńki stawik. Tyci, tyci.&lt;br /&gt;Nad tyci, tycim stawikiem gipsowy amorek siusiający wodą do sadzawki. Obok amorka mały chłopiec. Nabiera na dłoń wody, którą sika amor i oklepuje go z wszystkich stron. Taka zabawa. Dwa kroki od dziecka siedzi na trawie matka, jednym okiem łypie na syna, drugie ma zamknięte, twarz wystawiona ku słońcu. Wygrzewa się.&lt;br /&gt;W dali w altance reszta familii raczy się wiśniówką.&lt;br /&gt;Naraz, co to?&lt;br /&gt;Amor w wodzie, za amorem do wody wpada dziecko.&lt;br /&gt;Ile to mogło trwać?&lt;br /&gt;Zanim matka zdążyła zerwać się na równe nogi i podbiec do sadzawki?&lt;br /&gt;Pięć sekund? Może siedem?&lt;br /&gt;Matka nie pamięta. Wydaje jej się, że biegła wieki całe a w tym czasie jej dziecko topiło się w sadzawce.&lt;br /&gt;Ręce matki wyciągają przemoknięte od skarpet po końce włosów dziecko.&lt;br /&gt;Dziecko w szoku, ani piśnie.&lt;br /&gt;Dopiero po chwili.&lt;br /&gt;Matko, matko. Matko!&lt;br /&gt;Czy to wina matki?&lt;br /&gt;Może nie powinna pozwolić na to, by dziecko stało na zbyt mało stabilnym podłożu? A może powinna je trzymać za rękę?&lt;br /&gt;Może.&lt;br /&gt;Szczęśliwie, skończyło się tylko na strachu.&lt;br /&gt;Chrzest bojowy dziecko ma za sobą.&lt;br /&gt;Matka reagowanie w sytuacjach ekstremalnych także.&lt;br /&gt;Zdarzenie trwało sekundy, lecz matka niedokładnie pamięta.&lt;br /&gt;Lwica biegnąca na ratunek.&lt;br /&gt;Tyle.&lt;br /&gt;Jaki morał z tej historii? Zawsze miej przy sobie ubranie na zmianę dla dziecka. W tym obuwie.&lt;br /&gt;Inne przemyślenia, wnioski i morały matka zostawi dla siebie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-7488621355123425140?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/7488621355123425140/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/06/sadzawka.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7488621355123425140'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7488621355123425140'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/06/sadzawka.html' title='Sadzawka'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-8684491685684955853</id><published>2010-05-14T12:56:00.000-07:00</published><updated>2010-05-14T13:30:47.676-07:00</updated><title type='text'>Rurka</title><content type='html'>&lt;p&gt;-Kupię ci lody - zakomunikowała matka wariatka jeszcze w domu, zanim wybyli na badanie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wszystko po to, aby jakoś wynagrodzić stres związany z kolejnym już w życiu małego człowieka USG.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Lodu chcesz - oznajmił zatem niezwłocznie po zejściu z kozetki synalek&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Lody? Jeszcze się przeziębi - zatroszczył się lekarz&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Etam, wzruszyła ramionami matka, po czym przy wyjściu z budynku szpitala zmieniła zdanie i zamiast lodów postanowiła zakupić dziecku rurkę z kremem.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I to właśnie był jeden z największych błędów, jakie popełniła w życiu. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Oto mianowicie dziecko , po dwóch i pół roku żywota dowiedziało się o istnieniu rurek z kremem.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Cóż, w tej chwili matka jeszcze tego nie wiedziała. Że to był błąd.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dziecko zasłużyło na nagrodę, zatem ją otrzymało.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;O zgubnych w skutkach efektach swoich poczynań matka miała się przekonać za dni kilkanaście.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A było tak:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;po jakimś czasie udała się z dzieckiem do domu kultury na przedstawienie o misu, króliczku i innych zwierzątkach. Pech chciał, że dom kultury znajduje się dokładnie na tej samej ulicy co szpital i USG.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Luuuuuuuuuuulkę!!!! - natychmiast zaczął się wyrywać synalek&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Co? - nie mogła załapać matka&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Luuuuuuuuuuuuulkę!!! - wierzgnęło dziecko&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Aaaaaaaaaa - pojęła matka&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Hmm, lecz czy aby zasłużyłeś na rurkę?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tamta była w nagrodę a teraz? Za co nagroda, nie, nie kupię rurki&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Luuuuuuuuuuuulkę - zawyło dziecko&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Bosh - zawyła w myślach matka - ciekawe co ojciec zrobiłby na moim miejscu - wymyślając się w myślach od różnych (złych matek itp) poszła po "lulkę" gdyż nie chciało jej się na ulicy z dala od domu tarzać po ziemi ze zbuntowanym dwulatkiem próbującym na niej wymusić to czy tamto.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- I po co mi to było?- mamrotała do siebie matka wariatka wycierając dziecko z resztek słodkości.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-8684491685684955853?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/8684491685684955853/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/05/rurka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/8684491685684955853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/8684491685684955853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/05/rurka.html' title='Rurka'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-5423472088804532404</id><published>2010-05-10T10:33:00.000-07:00</published><updated>2010-05-10T11:30:37.807-07:00</updated><title type='text'>resztki.pl</title><content type='html'>&lt;p&gt;Obiad z resztek czyli jak przygotować smakowity posiłek bez konieczności robienia zakupów, za to z wykorzystaniem więdnących warzyw.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Na podstawie książki kucharskiej "Z kuchennej półeczki. Kuchnia wegetariańska" .&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przy czym należy zwrócić uwagę na fakt, iż matka wariatka przeczytała przepis dawno, po czym zapomniała, w której książce kucharskiej go przeczytała, zatem musiała improwizować.  Wyszło smakowicie, a na koniec oczywiście właściwa książka kucharska się znalazła i okazało się, że gdy robi się potrawę z pamięci używa się innych składników niż nakazuje przepis.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I tak:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;ziemniaków (na oko) z kilogram&lt;/p&gt;&lt;p&gt;dwa pory krótkie lub jeden długi (biała część)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;czosnek (o którym matka zapomniała i nie użyła)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;ser żółty - na oko - ile komu pasuje&lt;/p&gt;&lt;p&gt;natka&lt;/p&gt;&lt;p&gt;beszamel (masło, mąka, mleko, przyprawy)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;matka wariatka dodała jeszcze groszek z konserwy&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ziemniaki obrać, pokroić w plasterki i gotować około 10 minut.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po czym w naczyniu układać kolejno:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;ziemniaki, pora, beszamel, ser, natkę, groszek, itp.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dolać trochę wody i zapiekać do miękkości (lub jak kto woli, do czasu, gdy zapach pieczonego pora rozejdzie się po domu).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Podawać z winem oczekując pochwał ze strony współmałżonka i zdziwionych spojrzeń ze strony potomstwa (o co ci chodzi, matko, przecież ja nie lubię takiego jedzenia).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I to by było natyle, jeśli chodzi o nową pasję matki wariatki, jaką jest gotowanie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;.............&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Z życia rodzinnego:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;syn upodobał sobie godzinne sesje na nocniku z oglądaniem książeczek i zabawą w Boba Budowniczego (mama, przynieść dźwig. I betoniarę itp)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Oraz polecam:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;darmowe teatrzyki w bibliotekach na Bielanach.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tłumnie acz ciekawie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Z poważaniem,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;matka wariatka&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-5423472088804532404?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/5423472088804532404/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/05/resztkipl.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5423472088804532404'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5423472088804532404'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/05/resztkipl.html' title='resztki.pl'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-34693578673248782</id><published>2010-05-05T12:55:00.000-07:00</published><updated>2010-05-05T13:08:08.131-07:00</updated><title type='text'>Pomysłowość</title><content type='html'>&lt;p&gt;ludzka nie zna granic, czyli o tym, jak zmusić dziecko do jedzenia marchewki&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Skoro dziecko posiłki jada z rzadka, to może nie warto się głowić i serwować suche bułeczki na każde zawołanie? Na zmianę z mlekiem modyfikowanym i jogurtem?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tak ale nie na dłuższą metę.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Na dłuższą metę można się  nabawić wyrzutów sumienia postępując w taki sposób.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zatem po pierwsze należy przekartkować na chybuł trafił książki z przepisami a po drugie wykorzystać zasoby artykułów spozywczych dostępnych akurat w zasięgu ręki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Składniki:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;2 marchewki&lt;/p&gt;&lt;p&gt;jabłko&lt;/p&gt;&lt;p&gt;garść rodzynek&lt;/p&gt;&lt;p&gt;2 łyżki fruktozy lub cukru, jak kto woli&lt;/p&gt;&lt;p&gt;2 jajka&lt;/p&gt;&lt;p&gt;200 g mąki razowej (pewnie biała też się nada)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;łyżeczka proszku do pieczenia&lt;/p&gt;&lt;p&gt;szczypta soli&lt;/p&gt;&lt;p&gt;kilka kropel aromatu waniliowego&lt;/p&gt;&lt;p&gt;masło lub oliwa do wysmarowania formy (no chyba, że ma się formę silikonową)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wykonanie:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;natłuscić formę/ rozgrzać piekarnik do 180 stopni/ zmiksować jajka z cukrem/ utrzeć na tarce marchew i jabłka&lt;/p&gt;&lt;p&gt;wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia, marchwią i jabłkiem/ dodać rodzynki, sól, masę jajeczno - cukrową&lt;/p&gt;&lt;p&gt;wlać do formy i piec około 30 minut&lt;/p&gt;&lt;p&gt;sprawdzać patyczkiem czy wypiek gotowy&lt;/p&gt;&lt;p&gt;(jak głosi przepis - po nakłuciu patyk powinien być suchy)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W czasie gdy ciasto się piecze - zajmować się własnymi sprawami.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Łatwe, nie?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Lecz gwarancji, że dziecko skonsumuje nie ma żadnej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc należy użyć fortelu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Włożyć zawartość do foremek na muffiny. Wtedy jest szansa, że dziecko łyknie bez mrugnięcia okiem. Jak każdą babkę.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Bomba!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wszystkie zjedzone. Nie skłamię, jeśli napiszę, że syn mój zjadł po raz pierwszy w życiu marchewkę w innej formie niż papki serwowane niemowlętom. W dodatku o tym nie wiedział.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pełen sukces.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ciasta z formy nie tknął. Powęszył nieufnie i oznajmił:"nie chcesz tego".&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Cóż.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ciekawe czy uda się przygotować muffiny z mięsa mielonego? Albo z większej liczby warzyw?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I ciekawe, czy dziecko da się wkręcić, że to ciastko?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak myślicie?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;O efektach niebawem.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-34693578673248782?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/34693578673248782/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/05/pomysowosc.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/34693578673248782'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/34693578673248782'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/05/pomysowosc.html' title='Pomysłowość'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-2964789920379337782</id><published>2010-05-05T04:42:00.000-07:00</published><updated>2010-05-05T04:44:37.921-07:00</updated><title type='text'>Bułka z dżemem</title><content type='html'>W jej wspaniałej, kolorowej książce kucharskiej z przepisami na dania jarskie, nabytej przed laty za ostatnie pieniądze, znajdują się tysiące przewspaniałych przepisów a oni dają jej dziecku w przedszkolu bułkę z dżemem na podwieczorek. Żeby chociaż ten dżem fruktozą słodzony był. A nie cukrem. Ale pewnie cukrzony. Może nawet Pani od menu nie ma pojęcia, że można słodzić czymś innym. Lub co gorsza nie słodzić w ogóle. Grzech, dzieciom słodkości odmawiać. To jak zabieranie dzieciństwa. Dzieciństwo musi być słodkie. &lt;br /&gt;I co z tym zrobić, zastanawia się ona?&lt;br /&gt;Czy w każdym przedszkolu są dni, kiedy podaje się dzieciom kajzerkę z dżemem?&lt;br /&gt;Ale co to za jedzenie, taki dżem? Co on daje? Oprócz cukru? To nie lepiej jakichś babeczek z otrębami napiec? Też można posłodzić. Fruktozą. O matko, o matko! Biadoli ona w myślach całe przedpołudnie. Jak tu wysłać dziecko do przedszkola, w którym dają do jedzenia dżem? &lt;br /&gt;Znalazła przedszkole bez dżemu. Na drugim końcu miasta. No nie. Chyba, żeby się przeprowadzili.&lt;br /&gt;Teraz ona myśli, kogo by tu spytać co lepsze: nie posyłać do przedszkola z powodu menu, które jej nie odpowiada, czy też zignorować menu, bo to sprawa drugorzędna. No ale jaka znowu drugorzędna, jestes tym, co jesz, do cholery, zamartwia się ona dalej, tłukąc schabowego na obiad.&lt;br /&gt;No właśnie - dotarło do niej - skoro tłuczesz schabowego, znaczy jesteś schabem. A skoro ty jesteś schabem, to dlaczego twoje dziecko nie miałoby być cukiereczkiem? Takim malutkim, słodziutkim?&lt;br /&gt;Na tę myśl uśmiechnęła się pod wąsem. Konkretnie pod nosem. Jeszcze tego brakowało, żeby jej wąsik wyrósł. Trzebaby depilować. A to z dziesięc zeta, jak nic. Raz na tydzień. I tak sobie myślała, tłukąc te schabowe.&lt;br /&gt;A potem jeszcze pomyślała, że do cholery, życie takie krótkie i może ona nigdy nie zdąży tych wszystkich dań ze swojej wegetariańskiej książki kucharskiej przygotować. I co wtedy?&lt;br /&gt;Więc może zamiast schabowych zabrać się za robienie jarzynowego pilawu ze strony 141? Nie ma cebuli w domu. Ani też białego wina. Więc odpada. Może jutro.&lt;br /&gt;O, albo chrupiące kulki z soczewicy. Jeszcze lepiej.&lt;br /&gt;No ale to jutro.&lt;br /&gt;A tymczasem ona przystąpi do konsumowana schabowych. I może wymyśli co robić.&lt;br /&gt;A jak nie, to może jutro wymyśli.&lt;br /&gt;Może podczas jedzenia kulek z soczewicy wpada się na jakieś genialne rozwiązania?&lt;br /&gt;Kto to wie?&lt;br /&gt;Jutro się okaże.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-2964789920379337782?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/2964789920379337782/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/05/buka-z-dzemem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2964789920379337782'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2964789920379337782'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/05/buka-z-dzemem.html' title='Bułka z dżemem'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-3084592268137050371</id><published>2010-05-03T13:20:00.000-07:00</published><updated>2010-05-03T13:22:38.837-07:00</updated><title type='text'>Kłiz</title><content type='html'>1/ Jeśli dziecko protestuje przeciwko założeniu spodenek a ty musisz absolutnie koniecznie wyjść z domu &lt;br /&gt;a/ przekładasz spotkanie (nieważne czego dotyczy) bowiem dziecko najlepiej wie czego chce i jeśli mówi, że się nie ubierze i nie chce z domu wyjść, należy tę decyzję uszanować&lt;br /&gt;b/ ignorując protesty, krzyki, kopniaki i gryzienie po rękach wdziewasz na dziecko ubranie, po czym głęboko oddychając wypychasz je za drzwi mieszkania i ocierając pot z czoła wychodzisz zaraz za nim&lt;br /&gt;c/ twoje dziecko nigdy nie protestuje, ubiera się chętnie i nie wymaga przy tym pomocy, zatem ciebie rzecz nie dotyczy&lt;br /&gt;d/ nie zakładasz mu spodenek, ani majteczek, tylko same buciki i tak wychodzicie (ostatecznie to ono będzie się musiało wstydzić, w końcu ty przecież jesteś ubrana)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2/ Jeśli dziecko protestuje przeciwko myciu główki&lt;br /&gt;a/ golisz je na łyso (pół biedy jeśli to chłopczyk) i problem z bańki&lt;br /&gt;b/ tłumaczysz, że trzeba, że każdy myje głowę itp po czym mimo protestów i krzyków wykonujesz przykrą czynność&lt;br /&gt;c/ wymyślasz bajeczkę o kaczuszce, która bała się mycia główki, lecz po tym, jak spotkała na swojej drodze jeża, żabę i pszczółkę, które nic a nic nie bały się mycia głowy - równiez się do tego przekonuje i domaga się mycia codziennie; liczysz, że i Twoja pociecha w ten sposób się przekona&lt;br /&gt;d/ zwalasz obowiązek na partnera, dokładnie zamykając drzwi od łazienki o odkręcając telewizor na cały regulator&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3/ Jeśli dziecko jest urodzonym niejadkiem&lt;br /&gt;a/ dokarmiasz go herbatnikami, paluszkami i chrupkami, ganiając za nim tu i tam po placu zabaw a po tym jak zje cały obiadek nagradzasz je lizaczkiem czupaczups i nie zmuszasz do mycia zębów (mleczaki przecież i tak wypadną)&lt;br /&gt;b/ odwiedzasz dietetyka, pediatrę i konsultujesz problem na forum dla Zatroskanych Matek, po czym skrupulatnie stosujesz się do uzyskanych zaleceń, zamartwiając się, że nie skutkują&lt;br /&gt;c/ twoje dziecko jest urodzonym niejadkiem, na śniadanie wypija mleko i zjada dwie kanapki, na drugie śniadanie owoc, na obiad tylko zupę pomidorową i kotlecika (od miesiąca to samo, innych potraw nie tyka), na podwieczore budyń waniliowy a na kolację znów kanapkę z wędliną - strasznie cię martwi, że jego dieta jest taka uboga, co robić? Co robić?&lt;br /&gt;d/ dziecko z głodu nie umrze, nie chce jeść teraz, to zawoła potem - ten akurat problem snu Ci z powiek nie spędza&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4/ Jeśli Twoje dziecko nie chce recytować wierszyków, olewa dodawanie i naukę abecadła, pomimo tego, że skończyło już dwa latka Ty:&lt;br /&gt;a/ w trosce o jego rozwój zapisujesz je na szereg zajęc ogólnorozwojowych, rozważasz także kurs języka obcego&lt;br /&gt;b/ szantażujesz, że dopóki nie nauczy się liczyć do dziesięciu - nie wyjdziecie na spacerek na jego ulubiony plac zabaw&lt;br /&gt;c/ rwiesz włosy z głowy i udajesz się na konsultację do psychologa dziecięcego aby sprawdzić, czy Twoja pociecha nie jest aby opóźniona w rozwoju (bezsprzecznie jest)&lt;br /&gt;d/ jesteś w tym temacie wyluzowana, bowiem Ty jako trzylatka nie znałaś liter ani tabliczki mnożenia lecz mimo to udało Ci się zdać maturę a nawet skończyć studia&lt;br /&gt;e/ żadne z powyższych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;cdn&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-3084592268137050371?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/3084592268137050371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/05/kiz.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/3084592268137050371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/3084592268137050371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/05/kiz.html' title='Kłiz'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-513643078553219938</id><published>2010-05-03T10:41:00.000-07:00</published><updated>2010-05-03T11:23:43.338-07:00</updated><title type='text'>Kulinarnie</title><content type='html'>&lt;p&gt;"Każda żona tym się chlubi, że gotuje, co mąż lubi" - makatkę o takiej treści miała onegdaj zawieszoną nad kuchnią węglową babcia matki wariatki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Makatka nie przetrwała, hasło zaś, nie wiedzieć czemu utkwiło w pamięci.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Cóż. Początki były mało wyszukane, znaczy albo spagetti z pomidorowym sosem (czasem nawet z torebki, o zgrozo!) albo też frytki z jajkiem sadzonym. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Rzecz jest o tyle skomplikowana, że małżu jest z tych, co nie jedzą mięsa, zatem siłą rzeczy nie można pójść na łatwiznę serwując mu dajmy na to schabowego z ziemniaczkami. Zamiast schabowego zatem w zamierzchłej przeszłości wjeżdżał na talerz sojowy a`la schabowy (do czasum kiedy to Uczone Księgi nie zaczęły grzmieć, że taki produkt to Absolutna Trucizna i że należy unikać go jak ognia). No ale to było dawno. Potem był etap "nie gotujemy a jak jesteś głodny to ugotuj sam (a żona chętnie wtedy uszczknie conieco i pokaprysi, że niedobre) a następnie nastał etap "chcesz jeść - musisz ugotować sobie sama.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Cóż.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Matka wariatka ze zdziwieniem wspomina dzień, w którym obśmiała w myślach swoją koleżankę na urlopie wychowawczym po tym, jak ta zwierzyła jej się, że zaczęła gotować. Tak po prostu, z przepisów w książkach kucharskich.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Matka wariatka myślała sobie:"dziwne, komu by się tak chciało".&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A tu proszę, okazuje się, że nie znasz dnia ani godziny.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dodatkową zachętą stał się fakt, iż matka wariatka zgromadziła pokaźną kolekcję książek kucharskich (głównie o gotowaniu potraw wegetariańskich a w dalszej kolejności o gotowaniu potraw dla wybrednych dwulatków). Tak więc od czasu do czasu matka wariatka przysiadłszy na kuchennym taborecie zgarniała z półki na chybił trafił którąś z grubych ksiąg pełnych kolorowych obrazków i zaznaczała "o, może to, a może tamto, o albo ten przepis jest fajny". Zaznaczała, po czym dochodziła do wniosku "eee, to za trudne lub częściej eee, nie chce mi się" i odkładała książkę tam, gdzie jej miejsce. Na wysoką półkę znaczy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Razu pewnego zauważyła, iż w lodówce zgromadziło się niebezpiecznie dużo pieczarek (ciekawe, kto i po co ich tyle nakupował) i jako wzorowa gospodyni domowa, która nie lubi, gdy coś się marnuje a w rezultacie wyrzuca do śmieci, niezwłocznie postanowiła coś z nich zrobić. Czym prędzej zatem wyszukała w indeksie ogromnej kolorowej księgi nabytej przed laty za ostatnie pieniądze przepis na szybki makaron z pieczarkami i mascarpone  (Dania jarskie - wielka księga kucharska, wyd. Konemann), ugotowała, poczęstowała rodzinę oraz gości, którzy akuratnie się napatoczyli i okazało się, że zjeść się dało, o dziwo, nawet smacznie. W co kucharka nie do końca mogła uwierzyć, a jednak.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pierwsze koty za płoty. Zaczęło się czytanie blogów, stron z wegetariańskimi przepisami, przeszukiwanie książek kucharskich rodzicielki (hit - książka kucharska z bodaj 1956 roku i przepis na zapiekankę z kaszy z grzybami).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ostatnio matka wariatka czyta "Julie &amp;amp; Julia". To książka o dziewczynie, która postanowiła w ciągu roku przyrządzić wszystkie dania z książki kucharskiej niejakiej Julii Child. Wrażeniami z tego "projektu" dzieliła się na blogu. Pomysł oryginalny i nie warto go rzecz jasna kopiować. Albo inaczej - skopiować można (wybrawszy którąś z licznych ksiąg z wege-przepisami) bez konieczności opisywania swoich doświadczeń na blogu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zresztą, z doświadczenia matki wynika, że część potraw nie chce wyjść i koniec (takie na przykład kotlety z grochu albo z soczewicy - przerobione w ostateczności na pasztet).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I zauważcie - te wszystkie piękne, zdobne w zdjęcia kulinarne blogi - ani słówka w nich o tym, że coś nie wyszło, coś się nie udało.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czyli wniosek - tylko jednej, jedynej na świecie gospodyni domowej zdarza się, że potrawa nie wyjdzie. Reszta albo o tym nie mówi, albo im zawsze się udaje.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Co za niesprawiedliwość!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-513643078553219938?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/513643078553219938/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/05/kulinarnie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/513643078553219938'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/513643078553219938'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/05/kulinarnie.html' title='Kulinarnie'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-2881877940733537944</id><published>2010-04-30T13:53:00.000-07:00</published><updated>2010-04-30T14:09:01.888-07:00</updated><title type='text'>Szkoła pisania</title><content type='html'>&lt;p&gt;Jedna uczennica jest sumienna, odwala wszystkie zadane tematy, reportaże, dialogi oraz bajeczkę o Groszku (rewelacyjna, chcielibyście pewnie przeczytać, nie? To zapytam Autorki czy planuje ją gdzieś zamieścić, jeśli tak, przeczytajcie koniecznie).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Druga uczennica obija się twierdząc, że nie umie pisać na zawołanie a po wtóre nie potrafi zmyślać. Potrafi jedynie opisywać historie, które się wydarzyły.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No tak, tylko ostatecznie, jak długo można pisać o potomstwie? Zwłaszcza, jeśli nareszcie nadeszła ta Długo Wyczekiwana Chwila, gdy potomstwo z dziką radością (ku rozpaczy rodzica) udało się na większość dnia do przedszkola. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Swoją drogą Zrozpaczonej Matce Ze Złamanym Sercem nie mieści się wprost w głowie, że jej malutki synalek już taki dorosły, że do przedszkola uczęszcza. A przecież całkiem niedawno był jeszcze takim dzidziusiem w wózeczku i spacerowali sobie z matką tymi samymi ścieżkami, którymi teraz co rano pędzą spóźnieni do "pikola".&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ale zaraz, zaraz, Matko Udręczona! Czy aby przez ostatnie miesiące użerania się ze zbuntowanym dwulatkiem nie marzyłaś aby o tym, aby oddać go właśnie do takiego miejsca? No nie wypieraj się, przyznaj się szybciutko! Że chciałaś, żeby go nie było, bo to i w internecie w spokoju można posiedzieć, i obiadu nagotować i zakupy bezstresowo zrobić.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chciałaś?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chciałaś. No to masz. I nie marudź, nie biadol, tylko ciesz się wolnością, póki możesz.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;O matko!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A to dopiero początek odcinania pępowiny. Może lepiej nie myśleć póki co o tym, co będzie dalej?&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-2881877940733537944?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/2881877940733537944/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/04/szkoa-pisania.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2881877940733537944'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2881877940733537944'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/04/szkoa-pisania.html' title='Szkoła pisania'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-4316781310208196756</id><published>2010-04-28T10:47:00.000-07:00</published><updated>2010-04-28T12:19:47.106-07:00</updated><title type='text'>Dzień bez dziecka?</title><content type='html'>&lt;p&gt;Miało być tak: małżu z dzieckiem wyjeżdżają na weekend a matka wariatka w tym czasie obżera się pizzą (wiecie, Dieta Cud), ogląda telewizję, siedzi w kompie a w międzyczasie wyciera kurze. Słowem - odpoczywa.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wyszło inaczej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie wyjechali, za to zapadła decyzja by posłać Małego Terrorystę do przedszkola. Zamysł był taki, aby na czas nieokreślony posłać synalka do przedszkola do pory drzemki. Aby się przyzwyczaił. Oswoił. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Hmm.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po raz kolejny matka przekonała się, że robienie planów nie ma sensu. Przynajmniej wtedy, gdy ma się pod opieką małego chłopczyka.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Oczywiście zanim posłano Małego Chłopczyka do przedszkola, opowiedziano mu z detalami co będzie tam robił, że mama go zostawi ale niedługo wróci, że będą inne dzieci, że nie wolno popychać itp. itd...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Nie wolno, nie wolno - przytakiwało dziecko.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A gdy nadszedł Wielki Dzień, dziecko z samego rana bombardowane informacjami, że do przedszkola, że pani, że inne dzieci, udawało, że nie słyszy tego, co się do niego mówi.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A potem?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zostawione pod opieką pani, w towarzystwie innych dzieci, o bożym świecie zapomniało. I o mamusi też.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Mamusia wróciła do domu i trzęsącymi się z wrażenia rękami obrała ziemniaki na obiad. Przy tym głowę zaprzatniętą miała myślą, że oto jej malutki syneczek pozostał tam gdzieś daleko w towarzystwie obcej pani oraz całkiem obcych dzieci. A co, jeśli płacze? Albo tęskni? A matka tu, w domu, kartofle obiera, zamiast zostać, czuwać i być na każde skinienie w zasięgu ręki?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Minęły długie dwie godziny i stęskniona matka udała się po swoje dziecko.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Mama idź - powiedział na jej widok syn - chcesz tu być.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I to by było na tyle.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Okazało się, że adaptacja przedszkolna była tysiąc razy trudniejsza dla matki niż dla dziecka.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czy to normalne?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-4316781310208196756?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/4316781310208196756/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/04/dzien-bez-dziecka.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4316781310208196756'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4316781310208196756'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/04/dzien-bez-dziecka.html' title='Dzień bez dziecka?'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-8720327365004078535</id><published>2010-04-26T05:31:00.001-07:00</published><updated>2010-04-26T05:36:26.782-07:00</updated><title type='text'>Bez zakupów</title><content type='html'>&lt;p&gt;Czytuje czasem blogi kulinarne. Czytuję i zazdroszczę. Inwencji, talentu, pięknych zdjęć. Na blogu http://nakruchymspodzie.blogspot.com wyczytałam o tygodniu bez zakupów. Fajny pomysł. Trzeba tylko mieć trochę zapasów w domu, wiele pomysłów w głowie i rodzinę, która bez kaprysów łyknie wszystko.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czyli u mnie odpada.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jednak czemu nie spróbować?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc tak:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;makaron ze szpinakiem i serem feta (głównie dlatego, że ser leży w lodówce już dość długo i nie chciałabym, żeby się przeterminował).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Poczyniłam wydatek w kwocie 90 groszy aby nabyć trzy celube (zużyłam jedną, reszta pójdzie na coś innego - na co - jeszcze nie wiem).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Szpinak + czosnek + cebula + ser feta + makaron.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Proste, nie?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I całkiem smaczne.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Każdy łyknie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tylko nie mój syn :(&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Serdeczności,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;matka wariatka&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-8720327365004078535?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/8720327365004078535/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/04/bez-zakupow.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/8720327365004078535'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/8720327365004078535'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/04/bez-zakupow.html' title='Bez zakupów'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-2431815056535511000</id><published>2010-04-25T12:56:00.000-07:00</published><updated>2010-04-25T12:57:14.662-07:00</updated><title type='text'>Bajka o dziewczynce, która nie chciała jeść pomidorowej zupy</title><content type='html'>Była sobie raz mała dziewczynka, Zosia. Zosia najbardziej na świecie lubiła jeść bułeczki prosto z piekarni oraz pić mleczko. Nic więcej nie chciała spróbować. No, może czasem banana albo naleśnika. A poza tym nic a nic. Nawet śmiesznych kolorowych kanapeczek, które mama Zosi co rano przygotowywała na śniadanie.&lt;br /&gt;- Chcę bułeczkę! - wołała Zosia - nie kanapki! Bułeczkę!&lt;br /&gt;I tak dzień w dzień.&lt;br /&gt;Mama Zosi załamywała ręce i martwiła się straszliwie o zdrowie swojej ukochanej córeczki. Przecież wszyscy wiemy, że Rodzicie okropnie troszczą się o swoje malutkie dzieci i bardzo martwią, kiedy zagraża im coś niedobrego. No a jak tu się cieszyć, kiedy Zosia odmawia jedzenia pysznych słodkich jabłuszek i soczyście czerwonej marchewki? Owoców i warzyw pełnych witaminek? Mama Zosi martwiła się coraz bardziej lecz nie miała żadnego pomysłu w jaki sposób przekonać swoją ukochaną jedynaczkę do zjadania kotletów i kluseczek ze szpinakiem.&lt;br /&gt;Aż tu nagle pewnego dnia w piekarni, gdy jak co dzień kupowała dla Zosi bułeczkę, spostrzegła w kolejce za sobą małego chłopczyka. Chłopczyk stał w kolejce razem z mamą i ze smakiem zajadał kanapkę z żółtym serem.&lt;br /&gt;- O, jak pięknie chłopiec je drugie śniadanie, zobacz, Zosiu - zachwycała się mamusia - może ty też miałabys ochotę na pyszną kanapeczkę z serem&lt;br /&gt;- Nie, nie - odpowiedziała Zosia, bo przecież ona doskonale wiedziała, że nie lubi żółtego sera. Dlatego go nigdy jeszcze nie spróbowała. Nie je się przecież rzeczy, których się nie lubi jeść.&lt;br /&gt;Mama martwiła się coraz bardziej i bardziej.&lt;br /&gt;Zrozpaczona mama radziła się swoich koleżanek "co robić? co robić?" - dopytywała na placach zabaw i na internetowych forach.&lt;br /&gt;"Najlepiej posadź przed telewizorem, włacz bajkę i wtedy dziecko łyknie wszystko, co tylko zaserwujesz" - powtarzały się rady.&lt;br /&gt;Mama Zosi posłuchała a potem bardzo, bardzo długo musiała wycierać czerwone plamy po zupie z dywanu a wypluty przez Zosię makaron ze ściany.&lt;br /&gt;"Cóż, sprawdzone metody na moją córeczkę nie działają" - zauważyła mama a z jej oczu zaczęły płynąć łzy.&lt;br /&gt;- Dlaczego płaczesz, mamusiu - dopytywała się Zosia&lt;br /&gt;- Dlatego, córeczko, że jest mi bardzo, bardzo smutno - odpowiedziała mama&lt;br /&gt;Córeczka zmartwiła się okropnie tym, że mamusi jest smutno i powiedziała "nie martw się mamusiu, jak chcesz to pozyczę Ci mój ukochany kocyk abyś się mogła trochę do niego poprzytulać, wtedy na pewno zrobi ci się weselej."&lt;br /&gt;Mama jednak nie wzięła  kocyka, przytuliła za to mocno do siebie swoją ukochaną córeczkę i ukradkiem otarła łzy.&lt;br /&gt;Zosia nadal jadła niewiele, od czasu do czasu skradła jakiemuś innemu dziecku na placu zabaw ciasteczko i nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek coś się zmieni.&lt;br /&gt;Któregoś ranka mama Zosi nie wytrzymała i postawiła sprawę tak: zjesz trzy łyżki rosołu, to wtedy wyjdziemy na dwór. Nie zjesz - nigdzie nie pójdziemy.&lt;br /&gt;Pomimo pięknego słonecznego dnia siedziały więc w domu, gdyż Zosia zupki nie zjadła a mama musiała być konsekwentna (bo tak nakazują uczone książki o wychowwywaniu małych dziewczynek).&lt;br /&gt;Innym znów razem mama Zosi wymyśliła chytry plan: jeśli zjesz kotleta i surówkę - w nagrodę dostaniesz lizaczka (nie zdradziła oczywiście swej córeńce, że lizak jest absolutnie zdrowy, bezcukrowy i pochodzi z eko-sklepu. Dla dziecka wszak liczył się jedynie fakt, że lizaczek bezsprzecznie musiał być słodki a słodycze, jak większość dzieci, Zosia wprost uwielbiała). Zosia postanowiła przechytrzyć mamusię, ze wstrętem ugryzła kotleta dwa razy, przełknęła z trudem, po czym powiedziała, że już się najadła i poprosi lizaczka. Mama nie bardzo wierzyła w słowa córeczki lecz poddała się, wynagrodziła ją lizaczkiem a potem w trosce o pusty brzuszek, podczas spaceru, kupiła pyszniutką grahamkę.&lt;br /&gt;Tak oto mijały dni, mama miała coraz bardziej zatroskaną minę, z rozpaczy i zgryzoty schudła o dwa rozmiary ( a tato Zosi o dwa rozmiary przytył - głównie ze względu na to, że musiał dojadać nietknięte przez Zosię posiłki).&lt;br /&gt;Aż nadszedł dzien, w którym Zosia pierwszy raz poszła do przedszkola.&lt;br /&gt;Mama strasznie się martwiła, co będzie, przecież w przedszkolu nikt nie kupi jej córeczce jej ulubionej bułeczki. Co, jeśli Zosieńka odmówi zjedzenia mielonego i ogórkowej? Czy wytrzyma cały dzień bez jedzenia?&lt;br /&gt;Mama martwiła się tym strasznie, z tego zmartwienia nie mogła się na niczym skupić, zjadła całą gorzką czekoladę i sześć upieczonych wczoraj muffinek. Siedziała przy kuchennym stole i myślała, jak tam jej córka daje sobie radę.&lt;br /&gt;W końcu nadeszła pora aby po długim dniu odebrać Zosię. Mama popędziła ile sił w nogach, kupując po drodze w piekarni ulubione bułeczki dla wygłodniałej córeczki.&lt;br /&gt;Córka na jej widok rzuciła się w ramiona i powiedziała: "zaczekaj mamusiu, nie moge jeszcze iść, muszę zjeść jabłuszko na podwieczorek. Wszystkie dzieci też jedzą, bardzo lubię jabłuszka, dlaczego nie dawałaś mi takich w domu do jedzenia?"&lt;br /&gt;Mama Zosi wybałuszyła oczy ze zdumienia.&lt;br /&gt;Jabłko próbowała podać co najmniej dwa miliony razy, a to samo, pokrojone w kawałki, a to pieczone z cynamonem i cukrem waniliowym, a to ukryte w babeczkach lub plackach smażonych na patelni.&lt;br /&gt;Za każdym razem musiała zjadać wszystko sama.&lt;br /&gt; - A co z obiadem? - zapytała zszokowana mama panią nauczycielkę.&lt;br /&gt;- Zosia zjadła pięknie zarówno śniadanie jak i obiadek, nie mogłam wprost, patrząc na nią uwierzyć w to, co pani wcześniej opowiadała, że z niej taki niejadek.&lt;br /&gt;"Podmienił mi ktoś dziecko, czy jak"? - zastanawiała się mama Zosi w drodze powrotnej do domu&lt;br /&gt;Nazajutrz sytuacja powtórzyła się, a potem znowu i znowu.&lt;br /&gt;....&lt;br /&gt;Jaki morał płynie z tej bajeczki?&lt;br /&gt;Czym prędzej oddaj niejadka w dobre ręce do żłobka lub przedszkola.&lt;br /&gt;A nuż stanie sie tak, jak w przypadku Zosi?&lt;br /&gt;Czego matka wariatka życzy sobie i własnemu synowi!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-2431815056535511000?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/2431815056535511000/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/04/bajka-o-dziewczynce-ktora-nie-chciaa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2431815056535511000'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2431815056535511000'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/04/bajka-o-dziewczynce-ktora-nie-chciaa.html' title='Bajka o dziewczynce, która nie chciała jeść pomidorowej zupy'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-8727678017962774198</id><published>2010-04-21T13:16:00.000-07:00</published><updated>2010-04-21T13:47:41.705-07:00</updated><title type='text'>Zręby</title><content type='html'>&lt;p&gt;"Okres od około 22 do 30 miesiąca życia jest okresem budowania przez dziecko zrębów własnej tożsamości. Najczęściej swoją odrębność zaznacza poprzez sprzeciw" pisze psycholog Dorota Marko - Wronka.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Synalek matki wariatki przedstawia książkowy przykład zbuntowanego dwulatka tworzącego zręby własnej tożsamości.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Bywa to trudne dla obydwu stron.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Chcesz pić - zapytuje oto matka&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Nie chcesz - obowiązkowo z marszu odpowiada synalek. Gdyż jak wiadomo powszechnie zbuntowany dwulatek na każde zadane pytanie najpierw automatycznie odpowiada NIE. (No chyba, że jest to pytanie, czy chce obejrzeć bajeczkę na mini mini, wtedy odpowiedź jest zgoła odwrotna)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Nie to nie, zmuszać nie będę - odpowiada matka wariatka i przystępuje do wkładania brudów do pralki względnie do budowania wieży z klocków - w zależności od sytuacji.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie mijają dwie minuty kiedy to dziecko postanawia jednak zmienić zdanie i głośno domaga się "piiiiiiiiiiić chcesz"!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Matka wzdychając i wznosząc oczy ku niebu oddala się aby przynieść napój spragnionemu potomstwu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Problem picia jednakowoż w porównaniu z innymi przykładami tworzenia ZRĘBÓW własnej tożsamości jest doprawdy mało skomplikowany.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dajmy na to taka wyprawa na dwór. Powszechnie przyjęte jest, że aby wyjść najpierw należy się odziać. Hmm.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Nie chcesz ubrać - rozpacza dziecko wywijając odnóżami i kopiąc w co popadnie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- On nie chce iść - komunikuje matce wariatce małżu&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Gdybym słuchała w tej materii swojego syna to od pół roku nie ruszylibyśmy się z domu - odpowiada matka wariatka jednym okiem przyglądając się zdarzeniu i starając się nie zwracać uwagi na krzyki a skupić się na rozwieszaniu mokrych ubrań na suszarce.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- I co teraz - dopytuje małżu?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Matka wariatka odkłada rozwieszanie na później (gdyż zależy jej by czym prędzej pozbyć się krzykacza z domu), bardzo niepedagogicznie i wbrew zaleceniom Mądrych Podręczników oraz Specjalistów stanowczo acz bez użycia siły powala małolata na łóżko, zakłada stosowne elementy garderoby ignorując ryki, wymachy i awanturnicze odgłosy, na koniec wyciera łzy i gluty z zaczerwienionej twarzy potomstwa i podpierając się pod boki komunikuje: gotowe!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dziecko udaje przez pół minuty obrażone, następnie zapomina o całym zdarzeniu, jeszcze tylko awantura podczas zakładania kurteczki (nie taaaa, taaaaaaaaaaaaamta - woła) - tak tak, matka zna te uczone teorie, że należy dawać dziecku wybór itp, lecz problem w tym, że to i tak nie zawsze działa, czasem dziecko w szale olewa próby podręcznikowego traktowania co przyprawia o wrzody jego rodzicielkę i ma ona wówczas ochotę odwołać się do metod wychowawczych stosowanych przed trzydziestu laty....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;To codzienność.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Podczas spaceru mamy do wyboru:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- pójść tam, dokąd się chce (piekarnia, warzywniak, spożywczak) ciągnąc za rękę awanturującego się bachora, który ma inne plany&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- olać potrzebę zakupu pieczywa i jabłek i podążyć śladem małego wędrowca zafascynowanego otaczającym go światem&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po to tylko aby po awanturze w piaskownicy, w której dzieci wyrywają sobie zabawki nawzajem i nie pozwalają bawić się swoimi uciec w popłochu z protestującym dzieckiem pod pachą w stronę domu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Nie chcesz do domu, nie chcesz, nie chcesz, chcesz tu być!!! - rozpacza syn próbując wyrwać się z mocnych objęć.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dzień bez krzyków, wymachów, protestów, łez i buntu będzie dniem, który matka wariatka odnotuje w rodzinnej kronice.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pytanie tylko kiedy to nastąpi?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-8727678017962774198?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/8727678017962774198/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/04/zreby.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/8727678017962774198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/8727678017962774198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/04/zreby.html' title='Zręby'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-7980997487252762478</id><published>2010-03-30T04:14:00.000-07:00</published><updated>2010-03-30T04:24:55.333-07:00</updated><title type='text'>Piaskownica</title><content type='html'>&lt;p&gt;Zaczęło się!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Na to wszyscy czekali!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wiosna przyszła cichaczem i pomału zaczyna się czuć jak u siebie w domu na naszych zapyziałych podwórkach.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Z kryjówek powychodziły dzieci z opiekunkami.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W czapkach, a jakże. ( Zarówno dzieci jak i opiekunki )&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ponieważ place zabaw w wyniku długotrwałej zimy świeciły pustkami nie było szans aby nauczyć się z nich prawidłowo korzystać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dla niewtajemniczonych któtkie przypomnienie co wolno (jesli w ogóle) lecz przede wszystkim czego nie wolno robić na placu zabaw.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;1/ nie wolno siadać na piasku - bo zimny&lt;/p&gt;&lt;p&gt;2/ nie wolno sypać piasku za ogrodzenie piaskownicy - a dlaczego ten chłopczyk może - zapytał panią opiekunkę chłopczyk(pytanie dotyczyło syna matki wariatki) - bo on jest mały - na to odrzekła opiekunka&lt;/p&gt;&lt;p&gt;3/ nie wolno zbyt gwałtownie machać łopatką&lt;/p&gt;&lt;p&gt;4/ nie wolno sypać piaskiem po oczach (to zrozumiałe)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;5/ nie wolno biegać&lt;/p&gt;&lt;p&gt;6/ nie wolno pożyczać łopatki od chłopczyka (nawet, jeśli on pozwala)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;7/ nie wolno hałasować&lt;/p&gt;&lt;p&gt;8/ nie wolno chodzić bez czapki (pani założy dziecku czapeczkę, bo tu zawiewa a on przecież kaszle)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Z pewnością jeszcze wielu rzeczy nie wolno, matka nie zapamiętała, nieco zawstydzona faktem, że jej dziecko bez czapki, bez chustki czy szala pod szyją i w nazbyt cienkim polarku czmychnęła po kwadransie z placu zabaw. Bo kto wie, może takim matkom wariatkom w ogóle nie wolno na nich przebywać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-7980997487252762478?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/7980997487252762478/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/03/piaskownica.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7980997487252762478'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7980997487252762478'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/03/piaskownica.html' title='Piaskownica'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-690749202952143941</id><published>2010-03-29T13:00:00.000-07:00</published><updated>2010-03-29T13:20:47.471-07:00</updated><title type='text'>Cukiereczek</title><content type='html'>&lt;p&gt;Historia pierwsza:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pani w aptece&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-O, chłopczyku, witaj, tak ładnie się uśmiechasz! Chcesz cukiereczka?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Tak - odpowiada chłopczyk&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Nie - odpowiada matka chłopczyka&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- O, mama nie pozwala, ale mogę dać ci malowankę, chcesz?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Który normalny dwulatek zamiast cukiereczka wybierze malowankę?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Historia druga:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W sklepie z pościelą w Boba Budowniczego&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- O, chłopczyku, to pewnie dla ciebie mamusia kupuje, lubisz Boba, co?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Tak - chłopczyk na to&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- A cukiereczki lubisz? Proszę, weź sobie jednego&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chłopczyk bierze, odwija z papierka i zjada&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- O, jeszcze jednym się poczęstuj - pani na to&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chłopczyk częstuje się&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Matka chłopczyka przeklinając w myślach producentów cukiereczków postanawia zakończyć przedstawienie w sposób stanowczy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Historia trzecia:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Aktywny chłopczyk o rozkosznym uśmiechu, którym obdziela na prawo i lewo przygodnie napotkane osoby zdecydowanie odmawia grzecznego stania w sklepie mięsnym. Chciałby wejść za ladę, dotknąć, pomacać, wejść na zaplecze, w ostateczności zaś umknąć matce niepostrzeżenie (choć dobrze wie, że uciekać mu nie wolno).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Rozbawiona sceną Pani Sprzedawczyni na koniec przedstawienia częstuje chłopczyka ciasteczkiem - serwując mu je wprost ze swojej dłoni.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie dostrzega jak matce chłopczyka oczy rozszerzają się ze zdumienia.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chłopiec grzecznie przyjmuje poczęstunek (który dwulatek odmówiłby ciasteczka?) na szczęście orientuje się, że tego akurat przysmaku nie lubi.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wypluwa elegancko matce zawartość buzi prosto w dłoń.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Matka wzdycha.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Historia czwarta pobija jednak wszystkie inne:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chłopczyk wędruje grzecznie z mamusią aż tu nagle na swojej drodze napotyka panów robotników. Jak należy się domyślać przystaje aby się zintegrować. Łopatę potrzymać, na wiertarę się pogapić i takie tam. Nic nadzwyczajnego.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pan Robotnik wyciąga zza pazuchy mentosy. Masz, chłopczyku, poczęstuj się. I podaje swoją czystą dłonią cukiereczka.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chłopiec oczywiście korzysta z okazji. Na szczęście okazuje się, że za miętówkami nie przepada. Wypluwa cukiereczka prosto w garść matki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Szanowni,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;uprasza się o zachowanie elementarnych zasad zdrowego rozsądku.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jeśli kiedykolwiek przyjdzie Wam do głowy częstowanie dzieci słodkościami (którymi dodatkowo mogą się zadławić a ponadto serwujecie je swoimi dłońmi pełnymi drobnoustrojów oraz innego stworzenia) proszę, zapytajcie wpierw Rodzica o zgodę!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Z poważaniem,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;itd&lt;/p&gt;&lt;p&gt;matka wariatka &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-690749202952143941?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/690749202952143941/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/03/cukiereczek.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/690749202952143941'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/690749202952143941'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/03/cukiereczek.html' title='Cukiereczek'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-2432562101010473564</id><published>2010-03-24T13:14:00.001-07:00</published><updated>2010-03-24T13:25:24.123-07:00</updated><title type='text'>Czapeczka i cukiereczek</title><content type='html'>O syndromie czapki pisały dziewczyny na niegrzecznych mamuśkach.&lt;br /&gt;Przymus i obowiązek absolutny.&lt;br /&gt;W zimie, gdy wicher i mróz to nawet zrozumiałe, nawet matka nosi nakrycie głowy, choć nie przepada. Ale wiosną? Ciepłą wiosną?&lt;br /&gt;Hmm...&lt;br /&gt;Nie dalej jak trzy dni temu matka wariatka widziała trzech na oko dziesięcioletnich chłopców siedzących w rządku na ławce. KAżdy z nich w czapie. Dla jasności - nie było opodal nadzorcy w postaci Czujnej Rodzicielki. Zresztą kto wie, może czuwała w domu dzierżąc lornetę w dłoni i obserwując, gotowa zareagować we właściwej chwili.&lt;br /&gt;Cóż, w sumie były to obce dzieci więc matka specjalnie się nie przejęła.&lt;br /&gt;Losem swojego dziecka też, jak sądzą niektórzy, nie przejmije się wystarczająco albowiem przechodnie widzieli ją prowadzącą dwulatka wczoraj w południe BEZ CZAPKI i w ROZPIĘTEJ KURTECZCE. Karygodne.&lt;br /&gt;Szkoda, że nie widzieliście miny pewnej Pani Babci/Opiekunki mijającej nas podczas spaceru. Jej dziecko odziane było w zimowy kombinezon i czapkę ocieplaną solidnie przykrywającą uszy.&lt;br /&gt;Szkoda, że nie widzieliście, jak Babcia + dziecko minąwszy się z matką wariatką+dzieckiem odwróciła się aby upewnić się czy aby dobrze widziała. Matka wariatka w tym samym czasie zrobiła dokładnie to samo.&lt;br /&gt;Istnieją uzasadnione obawy  ze Pani Babcia z powodu rozpiętej kurteczki napotkanego przygodnie dwulatka oraz jego skrajnie nieodpowiedzalnej matki oka zmrużyć nie mogła.&lt;br /&gt;Cóż, pozostaje mi jedynie przeprosić.&lt;br /&gt;I ubolewać nad losem dziatek w futrzanych czapach.&lt;br /&gt;Z poważaniem,&lt;br /&gt;matka wariatka&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-2432562101010473564?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/2432562101010473564/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/03/czapeczka-i-cukiereczek.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2432562101010473564'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2432562101010473564'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/03/czapeczka-i-cukiereczek.html' title='Czapeczka i cukiereczek'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-1522024004504252169</id><published>2010-03-24T12:58:00.001-07:00</published><updated>2010-03-24T13:10:31.592-07:00</updated><title type='text'>Rozmaitości</title><content type='html'>U babci&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"U babci jest słodko, świat pachnie szarlotką..."&lt;br /&gt;Można na przykład całkiem bezkarnie pomalować dywan lakierem do paznokci. Nie grozi za to kara chłosty.&lt;br /&gt;Cóż, dawnymi czasy bywało inaczej.&lt;br /&gt;Nie należy jednak,drogi rodzicu narzekać ani wspominać dawnych czasów aby nie zostać posądzonym o to, że jest się już zgrzybiałym przynudzającym staruszkiem (staruszką).&lt;br /&gt;U babci wolno więcej niż w domu i tyle.&lt;br /&gt;A poza tym, ty, matko wariatko przecież nie posiadasz w domu lakierów do paznokci więc niby jak dziecko miałoby robić malunki na dywanie w twoim domu?&lt;br /&gt;U babci jest słodko o czym bezsprzecznie świadczy fakt, iż nic a nic nie tęskni się za tatusiem. Nawet nie ma się z nim ochoty konwersować przez telefon. Co innego z całkiem nieznanymi ciociami. Oj, to bardzo chętnie. Oraz z przygodnie napotkanymi ludźmi.&lt;br /&gt;U babci czeka pełno atrakcji: a to panowie naprawiają dziury w asfalcie, a to piłują gałęzie piłą mechaniczną, a to tynkują ścianę, a to do myjni się pojedzie z matką lub też opony na letnie wymienić, a to postoi się na stacji PKP w oczekiwaniu na pociąg (a nawet korzystając z protekcji wujko-dziadka maszynisty wybierze się na przejażdżką pociągiem osobowym w kabinie maszynisty). Nie to co w domu. W domu tylko pokój, plac zabaw, kaczki w parku i jazda tramwajem.&lt;br /&gt;Nuda.&lt;br /&gt;I po coś ty się matka z tego miasta wyprowadzała, co?&lt;br /&gt;Może by tak wrócić?&lt;br /&gt;Nawet fontannę tu mają w centrum handlowym. I schody ruchome. I multipleks.&lt;br /&gt;Prawdziwa stolica.&lt;br /&gt;Powiatu.&lt;br /&gt;U babci jest słodko, świat pachnie szarlotką ( muffinami, matka robi, babcia wbrew zasadom pracuje i dlatego też po krótkotrwałym pobycie i przejrzeniu starych kątów szykujemy się do powrotu do domu).&lt;br /&gt;Ku niezadowoleniu nieletniej części rodziny.&lt;br /&gt;Cóż, synu, życie bywa trudne a przyjemności należy dozować aby się w głowie nie poprzewracało.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-1522024004504252169?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/1522024004504252169/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/03/rozmaitosci.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/1522024004504252169'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/1522024004504252169'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/03/rozmaitosci.html' title='Rozmaitości'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-6734877495928672256</id><published>2010-03-15T09:39:00.001-07:00</published><updated>2010-03-15T09:39:50.006-07:00</updated><title type='text'>Miejska dżungla</title><content type='html'>„Kontrola za rok” – powiedział rok temu ortopeda. Jak na przykładną matkę przystało matka wariatka zapamiętała (w przeciwieństwie do przykładnych ojców, którzy zwykle do dat głowy nie mają), w stosownym czasie zapisała potomstwo na wizytę i postanowiła wybrać się z dwuletnim dzieckiem do centrum miasta komunikacją miejską. Wszak podróż tramwajem i ambotusem (o, przepraszam autobusem) to dla dwuletniego człowieka nie lada atrakcja.&lt;br /&gt;„Przychodnia, jeden sklep, szpital na Działdowskiej, szmateks, doskonale, wszystko po drodze uda się załatwić” – obmyślała radośnie matka (wariatka!)&lt;br /&gt;Połowa marca, śniegi stopniały, damy radę.&lt;br /&gt;Aż tu nagle, całkiem niespodziewanie w niedzielę wieczorem zaczął padać śnieg (niech go szlag) i malowniczo zasypał całą obsraną przez hotdogi okolicę…&lt;br /&gt;- Dacie radę – pokrzepił o poranku ojciec – śnieg jest ale po pierwsze zaraz stopnieje a po drugie temperatura całkiem znośna.&lt;br /&gt;Niby wizytę można było przełożyć, nic pilnego, ale w ten sposób to i do lata by można czekać. Skoro umówione, to jedziemy, zadecydowała matka (wariatka!)&lt;br /&gt;Jak postanowiła tak zrobiła.&lt;br /&gt;- Pojedziemy dzisiaj, synu, autobusem do pana doktora – zawiadomiła dziecko matka&lt;br /&gt;- Z tatusiem?!? – radośnie obwieściło dziecko&lt;br /&gt;- Nie, nie z tatusiem, sami, tatuś musi dzisiaj iść do pracy – przypomniała dziecku matka&lt;br /&gt;- Nie – dziecko na to&lt;br /&gt;Jednakowoż pomimo zakazu tatuś oddalił się do roboty zarabiać na zachcianki dziecka i potrzeby żony a matka przystąpiła do czynności przygotowawczych w stylu pakowanie torby i nakładanie dziecku rajstopek&lt;br /&gt;- Nie cieś do dokola – oznajmiło dziecko&lt;br /&gt;- Może i nie chcesz ale i tak pojedziemy&lt;br /&gt;- Nie, nie – zaprzeczyło dziecko&lt;br /&gt;- Pojedziemy – upierała się matka nakładając na oporne nóżki spodnie a wcześniej koszulę, sweter i te wszystkie miliardy sztuk odzieży, które trzeba na dziecko założyć podczas zimy, niech to szlag!&lt;br /&gt;- Nie, nie – zawodziło dalej dziecko – nie, nie, nieeee!&lt;br /&gt;Matka co prawda przyzwyczajona do scen podczas ubierania na dwór zdziwiła się jednak nad gwałtownością protestów a na koniec odkryła Amerykę&lt;br /&gt;- Boisz się?&lt;br /&gt;- Boisz – przyznało dziecko&lt;br /&gt;- Nie ma się co bać, będę z tobą i nic złego ci się nie stanie – pocieszyła matka i lekko wypchnęła dziecko za drzwi.&lt;br /&gt;Potem jeszcze tylko krótka walka w windzie podczas zakładania czapy i rękawiczek i już byli na dworze.&lt;br /&gt;„Którą drogę wybrać?” – rozważała w myślach matka – „mało czasu nam zostało”…&lt;br /&gt;Ostatecznie postanowiła pójść na najbliższy przystanek i zadecydować w zależności od tego, jaki numer autobusu nadjedzie jako pierwszy.&lt;br /&gt;Czy autorka zapomniała napisać, że wyjście nastąpiło bez wózka? Wózek spacerowy po pierwsze do niczego się nie nadaje, gdy napada nazbyt dużo śniegu, po wtóre dziecko wysiada zeń niespodziewanie zawsze, gdy zauważy coś ciekawego i zapragnie sprawdzić co to, po trzecie i nie ostatnie zaś, nader niedogodnie wsiada się z nim do środka komunikacji miejskiej innego niż niskopodłogowy.&lt;br /&gt;Kto kiedykolwiek próbował wyjść gdzieś z dzieckiem za rękę a zależało mu na czasie i wiedział, że nie wolno zwlekać bo grozi to spóźnieniem ten doskonale potrafi sobie wyobrazić co czuła matka wariatka w drodze na przystanek.&lt;br /&gt;Po drodze tyle atrakcji: a to śniegu napadało i chciałoby się pokopać, a to dźwig na budowie, a to pan z maszyną do odśnieżania, a to kałuża, chlap, chlap, śmieciara, wywrotka, ach jak tu ciekawie….&lt;br /&gt;Dziecko zatrzymuje się co chwila, zagapia w coś, zamyśla…&lt;br /&gt;- Nie mamy czasu – warczy Wzorowa Matka – tak, jakby nie wiedziała, że dziecko i tak nie pojmuje znaczenia jej słów. Zresztą, może to matka nie ma czasu, dziecko ma go całkiem sporo i właśnie wykorzystuje na ciekawe rozglądanie się po świecie.&lt;br /&gt;Na czerwonym świetle przystanęli&lt;br /&gt;- Iść – zakomunikowało dziecko&lt;br /&gt;- Nie, czekamy bo mamy czerwone, pójdziemy na zielonym&lt;br /&gt;- Iść – upierał się syn, dopóki nie spostrzegł w dali pracującej koparki.&lt;br /&gt;Na zielonym wszyscy przechodnie przeszli spiesznym krokiem, tylko matka z dzieckiem zostali na środku, pomiędzy ulicami i światło znów zmieniło się na czerwone. Wszystko przez to, że matce nie chciało się złapać potomstwa za fraki i przetaszczyć czym prędzej na drugą stronę jezdni.&lt;br /&gt;No to czekali.&lt;br /&gt;W tym czasie oczywiście nadjechał autobus, zabrał pasażerów z przystanku i pojechał dalej.&lt;br /&gt;„Cóż” – pomyślała matka – „nie ten, to następny”&lt;br /&gt;Na przystanku:&lt;br /&gt;- Usiąść – zakomunikowało dziecko&lt;br /&gt;- Nie, nie możesz usiąść, ta ławka jest mokra…&lt;br /&gt;Słysząc to Pani Siedząca na Ławce ochoczo wytarła krople wody przy pomocy własnej rękawiczki&lt;br /&gt;Ale i tak nie usiedliśmy.&lt;br /&gt;Syn oparłszy się wygodnie o matkę rozpoczął wygłaszanie komentarzy w stylu „czekamy na ambotus bo musi pijechać i pojedziemy do dokola, tak”.&lt;br /&gt;Tak, żeby wszyscy, którzy byli ciekawi mogli się dowiedzieć co mały chłopczyk w środku zimy robi na przystanku o tak wczesnej porze.&lt;br /&gt;Jeden przystanek „ambotusem” (nie myślcie, że ktoś wpadł na pomysł, by ustąpić miejsca), wysiadka, sport o nazwie bieg przez śnieg, następny przystanek i tramwaj.&lt;br /&gt;Uff, wolne miejsce, można się wygodni rozsiąść z dzieckiem na kolanach i przystąpić do objaśniania świata (lub też do wysłuchiwania tego, co do powiedzenia na temat świata ma dziecko – ku uciesze pasażerów).&lt;br /&gt;Zgadnijcie kim zapełnił się tramwaj o godzinie 9:30?&lt;br /&gt;Podpowiem tylko, że nie byli to ludzie spieszący d pracy na etacie, ani też studenci ani nawet młodzież szkolna, ani przedszkolacy. Dodatkowo tylko jedna matka z dzieckiem.&lt;br /&gt;Matka, przykro to mówić, nie ustąpiła miejsca nikomu i w ten oto sposób dojechali zatłoczonym pojazdem do celu. (wysiadając matka spostrzegła, że za nimi jechał PUSTY tramwaj o tym samym numerze, dlaczego zatem wszyscy staruszkowie pchali się do tego pierwszego, pozostanie dla niej na zawsze zagadką).&lt;br /&gt;Potem jeszcze tylko druga tura zawodów „bieg przez śnieg z dwunastokilogramowym obciążeniem w rękach” i wylądowaliśmy na miejscu.&lt;br /&gt;U lekarza, jak to u lekarza, płacz, że nie, nie, nie położyć, nie zobaczyć, nie zbadać itp. a potem już tylko miłe uśmiechy i ciekawe rozglądanie się dookoła. I po strachu! Na szczęście, uff.&lt;br /&gt;Kolejna tura zawodów, tym razem „spacer przez śnieg z dwunastokilogramowym itd…”, oczekiwanie na tramwaj w otoczeniu gapiów i szlochającego dwulatka, nie, nie ten tramwaj, i tamten też nie, i tamten nie, o jedzie nasz, wsiadamy (w chwilach, gdy podjeżdżały tramwaje szloch ucichał i następowało oczekiwanie pomieszane z zaciekawieniem)&lt;br /&gt;Wsiadamy.&lt;br /&gt;Zgadujcie. &lt;br /&gt;Matka wariatka proponuje mały kłiz z cyklu „W miejskiej dżungli”.&lt;br /&gt;Jeśli do tramwaju, w którym aktualnie nie ma miejsc siedzących wsiada matka z dwuletnim dzieckiem za to bez wózka:&lt;br /&gt;a/ wszyscy rzucają się by ustąpić jej miejsca&lt;br /&gt;b/ pasażerowie z pasją oddają się podziwianiu widoków za oknem tudzież lekturze prasy codziennej rozdawanej za darmo na ulicy&lt;br /&gt;c/ wymieniają między sobą spojrzenia i komentarze „zachciało się bachora, to się teraz ma za swoje”&lt;br /&gt;d/ radzą aby przesiadła się do drugiego wagonu, gdyż tam znajdzie miejsce siedzące&lt;br /&gt;Bilet, bilet, bilet, gdzie ja mam bilet – głowie się matka – pierdolić bilet, będę się martwić jak kontrola zapyta.&lt;br /&gt;Syn patrzy wyczekująco, matka nie patrzy wcale, młoda kobieta ustępuje, dziękujemy, siadamy.&lt;br /&gt;Głowa dziecka coraz cięższa, cięższa, cięższa.&lt;br /&gt;Już nie gawędzi tak wesoło jak w tamtą stronę.&lt;br /&gt;A nawet wcale nic nie mówi.&lt;br /&gt;Dziwne.&lt;br /&gt;Śpi.&lt;br /&gt;No to już matko wiesz, że niczego więcej po drodze nie załatwisz, choćbyś chciała.&lt;br /&gt;Dziecko drzemie a matka kombinuje „wysiądę tam gdzie zawsze, to będę miała kawał do domu, ze śpiącym dzieckiem na rękach – to mnie przerasta”.&lt;br /&gt;Szybka decyzja – przesiadka do autobusu.&lt;br /&gt;Który nie nadjeżdża.&lt;br /&gt;Dziecko śpi.&lt;br /&gt;Pod przystankiem faceci, którzy każdą swą wypowiedź zaczynają od słowa na k.&lt;br /&gt;- Kurwa, ale śniegu napadało, co nie?&lt;br /&gt;- Kurwa, no właśnie. Już myślałem, że wiosna a tu dupa&lt;br /&gt;- Kurwa, 190 jedzie, wsiadamy?&lt;br /&gt;- Kurwa, nie, nie pasuje nam, co nie?&lt;br /&gt;I tak dalej w tym stylu.&lt;br /&gt;Aż się matka zaczęła zastanawiać czy w domu z małżonką/ konkubiną i dziećmi też w ten deseń lecą…&lt;br /&gt;Matka siedziała sobie nieruchomo na ławeczce z zawiniątkiem (pokaźnych rozmiarów) w różowym kocyku niczym żebrząca Rumunka, tylko chustki jej na głowie brakowało (choć akurat by się przydała, bo wiatr zawiewał a matka wolnej ręki nie miała by czapę przywdziać).&lt;br /&gt;Ostatecznie autobus nadjechał i matka ze śpiącym dwulatkiem na rękach wsiadła.&lt;br /&gt;Stoi. Przy drzwiach. Nie przepycha się.&lt;br /&gt;Ludzie się gapią.&lt;br /&gt;Coś tam do siebie mamroczą, wymieniają spojrzenia.&lt;br /&gt;Aż się wreszcie ktoś odezwał&lt;br /&gt;- Pani usiądzie z tym dzieckiem, co tak pani będzie stała, tam dalej miejsca są.&lt;br /&gt;Z oczywistych względów matce nie chciało się przepychać „tam dalej”.&lt;br /&gt;Ostatecznie Pani Siedząca na Miejscu Najbliżej Wyjścia uprzejmie ustąpiła matce miejsca. Matka uprzejmie podziękowała i usiadła.&lt;br /&gt;Na następnym przystanku ludzi wsiadło tyle, że matka zaczęła się zastanawiać jak znajdzie sposób, by się wydostać.&lt;br /&gt;Jakoś się udało.&lt;br /&gt;Uff.&lt;br /&gt;Jeszcze tylko dotaszczyć synalka do domu.&lt;br /&gt;Wtem synalek budzi się, rozgląda i dopytuje, dlaczego nie jedziemy „ambotusem już”?  &lt;br /&gt; &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-6734877495928672256?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/6734877495928672256/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/03/miejska-dzungla.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6734877495928672256'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6734877495928672256'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/03/miejska-dzungla.html' title='Miejska dżungla'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-4762804659245293044</id><published>2010-03-03T11:30:00.000-08:00</published><updated>2010-03-03T11:31:30.697-08:00</updated><title type='text'>Dzień z życia dwulatka i jego Okrutnej Macochy</title><content type='html'>Jeżeli, czytelniku, siedzisz zamknięty przez kilka godzin dziennie w szklanym biurowcu uwikłany w szpony korporacyjnych procesów, zapewne uznasz tak spędzony dzień za nader ciekawy.&lt;br /&gt;Cóż, być może masz rację, niemniej, zapewniam Cię, że na dłuższą metę z powodu monotonii można popaść w przygnębienie. Niemniej w ciągu tych miliona podobnych do siebie dni mają czasem miejsce zdarzenia godne uwagi a nawet zanotowania.&lt;br /&gt;Zapewne tak samo jak w korporacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto w telegraficznym skrócie spis najważniejszych wydarzeń dzisiejszego dnia:&lt;br /&gt;Jeden:&lt;br /&gt; - mama, chcę na parapet, patrzeć na dźwig&lt;br /&gt; - teraz nie mogę bo naleśniki smażę, nie mogę cię trzymać jak będziesz stał na parapecie&lt;br /&gt;- na parapet chcę&lt;br /&gt;- nie&lt;br /&gt;Pomysłowe dziecko (lat dwa i trzy miesiące) podsunęło sobie krzesło do okna, wspięło się na nie a jako że matka głowę miała zwróconą w stronę patelni , korzystając z okazji wspięło się na parapet. Hop!&lt;br /&gt;Na ten widok matce zjeżyły się włosy na głowie, ryknęła potężnie NIE WOLNOOOO, zabrała niesfornego bachora znad krawędzi przepaści i odstawia na podłogę. W tym samym czasie porcja naleśników uległa przypaleniu.&lt;br /&gt; Dwa:&lt;br /&gt;W czasie gdy matka odkurzała okruszki dziecko wyło w niebogłosy, wyłączało odkurzacz zawodząc „nie możesz odkurzać, nie moooożesz, nieeee”. Matka próbowała nie wyjść z siebie i nie użyć metod wychowawczych jakie stosowano trzydzieści lat temu wobec takich skandalicznych zachowań.&lt;br /&gt;Trzy:&lt;br /&gt;Na pobliskiej budowie pracuje dźwig. Obowiązkowym punktem spaceru jest zatem obserwacja. Długotrwała. Dziś udało nam się obejrzeć przedstawienie pod tytułem „przyjechała betoniarka i wylała beton do ogromnego leja, który potem dźwig podniósł na haku do góry”.&lt;br /&gt;Widzieliście kiedyś coś takiego?&lt;br /&gt;Cztery:&lt;br /&gt;Zdarzyła nam się przygoda pod tytułem „dziecko wdepnęło w psie gówno”&lt;br /&gt;Pięć:&lt;br /&gt;- Chcesz lizaka – zakomunikował dwulatek w warzywniaku&lt;br /&gt;- Nie – zakomunikowała matka&lt;br /&gt;- Chcesz lodu – dwulatek na to&lt;br /&gt;- Nie – matka&lt;br /&gt;Dziecko o dziwo przyjęło odmowę ze zrozumieniem, poprzerzucało marchewki z półki na półkę, pogawędziło chwilę z Panem Warzywo po czym bez słowa protestu oddaliło się w stronę piekarni&lt;br /&gt;Sześć:&lt;br /&gt;- Pani zaczeka – zawołał zaprzyjaźniony Pan Ochroniarz z parkingu strzeżonego&lt;br /&gt;Czekamy. Pan biegnie do swojej budki i wychodzi z cukierkami&lt;br /&gt;- Ale ja nie daję dziecko cukierków – tłumaczy się matka&lt;br /&gt;-?????? – Pan Ochroniarz&lt;br /&gt;- No nie&lt;br /&gt;- Ale to moje imieninowe…&lt;br /&gt;- No dobra – poddała się matka&lt;br /&gt;Podziękowaliśmy i udaliśmy się w stronę domu. Matka miała nadzieję, że dziecko zapomni o cukierkach, które obiecała mu odwinąć z papierków dopiero w mieszkaniu.&lt;br /&gt;Dziecko nie zapomniało, tak więc na podwieczorek była cukierkowa uczta.&lt;br /&gt;Siedem:&lt;br /&gt;- Dzień dobry – mówi napotkany pan sąsiad&lt;br /&gt;- Dzień dobry odpowiada matka&lt;br /&gt;- Się ma – odpowiada syn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie przerwa na sen, posiłki, oglądanie bajeczki, kąpiel.&lt;br /&gt;W przerwach między tymi czynnościami ataki szału na zmianę z wybuchami radości. Jak to u dwulatka.&lt;br /&gt;Kto normalny by to wytrzymał na dłuższą metę?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-4762804659245293044?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/4762804659245293044/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/03/dzien-z-zycia-dwulatka-i-jego-okrutnej.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4762804659245293044'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4762804659245293044'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/03/dzien-z-zycia-dwulatka-i-jego-okrutnej.html' title='Dzień z życia dwulatka i jego Okrutnej Macochy'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-5355150081785487409</id><published>2010-02-14T07:10:00.000-08:00</published><updated>2010-02-14T07:11:13.980-08:00</updated><title type='text'>Zamiana</title><content type='html'>A gdyby tak, choć raz w tygodniu, na kilka godzin móc się zamienić z kimś życiem?&lt;br /&gt;Zapewne wiele osób marzy o życiu takim, jakie wiedzie matka na urlopie wychowawczym.&lt;br /&gt;Nie musi wychodzić z domu bladym świtem i w tłoku jechać do pracy.&lt;br /&gt;Nie musi wypełniać formularzy oceny rocznej pracownika.&lt;br /&gt;Nie musi jeść posiłków na firmowej stołówce.&lt;br /&gt;Nie musi robić makijażu.&lt;br /&gt;Nie musi spędzać całych dni przed kompem, w sztucznym oświetleniu i w dusznym klimatyzowanym pomieszczeniu.&lt;br /&gt;Nie musi siedzieć na służbowych spotkaniach.&lt;br /&gt;Nie musi kombinować w co do licha jutro ubierze się do roboty.&lt;br /&gt;Za to może wraz z własną pociechą robić szereg ciekawych rzeczy.&lt;br /&gt;Może całe dnie spędzać na dworze, w piaskownicy, w lesie, w parku karmiąc kaczki.&lt;br /&gt;Może zdrzemnąć się w ciągu dnia, kiedy dziecko ucina sobie drzemkę.&lt;br /&gt;Może zajadać pyszne domowe obiadki.&lt;br /&gt;Może gawędzić z Innymi Matkami na rozmaite tematy podczas codziennych spotkań w piaskownicy.&lt;br /&gt;Może wraz z pociechą udać się przed południem na zakupy do marketu.&lt;br /&gt;Może stać dwie godziny przy torach kolejowych w oczekiwaniu na nadjeżdżające pociągi.&lt;br /&gt;Może pozjeżdżać na zjeżdżalni na placu zabaw.&lt;br /&gt;A zimową porą zjeżdżać z górki na sankach.&lt;br /&gt;Może też, gdy dziecko choruje, tkwić przez tydzień w domu dwadzieścia cztery godziny na dobę, bez możliwości ucieczki gdzie pieprz rośnie.&lt;br /&gt;Może umierać z nudów bawiąc się dzień w dzień w budowę z własnym synem, któremu tej zabawy nigdy dosyć.&lt;br /&gt;Może marzyć, że urodziła się gdzie indziej jako ktoś inny i teraz robi coś, cokolwiek, byle z dala od własnej rodziny, dziecka, śniegu, zimy i ciemności.&lt;br /&gt;Choćby przez pół godzinki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może tak być zawodnikiem sumo, po to, żeby zatęsknić za swoim ciałem, nareszcie przestać się odchudzać i polubić rozmiar 42&lt;br /&gt;Może tak zostać Eskimosem po to, żeby przekonać się, w jakim boskim klimacie przyszło mi żyć&lt;br /&gt;A może jednak dla odmiany murzynkiem Bambo, by przestać tęsknić za upalnym latem&lt;br /&gt;Albo nawet własnym małżem po to tylko, by zrozumieć co on ma na myśli mówiąc, że wolałby posiedzieć z dzieckiem domu zamiast pędzić do pracy. &lt;br /&gt;Wszystko po to, by zatęsknić za obecną sytuacją, która chwilowo może wydawać się nieco uciążliwą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-5355150081785487409?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/5355150081785487409/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/02/zamiana.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5355150081785487409'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5355150081785487409'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/02/zamiana.html' title='Zamiana'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-5618168935128293654</id><published>2010-02-08T13:08:00.000-08:00</published><updated>2010-02-08T13:09:03.698-08:00</updated><title type='text'>Półka</title><content type='html'>Tak, tak, zupełnie jak większość Wzorowych Gospodyń Domowych, matka wariatka ma zakodowane w genach zamiłowanie do porządku. Wszelako jakiś czas temu zamiłowanie to zawiesiła na kołku na czas nieokreślony, z nadzieją, że&lt;br /&gt;a/ wygra w lotto i będzie ją stać na panią do sprzątania&lt;br /&gt;b/ w mniej lub bardziej odległej perspektywie czasowej pozbędzie się z domu małego szkodnika i zyska więcej cennego czasu na wycieranie kurzu i tego typu czynności&lt;br /&gt;c/ wychowa szkodnika na Małego Pedanta, który nie spocznie, dopóki nie wysprząta własnego pokoju na błysk&lt;br /&gt;Chwilowo wszystkie podpunkty pozostają w sferze marzeń ale zdarza się czasem taka miła chwila w życiu matki wariatki, kiedy to może ona oddać swe potomstwo pod opiekę osób trzecich i przez godzinę skupić się na czynności innej niż układanie torów, wylewanie betonu tudzież wystawanie w oknie i obserwowanie dźwigów na pobliskiej budowie.&lt;br /&gt;I tak oto razu pewnego, korzystając z chwili relaksu w samotności matce wariatce wpadł do głowy szalony pomysł. Postanowiła mianowicie wysprzątać pokój synalka. Konkretnie, pochować rzeczy na miejsca. Zazwyczaj tego nie robi. Kto ma dwulatka w domu i nie zdążył go jeszcze wychować na Małego Pedanta, ten wie dlaczego. Zazwyczaj porządki w dziecinnym pokoju ograniczają się do odkurzenia dywanu, wytarcia podłogi i półek z kurzu. Zabawki i inne przydźwigane z innych pomieszczeń przedmioty pozostają na miejscach, w których zostawiły je małe łapki. &lt;br /&gt;Tym razem było inaczej.&lt;br /&gt;Ubrania do komody, misie na półkę, ciężarówy w kąt, małe autka do pudła, klocki do pudeł, piłki hop na szafę, książeczki na półeczkę, tematycznie, malowanki tu, o Bobie Budowniczym tam, o Tomku jeszcze gdzie indziej, aż miło było okiem rzucić na koniec.&lt;br /&gt;Wszystko wiadomo gdzie leży, łatwo znaleźć i w ogóle milutko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem, przed snem, syn wymyślił zabawę:&lt;br /&gt;Czytanie książki? Bardzo proszę. Dwie minutki, skończyliśmy!&lt;br /&gt;A teraz nareszcie coś fajnego!&lt;br /&gt;Bierzesz naręcze książeczek, przenosisz je z półki na pudło z klockami, układasz tam jedną na drugiej do momentu, aż zaczną zsuwać się i spadać na dywan. Wtedy to zbierasz je z podłogi, część odkładasz na półkę, część wciskasz matce, żeby sobie poczytała i pouczyła się nowych słów, część wynosisz do łazienki a z pozostałej reszteczki budujesz nową wieżę.&lt;br /&gt;To ci zabawa!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pouczenie:&lt;br /&gt;Matko wariatko, jeśli chcesz, aby książki na półkach pozostawały nietknięte, w wymyślonym przez ciebie szyku, przełóż je na najwyższą w pokoju półkę, niedostępną dla przyszłego Małego Pedanta.&lt;br /&gt;Zapamiętasz?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-5618168935128293654?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/5618168935128293654/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/02/poka.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5618168935128293654'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5618168935128293654'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/02/poka.html' title='Półka'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-5831874239152152723</id><published>2010-02-03T01:38:00.001-08:00</published><updated>2010-02-03T01:38:53.502-08:00</updated><title type='text'>Zima</title><content type='html'>Na dworze zawierucha, który to już raz…&lt;br /&gt;W taką pogodę dziecko najwyżej na spacer do kiosku się zgadza po gazetę, i z powrotem do domku, mama, szybko, bo zimno!&lt;br /&gt;Auto śniegiem przysypane, trzeba by ze dwie godziny odgrzebywać a i tak nie wiadomo, czy się z ulicy uda wyjechać.&lt;br /&gt;Szlag!&lt;br /&gt;Zimo, precz!&lt;br /&gt;Człowiek by poszedł pociągi pooglądać, w ostateczności po drabinkach na placu zabaw się powspinał. Tramwajem pojechał, byle dalej od domu. Na kaczki w parku popatrzył.&lt;br /&gt;A tak, ani do nikogo pojechać, ani na dwór wyjść, ani nikt z powodu pogody do naszego domu przyjść nie chce.&lt;br /&gt;Dłużej tego nie wytrzymam, słowo daję.&lt;br /&gt;Choć pewnie niejednemu się wydaje, że siedzieć w domu z dzieckiem, zamiast co dzień do fabryki na osiem godzin pędzić, to takie fajne.&lt;br /&gt;Nie, niefajne.&lt;br /&gt;Zimą nie do zniesienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matka wariatka&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-5831874239152152723?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/5831874239152152723/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/02/zima.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5831874239152152723'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5831874239152152723'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/02/zima.html' title='Zima'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-6492831324325178823</id><published>2010-02-02T14:01:00.000-08:00</published><updated>2010-02-02T14:02:58.796-08:00</updated><title type='text'>Wynagrodzić</title><content type='html'>……z tej radości udała się do sklepu z zabawkami i postanowiła kupić mu coś fajnego. Wahała się między wozem strażackim, kolejką – Tomkiem, tablicą – znikopisem… Panie sprzedawczynie bacznie obserwowały czy aby nie ma zamiaru czegoś ukraść, tak krąży i krąży… Zdecydowała się na drewniany bębenek za czterdzieści zeta.&lt;br /&gt;Żywot bębenka w rękach jej dziecka był krótki. Zachwycone tak pukało , że wypukało z jednej strony sporą dziurę….&lt;br /&gt;A trzeba było dopłacić i kupić lego?&lt;br /&gt;Książeczka ze wzorami lego zaciekawiła go bardziej niż bębenek. Szczególnie dźwigi, betoniarki i spychacze. Że też takie cudeńka z klocków można wybudować!&lt;br /&gt;Ponieważ ona akurat miała do zaoferowania tylko popsuty bębenek i książeczkę z obrazkami o lego, zamiast prawdziwego dźwigu z lego, on znudził się szybciutko. Wymyślił zabawę: podarł książeczkę na strzępy, strzępy wyniósł do kosza na śmieci.&lt;br /&gt;A potem poszedł spać.&lt;br /&gt;Wcześniej, w ciągu dnia, zjadł rurkę z kremem, rożki do lodów, jechał karetką pogotowia (dwa razy) – niestety nie robiła „eeeeeeeooooooeeeeeeooooooeeeeoooooo” oraz tramwajem – też dwa razy.&lt;br /&gt;Oraz przez chwilę bawił się traktorkiem z przyczepką. Na przyczepce siedziały zwierzęta, a jak się je tam wsadzało – wydawały właściwe sobie dźwięki. (jeśli wiecie, gdzie taki można nabyć, spieszcie z informacjami!)&lt;br /&gt;Niestety w samym środku zabawy ona porwała go tłumacząc, że jadą na badanie.&lt;br /&gt;Dopiero potem okazało się, że było to straszne przeżycie.&lt;br /&gt;Krzyczał, zawodził, próbował uciekać i odmawiał współpracy.&lt;br /&gt;I dlatego potem te wszystkie słodkości, zabawki i bajki w telewizji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ona ma nadzieję, że to już koniec tej bajki.&lt;br /&gt;I że nie trzeba będzie więcej razy wynagradzać mu stresów. Bo nie będzie więcej takich stresów.&lt;br /&gt;Oby.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-6492831324325178823?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/6492831324325178823/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/02/wynagrodzic.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6492831324325178823'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6492831324325178823'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/02/wynagrodzic.html' title='Wynagrodzić'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-5895842277101904286</id><published>2010-01-26T12:51:00.001-08:00</published><updated>2010-01-26T13:04:11.693-08:00</updated><title type='text'>Szpinakowe placuszki</title><content type='html'>&lt;p&gt;pół szklanki mąki pełnoziarnistej&lt;/p&gt;&lt;p&gt;pół szklanki mąki białej&lt;/p&gt;&lt;p&gt;jajko&lt;/p&gt;&lt;p&gt;szklanka mleka&lt;/p&gt;&lt;p&gt;odsączony szpinak z mrożonki &lt;/p&gt;&lt;p&gt;czosnek&lt;/p&gt;&lt;p&gt;sól&lt;/p&gt;&lt;p&gt;kapka oleju&lt;/p&gt;&lt;p&gt;zmieszać; następnie smażyć małe placuszki&lt;/p&gt;&lt;p&gt;jednocześnie konwersując z własnym (akurat arcygrzecznym dwulatkiem)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Synu, podaj mi patelnię&lt;/p&gt;&lt;p&gt;syn podaje&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Dziękuję&lt;/p&gt;&lt;p&gt;by po chwili:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Synu, przynieś wyciskarkę do czosnku, jest w dużym pokoju, tam gdzie ją zaniosłeś&lt;/p&gt;&lt;p&gt;syn przynosi&lt;/p&gt;&lt;p&gt;by po chwili włożyć do niej obrany przez matkę ząbek czosnku, który ta następnie doda do potrawy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;"Ciekawe, czy dziecko uzna to za ciastko i zje" - rozmyśla matka wariatka w czasie gdy jej dziecko buszuje w dziurze po zmywarce i bawi się w hydraulika (dziura po zmywarce wynika z braku zmywarki, którą Pan Naprawa ukradł, aby naprawić i nie oddaje łobuz, już czwarty dzień).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Smażenie czegokolwiek przysparza pewnych problemów. Należy dbać, by rozgrzany olej nie kapnął na dziecko.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Należy baczyć, by dziecko nie strąciło brudnych naczyń ze stołu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Należy baczyć by mieczem (kijem od szczotki) nie zbiło żyrandola.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Należy baczyć, by nie wlazło do piekarnika.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Należy baczyć, by nie stukało drewnianą pałką (bam, bam) w podłogę, która zarazem stanowi sufit Pani Sąsiadki piętro niżej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Należy baczyć, by dziecko nie zsiusiało się w majty.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Należy zlekceważyć nawoływania typu "weź mnie na ręce" i "placka chcesz" do czasu, aż zakończy się smażenie, porzuci brudne naczynia gdzie popadnie (co stanowi pewien kłopot, bo nie zmywa się w oczekiwaniu na zmywarkę, więc zlew, blat i stół w całości zawalone są brudnymi naczyniami)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A następnie z duszą na ramieniu zaserwować kawałeczek zielonego placuszka i czekać w napięciu: zje czy nie zje? Poprosi o jeszcze?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A następnie przysiąśc na kuchennej podłodze i podkarmiając potomstwo, któremu o dziwo szpinakowe placki przypadły do gustu (a wybredny jest) bawić się w pieczenie ciastek.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A jak wygląda pieczenie ciastek?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;To każda mama, pozwalająca wybebeszać dziecku kuchnię wie na pewno.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-5895842277101904286?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/5895842277101904286/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/01/szpinakowe-placuszki.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5895842277101904286'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5895842277101904286'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/01/szpinakowe-placuszki.html' title='Szpinakowe placuszki'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-5746170446371559671</id><published>2010-01-24T11:35:00.000-08:00</published><updated>2010-01-24T11:51:27.615-08:00</updated><title type='text'>Co się dzieje?</title><content type='html'>&lt;p&gt;Wszystko miała zaplanowane, na kilka tygodni do przodu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Robiła notatki w kalendarzu, fiszki na karteczkach przypinała na korkowej tablicy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie gubiła adresów i numerów telefonów.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;O niczym nigdy nie zapominała.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;..........&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W ciągu pół roku udało jej się zgubić telefon dwukrotnie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie notuje w notatniku, więc straciła wszystkie kontakty.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ugotowała wodę w czajniku elektrycznym, ale bez wody, więc czajnik do śmieci (ekektrośmieci) i trzeba było kupić nowy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pilot do telewizora na szczęście popsuły inne ręce. Takie małe.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zresztą nieważne, ważne, że popsuty.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Drzwi od komody też wyrwały te małe ręce.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ona wyrwała drzwi od biurka, bo chciała odnowić biurko.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie ma czasu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Listew też nie ma czasu poprzyklejać. Listwy poodrywały ze ścian małe rączki. Dawno temu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Małe ręce wybiły też dziurę w podłodze w przedpokoju i pomazały ściany. W pokoju kredkami a w kuchni długopisem. Zanim zdążyła zareagować.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Małe ręce poczyniły mnóstwo innych, drobniejszych szkód, które w Innych Domach nie miałyby prawa się zdarzyć.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zmywarka się popsuła lecz ona zgubiła gwarancję, więc za naprawę będzie musiała zapłacić. W Innych Domach gwarancje nie giną.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W Innych Domach dzieci nie sieją mąki po podłogach w kuchni.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W Innych Domach panuje ład i porządek.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W soboty sprząta się podwójnie dokładnie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W Innych Domach nie ma śladów małych rączek na lustrach.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;U niej są, bo nawet jak uprzątnie, to po kwadransie pojawiają się nowe.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jutro:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;ona kupi kalendarz i długopis. Albo kilka długopisów, bo jak kupi jeden, to go natychmiast gdzieś zapodzieje.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kupi kalendarz i długopisy. I ukryje je wysoko, z dala od małych rączek.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I nie zapomni gdzie schowała.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I zacznie od nowa planować i notować.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I nastanie Ład i Porządek.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I będzie jak dawniej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;....................&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pobudka!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-5746170446371559671?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/5746170446371559671/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/01/co-sie-dzieje.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5746170446371559671'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5746170446371559671'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/01/co-sie-dzieje.html' title='Co się dzieje?'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-3264401216362925446</id><published>2010-01-12T12:03:00.000-08:00</published><updated>2010-01-12T12:07:23.041-08:00</updated><title type='text'>Tadek niejadek</title><content type='html'>- Nie to, co Ty, Ty jadłaś wszystko – wspomniała pradawne czasy mami matki wariatki (dlatego też matka wariatka nigdy figurą modelki pochwalić się nie mogła, gdyby to wiedziała dawniej, pewnie na dietę od urodzenia by przeszła)&lt;br /&gt;&lt;p&gt;No tak, więc teraz wiadomo, że rzekome pomówienia o tym, że małżu był niejadkiem nie są wcale pomówieniami lecz stanem faktycznym.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wszak  do któregoś z rodzicieli dziecko musi być podobne.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Internet, poradniki dla rodziców, gazety itp. pełne są rad, jak okiełznać niejadka.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;Że niby niejadek wcale nie jest niejadkiem.&lt;br /&gt;Że dziecko dobrze wie, ile czego mu potrzeba i że z głodu nie umrze.&lt;br /&gt;Że jak czegoś chce to powie (lub z rykiem da znać, że to, co mu próbujesz wcisnąć, to nie to, na co aktualnie ma ochotę).&lt;br /&gt;Żeby się nie przejmować.&lt;br /&gt;Cierpliwie próbować.&lt;br /&gt;Podtykać rozmaitości.&lt;br /&gt;A jak efektów nie ma to odpuścić i spróbować za jakiś czas.&lt;br /&gt;Nie biegać za dzieckiem i nie karmić „Za mamusię. Za tatusia, za pszczółkę, za słonko, ble, ble, bleeeeeeee”&lt;br /&gt;Nie dawać przekąsek między posiłkami.&lt;br /&gt;A słodyczy to już w ogóle.&lt;br /&gt;Itp. itd., każda matka zna to na pamięć&lt;br /&gt;Przy czym, mimo tego, że zna, to i tak rozpacza, że albo jej dziecko je za mało, albo za dużo, albo biega z zupą za nim po placu zabaw, albo dokarmia ciastkami a potem dziwi się, że obiadu jeść nie chce, albo porównuje „A Łukaszek to lubi rosołek, o zobacz jak pięknie zjadł, a ty co?”, albo chwali „O, jak pięknie zjadasz kotlecika, brawo, brawo, no jeszcze ugryź, jak to nie chcesz, tylko dwa razy ugryzłeś, za mało, za mało”!&lt;br /&gt;O matko!&lt;br /&gt;Wyobraźcie sobie, że ktoś wam tak gada podczas posiłku!&lt;br /&gt;Za mało, za mało!!!&lt;br /&gt;Zjedz za babcię, o, zobacz, babcia zjada, nie chcesz, to ja zjem, oooooo, pycha. Mniam! No zjadaj, zjadaj, bo mama się będzie złościła, że nie zjadłeś!&lt;br /&gt;Zjedlibyście?&lt;br /&gt;Bo ja nie!&lt;br /&gt;Zrobiłabym na przekór!&lt;br /&gt;Żeby nie wiadomo co!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z obserwacji matki wariatki wynika, że część dzieci robi na przekór; część nie ma czasu na jedzenie, bo zajęta jest zabawą w windę/ rozkładaniem torów/ grzebaniem w piaskownicy; część je, bo nie jest tego świadoma (przeżuwa podczas oglądania fascynującej bajki na mini mini); a część ( w tym syn ) eksperymentuje.&lt;br /&gt;Pradawne czasy, gdy to płaczem (leee, leee, leee) co dwie godziny domagał się porcji mleka odeszły w zapomnienie.&lt;br /&gt;Dawne czasy szpinaku, jabłek, dyni ze słoika  i zup warzywnych także.&lt;br /&gt;Czasy różności spożywanych w dowolnej kolejności przy własnym blacie na wysokim krześle do karmienia niemowląt także są etapem zamkniętym a krzesło wydane następnym pokoleniom niejadków.&lt;br /&gt;Obecnie nastał etap „sam” oraz „tego nie”.&lt;br /&gt;Oczywiście nie trzeba nikomu tłumaczyć, że to nader trudny czas. Zwłaszcza dla matki na wychowawczym, nieustająco skazanej na własne dziecię.&lt;br /&gt;Bo gdyby tak w żłobku/przedszkolu to zawsze można by nakrzyczeć na panią opiekunkę, że niewystarczająco troszczy się o NASZE dziecko i za co my, do diabła płacimy???!!!???&lt;br /&gt;A tak, to można mieć pretensje jedynie do siebie, lub biegać za dzieckiem dzień boży cały i próbować wciskać jedzonko albo olać i przeczekać (niepotrzebne skreślić).&lt;br /&gt;- Saaaaaaaaam – domaga się syn i chwyta za łyżeczkę, i zjada jogurt jagodowy (bez kawałków owoców, bo tego się nie zjada), rozkapując część po stole i po ubraniu&lt;br /&gt;- Wytrzeć, wytrzeć –wrzeszczy następnie, kiedy kropelka spadnie na spodnie lub na rękę&lt;br /&gt;- Lękę wytrzeeeeeeeeeć, wytrzeeeeeeeeć&lt;br /&gt;Matka wariatka przewraca oczami i wyciera&lt;br /&gt;Kiedy sytuacja powtarza się, matka wyciera ponownie ale ma ochotę zrobić to, na co ma ochotę wiele matek w podobnej sytuacji ale wstydzi się do tego przyznać.&lt;br /&gt;I tak.&lt;br /&gt;Do wyboru: pozwolić na samodzielność, krzyki, pretensje i wznoście oczy ku niebu z niemym pytaniem „kiedy to się wreszcie skończy” lub też zignorować próby usamodzielnienia się dwulatka, wyrwać mu łyżeczkę i nakarmić przy sterylnie czystym stole, ryzykując, że wkrótce zacznie nas wykorzystywać nie tylko do karmienia ale też do każdej czynności, której nie będzie miał ochotę wykonać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O takich detalach jak odmowa jedzenia jakichkolwiek owoców, próbowania nowości (żeby nie wiem jak były smakowite i słodkie), jedzenia na przemian grzanek, makaronu i kotletów nie warto nawet wspominać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiero, kiedy pójdzie się „do ludzi” okazuje się, że dziecko lubi WSZYSTKO.&lt;br /&gt;I wtedy dopiero matka wariatka wychodzi na okrutną macochę głodzącą własne dziecko i nie dbającą o urozmaicanie diety.&lt;br /&gt;- Jak to nie lubi??? A przecież zjada, co ty opowiadasz????&lt;br /&gt;Szok.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Trudna sprawa.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Za kilkanaście lat przyjdzie, otworzy lodówkę, wyje pół jej zawartości a następnie stwierdzi, że była to przekąska i kiedy, mamo, będzie obiad? Czy może mam sobie pizzę zamówić???&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;Lecz pytanie, czy do tego etapu aby jest mi  tak  spieszno???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-3264401216362925446?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/3264401216362925446/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/01/tadek-niejadek.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/3264401216362925446'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/3264401216362925446'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2010/01/tadek-niejadek.html' title='Tadek niejadek'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-4394768550255311478</id><published>2009-12-11T07:33:00.001-08:00</published><updated>2009-12-11T07:33:52.641-08:00</updated><title type='text'>Kasza</title><content type='html'>I kto by pomyślał, że gotowanie w towarzystwie dziecka może skutkować tyloma materiałami godnymi opisania!&lt;br /&gt;W „normalnym” życiu człowiek stawiał garnek na gaz, wrzucał kluski jak się woda zagotowała a w międzyczasie (czekając na zagotowanie) przeglądał gazetę. Albo w ogóle nie gotował (człowiek, znaczy matka wariatka), tylko siedział i przeglądał gazetę wydając od czasu do czasu pomruki niezadowolenia w stronę stojącego przy kuchni małża „no co tak długo, głodna jestem”.&lt;br /&gt;Wiadomo – nie lubisz – nie gotujesz.&lt;br /&gt;A jak chcesz zjeść – idziesz na stołówkę fabryczną, zawsze znajdziesz coś jadalnego.&lt;br /&gt;Kiedy jednak zostajesz przez kilka(naście) miesięcy w domu opiekując się dzieckiem, z wolna dochodzisz do wniosku, że żywienie się samymi kanapkami z czymkolwiek nie jest wskazane. A czekanie na małża, aż wróci z fabryki i coś do jedzenia spreparuje może skończyć się tym, że będziesz jeść wyłącznie śniadania (bo bez śniadania z domu nie wyjdzie, za to obiady jada w robocie a w porze kolacji albo gra w piłkę nożną albo siedzi z kumplami w knajpie na imprezie integracyjnej, albo nadgodziny robi, bo ważny projekt…).&lt;br /&gt;Tak więc wraz z upływającymi na urlopie macierzyńskim/wychowawczym dniami dorastasz do tego, że stanie przy kuchni, w kuchni, obok kuchni, krojenie, smażenie, siekanie, odcedzanie, mieszanie w garnkach staje się elementem dnia codziennego, zwłaszcza, że dziecko rośnie i samym mlekiem się już nie zadowala. A z czasem nawet jedzeniem ze słoików też, niech to szlag!&lt;br /&gt;Więc co?&lt;br /&gt;Go-tu-jesz!&lt;br /&gt;Ot, co.&lt;br /&gt;Pół biedy, jeśli jesteś mamusią raczkującego bobaska (o ile mieszkanie masz dostosowane i zabezpieczone tak, że bezkarnie może pełzać po jego powierzchni bez możliwości zrobienia sobie krzywdy).&lt;br /&gt;Jeśli jednak jesteś mamą ciekawskiego dwulatka, przydałaby ci się dodatkowa para rąk (lub kto wie, może nawet dwie), żeby jedną obierać ziemniaki a drugą podtrzymywać spadające z krzesła dziecko.&lt;br /&gt;Ponieważ jednak masz, póki co, tylko jedną parę rąk, skazana jesteś na improwizację i własną pomysłowość.&lt;br /&gt;Bierz przykład z matki wariatki, która to razu pewnego postanowiła przyrządzić kotleciki z resztek kaszy z wczorajszego obiadu (sprawdziwszy uprzednio w Internecie, czy to w ogóle możliwe – możliwe: kasza, cebula podsmażona, jajko, natka pietruszki, pieprz, trochę tartej bułki dla lepszego klejenia – wymieszać, uformować kotleciki, obtoczyć w jajku i tartej bułce, smażyć z dwóch stron, jeść).&lt;br /&gt;Proste, kiedy się opisuje, nieco bardziej skomplikowane, gdy ma się u boku dziecko.&lt;br /&gt;- Patrzeć – powiedziało dziecko stojąc na kuchennej podłodze i sięgając głową jedynie do blatu (jak to dwulatek) – mama, opa! (co w przekładzie na ludzki język znaczy „matko, podnieś mnie, bo chcę lepiej widzieć co tam fajnego robisz”).&lt;br /&gt;- Nie, opa nie, przysuń sobie krzesło – poleciła matka a syn, o dziwo, dostosował się do polecenia.&lt;br /&gt;W tym momencie matka wariatka pozwoli sobie wygłosić pełną żalu uwagę na temat tego, że nikt jeszcze nie wynalazł kojca/ stojaka/ taboretu, który umożliwiałby nieletniemu dziecku asystowanie przy czynnościach domowych na poziomie wyższym niż podłoga a jednocześnie zapewniał komfort i bezpieczeństwo.&lt;br /&gt;Z braku tegoż pożądanego przedmiotu matka wariatka musi radzić sobie tak, że jedną nogą podtrzymuje krzesło, na którym stoi synalcio. Co skutecznie uniemożliwia poruszanie się po kuchni w celu dajmy na to wydobycia czegoś z lodówy lub szafki stojącej opodal. Matka puszcza wówczas krzesło, przeskakuje po niezbędny przedmiot nie spuszczając dziecka z oczu (czy aby już nie spada?), po czym jednym okiem nadal obserwując dziecko+krzesło drugim usiłuje odnaleźć potrzebną rzecz i hop! wraca czym prędzej na miejsce przy blacie i na powrót blokuje nogą krzesełko.&lt;br /&gt;Dobrze, że kuchnia niewielka. Oto plus małego metrażu!&lt;br /&gt;Ciekawe swoją drogą jak w takiej sytuacji poradziłby sobie małżu? Czy za każdym razem brałby dziecko na ubrudzone mąką ręce i razem zaglądaliby do szafek w poszukiwaniu przypraw? A może miałby zawczasu wszystko przygotowane na blacie i nie musiałby skakać po kuchni stresując się niepotrzebnie? A może za każdym razem zdejmowałby dziecko z krzesła i sprytnie wykorzystywał czas, który przeznaczy ono na ponowne wdrapanie się na przeszukanie lodówki/szafki/każdego innego miejsca z dala od krzesła przy blacie?&lt;br /&gt;Jak myślicie?&lt;br /&gt;A potem, jak tylko nabierze się wprawy w podtrzymywaniu i skakaniu jest już z górki. &lt;br /&gt;Dziecko bawi się w „wannie” (konkretnie w zlewie) w nalewanie wody do pozostawionych tam przez ciebie naczyń (musisz tylko pamiętać aby zawczasu powyciągać noże i szkło), robiąc powódź i tłukąc szkło, którego zapomniałaś wyjąć a ty w tym czasie kroisz, smażysz, mieszasz, przyprawiasz, panierujesz itp.&lt;br /&gt;Uważaj tylko, bo jeśli przez chwilę zagapisz się lub pomyślisz o niebieskich migdałach możesz mieć zupę z bułki tartej w jednym talerzu, w drugim kranówę z jajkiem do panierowania a zachwycone dziecko będzie piło łyżeczką wodę z kranu lub rozpryskiwało ją po całym pomieszczeniu piszcząc z zachwytu: fontanna!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam wszystkie dzielne mamy,&lt;br /&gt;Wasza&lt;br /&gt;matka wariatka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS: kotleciki wyszły pycha  :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-4394768550255311478?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/4394768550255311478/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/12/kasza.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4394768550255311478'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4394768550255311478'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/12/kasza.html' title='Kasza'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-7048126203122201372</id><published>2009-12-09T12:33:00.000-08:00</published><updated>2009-12-09T12:34:07.358-08:00</updated><title type='text'>Tort</title><content type='html'>W tym roku sama upiekę torta – pomyślała matka wariatka - Nie będę taka, że kupię w cukierni. Skoro Inne Matki umieją upiec samodzielnie, to ja też! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To łatwe – powiedziały internetowe fora. Pieczesz biszkopt, wybierasz masę a potem przyozdabiasz. I już.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmmm, skoro tak, to znaczy, że każdy głupek potrafi (w tym ja ) – dowartościowująco pomyślała matka (wariatka).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No tak, moja mami też przecież piekła biszkopty, w takiej specjalnej okrągłej formie, pamiętam – przypomniała sobie dawne czasy matka wariatka – hmm, tylko skąd tu wziąć tortownicę, tę okrągłą formę, znaczy? (Chyba tak się to nazywa). Do mami specjalnie jechać? No nie, wiadomo, że nie, tyle kilometrów i w ogóle, czasu nie ma itp. Kupić trzeba. No to kupiła matka wariatka. Stała w markecie przy półkach z formami do pieczenia i wahała się kwadrans, czy zainwestować w drogą czy kupić najtańszą. &lt;br /&gt;- A co, jak biszkopt przywrze do najtańszej? – rozważała tracąc cenne minuty – może lepiej drogą, skoro piszą na ulotce, że do takiej nie przywiera, z powodu specjalistycznych substancji użytych do wytworzenia tego cudeńka? – hmm… - no trudno, tańsza, nie ma co przeginać, najwyżej przywrze, raz kozie śmierć. &lt;br /&gt;Zresztą, podobno jak się robi coś pierwszy raz, to zawsze się udaje. &lt;br /&gt;Forma kupiona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Mi tam biszkopt nigdy nie wychodzi – powiedziała M. kiedy matka wariatka pochwaliła się, że kupiła już tortownicę – próbowałam dwa razy i nie udało się więc według mnie nie ma prawa wyjść. Kupuję spody do tortów w Lidlu i z głowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Hmm – zdziwiła się w myślach matka wariatka – to takie rzeczy można gotowe kupić? To po co ja SAMA chciałam biszkopt piec, w dodatku zamartwiałam się, że nie mam w domu specjalnego noża, żeby potem ten biszkopt pokroić i w ogóle. Dobrze, że noża nie kupiłam. To ja też kupię biszkopt gotowy, nie będę sobie roboty dokładać. A swoją drogą ciekawe czy ci w cukierniach też kupują biszkopt w Lidlu czy jednak swój pieką, kto ich tam wie – rozmyślała matka wariatka próbując przygotować w myślach dokładny scenariusz robienia tortu oraz listę zakupów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wszelki wypadek kupiła czym prędzej spód tortowy, inwestując jakieś siedem zeta. No, całkiem nieźle, tanio znaczy, może się zaoszczędzi. Ale doliczmy tortownicę – dziesięć zeta – to już razem siedemnaście. A w cukierni tort pewnie ze trzy dychy, niebezpiecznie zbliżam się zatem do pułapu….&lt;br /&gt;A może jednak nie warto?&lt;br /&gt;Jak nie warto, tortownica jest? Spód kupiony? Wpakowałaś się, to ciągnij a nie marudzisz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra, co dalej? Dalej należy mieć koncepcję jak pięknie udekorować tort. Nie wystarczą byle esy floresy ani też kremowe różyczki, jak na tortach sprzed dwudziestu lat. Zresztą i tak matka wariatka nie ma takiego specjalnego urządzenia do robienia esów. A kupować nie chciała. Zainwestowała za to w pianki marshmallow, naczytawszy się jakie to cudeńka można tworzyć z tej masy. W Internecie się naoglądała i zamarzyła, że sama też tak zrobi, a co!&lt;br /&gt;„Rozpuść pianki z odrobiną wody w kąpieli wodnej” – głosił przepis.&lt;br /&gt;- Ciekawe co to jest kąpiel wodna dla pianek – zawahała się matka wariatka, poszperała jednak, dopytała i dowiedziała się. Zaopatrzona w niezbędne akcesoria zamknęła się zatem pewnego wieczoru w kuchni i zabrała do dzieła. Do robienia masy z pianek, znaczy.&lt;br /&gt;Rozpuścić, dodać cukru pudru, wymieszać – łatwizna – orzekła matka wariatka.&lt;br /&gt;Zatem rozpuszcza, dosypuje i miesza……….&lt;br /&gt;- Co robisz? – zainteresował się małż&lt;br /&gt;- Tort piekę – nie wdając się w detale odpowiedziała matka wariatka&lt;br /&gt;- Acha, ale jakiś taki dziwny……….&lt;br /&gt;- Nie dziwny, zwyczajny. Nowoczesny – zakomunikowała matka wariatka dosypując kolejną porcję cukru.&lt;br /&gt;- A co to? – on&lt;br /&gt;- Puder – ona&lt;br /&gt;- O matko!!!! Co tak dużo???!!! – on&lt;br /&gt;- Oddal się – ona&lt;br /&gt;- Daaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaać – zawołało dziecko podglądające co tu się w tej kuchni wyczynia i domagając się słodyczy&lt;br /&gt;- Chodź synu, nie będziemy mamie przeszkadzać – wybrnął z sytuacji małżu.&lt;br /&gt;Matka wariatka zaś podzieliła wyrób na dwie części, jedną spryskała barwnikiem niebieskim, drugą żółtym i zniechęcona efektami swej pracy wrzuciła masę do zamrażalnika, niepewna, czy tak można robić oraz jakie to będzie miało konsekwencje.&lt;br /&gt;Cóż, przyozdabianie masą to wcale nie taka prosta sprawa.&lt;br /&gt;Może chociaż literki powycinam i poprzyklejam – rozważała usypiając matka wariatka – ale przecież nie mam foremek do wycinania literek. To jak, kupować? Specjalnie? Nie no a po co mi potem te foremki, przecież jak mi teraz tort się nie uda to więcej nawet nie będę próbować.&lt;br /&gt;Ostatecznie foremki zostały wypożyczone od zaprzyjaźnionej Mistrzyni Wypieków, która przy okazji udzieliła kilku fachowych rad.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Masa.&lt;br /&gt;Doskonałym źródłem przepisów dla kogoś, kto nie posiada ani jednej książki kucharskiej dotyczącej wypieków jest rzecz jasna Internet. Zatem otworzyła matka wariatka pierwszy lepszy serwis o pieczeniu ciast, ciasteczek i tortów, a jakże. &lt;br /&gt;No i co?&lt;br /&gt;Wszystkie ale to absolutnie wszystkie przepisy na czternastoskładnikowe (co najmniej) masy, wymagające zrobienia skomplikowanych zakupów a następnie ucierania, mieszania, rozpuszczania opisywane były przez autorki jako arcyłatwe. &lt;br /&gt;Phi, każdy głupek przecież potrafi zrobić krem do tortu. A jak nie potrafi to może kupić gotowy w torebce, co nie?&lt;br /&gt;Może, ale co, jeśli nie chce?&lt;br /&gt;Jeśli nie chce z torebki, wybiera najłatwiejszy z netu. Zamiast od razu radzić się bardziej doświadczonych koleżanek. &lt;br /&gt;A potem nie śpi, tylko głowi się, niby w jaki sposób zrobi jakieś tam słodkie badziewie z białej czekolady, rzekomo przepyszne.&lt;br /&gt;A w ogóle czy do masy z białej czekolady będzie pasował poncz z herbaty, którą to substancją należy nawilżyć biszkopt…..&lt;br /&gt;Tyle pytań!&lt;br /&gt;I skąd tu wiedzieć?&lt;br /&gt;Może jednak lepiej było zamówić niewielki acz bardzo słodki torcik w pobliskiej cukierni i mieć z głowy problem?&lt;br /&gt;Strasznie dużo trudnych wyborów stoi przed młodą (stażem) matką, która wzorem Innych Matek chciałaby urządzić Urodziny Doskonałe swojemu jedynakowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie wiem z czego zrobić krem ani czym nasączyć ani czy w ogóle sobie poradzę – opowiedziała nareszcie swój „problem” matka wariatka M.&lt;br /&gt;- Pomogę ci, razem upieczemy – zaproponowała M. uczynnie&lt;br /&gt;- O! – ucieszyła się matka wariatka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak oto, pewnego słonecznego dnia w przeddzień imprezy urodzinowej M. przybyła z pomocą w towarzystwie córeczki. &lt;br /&gt;Świetnie, tylko jak tu urzędować w kuchni, kiedy w mieszkaniu plącze się pod nogami dwójka nieletnich, z których jedno urządziło dziką awanturę na widok biszkopta?&lt;br /&gt;- Ciaaaaaaaaaaaaaaakoooooooo!!! – zawołał syn matki wariatki-aaaaaaaaaa-kontynuował wijąc się po podłodze.&lt;br /&gt;Nie było wyjścia – matka wydobyła z czeluści szafki kuchennej ciasteczko czekoladowe aby zaspokoić chciwość małolata i uratować biszkopt .&lt;br /&gt;A potem?&lt;br /&gt;A potem już było z górki.&lt;br /&gt;M. piekła, miksowała i przyozdabiała, matka wariatka wyciągała niezbędne akcesoria i składniki a dzieci zgodnie stały na jednym krześle kuchennym i lekceważąc zasadę „chrońmy środowisko – oszczędzajmy wodę” lały wodą z kranu na wszystkie strony i tylko z rzadka dochodziło do jakichś niesnasek i przepychanek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tort wyszedł cudny.&lt;br /&gt;Matce zostało jedno zadanie – przyozdobić.&lt;br /&gt;A ponieważ aktualne hobby jej synalka to pociągi, postanowiła wydobyć z głębin duszy swoje ukryte dotąd talenty plastyczne i przystroić tort najpiękniej jak umiała.&lt;br /&gt;Tory, stacja, ludziki – żelki, nawet drzewo z różyczki brokuły.&lt;br /&gt;A miały być tylko świeczki w specjalnych wagonikach, zakupionych zawczasu na allegro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można tort zamówić w cukierni (jak na pierwsze urodziny)&lt;br /&gt;Można próbować piec samodzielnie (lecz jeśli ktoś ma dwie lewe ręce, lepiej niech nie próbuje, aby się nie zrazić do końca życia)&lt;br /&gt;A można też wspólnie. Przedpołudnie szybciej upłynie i zabawa przednia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkoda, że nie został ani kawałeczek aby Was poczęstować.&lt;br /&gt;A o następnych wypiekach nie omieszkam poinformować,&lt;br /&gt;Pozdrowienia&lt;br /&gt;Matka wariatka &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-7048126203122201372?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/7048126203122201372/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/12/tort.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7048126203122201372'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7048126203122201372'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/12/tort.html' title='Tort'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-6092733486629888775</id><published>2009-11-29T12:52:00.000-08:00</published><updated>2009-11-29T13:21:43.582-08:00</updated><title type='text'>Jak z bicza strzelił</title><content type='html'>&lt;p&gt;Usiadła matka wariatka na kuchennym krześle i łza się jej w oku zakręciła...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Mija dzień za dniem i czasem myśli sobie matka wariatka, żeby już do cholery jasnej, to dziecko poszło w świat albo chociaż podrosło na tyle, żeby dać jej od czasu do czasu święty spokój, no bo ile można płakać i awanturować się o głupoty.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Może Wy, czytelnicy, nigdy ale to przenigdy nie miewacie takich myśli, żeby Wasze dzieci już nareszcie urosły i chociaż na pół dnia dały Wam święty spokój, cóż, matka wariatka czasem marzy o takich chwilach i nie wstydzi się do tego przyznać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Siedzi tak matka wariatka, siedemnasta wybiła i pomyślała sobie tak:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- jeszcze niedawno miała stracha, że urodzi w samochodzie, bo w żadnym szpitalu nie będzie wolnego miejsca i będą ją odsyłać z miejsca na miejsce,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- jeszcze niedawno przerażała ją pielęgnacja pępka niemowlęcia,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- jeszcze niedawno z płaczem dzwoniła do Kejt, że nie umie dziecka wykąpać, że jak to tak do wanny włożyć, przecież się zamoczy, zmarznie a może i nawet utopi, Kejt, pomocy, bo nie umiemy, co tu robić, może wcale nie kąpać, dopiero jak urośnie albo chociaż jak pępek odpadnie?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- jeszcze niedawno marzyła o nocy, którą prześpi bez żadnej pobudki, no może wyjątkowo z jedną ale pięć razy co noc to nikt nie jest w stanie wytrzymać,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- jeszcze niedawno ubierała płaczące dziecko w czapę i śpiworek próbując wyjść na spacer, zawsze o tej samej godzinie, czy to śnieg, deczsz czy inna niepogoda i wędrując równiutko dwie godziny osiedlowymi uliczkami&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- jeszcze nie tak dawno marzyła o tym, by móc wyjść na dwie godziny z domu a nie pędzić do spożywczaka z duszą na ramieniu i telefonem w dłoni w oczekiwaniu na rozpaczliwy telefon od małża z hasłem "wracaj, płacze, głodny!!!!"&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- jeszcze nie tak dawno temu marzyła, by wreszcie porzucić to karmienie piersią i wywalić do śmieci te wstrętne staniki - karmniki&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- jeszcze nie tak dawno mówiła po operacji dziecka przesiadując przy jego łóżeczku w szpitalu "zniosę wszystko, bylebyśmy już stąd wyszli i nigdy tu nie musieli wracać"&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- jeszcze nie tak dawno nakazywała synowi "naucz się mówić, że chce ci się pić" zamiast się awanturować i wymachiwać odnóżami a ja się tu muszę domyślać, że o picie chodzi&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- jeszcze nie tak dawno jej syn raczkował zmiatając kolanami z podłogi wszystkie pyłki i zjadając okruszki a teraz skacze, tupie i biega jak szalony,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;i jeszcze tyle rzeczy i zdarzeń, które trwały i nie chciały się skończyć a teraz było, minęło nie wiadomo kiedy i już nie wróci.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Syn matki wariatki skończył dzisiaj dwa lata.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A to dopiero początek, nieprawdaż?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wszystkiego najlepszego, synalku.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-6092733486629888775?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/6092733486629888775/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/11/jak-z-bicza-strzeli.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6092733486629888775'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6092733486629888775'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/11/jak-z-bicza-strzeli.html' title='Jak z bicza strzelił'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-5900910580567291952</id><published>2009-11-16T13:54:00.000-08:00</published><updated>2009-11-16T14:15:46.465-08:00</updated><title type='text'>Zoo</title><content type='html'>&lt;p&gt;Lwa dziecko dostało w szpitalu; przebywając tam świąteczną porą natknęło się na wizytę szpitalnego Mikołaja, sponsorowanego przez pewną firmę telekomunikacyjną.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Misia dziecko dostało od znajomych matki z jej fabryki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kotka dziecko dostało od matki, aby miało się do kogo przytulać podczas kolejnego pobytu w szpitalu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pieska dziecko dostało od ojca, który dostał go od kogoś w pracy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zająca dziecko dostało od wizytującej go onegdaj cioci.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dla jasności - wszystkie zwierzęta są sztuczne, pokryte mniej lub bardziej miłą w dotyku tkaniną.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Lwa, misia, kotka i zająca dziecko na wstępie porzuciło na rzecz różowego kocyka, z którym miało zwyczaj podróżować wszędzie, a nawet z nim spać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Inne kocyki były niefajne, choć z pozoru niczym prócz koloru nie różniły się od Różowego.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Doszło nawet do tego, że Różowy był już tak zużyty, iż próbowano podłożyć zamiast niego całkiem nowy, choć w identycznym kolorze. Tyle, że dziecko natychmiast wykryło podstęp, cisnęło Nowym Różowym o posadzkę w kuchni i wtuliło się w Stary Różowy. wdychając cały kurz i paproszki. (Różowy matka mogła prać tylko podczas snu dziecka, przy czym istniało ryzyko, że obudzone w środku nocy, nie znalazłszy Różowego,  dostanie spazmów i nie będzie się w stanie uspokoić)  Różowy tu, różowy tam, do samochodu, do sklepu i na spacer.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wszędzie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc wyobraźcie sobie spacerującą matkę, która ma tak: plecak, czasem siatkę z zakupami, zabawkową kosiarę, którą dziecko bawiło się przez pierwsze pięć minut spaceru, zabawki do piaskownicy a do tego Różowy, bo bez Różowego nie ma wyjścia na spacer.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Matka nie próbuje sobie nawet wyobrażać, co by się stało, gdyby przypadkiem Różowy zginął w tajemniczych okolicznościach.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pewnie trzebaby wykupić w telewizji ogłoszenie w stylu "Oddajcie Różowy, bo bez nigo życie mojego dziecka nie ma sensu".&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Aż tu nagle pewnego dnia.........&lt;/p&gt;&lt;p&gt;podczas zasypiania dziecko nagle, oprócz kocyka poprosiło o kotka. Po kilku dniach o pieska.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Potem wieczorną bajkę oglądali: dziecko, matka, kotek, piesek, lew  i miś.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Potem wszyscy razem zaczęli układać się do snu...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niedługo dla całego zwierzyńca zabraknie miejsca w łóżku.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Większości zwierzątek udaje się także wybrać na spacer. Na szczęście dla matki miś jest pomijany. Czasem uda się wynegocjować z dzieckiem, że na spacer wyjdzie tylko piesek i kotek. A reszta poczeka w domu. A jeśli jednak musi wyjść większa grupa, to może uda się przekonać dziecko, żeby część wycieczki przeczekała w samochodzie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czasem się udaje.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zależy od dnia.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ostatnio gościliśmy znajomych z córeczką.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Córeczka przyniosła ze sobą pluszowego pająka i parasolkę (mimo słonecznej pogody).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Może zatem wybory mojego dziecka nie są wcale zanadto dziwaczne?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Może to norma, że wychodząc z domu bądź zasypiając, większość dzieci obkłada się swoimi ulubionymi przedmiotami?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Może.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ostatecznie ja także, gdybym tylko mogła, kładłabym się spać z ptasim mleczkiem pod poduszką :)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Z poważaniem,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;matka wariatka&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-5900910580567291952?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/5900910580567291952/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/11/zoo.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5900910580567291952'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5900910580567291952'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/11/zoo.html' title='Zoo'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-978477231027285983</id><published>2009-11-12T11:35:00.000-08:00</published><updated>2009-11-12T11:39:40.233-08:00</updated><title type='text'>Rozmowa</title><content type='html'>&lt;p&gt;- Chcesz iść do cioci i do Kacpra?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Nie&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Chcesz pić?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Nie&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Zjesz zupę?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Nie&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Zrobisz siku do nocnika?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Nie&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-A założymy pieluchę?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Nie&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-A kapcie założysz?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Nie&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A chcesz ciastko?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Tak&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;bez komenarza&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-978477231027285983?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/978477231027285983/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/11/rozmowa.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/978477231027285983'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/978477231027285983'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/11/rozmowa.html' title='Rozmowa'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-7339429325154531762</id><published>2009-11-09T05:59:00.000-08:00</published><updated>2009-11-09T06:00:14.365-08:00</updated><title type='text'>Nie</title><content type='html'>Całkiem niedawno taki oto problem powstał w rodzinie matki wariatki, że dziecko odmawia wychodzenia na dwór. Zapomniało już o tych porankach, kiedy to natychmiast po otwarciu oczu pędziło do drzwi wyjściowych i tłukąc w nie pięściami wołało „ata! ata!”. Co w tłumaczeniu na język ludzki znaczy „chcę na dwór!!! Ale już!!!”.&lt;br /&gt;Teraz dziecko zapytane czy chce na dwór odpowiada absolutnie pewne tego, co mówi „nie” i przystępuje do zabawy na przykład papierem toaletowym albo siania soli po stole.&lt;br /&gt;I bądź tu rodzicu mądry.&lt;br /&gt;Istnieje kilka możliwych rozwiązań, lecz żadne niestety nie jest bliskie ideałowi. A mianowicie:&lt;br /&gt;1/ zaprzestać wychodzenia. Nie chce, to nie zmuszać, bez łaski.&lt;br /&gt;2/ ubierać na siłę, walcząc z szamoczącym i wierzgającym potworem, który za żadne skarby nie wdzieje spodni ani butów a kurtki to już na pewno&lt;br /&gt;3/ przekupić lizaczkiem, lodami, czekoladą i czym tam jeszcze, co przyjdzie do głowy&lt;br /&gt;4/ wychodzić na dwór bez ubierania w odzież zimową a w razie konieczności czynić to dopiero w windzie&lt;br /&gt;Które z rozwiązań stosujecie Wy, Inni Rodzice? &lt;br /&gt;Straszenie w stylu „to ja idę, zostajesz w domu sam” nic nie daje, bowiem dziecko zajęte aktualnie wkręcaniem wyimaginowanej śrubki swoim plastikowym śrubokrętem mruknie pod nosem „papa” i przystąpi do kontynuowania czynności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O losie! Jak to możliwe, że kilkanaście miesięcy temu ubierając płaczące w niebogłosy niemowlę matka wariatka myślała sobie, jak cudownie byłoby, gdyby jej dziecko miało już dwa latka i nie płakało bez sensu i bez powodu.&lt;br /&gt;Teraz czasem matka wariatka myśli sobie, jak to było bosko opiekować się dwumiesięcznym niemowlęciem, które jeszcze nie umiało mówić „nie” .&lt;br /&gt;Byle do wiosny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uprasza się Czytelników o zamieszczanie sprawdzonych patentów na „ubieranie bez bólu” oraz „jak przekonać zbuntowanego dwulatka do wyjścia z domu”.&lt;br /&gt;Z poważaniem,&lt;br /&gt;Matka wariatka&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-7339429325154531762?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/7339429325154531762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/11/nie.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7339429325154531762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7339429325154531762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/11/nie.html' title='Nie'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-6793614111731798655</id><published>2009-10-22T09:33:00.000-07:00</published><updated>2009-10-22T09:34:29.974-07:00</updated><title type='text'>Głupi</title><content type='html'>Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy „normalny” człowiek, znaczy pracujący na etacie, rozchoruje się, to zazwyczaj idzie na zwolnienie lekarskie. A potem leży w łóżku, śpi, czyta gazety, zażywa lekarstwa i ogólnie odpoczywa sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy opiekunka do dziecka rozchoruje się, nie przychodzi do dziecka tylko kuruje się leżąc w łóżku i zażywając lekarstwa po to, by szybko dojść do siebie i z radością wrócić do harców ze swoim podopiecznym.&lt;br /&gt;No a poza tym nie może zarazić dziecka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy rozchoruje się ojciec dziecka, oznacza to, że masz w domu o jedno dziecko więcej do opieki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy rozchoruje się dziecko, dzwoni pani ze żłobka i nakazuje je stamtąd czym prędzej zabrać po to, by nie rozsiewało zarazków na inne dzieci. Uruchamiasz wtedy sieć pomocy rodzinnej, ojciec idzie na urlop, przyjeżdża babcia z miasta powiatowego albo w ostateczności sama bierzesz zwolnienie lekarskie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co wtedy, gdy rozchoruje się matka na wychowawczym?&lt;br /&gt;I najchętniej cały dzień spędziłaby leżąc w łóżku w piżamie i oczekując, że ktoś będzie jej donosił kubki z ciepłą herbatką albo chociaż da jej w spokoju pochorować?&lt;br /&gt;Matka na wychowawczym nie może chorować, albowiem ktoś do jasnej ciasnej musi się zajmować dzieckiem w czasie, gdy cała reszta świata pracuje i nie może pośpieszyć z pomocą.&lt;br /&gt;Musi wychodzić na spacery, bo to lepsze niż siedzenie w domu – chwilowo siedlisku najrozmaitszych zarazków. &lt;br /&gt;Musi wyjść choćby po to, żeby kupić dziecku bułkę, której ono się domaga.&lt;br /&gt;Musi znosić fochy zbuntowanego dwulatka.&lt;br /&gt;Musi też wysłuchać pretensji dziada parkującego samochód obok niej na parkingu, że niby po co tak szeroko drzwi od auta otwiera.&lt;br /&gt;Przez co też musi nauczyć dziecko nowego słowa: głupi.&lt;br /&gt;- Ten pan jest głupi, synu – popisała się matka wariatka.&lt;br /&gt;- Gu – posłusznie powtórzyło dziecko.&lt;br /&gt;Miejmy nadzieję, że nowe słowo nie zostanie nigdy użyte przeciwko tej, która wpadła na pomysł, by go nauczyć własne dziecko.&lt;br /&gt;Pozdrawiam pociągająco wszystkie Dzielne Mamy zbuntowanych dwulatków i nie tylko,&lt;br /&gt;matka wariatka&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-6793614111731798655?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/6793614111731798655/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/10/gupi.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6793614111731798655'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6793614111731798655'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/10/gupi.html' title='Głupi'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-3653377561663055404</id><published>2009-10-14T13:35:00.000-07:00</published><updated>2009-10-14T13:36:42.363-07:00</updated><title type='text'>Kółko graniaste</title><content type='html'>Kiedy kilka lat temu znajomy X opowiadał mi, jak to cały wieczór bawił się z dziećmi w kółko graniaste, pękałam wprost ze śmiechu. Arcyzabawne wydawało mi się, że ktoś w wieku 30+, kto w dodatku nie jest nauczycielem w przedszkolu ani opiekunem w żłobku pląsa w koło trzymając dziecko za ręce a na koniec rzuca się na podłogę z okrzykiem bęc!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minęło trochę czasu…&lt;br /&gt;Dziecko (moje własne) z niemowlęcia stało się nie wiadomo kiedy aktywnym małym chłopczykiem żądnym rozrywek i zabaw z rodzicami….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzimy sobie wieczorową porą w pokoju, ja nie robię nic, przyglądam się swojej małej rodzinie, małżu z dzieckiem gra w piłkę, a właściwie w piłki, za bramkę robi krzesło, a dziecko po każdym golu wykrzykuje radośnie bam! i rzuca się na podłogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wtedy przypomniało mi się…..&lt;br /&gt;Kóóóółko graniaaaaaaaaaaasteeeeeeeeee czteeeeeeeeerokanciaaaaaaaasteeeeeeee.&lt;br /&gt;Kółko nam się rozsypało a my wszyscy bęc!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobra, rodzino, łapiemy się za ręce i bawimy w kółko graniaste.&lt;br /&gt;No i się zaczęło!!!&lt;br /&gt;Gdybym wiedziała, co mnie czeka, siedem razy zastanowiłabym się przed rozpoczęciem zabawy.&lt;br /&gt;Kółko graniaste po raz pierwszy.&lt;br /&gt;Kółko graniaste po raz drugi.&lt;br /&gt;Kółko graniaste po raz ósmy.&lt;br /&gt;Kółko graniaste po raz piętnasty.&lt;br /&gt;Za każdym razem z efektownym bęc! Na końcu&lt;br /&gt;- Synu – mówię wreszcie – muszę odpocząć, gdyż się zasapałam.&lt;br /&gt;Syn wykazał zrozumienie, zezwolił matce na krótką przerwę, porwał w łapki misia i dalej tańcować z misiem i z ojcem, który udawał, że zmęczony nie jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i teraz wyobraźcie sobie dwójkę dorosłych ludzi w wieku 30+ przytupujących w kółeczku z dwulatkiem i z misiem.&lt;br /&gt;Hahahahaaaaaaaaa, co nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnie też to śmieszy.&lt;br /&gt;Problem w tym, że mi się po jakimś czasie znudziło, a dziecku wręcz przeciwnie.&lt;br /&gt;Obawiam się, że od dziś zabawa w kółko graniaste stanie się wieczornym rytuałem.&lt;br /&gt;I zawsze na koniec będzie płacz, bo dlaczego koniec, przecież mama, tata, tak dobrze się bawimy!!!! &lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-3653377561663055404?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/3653377561663055404/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/10/koko-graniaste.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/3653377561663055404'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/3653377561663055404'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/10/koko-graniaste.html' title='Kółko graniaste'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-7102532044543395341</id><published>2009-10-13T13:01:00.000-07:00</published><updated>2009-10-13T13:02:23.958-07:00</updated><title type='text'>Wagary</title><content type='html'>„Są takie dni w tygodniu, gdy nic mi się nie układa”.&lt;br /&gt;Zwłaszcza, gdy dzień nie zacznie się tak, jak każdy inny. Czyli na przykład małżu bladym świtem opuści lokal mieszkalny i uda się do roboty, aby spędzić w niej sto dwadzieścia godzin, albowiem ma dużo pracy.&lt;br /&gt;I wtedy, dajmy na to, matka wariatka nie bardzo ma czas aby uskutecznić poranną toaletę. Takie choćby mycie głowy. Zwykle podczas toalety porannej matki wariatki małżu zajmuje się dzieckiem. Ale jak niby miał się zająć tym razem, skoro poszedł sobie? Matka ma w zapasie na takie okazje rozwiązanie pod tytułem: włazimy razem do wanny. Ale tego akurat dnia nie chciało jej się tegoż patentu wprowadzać w życie. W ogóle nic jej się nie chciało.&lt;br /&gt;Znaczy inaczej – spać się jej chciało. Bo za późno do snu się ułożyła, uparłszy się głupkowato poprzedniego wieczoru, że choćby miała paść, to poprasuje WSZYSTKO, co wymaga prasowania. Po to tylko, by przez kilka dni cieszyć się widokiem (czy raczej brakiem widoku) upranej sterty ciuchów.&lt;br /&gt;Więc sama sobie winna, ta matka wariatka.&lt;br /&gt;Tak więc stanęło na tym, że nastał nowy, pochmurny i dość ponury dzień, małża w domu niet, głowa nie umyta, oczy się zamykają a tu słodkie maleństwo domaga się, aby się nim zająć. Porobić coś ciekawego i do tego razem. Nie żadne tam samodzielne oglądanie książeczek, układanie klocków czy kopanie piłki.&lt;br /&gt;- Synu, czy ty wiesz, jak strasznie, ale to strasznie nie chce mi się tobą zajmować? – pożaliła się własnemu dziecku matka wariatka leżąc na łóżku i udając, że nie dostrzega własnego potomstwa.&lt;br /&gt;Potomstwo zaś, na nieszczęście matki wariatki nie dostrzegało niczego oprócz niej właśnie i próbowało z krzykiem, ciągnąc ją za rękę, zabrać ją do drugiego pokoju w nieznanym celu.&lt;br /&gt;Minuty wlokły się w nieskończoność, matka wypiła ze trzy kawy aby dojść nieco do siebie lecz mimo to sytuacja nie uległa poprawie. Rzec by nawet można, że się wręcz pogorszyła. Zwykle po porannym „ogarnięciu” matka wariatka wyrusza ze swoim dzieckiem na obchód osiedla, odwiedzają piekarnię, kiosk i Panią Warzywo. Ale ponieważ matce się nie chciało, do tego aura nie sprzyjała, więc siedzieli sobie obydwoje w piżamach, przy czym dziecko próbowało wdziewać sandały na przemian z kaloszami, co niechybnie miało sugerować matce, że czas najwyższy na codzienną przechadzkę.&lt;br /&gt;Matka zaś bezskutecznie próbowała nakłonić potomka swojego aby zapadł w sen, to ona się przyłączy.&lt;br /&gt;Niestety ta z trudem oczekiwana przyjemność nastała dopiero w okolicy południa. Do tego zaś czasu matka wariatka musiała znosić fochy, zaczepki, pokrzykiwania oraz nieustanne próby sprawdzania, czy to co zabronione jest nadal zabronione (dotykanie kuchenki gazowej, zabawa roletami okiennymi, zjadanie gazety itp.).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bezsprzecznie są takie matki, które nawet wówczas, gdy im się bardzo nie chce, zajmują się z zapałem swoimi pociechami mając w zanadrzu szereg zabaw edukacyjnych, rozwijających i arcyciekawych. Także dla nich samych.&lt;br /&gt;Bezsprzecznie takie matki idealne mimo tego, że całymi dniami siedzą w domu, nigdy nie czują się samotne i niedowartościowane.&lt;br /&gt;Bezsprzecznie takie matki zdążą ugotować obiad, nie przerywając zabawy z własnym dzieckiem.&lt;br /&gt;Bezsprzecznie takie matki mimo nie umytej głowy mają idealne fryzury.&lt;br /&gt;Bezsprzecznie takie matki nie oglądają rano telewizji śniadaniowej lecz uczą swoje dzieci dodawania i abecadła.&lt;br /&gt;Bezsprzecznie takie matki, żeby nie wiadomo jak bardzo im się nie chciało, wychodzą ze swoimi dziećmi na spacer, zawsze o tej samej godzinie, po to, by niepotrzebnie nie zaburzać ich rytmu dnia.&lt;br /&gt;Bezsprzecznie takie matki nigdy nie pomyślą o sobie, że są do niczego i że chętnie wypisałyby się z klubu matek choćby na kilka dni i z radością wróciły do starych, dobrych, spokojnych czasów, w których nie trzeba było gotować obiadu a w weekendy można się było spokojnie wyspać i pół dnia siedzieć w piżamie bez wyrzutów sumienia z powodu, że nie ma się ochoty wyjść na dwór z własnym dzieckiem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-7102532044543395341?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/7102532044543395341/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/10/wagary.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7102532044543395341'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7102532044543395341'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/10/wagary.html' title='Wagary'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-737545580318906181</id><published>2009-10-12T12:22:00.001-07:00</published><updated>2009-10-12T12:22:52.518-07:00</updated><title type='text'>Wyjazd</title><content type='html'>„A może chcecie z nami pojechać w góry” – zaproponowali znajomi.&lt;br /&gt;„Chcemy” – zgodziliśmy się ochoczo – „ale musicie wiedzieć, że podczas podróży mogą zdarzyć się nieprzewidziane sytuacje plus dodatkowo pobudki o poranku już na miejscu…”&lt;br /&gt;„Spoko, mamy zatyczki, damy radę” &lt;br /&gt;Pojechaliśmy zatem.&lt;br /&gt;O dziwo podróż w „tamtą” stronę odbyła się bez większych przebojów, najpierw dziecko grzecznie spało a potem zaczepiało ciocię, jadło, piło i dawało się wyczuć atmosferę radosnego wyczekiwania…..&lt;br /&gt;Pamiętasz, mężu, jak jeździliśmy kiedyś w góry?&lt;br /&gt;Sami. Bez dziecka, znaczy. I zdarzało się, że nawet pociągiem. Dwa plecaki – oto cały nasz bagaż.&lt;br /&gt;A teraz z lewdością zmieściliśmy swoje toboły do kombi znajomych. A do tego nie wzięliśmy ze sobą spacerówki. Gdybyśmy chcieli zabrać spacerówkę, jedno z nas musiałoby chyba zrezygnować z wyjazdu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyprawa w góry:&lt;br /&gt;W góry poszliśmy…dwa razy.&lt;br /&gt;Owszem, mieliśmy cudny plan, jak to dziecię będzie sobie grzecznie siedziało w nosidle a my, jak za starych dobrych czasów popatrzymy sobie na świat z góry a wiatr wiejący na szczytach będzie nam rozwiewał włosy, tudzież zdmuchiwał czapki z głów.&lt;br /&gt;Nosidło okazało się wynalazkiem, który nieszczególnie przypadł naszemu synowi do gustu, toteż zaraz na wstępie pierwszej wycieczki zostało odniesione do domu, bo po co dźwigać zbędne graty, skoro i tak trzeba mieć ze sobą tysiące potrzebnych rzeczy na wypadek rozmaitych zdarzeń.&lt;br /&gt;Jako, że wstawaliśmy normalnie, znaczy około 6:30, przecież nie byliśmy na żadnych tam wakacjach, tylko na wyjeździe z dzieckiem, do wyjścia byliśmy gotowi już mniej więcej około 9:00.&lt;br /&gt;Rzecz jasna o godzinie 9:00 nasi znajomi, którzy przyjechali na wypoczynek, smacznie jeszcze sobie spali….&lt;br /&gt;W życiu nie odbyłam tak powolnej wspinaczki (dość łagodnym szlakiem). Po drodze była woda, szyszki, drzewa, konik, krowy, owce, zabudowania gospodarskie, postój na drugie śniadanie, wycieczka po zaoranym polu, awantura i płacz bo rodzice z nieznanych powodów nie chcieli ustąpić dziecku i zboczyć ze ścieżki żeby zobaczyć, co tam jest na dole……&lt;br /&gt;Po mniej więcej dwóch godzinach tej radosnej wyprawy dziecko odczuło zmęczenie i co gorsza zatęskniło za swoim przyjacielem kocykiem.&lt;br /&gt;Minąwszy się zatem na szlaku ze znajomymi, którzy zdążyli wstać, zjeść, przygotować się do wycieczki i pokonać w pół godziny odcinek, który my pokonywaliśmy dwie godziny, zbiegliśmy czym prędzej w stronę domostwa i na tym wycieczka się zakończyła.&lt;br /&gt;Następnego dnia było mniej więcej podobnie, z tym, że za atrakcję robił traktor &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posiłki:&lt;br /&gt;Tu akurat zmiana miejsca pobytu nie miała większego znaczenia – tak jak w domu, w czasie, gdy jedno z nas próbowało gotować, drugie uganiało się za dzieckiem pilnując, by niczego nie potłukło, obiło, nie włożyło rączek do kontaktu, nie umarło z nudów itp. itp.&lt;br /&gt;Posiłki staraliśmy się jadać wspólnie. Pomijam śniadania, które my, rodzice, zjadaliśmy około 7:00, w czasie gdy znajomi, nie-rodzice przewracali się z boku na bok i pomstując na tego okropnego małego hałaśliwego stworka biegającego po domu i nawołującego: mama! mama! próbowali jeszcze zapaść w sen.&lt;br /&gt;(inna sprawa, że byli przygotowani na takie zdarzenia, nie wiadomo zaś jak bardzo musieli nienawidzić naszego dziecka inni mieszkańcy kwatery, także budzeni przed wschodem słońca – na szczęście o godzinie, o której nie obowiązywała już cisza nocna).&lt;br /&gt;Tak więc w czasie, gdy normalna część ludzkości przebywającej na wypoczynku, smacznie jeszcze spała (lub próbowała) my rześcy, wyspani, po wypiciu czterech mocnych kaw, spędzaliśmy poranek na trawniku przed domem tłumacząc synowi po raz sto siedemdziesiąty ósmy że tego kranu nie da się odkręcić a z tego węża nie popłynie woda i żeby poszedł się pobujać na huśtawce i zostawił w cholerę już te ogrodnicze urządzenia.&lt;br /&gt;Obiad i kolację zdarzało nam się zjeść wspólnie, tyle, że aby dziecko siedziało w miarę spokojnie, należało nadużyć nieco mienia wspólnego dostępnego w kuchni, czyli konkretnie, zezwolić dziecku na grzebanie w cukiernicy i rozsypywanie zawartości po stole, podłodze oraz rodzicach a kiedy zabawa cukrem znudziła się – zamienić cukiernicę na solniczkę i uważać, by dziecko nie posoliło dajmy na to herbaty albo piwa.&lt;br /&gt;Po spożytym posiłku znajomi stwierdzili, że muszą odpocząć i idą się położyć. Nasz syn wykazał zdziwienie takim obrotem sprawy a my, rodzice, popatrzyliśmy po sobie. Postronne oko mogłoby w tych spojrzeniach wyczytać nutkę zazdrości w stylu „ale wam dobrze” ale postronnych oczu nie było, więc szczęśliwcy udali się na odpoczynek a nieszczęśliwcy przystąpili do gier i zabaw z własnym potomstwem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Knajpa&lt;br /&gt;- Idziemy  do knajpy na piwo, idziecie z nami? – zapytali znajomi wieczorową porą&lt;br /&gt;- Heh – odpowiedzieliśmy – możemy spróbować.&lt;br /&gt;Długo trwało zanim dotarliśmy na miejsce, bo po drodze kałuże, bramy, które można próbować otwierać, ludzie, których można zaczepiać oraz inne liczne atrakcje spowalniające spacer do nieodległej wszak restauracji. Dobrze, że nam się pić nie chciało; gdybyśmy byli spragnieni, bezsprzecznie umarlibyśmy w drodze. &lt;br /&gt;Za dawnych czasów, jak już się dotarło wolniej czy szybciej do knajpy, to usiadło się za stołem i sącząc niespiesznie napoje można było rozmawiać o tym i owym, względnie przysłuchiwać się temu o czym gadają inni.&lt;br /&gt;A teraz….&lt;br /&gt;Mowy nie ma o siedzeniu, syna za rękę należy prowadzać po lokalu (za rękę tylko po to, by nie niszczył napotykanych na swej drodze sprzętów) , opowiadać, że to kołowrotek a to głowa dzika (słowo daję, takie atrakcje w Górolskiej Izbie w Wiśle) i że niekoniecznie za bar można wchodzić. A jak już chcieliśmy jednak posiedzieć przy tym browarze, to znów w ruch szła solniczka, serwetki i wszystko, co tylko można było spisać na straty. W końcu chyba panie kelnerki miały dość wycierania soli i pieprzu ze stołu i z podłogi, bo za trzecim razem, gdy trafiliśmy do knajpy, zaproponowały naszemu dziecku, żeby się pobawiło klockami. Tyle, że klocki były fajne przez dwie minuty. Kto by się klockami bawił, skoro tu na ścianie głowa dzika wisi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem już trzeba było wracać do prozy życia w mieście stołecznym i tutaj już synalcio pokazał, jak potrafi umilić podróż współpasażerom.&lt;br /&gt;I tym optymistycznym akcentem,&lt;br /&gt;do napisania wkrótce,&lt;br /&gt;matka wariatka. &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-737545580318906181?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/737545580318906181/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/10/wyjazd.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/737545580318906181'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/737545580318906181'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/10/wyjazd.html' title='Wyjazd'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-3131404936625954458</id><published>2009-10-11T13:45:00.000-07:00</published><updated>2009-10-11T13:49:00.070-07:00</updated><title type='text'>Uprasza się</title><content type='html'>&lt;p&gt;Czytelników o cierpliwość.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Usiłując zapanować nad domowym chaosem, robiąc jednocześnie zakupy, gotując posiłki, zabawiając syna poprzez aktywne spędzanie z nim czasu i próbując nie walić głową w ścianę aby odreagować ataki  furii zbuntowanego dwulatka, czekam na natchnienie aby pisać dalej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Z poważaniem,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;matka wariatka&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-3131404936625954458?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/3131404936625954458/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/10/uprasza-sie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/3131404936625954458'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/3131404936625954458'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/10/uprasza-sie.html' title='Uprasza się'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-5133348165839730239</id><published>2009-09-22T13:00:00.000-07:00</published><updated>2009-09-22T13:02:02.801-07:00</updated><title type='text'>Organizacja</title><content type='html'>Nie, nie, od progu wyjaśnię – nie chodzi o organizację pozarządową ani o organizację pożytku publicznego ani też o żadne inne stowarzyszenie czy klub.&lt;br /&gt;Chodzi o Organizację Czasu. &lt;br /&gt;I życia w ogólności.&lt;br /&gt;W zamierzchłych czasach przed dzieckiem, matka wariatka radziła sobie jako tako. &lt;br /&gt;Znaczy, miała czas, żeby się wyspać, poczytać książkę czy nawet poprasować małżowe koszule.&lt;br /&gt;Ach, kiedy to było!&lt;br /&gt;Miała czas, żeby czuć się zmęczoną i w związku z tym wykorzystać małża do tego, by gotował obiady. Zresztą ona przecież nie cierpi gotować, więc jak ma to robić, skoro serca do czynności nie ma….&lt;br /&gt;Miała czas na fitness po pracy i na chodzenie do kina, teatru lub też włóczenie się po mieście bez konkretnego celu.&lt;br /&gt;Ach, kiedy to było….&lt;br /&gt;Tuż przed narodzinami synalka życzliwe i bardziej doświadczone życiowo koleżanki (dzieciate, znaczy) radziły – wyśpij się na zapas, bo następna możliwość wyspania się przytrafi ci się za kilka lat.&lt;br /&gt;- E tam – mówiła sobie w myślach matka wariatka, nieświadoma tego, co ją czeka w przyszłości. – Zresztą po co tak mi gadacie, przecież i tak nie można się wyspać na zapas.&lt;br /&gt;Może i nie można.&lt;br /&gt;Ale może można na zapas porobić sobie porządki w domu, przejechać podłogi i meble Magicznym Środkiem, dzięki któremu kurz nie osiada przez najbliższe osiemnaście lat?&lt;br /&gt;Dlaczego nikt jeszcze czegoś takiego nie wynalazł?&lt;br /&gt;Albo chociaż samoodkurzającego się dywanu?&lt;br /&gt;Albo samoprasujących ubrań???&lt;br /&gt;No???&lt;br /&gt;Pytam się!!!&lt;br /&gt;Powiedzmy, że są na świecie matki, którym pewien, nazwijmy to, nieład w mieszkaniu, nie doskwiera specjalnie, gdyż przedkładają czas spędzony z dzieckiem nad czas poświęcony układaniu książek na półkach lub jeżdżeniu mopem po posadzkach.&lt;br /&gt;Powiedzmy.&lt;br /&gt;Lecz co z takimi, które lubią mieć zarówno czysto, lecz także chciałyby maksymalnie dużo czasu poświęcić swojemu dziecku?&lt;br /&gt;Oczywiście mogą porządkować domostwo w nocy, gdy rodzina śpi a w dzień zajmować się „mamowymi” sprawami, czyli spacerować, przewijać, tłumaczyć świat itp.&lt;br /&gt;Lecz co, jeśli jakaś mama zamiast snuć się w nocy po domu ze ścierką woli ten czas przeznaczyć na sen?&lt;br /&gt;Oczywiście może zainwestować w Panią Sprzątającą. Sama wtedy w pięknym, czystym, lśniącym i błyszczącym mieszkaniu może w stu procentach poświęcić swój czas dziecku.&lt;br /&gt;Albo, jeśli sama kocha porządkowanie – zainwestować w Panią Opiekunkę do Dziecka.  Która nauczy dwulatka czytania i tabliczki mnożenia.&lt;br /&gt;Albo choćby zajmie się nim przez chwilę.&lt;br /&gt;Można. Lecz co, jeśli na te wszystkie luksusy zabrakło chwilowo nakładów finansowych matce na wychowawczym…..&lt;br /&gt;Taka niezaradna, niezorganizowana matka powinna, naczytawszy się uprzednio rad w mądrych gazetach zrobić co następuje:&lt;br /&gt;1/ popaść w rozpacz z powodu własnej niezaradności, nieudolności, bezradności&lt;br /&gt;2/ przeczytać wzmiankowane artykuły na nowo, odnaleźć adresy wszystkich mam, które idą w zaparte twierdząc, że godzą pracę w domu z opieką nad dzieckiem i zażądać wyjaśnień, jak niby im się to udaje? Kiedy spacerują, gotują, piorą, prasują, ścierają kurze jednocześnie wykonując pracę zarobkową?&lt;br /&gt;3/ jeśli żadna z Perfekcyjnych Mam nie raczy odpisać, lub według ciebie zmyśla, odszukaj adres Perfekcyjnej Pani Domu z telewizora i zapisz się na korepetycje do niej. Tylko, czy coś komuś wiadomo, by Perfekcyjna miała dzieci??? &lt;br /&gt;Posiadając dzieci absolutnie nie da się przecież niczego zorganizować.&lt;br /&gt;Przecież zwykłe wyjście do przychodni na umówioną godzinę napawa matkę stresem. Bo matka wie, że za dwie minuty należy opuścić lokal mieszkalny a tymczasem, gdy próbuje namawiać dziecko milutkim głosem na spacer, ono twierdzi, że nigdzie nie idzie, bo właśnie bawi się koparką i nie wie, kiedy przestanie. &lt;br /&gt;Nadmieniam, że ma niespełna dwa lata i nie umie w pełni posługiwać się mową ojczystą, jednakowoż wyraźnie widać, że mówi, że nigdzie nie idzie.&lt;br /&gt;No i wtedy, w ciągu tych dwóch minut ma się następujące rozwiązania pod ręką:&lt;br /&gt;- nie pójść do przychodni, względnie się spóźnić&lt;br /&gt;- przekupić dziecko, że jeśli zgodzi się oderwać od zabawek i wyjść z domu to dostanie lolo lub też inną ulubioną słodycz (wtedy jest duża szansa, że zerwie się biegiem i na bosaka popędzi do windy a podczas próby wdziewania sandałków zrobi mega awanti)&lt;br /&gt;- użyć siły (ta, niezbyt to wychowawcze), przeciągnąć szamoczącego się stwora po podłodze w przedpokoju, podtrzymując ubrać i ryczącego wynieść na klatkę schodową i wepchnąć do windy (ryzykuje się wówczas, że napotka się wszystkich, nie widzianych od miesięcy sąsiadów, zagadujących ze zdziwieniem: „A dlaczego on płacze”?)&lt;br /&gt;Można też, idąc za radami z usłużnych pism dla młodych mam, spróbować zapisywać, co trzeba zrobić w ciągu całego dnia a może nawet tygodnia.&lt;br /&gt;Jak by wyglądał taki plan dnia matki dwuletniego chłopczyka?&lt;br /&gt;Wstać, zjeść dużo rano, póki ojciec nie wyszedł do roboty, bo potem to może już czasu nie być, ogarnąć się z grubsza, zmusić dziecko do wypicia mleka i wyjść z potomstwem na „świeże” powietrze – w przypadku miasta należy to określenie rozumieć jako „opuścić klitkę w bloku na maksymalnie dużo godzin”. Spacerując objaśniać dziecku co widzi dookoła siebie, pilnując jednocześnie, by nie nadziewało się na kupy w trawie, przeczołgać się razem na placu zabaw, jednocześnie korzystając z tego, że zajęte i może nie zauważy – wepchnąć w niego jakieś pożywne pokarmy. W trakcie wyprawy krajoznawczej porobić zakupy, troszcząc się, by nie nadszarpnąć zbytnio domowego budżetu (czytaj, kupować w magicznych miejscach, w których jest taniej) a następnie obładowaną siatami wrócić do mieszkania, używając do tego celu sprytu i podstępów, gdyż dziecko zazwyczaj nie ma na powrót ochoty. &lt;br /&gt;Umyć ręce, przewinąć, uśpić dziecko.&lt;br /&gt;W trakcie dwugodzinnej „przerwy” ugotować obiad, pozmywać, poobdzwaniać koleżanki, sprawdzić co tam w Internecie, rozwiesić pranie, poprasować ciuchy, wytrzeć kurze, wynieść śmieci a następnie przygotować sobie kawę.&lt;br /&gt;W chwili, gdy  zaczyna się ją pić, budzi się dziecko i Twoja przerwa właśnie się skończyła.&lt;br /&gt;Teraz tylko nakarmić dziecko (związując mu ręce i wtłaczając siłą żywność), bo w inny sposób się nie uda, a jak już miną protesty – wyjść ponownie na dwór i odliczać minuty do momentu, gdy małżonek wróci z pracy i przechwyci bachorka.&lt;br /&gt;Itp., itp.  &lt;br /&gt;A potem, wieczorem, malując sobie paznokcie, myśleć sobie, jak to fajnie mają te matki, które pracują.&lt;br /&gt;One przynajmniej przez dziewięć godzin w ciągu doby nie muszą martwić się jak zorganizować swoje życie rodzinne.&lt;br /&gt;Takie to mają dobrze! &lt;br /&gt;Ach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Matka Wariatka wie, że mamy pracujące wcale nie mają dobrze (no, na pewno nie wszystkie), zatem uprasza Czytelników o nie doszukiwanie się w tekście podtekstów, drugich den itp. ani też nie oczekuje ofert w stylu „Chętnie się z Tobą zamienię.&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-5133348165839730239?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/5133348165839730239/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/09/organizacja.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5133348165839730239'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5133348165839730239'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/09/organizacja.html' title='Organizacja'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-5873023670459078683</id><published>2009-09-16T09:46:00.000-07:00</published><updated>2009-09-16T09:51:56.541-07:00</updated><title type='text'>Sklep</title><content type='html'>Być może są na świecie takie dzieci, które zachowują się grzecznie. Czyli kiedy rodzic / opiekun uważa, że mają siedzieć spokojnie w wózku – to siedzą, a kiedy mają stać obok trzymając za rękę i czekać – stoją i czekają.&lt;br /&gt;Być może są takie dzieci.&lt;br /&gt;Zawsze, kiedy matka wariatka doświadcza sytuacji nazwijmy to, trudnej – zastanawia się nad tym i myśli jak to rodzicom takich dzieci jest w życiu łatwo.&lt;br /&gt;Matce wariatce trafił się egzemplarz w potocznym mniemaniu uważany za niegrzeczny, który innymi słowy można określić jako ciekawy świata i otoczenia w ogóle.&lt;br /&gt;Z takim egzemplarzem najlepiej całe dnie spędzać na świeżym powietrzu i dodatkowo pozwalać mu wybierać ścieżki, którymi będzie się podążać, zatrzymując się tu i ówdzie dla zapoznania się z ciekawostkami tego świata.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Matka z niejakim zdziwieniem obserwuje podczas spacerów poznawczo-krajoznawczych dzieci w wielu zbliżonym do Piotrusia, które siedzą w wózkach i kontemplują świat z ich wysokości. Bowiem wózek jej dziecka służy głównie do przewożenia zakupów.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Życie pokazuje, że choćby nie wiem jak unikało się sklepów, prędzej czy później i tak trafia się do niego z własną pociechą.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;Z takimi aniołkami wyprawa do sklepu to łatwizna. Siedzi taki/taka w koszu sklepowym i nie próbuje z niego wyskoczyć po pięciu minutach. &lt;br /&gt;Taki za to diabełek, jak syn matki wariatki, sprawia, że zakupy stają się przeżyciem ekstremalnym.&lt;br /&gt;Oczywiście pozwala się usadzić w siedzisku koszyka. Po czym po dwóch minutach próbuje zmienić miejsce pobytu. Uwięziony w czeluściach kosza wspina się po zakupach i próbuje wyskoczyć na podłogę. Wystawiony poza klatkę, bez słowa udaje się zwiedzać sklep, w kierunku odwrotnym niż chciałaby rodzicielka. &lt;br /&gt;Zabiera z półek wszystko co popadnie – pół biedy, jeśli są to puszki lub makaron. Jeśli próbuje „kupować” mąkę lub korniszony w słoikach – należy zareagować zanim spowoduje szkody.&lt;br /&gt;Można takiego potworka uziemić na chwilę kupując jakiś smakołyk, lecz wiadomo, że to działanie krótkoterminowe, w dodatku należy się liczyć z tym, że dziecko odmówi zjedzenia obiadu.&lt;br /&gt;Cóż jednak zrobić, skoro w lodówce pustki a dziecka nie ma z kim zostawić.&lt;br /&gt;Można rzecz jasna, jak pewna pani, pozostawić potomstwo w samochodzie na parkingu wielkiego sklepu. Ryzykuje się jednak wtedy, że w godzinach wieczornych będą o tym mówić wszystkie telewizje a organizacje ochrony praw dziecka spróbują odebrać latorośl na zawsze.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Swoją drogą, kto wie, może taka mama celowo zostawiła dziecko w samochodzie, właśnie po to, żeby go jej odebrali i żeby chociaż przez tydzień miała święty spokój????&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kiedy matka zabroni wyskakiwania z czeluści kosza, wspinania się po zakupach a dodatkowo słodycze się skończą a matka nie chce kupić kolejnych, można rozpocząć kolejną zabawę pod tytułem „zobaczmy, co stanie się, kiedy wyrzucę butelkę z koszyka”. &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;-Ooooooooo bam! – woła radośnie dziecko i to już jest sygnał, że w te pędy należy gonić do kasy.&lt;br /&gt;Jeszcze tylko podczas stania w kolejce odebrać dziecku kolejno tiktaki, batonika, baterie i gumy do żucia a na koniec dla świętego spokoju i wbrew przyjętym zasadom pozwolić zjeść wafelka (skoro i tak już bez pytania nadgryzło), zapłacić, zignorować litościwe spojrzenia i pobłażliwe uśmieszki obcych, po czym ocierając pot z czoła uciec, obiecując sobie, że nigdy więcej z dzieckiem w markecie!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie, wydawać by się mogło, że taki osiedlowy sklep spożywczy będzie doskonałą alternatywą. Że mniejszy, że zakupy szybkie, że rach ciach i z powrotem na dwór.&lt;br /&gt;Nic bardziej mylnego.&lt;br /&gt;Już na wstępie zaczyna się dobra zabawa.&lt;br /&gt;Bramka.&lt;br /&gt;Można próbować przechodzić w tę i z powrotem, pozostawiwszy matkę w środku. Skoro taka duża jest i nie umie wyjść pod bramką, to jej problem, no nie?&lt;br /&gt;Można też próbować schować się w szafkach do przechowywania toreb, których to rząd mieści się tuż przy wejściu. Można w nieskończoność bawić się kluczykami od tych szafek. Można pójść w inną stronę niż matka, ciągnąc ją przy tym za rękę. A kiedy ona weźmie dziecko na ręce, w nadziei, że będzie łatwiej – wyrywać się, piszczeć i wierzgać. Można się ganiać między półkami.&lt;br /&gt;A kiedy matka w kasie chce zapłacić i wyłuskuje na prośbę sprzedawczyni dwa grosze z portmonetki jedną ręką, drugą przytrzymując potomstwo – można sięgnąć do cudzej siatki i poczęstować się bułką.&lt;br /&gt;Zresztą bułkami można częstować się wszędzie, skoro tak leżą luzem, co nie?&lt;br /&gt;Matka ociekająca potem, z plecakiem pełnym ciężkich produktów marzy jedynie o tym, by czym prędzej znaleźć się w domu, zrzucić toboły i napić się kawy, gdy tymczasem dziecko zauważyło koparę na pobliskiej budowie i ciągnie ją w drugą stronę.&lt;br /&gt;Mamy zatem do wyboru: &lt;br /&gt;- wyrwać dziecku rękę, próbując podążyć w stronę przeciwną niż ono a wraz za nim cała reszta człowieka;&lt;br /&gt;- porzucić toboły gdzie popadnie i radośnie pośpieszyć za dzieckiem aby także cieszyć oczy widokiem Największej Na Świecie Kopary;&lt;br /&gt;- zignorować wskazany kierunek i narzucić własny (ryzykując aferą na pół osiedla)&lt;br /&gt;- po jednorazowym nieprzyjemnym doświadczeniu całkowicie zaprzestać robienia zakupów w towarzystwie dziecka;&lt;br /&gt;Albo może jeszcze coś innego. Jak przecież wiadomo matka zniesie wiele.&lt;br /&gt;A co dopiero matka wariatka, no nie?&lt;br /&gt;Wszelako czasem zakupy bywają przyjemne.&lt;br /&gt;Jednym z niewielu miejsc, gdzie taka sytuacja się może zdarzyć, jest osiedlowy warzywniak.&lt;br /&gt;Albowiem jest to miejsce, w którym dziecko jest znane niemal od urodzenia, witane radośnie i ma tam pozwalane na wiele.&lt;br /&gt;Na przykład nikt go nie ochrzania, kiedy próbuje się wciskać za ladę i zaprowadzać własne porządki. Ignorując zakazy matki. &lt;br /&gt;Ponadto Pani Warzywo pozwala pobawić się kalkulatorem oraz dotknąć wagi.&lt;br /&gt;Uczynne nad wyraz dziecko pomaga wrzucać owoce do siatek, czasem tylko niechcący coś upuści. Albo z upodobaniem przekłada ziemniaki do innej skrzynki i nikt o to pretensji nie ma (oprócz matki, bo musi potem odkładać na miejsce).  &lt;br /&gt;&lt;p&gt;Tak więc może się zdarzyć, że zakupy to przyjemne doświadczenie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A co, gdyby tak kiedyś zrobić eksperyment i wysłać do supermarketu czy innego spożywczaka małża z dzieckiem. Bez listy zakupów, za to z mnóstwem wymagań.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;Jak myślicie, warto zrobić eksperyment?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-5873023670459078683?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/5873023670459078683/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/09/sklep.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5873023670459078683'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5873023670459078683'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/09/sklep.html' title='Sklep'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-669503796940770927</id><published>2009-09-13T03:46:00.000-07:00</published><updated>2009-09-13T03:47:01.728-07:00</updated><title type='text'>Rozstanie</title><content type='html'>- Już dłużej tego nie wytrzymam – wielokrotnie myślała sobie matka wariatka, podczas długich godzin w cztery oczy z synem. Zwłaszcza wtedy, gdy w jej odczuciu był nieznośny.&lt;br /&gt;Pewnie w jego odczuciu nie był wcale nieznośny, lecz zwyczajnie czegoś potrzebował, a ona, ta matka, nie rozumiała, nie wiedziała o co chodzi, a przecież on mówił, to jak ma wyraźniej powiedzieć, skoro nie umie, więc skoro nie umie mówić a ona nie rozumie, to może pokrzyczę, może nareszcie zrozumie……&lt;br /&gt;- O nieeeeeeeeeeee, dłu-żej-te-go-nieeeeeeeeee-wyyyyyyyyy-trzyyyyyyyy-maaaaaam – zawodziła w myślach matka wariatka.&lt;br /&gt;Niech się coś stanie, niech zjawi się super opiekunka, albo małżu niech zwolni się z pracy i mi tu towarzyszy w niedoli, albo wygrajmy w lotto, albo jeszcze coś, bylebym już nie musiała tak w tym domu siedzieć, z ryczącym dzieckiem, nieeeeeeeeeeee!!!&lt;br /&gt;Tak, zdarzały się takie sytuacje.&lt;br /&gt;Wszelako wytrzymywała, dawała radę, wychodziła z domu na spotkania z koleżaneczkami, zostawiając w miarę możliwości, dziecię swoje pod opieką Rodziciela. (O ile rzecz jasna nie przebywał akurat w pracy).&lt;br /&gt;Słowem, matka wariatka robiła wszystko, by ODREAGOWAĆ swój domowy samotny stres i choć na chwilę spuścić dziecko z oczu.&lt;br /&gt;Aż tu nagle, pewnego dnia….&lt;br /&gt;Wymyśliła sobie, hohoho!!!&lt;br /&gt;WARSZTATY!&lt;br /&gt;W żłobku!&lt;br /&gt;Że niby z dzieckiem można przyjść i zostawić je pod opieką opiekunek, a samej się warsztatować. Albo być warsztatowaną, jak kto woli.&lt;br /&gt;No super! Bo można skorzystać, nauczyć się czegoś a nie głupio się tłumaczyć, że pójść się nie da, bo dziecka nie ma z kim zostawić.&lt;br /&gt;Więc poszli.&lt;br /&gt;Tyle, że na wstępie matka wariatka popełniła błąd, nie tłumacząc synu swemu, że będzie go musiała zostawić z ciociami a sama, w sali obok będzie słuchać uważnie co Eksperci mają do powiedzenia na temat wychowywania takich małych smyków.&lt;br /&gt;No, nie wytłumaczyła, dlaczego zostawia, że wróci i że nic złego się nie stanie.&lt;br /&gt;Syn, zdaje się, na samym wstępie wyczuł, że kroi się coś nietypowego, albowiem od progu, obrzuciwszy wzrokiem salę zabaw, schwycił matkę za rękę i wykonał w tył zwrot komunikując tym samym: matko, wychodzimy!&lt;br /&gt;Oj, synu, nie, nie wychodzimy – musiała oznajmić matka wariatka. Zostaniesz tu z ciocią, będziesz się bawił, zobacz jest wózek, żelazko, kuchenka (co to, do diabła, same dziewczyńskie zabawki!), mówię ci, będzie fajnie.&lt;br /&gt;Hmm, może i fajnie ale z mamusią a nie z ciocią.&lt;br /&gt;Hmm, jak tu stąd się wydostać – zamyśliła się matka wariatka. Wszak zgodnie z naukami wpojonymi przez kursy i książki nie można znikać dziecku z oczu niepostrzeżenie, lecz należy ładnie pomachać na pożegnanie i wytłumaczyć, że wkrótce się znowu zobaczymy.&lt;br /&gt;Hmm, ale tu żadne machania w grę nie wchodzą…&lt;br /&gt;- Pani idzie – zakomunikowała Pani Ciocia – ja się nim zajmę – o zobacz Piotrusiu jakie klocki, chodź poukładamy,&lt;br /&gt;Matka zatem wymknęła się cichaczem. Nie minęły dwie minuty, kiedy zza ściany dał się słyszeć rozpaczliwy szloch.&lt;br /&gt;I trwał, i trwał, i trwał. I nie chciał ustać.&lt;br /&gt;W tym momencie serce matki wariatki pękło na dwa miliardy malutkich kawałeczków.&lt;br /&gt;- Rety, rety, rety – zawodziło serce matki wariatki – mój syn tam płacze za ścianą, tęskni a ja mam się tu szkolić??? Nie chcę się szkolić w takich okolicznościach, chcę zabrać moje dziecko i wracać do domu! Chcę go przytulić i bawić się z nim cały dzień!!!! Moje malutkie, kochane małe maleństwo!!! Jak mogłam go tak zostawić??? - rozpaczała matka wariatka chodząc w kółko i ocierając łzy.&lt;br /&gt;- Nic mu nie bęęęęęęędzie – zawyrokowały Inne Matki – nasze dzieci też się tak zachowywaaaaaaały.&lt;br /&gt;I co z tego – pomyślała sobie matka wariatka – wasze to wasze a moje to moje i nie chcę, żeby płakało, bo matka zniknęła tylko po to, żeby się dowiedzieć (albo i nie) czegoś na temat jego wychowania.&lt;br /&gt;I tak przesiedziała matka wariatka osiem godzin za ścianą, celowo nie pokazując się dziecku przez cały dzień, po to, by nie powodować kolejnych ataków histerii, płaczu i tęsknoty.&lt;br /&gt;- Twoje dziecko bawi się grzecznie – donosiły Inne Matki, zaglądające od czasu do czasu do swoich pociech&lt;br /&gt;- Uff – oddychała z ulgą matka wariatka&lt;br /&gt;Pewnie i tak zostanie mu trauma do końca życia – mówiła do siebie w myślach – heh, zachciało mi się warsztatów, to teraz mam….&lt;br /&gt;Im bliżej końca, tym mniej pewnie czuła się matka wariatka, zastanawiając się, czy dziecię nie obraziło się na nią za takie traktowanie.&lt;br /&gt;Cały dzień z obcymi ludźmi??? W obcym miejscu??? Jak śmiałaś, matko, mi to zrobić????&lt;br /&gt;Z duszą na ramieniu udała się matka po skończeniu kursu do sali zabaw….&lt;br /&gt;- O mama, jesteś już – zdawał się mówić wzrok synalcia – chodź, zobacz, bawię się kuchnią, fajna jest, kupisz mi taką???&lt;br /&gt;- Jej, mój mały kochany synuś, nie pogniewał się, nie obraził, a jednak!!!!&lt;br /&gt;Heh.&lt;br /&gt;Czy matka wariatka zdecydowała by się na coś takiego po raz drugi?&lt;br /&gt;Niekoniecznie.&lt;br /&gt;Jeszcze nie teraz.&lt;br /&gt;Choć przecież kiedyś ten moment rozstania nastąpi.&lt;br /&gt;A wydawało się matce już nie raz przecież, że bardzo by tego chciała i że jest na to przygotowana.&lt;br /&gt;Oj&lt;br /&gt;Czy kiedykolwiek się jest przygotowanym na rozstanie z własnym dzieckiem???&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-669503796940770927?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/669503796940770927/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/09/rozstanie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/669503796940770927'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/669503796940770927'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/09/rozstanie.html' title='Rozstanie'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-4645980800670363720</id><published>2009-08-26T13:46:00.000-07:00</published><updated>2009-08-26T14:11:40.404-07:00</updated><title type='text'>Podróż</title><content type='html'>&lt;p&gt;Gdybym tylko mogła, podróżowałabym bez bagażu.  W sensie, bez waliz, plecaków, tobołów oraz licznych torebek podręcznych. Wzięłabym rzeczy Absolutnie Niezbędne a resztę dokupiła na miejscu, u celu podróży.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Względnie mogłabym mieć Magiczną Torebkę, jak Hermiona w ostatniej części Harrego Pottera. Torebka była maluteńka, za to mieściło się w niej totalnie wszystko. Oooo, do takiej torby wrzuciłabym nawet żelazko i potem na wczasach rozważałabym dopiero, czy prasować, czy pójść na plażę w pogniecionym, skoro plaża na odludziu więc co za różnica. A nie zastanawiałabym się, jak dzisiaj, kiedy wytrzasnąć dwie godzinki wolnego, aby przeciągnąć wymięte szmatki, dopiero co uprane...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tymczasem dziecię oraz małżu spią sobie w najlepsze, nie zawracając sobie głowy pierdołami. Dziecko dlatego, że wie, że matka zawsze zabiera dla niego wszystko, co niezbędne, a nawet nieco więcej, małżu dlatego, że jemu bez różnicy, czy pogniecione, czy gładkie, zwłaszcza na wakacjach. A na odludziu to już w ogóle. Poza tym facet wrzuci do torby kilka tiszertów, krótkie gacie, bluzę, skarpety itp i nie zawraca sobie głowy tym, co do czego pasuje a co nie, przecież wszystko pasuje.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ja natomiast po pierwsze muszę dokonać selekcji garderoby. Całej niestety nie da się zabrać, z powodu braku Magicznej Torebki Hermiony.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Poza tym, prócz ciuchów, na upał, na ciepło, na zimno, na mokro itp dla siebie, należy pamietać o drobiazgach dziecinnych.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dajmy na to kalosze. Bo co, jak będzie padać?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Albo zabawki do piaskownicy...kupi się na miejscu czy zabierać swoje. Ale gdzie na miejscu, przecież to odludzie, a jak na odludziu nie ma budki z zabawkami??? Jak nie ma, przecież jak są turyści, to i budki, stragany, sklepiczki itp muszą być. A jeśli tam nie ma????&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dobra, ostatecznie można założyć, że są sklepy i zabawki ograniczyć do absolutnego minimum. Nie można jednak zapominać, w przypadku małego dziecka (mojego) o:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- stercie ubrań z powodów jak wyżej,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- puszkach mleka modyfikowanego (kto to wie, jakie tam w okolicy sprzedają?)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- łóżeczku turystycznym oraz jego wyposażeniu w postaci tysiąca kocyków (bez kocyków nie ma spania, a bez różowego życie nie ma sensu w ogóle)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- ulubionych soczkach,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- chrupkach na drogę,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- bidonie ze słomką,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- lekarstwach,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- miliardzie innych, które z powodu przemęczenia nie przychodzą mi teraz do głowy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Za kazdym razem, kiedy czeka mnie pakowanie, powtarzam sobie, że teraz to już na pewno sporządzę sobie listę a potem ją sobie zachowam i już całe zycie będę pakować się według niej. Nigdy jednak jeszcze nie udało mi się tej listy napisać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Co dziwniejsze, nigdy nie udało mi się zapomnieć czegokolwiek ze sobą zabrać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No dobra, z tym nigdy trochę przesadziłam, ale nawet jeśli czegoś zapomniałam, za każdym razem udało się przeżyć pakowanie a potem zdążyć ze wszystkim.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc może i tym razem tak będzie!?!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-4645980800670363720?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/4645980800670363720/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/08/podroz.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4645980800670363720'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4645980800670363720'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/08/podroz.html' title='Podróż'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-6899622212389653689</id><published>2009-08-19T07:17:00.000-07:00</published><updated>2009-08-19T07:18:56.783-07:00</updated><title type='text'>kłiz</title><content type='html'> 1/ Jeśli Ojciec po 62 godzinach pracy w fabryce wraca do domu i po kwadransie wychodzi na mecz, Matka powinna :&lt;br /&gt;a. zacisnąć zęby i udawać, że nic się nie dzieje &lt;br /&gt;b. poprzeć pomysł, twierdząc, że po tylu godzinach ciężkiej pracy Ojciec też powinien mieć czas na własne przyjemności &lt;br /&gt;c. obrazić się, zrobić awanti, trzasnąć drzwiami i zamknąć cię w łazience oczekując przeprosin i słów pocieszenia &lt;br /&gt;d. oznajmić, że w takim razie ona jutro umawia się na coca colę z Innymi Matkami i nie wie, kiedy wróci ( buchachachachacha )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2/ Jeśli Matce od czterech miesięcy uwięzionej w domu, względnie w jego okolicy, doskwiera samotność, powinna :&lt;br /&gt;a. powiedzieć do siebie tak: Czego ty, kobieto chcesz, do kogo masz pretensje ?  Rolą Matki jest opieka nad dziećmi a to, że się tęskni do ludzi to zwykła fanaberia ! &lt;br /&gt;b. zgodnie z poradami zaczerpniętymi z mądrych gazet zapakować siebie i dziecko i udać się &lt;br /&gt;                         -  na basen&lt;br /&gt;- do muzeum ( słowo honoru, tak radzi gazeta )&lt;br /&gt;- na ploteczki do Innej Matki&lt;br /&gt;- do Multikina na seans specjalnie dla takich jak ona ( to nic, że ona mieszka na Bemowie a Multikino jest na Ursynowie )&lt;br /&gt;c. pozostawić dziecko z Ojcem i odpowiednimi zasobami mleka i oddalić się na czas nieokreślony nie precyzując dokąd, z kim i po co i wyłączając telefon&lt;br /&gt;d. zacisnąć zęby i nie narzekać&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3/ Jeśli dziecko zapragnie przywitać z krzykiem nowy dzień o czwartej nad ranem należy :&lt;br /&gt;a. udawać, że się nie słyszy, nakryć głowę poduszką i próbować dalej spać ( może się zmęczy i przestanie płakać ? chachachacha ) &lt;br /&gt;b. czym prędzej wstać, utulić płaczące dziecko, w razie potrzeby nakarmić a następnie bujać w wózeczku dopóki nie zaśnie, nawet jeśli miałoby to trwać dwie godziny &lt;br /&gt;c. ukłuć w żebro małżonka , nakazując mu wstać i sprawdzić, co jest grane &lt;br /&gt;d. szepcząc do siebie „nie cierpię dzieci” zacisnąwszy zęby powitać wraz z dzieckiem nowy dzień&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4/  Jeśli dziecko za każdym razem robi awanturę podczas zakładania czapki należy:&lt;br /&gt;a. obiecać mu, że jutro się czapki nie założy ( niezbyt rozsądne rozwiązanie ) &lt;br /&gt;b. nie wychodzić na dwór &lt;br /&gt;c. ignorować krzyki i protesty, tłumacząc sobie i dziecku, że chwilowo to większy ma rację &lt;br /&gt;d. zatkać uszy stoperami &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5/  Jeśli Matka martwi się, że utyła, podczas, gdy gazety zapewniają, że matki karmiące chudną należy :&lt;br /&gt;a. wierzyć gazetom, to bezsprzecznie informacje sprawdzone &lt;br /&gt;b. matko, nie należy się martwić, widziałaś na podwórku podczas spacerów także grubsze od siebie okazy &lt;br /&gt;c. pocieszyć się tym, że w ciąży ważyło się więcej a teraz i tak o linię się dba odmawiając sobie ptasiego mleka i innych czekoladowych pyszności &lt;br /&gt;d. czym prędzej udać się na aerobik do klubu osiedlowego, ponadto co dzień w domu ćwiczyć brzuszki i przejść na dietę owocowo – warzywną a schudnie się w dwa tygodnie dwadzieścia kilo &lt;br /&gt;e. zamiast chałki zjadać marchew podczas spacerów z synalkiem oraz przestać myśleć o głupotach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6/  Jeśli Matka ma wrażenie, że cały świat o niej zapomniał powinna :&lt;br /&gt;a. pocieszyć się, że za kilka miesięcy sobie o niej przypomni ( na przykład jak wróci do pracy ) &lt;br /&gt;b. pocieszyć się, że jak ona będzie już w wirze życia towarzyskiego, to te osoby, które teraz o niej zapomniały będą w samotności niańczyć swoje niemowlęta i użalać się nad sobą i swoim samotnym życiem &lt;br /&gt;c. obrazić się na cały świat, wszystkich znajomych i udawać, że tak, jak jest – jest fajnie &lt;br /&gt;d. Matko, nie takie problemy ludzie mają i żyją !!!!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; 7/ Jeśli zostałaś zaproszona na urodziny a nie masz kiedy kupić prezentu powinnaś&lt;br /&gt;a. udać się na uroczystość bez prezentu oznajmiając jubilatce, że otrzyma go w bliżej nieokreślonej przyszłości &lt;br /&gt;b. zrobić zawczasu zakupy w Internecie &lt;br /&gt;c. poprosić Ojca, żeby kupił cokolwiek, byle ładne i nie piwo &lt;br /&gt;d. ignorując zakazy z mądrych gazet udać się podczas spaceru z dzieckiem wzdłuż ruchliwej pełnej spalin ulicy do centrum handlowego i kupić jakiś wspaniały podarunek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8/ Jeśli według Ciebie dziecko zapadło w sen i udałaś się do łazienki wziąć prysznic i nagle słyszysz pośród szumu wody rozpaczliwy płacz i wołanie o pomoc powinnaś&lt;br /&gt;a. zignorować problem i w spokoju dokończyć czynności &lt;br /&gt;b. wybiec z wanny ociekając wodą i czym prędzej utulić płaczące dziecko &lt;br /&gt;c. na wszelki wypadek wcale się nie myć &lt;br /&gt;d. z wyrzutami sumienia dokończyć mycie wmawiając sobie jaka to z ciebie zła i okrutna macocha i że przez to wszystko dziecko stanie się nieszczęśliwe w przyszłości&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9/  Jeśli dziecko odmawia przyjmowania lekarstwa &lt;br /&gt;a. należy mu go nie podawać, skoro nie chce, znaczy że pewnie nie musi go jeść &lt;br /&gt;b. ignorując krzyki i lamenty siłą wlać mu je do gardła obwiniając się jednocześnie, jaką to się jest okrutną macochą i martwiąc się, czy dziecko nie będzie z tego powodu miało problemów z samym sobą w przyszłości &lt;br /&gt;c. wykorzystać do pomocy Ojca, który będzie skutecznie odwracał uwagę dziecka włączając i wyłączając suszarkę do włosów lub podśpiewując i tańcząc Jożina z bażin &lt;br /&gt;d. przemawiać spokojnym głosem „syneczku kochany, zjedz ładnie, za mamusię, za tatusia, za babcię, za samolot” i jak zje ( lub nie ) obiecać mu w nagrodę coś fajnego (na przykład spacer bez czapki w bliżej nieokreślonej przyszłości) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10/ Jeśli dziecko śpi i zgodnie z planem powinno spać przez najbliższą godzinę powinnaś w tym czasie :&lt;br /&gt;a. wziąć prysznic, zjeść śniadanie, pozmywać,  pościerać kurze oraz przygotować obiad &lt;br /&gt;b. oglądać „Dzień dobry TVN” lub inny pożyteczny program edukacyjny &lt;br /&gt;c. poczytać zaległą lekturę: ulubioną książkę, gazetę &lt;br /&gt;d. ignorując wszystkie ważne i mniej ważne sprawy zapaść czym prędzej w sen skoro pojawia się taka możliwość &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11/ Jeśli powstał jakiś problem dotyczący dziecka a Ojciec ma inne niż Ty zdanie, jak go rozwiązać powinnaś :&lt;br /&gt;a. zgodzić się z nim, bowiem przeczytał więcej mądrych książek na temat pielęgnacji niemowląt i bezsprzecznie ma rację &lt;br /&gt;b. powiedzieć „tak, tak, masz rację kochanie” po czym zrobić po swojemu &lt;br /&gt;c. obrazić się, bo skoro on wie lepiej to niech sam robi co uważa za stosowne &lt;br /&gt;d. podyskutować, dlaczego uważa, że to co On myśli akurat ma być lepsze od tego, co Ty myślisz, po czym wypracowawszy wspólne zdanie w zgodzie rozwiązać problem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12/ Jeśli udało Ci się opuścić dom na godzinkę po to, aby udać się na gimnastykę do klubu osiedlowego odległego o dwa kroki powinnaś :&lt;br /&gt;a. podczas wykonywania ćwiczeń wisieć na telefonie i kontrolować sytuację &lt;br /&gt;b. wyłączyć telefon i zapomnieć na godzinę o rodzinie &lt;br /&gt;c. pójść ale z niepokojem śledzić upływające na zegarze minuty i niecierpliwić się, kiedy te zajęcia nareszcie się skończą bo musisz szybko z powrotem do domu ! &lt;br /&gt;d. znaleźć taki klub, do którego można przyjść z dzieckiem i używać go do ćwiczeń zamiast ciężarków&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13/ Jeśli wszystkie kioski warzywne są niedostępne dla matek z wózkami powinnaś:&lt;br /&gt;a. przestać jeść warzywa &lt;br /&gt;b. wszcząć kampanię osiedlową pod tytułem „gdzie są podjazdy dla wózków” ??? &lt;br /&gt;c. udając, że nie ma problemu, wdrapywać się w wózkiem do środka sklepu po schodkach &lt;br /&gt;d. wchodzić do sklepu jedną nogą a resztą ciała pozostawać na zewnątrz i próbować kupować na odległość ryzykując uwagi Pani Warzywo, że drzwi się zamyka bo ona tu za gaz płaci a zimno leci ! &lt;br /&gt;e. żadne z powyższych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14/ Jeśli jesteś spragniona towarzystwa i zastanawiasz się jak tu zagadnąć Inną Matkę, którą co dzień mijasz podczas spacerów powinnaś :&lt;br /&gt;a. „przypadkowo” najechać na jej wózek, przeprosić a potem to już samo pójdzie &lt;br /&gt;b. rozklejać na murach ogłoszenia „koleżanki z dzieckiem do spacerów poszukuję” &lt;br /&gt;c. zagadywać nieznajome zaglądając do ich wózków słowami „o, jaki śliczny dzidziuś, jak ma na imię” ? a potem to już samo pójdzie &lt;br /&gt;d. założyć w Internecie stronę „matki – wariatki” i oczekiwać aż chętne same się do Ciebie zgłoszą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15/ Jeśli jakimś cudem poznałaś już Inną Matkę ale jesteście z dwóch różnych światów i nie masz ochoty się z nią widywać, na spacerach marzysz o świętym spokoju , podczas gdy ona wydzwania do Ciebie i dręczy pytaniami, o której wychodzisz na spacer powinnaś :&lt;br /&gt;a. zmienić numer telefonu &lt;br /&gt;b. nie wychodzić na spacery tylko werandować &lt;br /&gt;c. przeprowadzić się na inne osiedle &lt;br /&gt;d. mówić, że dziś nie wychodzicie, bo dziecko ma katar, a jak już się przypadkiem spotkacie – udawać, że widzisz ją pierwszy raz w życiu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16/ Jeśli dziecko podczas karmienia o trzeciej w nocy zrobiło kupę a Ty marzysz jedynie o tym, żeby położyć się ponownie spać powinnaś :&lt;br /&gt;a. udawać, że nie wiesz, że zrobiło kupę i po karmieniu odłożyć do łóżeczka &lt;br /&gt;b. zbudzić Ojca, zażądać pomocy przy dziecku twierdząc, że swoją część obowiązków już odbębniłaś a następnie z czystym sumieniem położyć się i zasnąć &lt;br /&gt;c. wyobrazić sobie, jak to jest spać w tak niekomfortowych warunkach &lt;br /&gt;d. tak egoistyczne myślenie w ogóle nie wchodzi w grę, nigdy w nocy nie chce Ci się spać, zawsze jesteś gotowa spełnić wszystkie zachcianki dziecka, nakarmić, przewinąć, utulić, poczekać aż zaśnie i dopiero wówczas zrelaksowana kładziesz się spać&lt;br /&gt;&lt;p&gt;cdn&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-6899622212389653689?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/6899622212389653689/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/08/kiz.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6899622212389653689'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6899622212389653689'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/08/kiz.html' title='kłiz'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-7004918780444531488</id><published>2009-08-18T08:33:00.000-07:00</published><updated>2009-08-18T08:41:10.064-07:00</updated><title type='text'>Am</title><content type='html'>&lt;p&gt;Am to specjalny rodzaj jedzenia. Konkretnie jogurt jagodowy pewnej firmy. Misiowy Jogurt. Matkę wariatkę kiedyś podkusiło, aby go kupić i poczęstować dziecię, zamiast normalnym, ludzkim. Pięć razy  tańszym. No i zaczęło się.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Aaaaaaam, nawołuje dziecko, stojąc pod szafką z zapasami i wyciągając ręce.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- No masz kanapkę - zachęca ojciec.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Aaaaaaaaam - odpowiada na to dziecko.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Od tej pory am stanowiło wiekszość posiłków dziecka. Śniadanie, drugie śniadanie, obiad, podwieczorek.... I tak dzień w dzień. Matka musiała po am jeździć nieustająco do Wielkich Sklepów, bo dzień bez am był dniem straconym. Kiedy nie serwowano am, dziecko mogło żywić się wyłącznie sokiem, względnie chlebem.  Koniec świata. Matka próbowała przechytrzyć dziecko podając mu "ludzkie" jogurty o zbliżonym smaku, ale dziecko nie dawało się nabrać. O nie, co to to nie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc któregoś dnia matka postanowiła wybrać się do Jeszcze Większego Sklepu po to, by kupić hurtowo dużo am, przy okazji nieco taniej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I jak myślicie, co się wtedy stało????&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Am przestało być przysmakiem, oczywiście!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-7004918780444531488?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/7004918780444531488/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/08/am.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7004918780444531488'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7004918780444531488'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/08/am.html' title='Am'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-6079015658076232079</id><published>2009-08-13T12:37:00.000-07:00</published><updated>2009-08-18T04:41:54.322-07:00</updated><title type='text'>Zagadka</title><content type='html'>&lt;p&gt;Wstaje o 5:30 a chodzi spać o 21:30. W ciagu dnia drzemie przez 1,5 godziny o dość dziwacznej porze, czyli między 10:30 a 12:00 a następnie 5 minut około 18:30. Między drzemkami wyszukuje sobie liczne atrakcje aby ciekawie i w miłym towarzystwie spędzić dzień. Posiłków nie jada, gdyż mu nie smakują albo nie ma czasu, albo jeszcze coś, o czym nie raczy poinformować otoczenia. Głośno protestuje, kiedy zmuszają go by założył ubranie a gdy próbują zaciągnąć go ze spaceru do domu siłą - wierzga, gryzie i kopie. Wieczór najchętniej spędziłby w wannie, wylewając wodę na posadzkę w łazience. Jeśli przypadkiem uderzy się - wrzeszczy w niebogłosy i biegnie po ratunek do najbliżej znajdującej się Najbliższej Osoby, za to jak coś nie układa się po jego myśli - tłucze czołem w podłogę. Jego drugie ja to różowy kocyk.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kto to taki?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;1/ bohater kreskówki&lt;/p&gt;&lt;p&gt;2/ syn matki wariatki&lt;/p&gt;&lt;p&gt;3/ nieważne kto - ważne, że to nie moje dziecko&lt;/p&gt;&lt;p&gt;4/ wstrętny bachor wrzeszczący od rana, który nie pozwala mi wyspać się w weekendy&lt;/p&gt;&lt;p&gt;5/ żadne z powyższych&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Odpowiedzi należy zamieszczać w komentarzach. Dla zwycięzcy - sok owocowy firmy Hipp oraz dwie sztuki ptasiego mleczka.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-6079015658076232079?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/6079015658076232079/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/08/zagadka.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6079015658076232079'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6079015658076232079'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/08/zagadka.html' title='Zagadka'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-9129904463912992066</id><published>2009-08-10T12:55:00.000-07:00</published><updated>2009-08-10T13:12:36.360-07:00</updated><title type='text'>Urlop</title><content type='html'>&lt;p&gt;Kiedy można pojechać na urlop bez dziecka? W sensie, ile miesięcy/ lat powinien skończyć malolat, aby móc się bez niego oddalić gdziekolwiek? Nie mówie tu o oddalaniu się na godzinkę w celu nabycia nowych butów w centrum handlowym lub też zapasów artykułów spozywczych w tymże, tylko o oddaleniu na weekend lub dłużej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wiadomo, najpierw trzeba odzwyczaić od karmienia piersią.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Załóżmy, że mamy to już za sobą.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po wtóre - należy przyuczyć dziecko do zostawania z kimkolwiek innym niż mama.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przypuśćmy, że mamy to już za sobą. Przypuśćmy, że dziecko zostaje na weekend z tatusiem.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Załóżmy, że mamusia naszykowała stosownie dużo zapasów jedzenia dla obojga swoich dzieci (syna i małża) i że nie będzie jej przeszkadzał rozgardiasz, jaki zastanie w domu po powrocie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Załóżmy, że przywiezie prezenty. Dla dziecka cokolwiek, które i tak po dwóch dniach zostanie doszczętnie popsute a dla małża zasoby egzotycznych piw, nabyte w ściśle określonym przez miłośnika tychże miejscu. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Załóżmy, że znalazła się chętna koleżanka, która dodatkowo nie bała się jechać z matką wariatką jako kierowcą.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Załóżmy, że udało się zaklepać nocleg w kwaterze o przyzwoitym standardzie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czy:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;po zajechaniu na miejsce wypoczynku należy rzucić się w wir atrakcji czy też natychmiast dzwonić do domu i zadać dwa miliony pytań kontrolnych w stylu: a czy zjadł, a co zjadł, a spał, a w co go ubrałeś, a czy tęskni, a założyłeś czapeczkę, a którą czapeczkę, o ta nieładna, zmień na tę niebieską, a czy pozmywaleś, a czy odkurzyłeś, a czy nie za chłodno na spacer, a czy nie za upalnie, a czy.....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czy też może na trzy dni zapomnieć o rodzinie, spać od 10:00 lub nawet dłużej, a potem siedzieć na ławce i pić piwo, obżerać się goframi i z radością przyglądać się rodzinom ganiającym za swoimi nieletnimi latoroślami.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A może nalezy mieć wyrzuty sumienia, że opusciło się rodzinę, że małżu sobie nie poradzi a dziecko umrze z tęsknoty, a może lepiej skrócić pobyt, wracać czym prędzej, śmieci wynieść, kartofle kupić, obiad ugotować, a po co ja tu przyjechałam, a co jak się dziecko na mnie pogniewa, a w ogóle, to tyle tu ludzi a w domu cisza i spokój.....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niech każda młoda matka robi jak jej serce dyktuje.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pewnej matce serce oraz resztki zdrowego rozsądku nakazały oddalić się na trzy dni gdzie pieprz rośnie i zapomnieć, że posiada rodzinę, w tym małoletniego syna.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po powrocie okazało się, że dom nie stanął na głowie, dziecko nie zapomniało o mamusi a w ogóle, to było świetnie. Wszystkim. Chłopakom w domu i matce z dala od domu.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-9129904463912992066?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/9129904463912992066/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/08/urlop.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/9129904463912992066'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/9129904463912992066'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/08/urlop.html' title='Urlop'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-3341782527599022525</id><published>2009-08-05T03:21:00.000-07:00</published><updated>2009-08-05T03:22:15.443-07:00</updated><title type='text'>Śniadanie</title><content type='html'>Wszyscy wiemy, że to najważniejszy posiłek. W każdej książce tak piszą, w każdej gazecie. Oczywiście, dorosły może sobie na śniadanie spożyć kawę i na tym poprzestać, jeśli, dajmy na to, jest na diecie. Jednak dziecko absolutnie, koniecznie i bezwzględnie śniadania powinno spożywać. Pożywne, bogate w liczne substancje odżywcze a jednocześnie smaczne i kolorowe. &lt;br /&gt;Ha!&lt;br /&gt;To teraz zdradźcie mi, proszę, co Wasze dzieci jedzą na śniadanie?&lt;br /&gt;Na pierwszy, najważniejszy posiłek w ciągu dnia?&lt;br /&gt;Moje dziecko, skoro tylko otworzy oko o godzinie 5:07, zgania swoich protoplastów z łoża małżeńskiego i z piskiem domaga się spaceru do kuchni. Wszyscy!!! Razem!!! Za ręce!!! Marsz!!!&lt;br /&gt;Najlepiej, jakby tam, w tej kuchni, od razu stało na stole przygotowane mleczko!!!&lt;br /&gt;Tylko, ciekawe, kto niby miałby je przygotować.&lt;br /&gt;Żaden normalny człowiek nie wstaje przed piątą rano tylko po to, by szykować mleko dla swojej pociechy.&lt;br /&gt;Do tego mogę się założyć, że nawet gdyby udało mi się cudem wstać za pięć piąta i jednak z zamkniętymi oczami przygotować to mleko, po to, by skoro tylko dziecię otworzy swe błękitne oczęta, zaserwować mu je wprost do łóżeczka, ono spałoby pochrapując, aż do ósmej…..&lt;br /&gt;Założycie się???&lt;br /&gt;No, w każdym razie, jak już rodzina w całości zostanie siłą i krzykami zaprowadzona do kuchni, należy czym prędzej szykować to cholerne mleczko.&lt;br /&gt;Ale już!!!&lt;br /&gt;No!!!&lt;br /&gt;Już!!!!&lt;br /&gt;Jeszcze nie ma??????&lt;br /&gt;Mleeeeeeeeeeeeeeekooooooooooooooooo&lt;br /&gt;Ok, ojciec zabawia dzieciątko, matka odmierza i wsypuje do butelki proszek, rozsypując część po blacie….&lt;br /&gt;No szybciej!!!!&lt;br /&gt;- Synu, nie da się szybciej – co rano tłumaczy się matka, jednakowoż bezskutecznie.&lt;br /&gt;A teraz najważniejsze: potrząsanie. Wymieszać wodę z proszkiem dziecko musi WŁASNORĘCZNIE. Inaczej się nie liczy. Inaczej w ogóle nie nadaje się do picia.&lt;br /&gt;Potem przelać do bidonu.&lt;br /&gt;Ja saaaaaaaaaaaaaam!!!&lt;br /&gt;Zmieszane, przelane, można pić.&lt;br /&gt;Chwila ciszy na czas wpicia mleka.&lt;br /&gt;W tym czasie protoplaści mogą podrzemać na siedząco na kuchennych krzesłach lub, jeśli uda im się wrócić do pokoju – położyć się na pół minutki w łóżku.&lt;br /&gt;Mleko wypite, witaj nowy dniu!&lt;br /&gt;To co będziemy robić???&lt;br /&gt;Rozwalać pionki od szachów, rzucać piłeczkami czy bawić się w bam!!!???&lt;br /&gt;Tata, no co wybierasz???&lt;br /&gt;No tata????&lt;br /&gt;Taaaaaaaaaaataaaaaaaa!!! Nie śpij!!! Taaaaaata!!!!&lt;br /&gt;(Pragnę nadmienić, iż dziecko liczy niespełna dwa lata i jeszcze niezbyt sprawnie posługuje się językiem polskim, jednakowoż wszelkie swoje potrzeby umie wyrażać nader precyzyjnie.)&lt;br /&gt;W czasie, gdy dziecko torturuje ojca, matka przystępuje do preparowania zasadniczej części porannego posiłku.&lt;br /&gt;Zwykle na śniadanie są grzanki z wczorajszego chleba (no umówmy się, nikt normalny nie pędzi o piątej rano do piekarni po świeże pieczywo, zresztą i tak dziecko by płakało, że ojciec gdzieś wychodzi bez niego).&lt;br /&gt;No, żeby zrobić grzanki, należy pokroić chleb, posmarować masłem, wstawić do pieca….&lt;br /&gt;Cooooooooo??? Tyle czekać????? To chyba jakieś żarty!!!&lt;br /&gt;Czasem uda się tak zabawić dziecko jakimś super atrakcyjnym przedmiotem (takim jak na przykład sokowirówka lub odkurzacz), że nawet nie zorientuje się, co tam matka w tej kuchni tak długo robi.&lt;br /&gt;Czasem jednak żadne atrakcje nie skutkują. Syn twardo asystuje przy każdej czynności, niecierpliwiąc się, pokrzykując, jęcząc i płacząc, że chce grzankę.&lt;br /&gt;Głodny, znaczy.&lt;br /&gt;Ta….&lt;br /&gt;Żeby te jęki i kwęki były zawsze gwarancją głodu….&lt;br /&gt;Czasem jednak akcja „grzanka na śniadanie” kończy się tym, że kiedy już wszystko wjedzie na stół, dziecko nawet nie spojrzy na jedzenie.&lt;br /&gt;- Ata – ciągnie ojca za rękę do pokoju, nieważne, że ata chciałby zjeść zanim się do roboty oddali&lt;br /&gt;Czasem akcja „grzanka” kończy się tym, że dziecko płacze, bo kanapki się skończyły a ono chce jeszcze.&lt;br /&gt;Wtedy, drugiego dnia matka robi grzanki z tym samym co wczoraj, z żółtym serem dajmy na to. No bo skoro tak dziecku smakowały.&lt;br /&gt;Dziecko ugryzie raz, wypluje z obrzydzeniem i przystąpi do żebrania o paluszki lub ulubiony jogurt.&lt;br /&gt;Czasem z apetytem zajada kanapkę z pomidorem, a gdy matka za ciężkie pieniądze w ekologicznym sklepie kupi zdrowe pomidorki – będzie zrzucać je z obrzydzeniem z kanapki i zjadać suchy chleb.&lt;br /&gt;Śniadanie z własnym dzieckiem jest jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, co Cię spotka……&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-3341782527599022525?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/3341782527599022525/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/08/sniadanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/3341782527599022525'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/3341782527599022525'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/08/sniadanie.html' title='Śniadanie'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-7342045487131242890</id><published>2009-08-04T03:25:00.000-07:00</published><updated>2009-08-04T03:26:16.529-07:00</updated><title type='text'>Koszmary, koszmary, koszmarów cztery pary...</title><content type='html'>ZUM&lt;br /&gt;Zakażenie układu moczowego.&lt;br /&gt;Czwarty, kurwa, raz, w krótkim życiu mojego dziecka.&lt;br /&gt;ZUM ma to do siebie, że może niszczyć nerki. Może, lecz nie musi. Jednak, jeśli dziecko ma już nerkę nieco „nadpsutą”, jeśli ona nie funkcjonuje na pełnych obrotach a lekarze robią wszystko, aby jej nie usuwać, należy się martwić.&lt;br /&gt;Należy chuchać i dmuchać.&lt;br /&gt;Każda infekcja może powodować osłabienie organizmu. A każde osłabienie może skutkować zapadnięciem na ZUM.&lt;br /&gt;Kurwa.&lt;br /&gt;-Nie zgadzam się na żłobek!!! – zagrzmiała pani nefrolog.&lt;br /&gt;I dobrze. I tak się, synu, nie dostałeś. A matka chciała, żebyś do żłoba poszedł, z dziećmi się trochę zintegrował.&lt;br /&gt;-Nie!!!&lt;br /&gt;Nie, to nie.&lt;br /&gt;- Do czwartego roku życia, dopóki odporności dziecko nie nabierze, w domu!!!!&lt;br /&gt;W domu.&lt;br /&gt;Matko, czy planując dziecko myślałaś, że spędzisz z nim w domu cztery długie lata??&lt;br /&gt;Zresztą, cokolwiek myślałaś, czterech lat z dzieckiem w domu nie spędzisz, gdyż urlop wychowawczy może trwać tylko trzy lata…&lt;br /&gt;Zatem, może najwyższy czas rozpocząć poszukiwania dobrej opiekunki?&lt;br /&gt;Albo może rozejrzeć się za przedszkolem, choć dziecko nie skończyło nawet dwóch lat…. Żeby chociaż jakąś orientację zdobyć.&lt;br /&gt;- Nad morze????- oburza się pani doktor- żadnej wody! Żadne morze, żadne jezioro, żaden basen!!!!&lt;br /&gt;Do baseniku pompowanego wody nalać co najwyżej…&lt;br /&gt;Żadna piaskownica!!!!&lt;br /&gt;Siedlisko bakterii.&lt;br /&gt;No, chyba, że własna.&lt;br /&gt;Okej, jutro kupimy dom z ogrodem, postawimy w nim pompowany basenik i piaskownicę…&lt;br /&gt;Unikać kontaktu z chorymi dziećmi.&lt;br /&gt;Jednakowoż kontaktów z dziećmi w ogóle – absolutnie nie.&lt;br /&gt;Myć ręce.&lt;br /&gt;Dbać o czystość.&lt;br /&gt;Nauczyć samodzielnego siusiania. Względnie przejść na tetrowe pieluchy.&lt;br /&gt;Kto mnie przeszkoli, jak się oducza dziecka sikania do pampersa??? Jak dziecko, które nie mówi, ma mi powiedzieć, że chce siku? Może mam pozwolić na to, by biegało z gołą pupą i siusiało gdzie popadnie???&lt;br /&gt;Nie wiem.&lt;br /&gt;Help.&lt;br /&gt;Biegać, skakać, latać, pływać, w tańcu, w ruchu wypoczywać.&lt;br /&gt;Nie zwariować.&lt;br /&gt;Kiedyś będzie lepiej.&lt;br /&gt;Będzie???&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-7342045487131242890?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/7342045487131242890/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/08/koszmary-koszmary-koszmarow-cztery-pary.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7342045487131242890'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7342045487131242890'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/08/koszmary-koszmary-koszmarow-cztery-pary.html' title='Koszmary, koszmary, koszmarów cztery pary...'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-1013193637584333964</id><published>2009-07-22T12:02:00.001-07:00</published><updated>2009-07-22T12:02:51.595-07:00</updated><title type='text'>Pliska</title><content type='html'>On: Mogę wyjechać na początku września na weekend z kolegami?&lt;br /&gt;Ona: Tak, o ile do września zarobisz tyle kasy, żeby kupić mi toyotę kombi, żebym w nią zmieściła łóżeczko turystyczne, wózek, bagaże i też mogła gdzieś z dzieckiem wyjechać&lt;br /&gt;On: Ale do września to nie zdążę, a poza tym, jak mam zarabiać więcej, skoro nie pozwalasz mi na nadgodziny zostawać tylko wracać szybko z pracy żeby dzieckiem się zajmować&lt;br /&gt;Ona: To proste, zarabiaj więcej w ciągu ośmiu godzin pracy&lt;br /&gt;On: Tylko jak?&lt;br /&gt;Ona: No nie wiem, dyrektorem zostań&lt;br /&gt;On: Dobrze, ale to później, do września nie zdążę. Mogę jechać?&lt;br /&gt;Ona: Nie możesz, znów mnie samą z dzieckiem zostawisz, całe dnie siedzę sama i jeszcze na weekend.&lt;br /&gt;On: Więc ty też gdzieś wyjedź z koleżankami.&lt;br /&gt;Ona: Po pierwsze nie mogę bo będę tęsknić a po drugie nie mam z kim.  Dookoła same mamy, mamy nie mogą się tak łatwo wyrwać z domu.&lt;br /&gt;On: No to nie moja wina, że nie masz z kim wyjechać. Ja mam z kim i chciałbym jechać. Pojadę, dobra?&lt;br /&gt;Ona: No bosko, świetnie, fantastycznie. Nie dość, że do pracy sobie chodzisz, z ludźmi się spotykasz, masz do kogo zagadać a ja przy garach stoję, dziecku kombinuję co na obiad zrobić, wysłuchuję histerii, prasuję, zmywam, piorę, w kółko to samo, to jeszcze chcesz sobie pojechać!!!!???!!!&lt;br /&gt;On: Mówiłem ci, ty też sobie pojedź&lt;br /&gt;Ona: Mówiłam, że nie mam z kim&lt;br /&gt;On: To, że chodzę do pracy nie znaczy wcale, że mam lepiej od ciebie, mam po prostu inaczej. Też mi się odpoczynek należy. Pojadę, zgoda?&lt;br /&gt;Ona: Możesz jechać, ale weź nas ze sobą.&lt;br /&gt;On: No ale jak, skoro auto za małe mamy, nie zmieścimy się, łóżeczko nie wejdzie ani wózek…&lt;br /&gt;Ona: To nie pojedziesz. Rok temu byłeś, to teraz możesz nie jechać&lt;br /&gt;On: No ale pliiiiiiiiiiiska&lt;br /&gt;Ona: Nie&lt;br /&gt;On: Ale dlaczego?&lt;br /&gt;Ona: Bo nie. Nie i już. Ja nie jeżdżę to i ty nie pojedziesz.&lt;br /&gt;On: Ej, to nie w porządku&lt;br /&gt;Ona: Byłeś przecież na nartach z pracy i w tamtym roku z kolegami, a ja….. Zresztą, czy ty wiesz, ile jest takich rodzin, że żona wcale, nigdzie nie pozwala mężowi samemu wyjechać? A ja ci pozwalałam.&lt;br /&gt;On: Ale są też takie rodziny, gdzie mężowie mogą wyjeżdżać.&lt;br /&gt;Ona: Ale są też takie, gdzie nie mogą&lt;br /&gt;On: Ale to nie jest dobre wytłumaczenie&lt;br /&gt;Ona: Ale nie!&lt;br /&gt;On: Nie?&lt;br /&gt;Ona: Nie&lt;br /&gt;On: Ale czemu nie?&lt;br /&gt;Ona: Nie, bo nie&lt;br /&gt;On: pliiiiiiiiiska&lt;br /&gt;Ona: Ale jak mi kupisz samochód. I ptasie mleczko. I piwo. &lt;br /&gt;On: Kupię&lt;br /&gt;Ona: Kiedy&lt;br /&gt;On: Jutro?&lt;br /&gt;Ona: Ale jak jutro, skoro mówiłeś, że do jutra to dyrektorem nie zostaniesz?&lt;br /&gt;On: Powiem w pracy, że muszę zostać dyrektorem albo podwyżkę zostać, gdyż małżonka tego oczekuje&lt;br /&gt;Ona: Świetnie&lt;br /&gt;On: To jadę&lt;br /&gt;Ona: Ej, nie zgodziłam się wcale!!!&lt;br /&gt;On: Jak to?&lt;br /&gt;Ona: Pomyślę jeszcze&lt;br /&gt;On: To pojadę, zgoda?&lt;br /&gt;Ona…………………………..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS: Zdarzenie wymyślone. Lecz jakże wiarygodne, nieprawdaż?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-1013193637584333964?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/1013193637584333964/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/pliska.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/1013193637584333964'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/1013193637584333964'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/pliska.html' title='Pliska'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-1916043516522084162</id><published>2009-07-22T01:22:00.000-07:00</published><updated>2009-07-22T01:23:42.927-07:00</updated><title type='text'>Pedantka</title><content type='html'>Kiedyś byłam pedantką, owszem. Układanie, przekładanie, składanie w kostkę było wręcz moją obsesją. Odkurzanie dywanów, wycieranie kurzu z półek. W domu rodzinnym, gdyby znana wówczas już była Anthea Turner, bezsprzecznie by mnie tak przezwano.&lt;br /&gt;Potem…&lt;br /&gt;Mój mąż na pewno doskonale pamięta te kłótnie o nie schowane portki. &lt;br /&gt;„Po co chować do szafy rzecz, którą nazajutrz i tak się ponownie założy” – twierdził, obrzucając okoliczne meble swoją garderobą i traktując rower treningowy jako wieszak na ubrania.&lt;br /&gt;„Po to, że szafy służą do przechowywania ubrań” – twierdziłam przez kilka lat związku. I tak nie mogliśmy dojść do porozumienia w tej palącej kwestii zatem sprzeczaliśmy się i każde z nas próbowało walczyć o swoje.&lt;br /&gt;Kiedy na świecie pojawił się syn, moja pedantyczność siłą rzeczy odwieszona została na wieszak. A może nawet wcześniej, już w ciąży.&lt;br /&gt;Po pierwsze przeważnie nie chciało mi się sprzątać. Gdy byłam zmęczona, wolałam poleżeć a nie biegać ze ścierką po domu. Potem mieliśmy się przeprowadzać, więc komu by się chciało porządkować mieszkanie, z którego za chwilę i tak się przeniesie do innego? Mnie się nie chciało. W nowym domu, zanim się do niego wprowadziliśmy, posprzątała Pani Teściowa. A potem długo nie mieliśmy mebli więc i tak wszystko leżało w pudłach i pudełeczkach a ja leżałam obok tych pakunków na łóżku odpoczywając i licząc na to, że się samo w końcu do tych szaf powkłada. (Jak już szafy, regały i meblościanki ulokują się w naszym nowym lokalu mieszkalnym.)&lt;br /&gt;Samo się nie powkładało, musiałam jakoś to z czasem ogarnąć (już nie pamiętam za dobrze jak to się stało, bo słonie zazwyczaj mają kłopoty z układaniem rzeczy, ale jakoś w końcu poszło.) Podłogi zmywał mąż, no bo mnie raczej byłoby trudno czołgać się po posadzkach z ośmiomiesięcznym dzieckiem w brzuchu a jak łyżeczka wpadła za pralkę podczas zmywania, leżała tam chyba kilka miesięcy (do czasu aż miejsce pralki zajęła zmywarka).&lt;br /&gt;Nie wiem, kto wymyśla te bujdy w pismach dla młodych matek, że na kilka tygodni przed porodem wpada się w szał porządkowania domu, że niby moszczenie gniazda itp. Ja niczego nie mościłam, w żaden szał porządkowania nie wpadłam, miałam nawet kłopot ze spakowaniem torby do szpitala…&lt;br /&gt;Gdy syn przyszedł na świat, życie zmieniło się o 180 stopni. To zrozumiałe.&lt;br /&gt;Kto by miał czas na wycieranie kurzu? W wolnych od karmienia minutach zapadałam w drzemkę lub biegłam zrobić siusiu. Na nic więcej czasu nie wystarczało. (Miałyście tak samo, czy może tylko ze mnie taka niezorganizowana matka – gospodyni domowa?). W tym czasie męża opanowała histeria sterylnego domu i co dwa dni ścierał kurze, pucował podłogi i szalał z odkurzaczem. ( O ile dziecko pokochało szum suszarki do włosów, na dźwięk odkurzacza zaczynało płakać.)&lt;br /&gt;Czas mijał, mężowski zapał do porządków opadał a ja, z dzieckiem, które nie opuszczało mnie na krok nadal nie miałam czasu na szukanie pajęczyn po kątach i pranie ręczne firanek.&lt;br /&gt;Zawsze było ogarnięte „z grubsza”, żeby gości nie straszyć. &lt;br /&gt;Ale, oj, to były piękne czasy!&lt;br /&gt;Książki leżały na swoim miejscu na półkach, płyty dvd też, nikt nie wybierał brudnych rzeczy z kosza w łazience, nie rozwalał klocków po podłodze…&lt;br /&gt;Tylko ja, wracając biegiem ze spaceru, z wyjącą w wózku głodną syreną alarmową, rozrzucałam po przedpokoju poszczególne części garderoby własnej i dziecka, które TU I TERAZ, NATYCHMIAST!!! domagało się mleka. I na nic nie zdały się tłumaczenia, że synu, za minutkę, najpierw mama zdejmie buty i kurtkę i Tobie zdejmie śpiworek i jeszcze siusiu zrobi i da jeść. Czasem taka w pośpiechu rozrzucona garderoba walała się po przedpokoju aż do wieczora, gdy to mąż wrócił z roboty i zajął się dzieckiem a ja mogłam ogarnąć domostwo lub chociaż spróbować zaprowadzić jako taki ład.&lt;br /&gt;Potem, gdy dziecko zaczęło raczkować i odkrywać nowe terytoria, dopiero wtedy naprawdę zaczął w naszym domu panować nowy ład.&lt;br /&gt;Jak wspaniale było przeraczkować do kuchennej szafki, wywalić z niej wszystkie garnki i miski, wysłuchać jak z brzękiem rozwalają się po posadzce i popukawszy w dno jednego czy drugiego naczynia oddalić się do pokoju by pootwierać szuflady komody i wypatroszyć ich zawartość. A potem jeszcze może sprawdzić jakie skarby kryją się w biurku? No a jak jesteśmy w łazience, to cudnie jest powrzucać kosmetyki z szafki wprost to wanny! Cudna zabawa! O wiele lepsza niż to całe edukacyjne badziewie z plastiku rodem z Chin!&lt;br /&gt;I tak dzień w dzień, garnki, ubrania, szafki w łazience, garnki, ubrania…..&lt;br /&gt;Raz nawet syn wpadł na genialny pomysł by wyjąć ubrania z pralki i powkładać je do kosza na śmieci. To, co się nie zmieściło, rozwłóczone zostało artystycznie po podłodze…&lt;br /&gt;A ja, matka wariatka, w wolnych chwilach, czyli wtedy, gdy dziecko zapadało w południową drzemkę, miotałam się zazwyczaj po mieszkaniu, próbując jednocześnie obierać ziemniaki na obiad, pić kawę, nastawiać pranie i wkładać naczynia do zmywarki (wszystko szeptem, by niechcący za wcześnie dziecka nie obudzić.)&lt;br /&gt;Jakby nie myśleć, samym powietrzem lub choćby kanapkami za długo żywić się nie można. A nawet, jeśli można, to dziecku warto czasem jakiś posiłek przygotować. Samodzielnie, zwłaszcza, jeśli odmawia jedzenia ze słoiczków.&lt;br /&gt;Cóż, zatem potykając się o rozwłóczone garnki, patelnie i łyżki i ślizgając na soczewicy lub kaszy jaglanej (zabawa w sianie kaszy po podłodze praktykowana jest do tej pory), robiłam jeszcze większy bajzel gotując posiłek.&lt;br /&gt;Po posiłku spacer, więc dalej czasu na porządki brak.&lt;br /&gt;Pozostają wieczory.&lt;br /&gt;Raz się chce i się sprząta, raz się nie chce lecz się sprząta a bywa i tak, że tak bardzo się nic nie chce, że cały syf zostaje a ja kładę się spać z nadzieją, że Krasnoludki tudzież inne domowe skrzaty ogarną w nocy, żeby mnie trochę odciążyć.&lt;br /&gt;Zostają jeszcze weekendy.&lt;br /&gt;Tak, ale jeśli ktoś wyrywa mi odkurzacz z ręki, bo chce też trochę posprzątać, jak biorę się za mopa – wyrywa mopa – bo też chce a jak łapię za szczotkę – wyrywa też szczotkę, kwestia sprzątania nieco się komplikuje.&lt;br /&gt;Ostatnio chyba znalazłam patent: zatrudnić panią, która raz na tydzień wysprząta mi mieszkanie na błysk. A ja w tym czasie spędzę kilka aktywnych godzin z synem na świeżym powietrzu.&lt;br /&gt;Muszę jeszcze tylko pogadać z małżem, aby wziął jeszcze więcej nadgodzin, abyśmy wyrobili finansowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie, nadal jestem pedantką. Nadal lubię mieć ładnie pościelone łóżko, pościerane kurze, umyte okna, pięknie poukładane w szafie ubrania i podłogę w kuchni bez plam po soku. &lt;br /&gt;Mam nadzieję, że za kilka lat znajdę wystarczająco dużo wolnego czasu na to, by powrócić do swojego hobby o nazwie sprzątanie. &lt;br /&gt;Póki co, i tak nie warto.&lt;br /&gt;Ledwie tylko poukładam czyjeś książeczki z obrazkami w stosik, ledwie powrzucam klocki do pudełka a płyty dvd ułożę równiuśko na półce, zaraz czyjeś małe łapki przystępują do zaprowadzania własnego porządku.&lt;br /&gt;Zwykle posprzątane jest od godziny 21:00 do 7:00 dnia następnego.&lt;br /&gt;Długo, prawda? &lt;br /&gt;Wystarczająco długo.&lt;br /&gt;Rety, rety!!!&lt;br /&gt;jak dobrze wiedzieć, że nie tylko ja jestem jakaś taka nierozgarnięta, rozbebłana i nieperfekcyjna!!!&lt;br /&gt;Wczoraj wieczorem uprzątnęłam pokój na błysk (umiarkowany, oczywista, w każdym razie spod rzeczy wzaczęlo być widać dywan, niestety w plamy - domyślcie się, kto poplamił). Więc, zabawki w koszu, gazety w pudle z odpadami do wyniesienia do pojemnika (Perfekcyjna na pewno też segreguje, tyle że wynosi co dzien a nie dopiero, jak z pudła się przelewa i dziecko zaczyna wygrzebywać), książeczki w kostkę ulożone na parapecie, no pięęęknie było!!!&lt;br /&gt;Do rana.&lt;br /&gt;Teraz jest wieczór, pół dnia spędziłam z dzieckiem na dworze (więc na robienie własnych porządków miał tylko kilka chwil). Dywanu nie widać (no, może odkryte są tylko te fragmenty z plamami, choć one akurat powinny być zakryte), Gazeta Wyborcza rozwłóczona po podłodze (czytaliśmy, oczekując na ojca i małża), klocki rozwalone, pranie suszy się na suszarce, a choinka!!! leży na środku mojego "salonu". (sztuczna)&lt;br /&gt;Choinkę wyciągnęliśmy zza kanapy,myśląc że to o nią właśnie chodzi naszemu dziecku, kiedy to próbowało się za nią dostać, wspinając po własnej matce na oparcie mebla. Okazało się jednak, że nie trafiliśmy, chodziło o rozsypane tydzień temu chrupki kukurydziane.(te rozsypane na widoku uprzątnęłam od razu ale o tych na tyłach kompletnie zapomniałam)&lt;br /&gt;No, jest piatek wieczór, w sam raz gości na imprezkę zapraszać!&lt;br /&gt;Taki uroczy nieład w domu panuje, chyba by nikomu nie przeszkadzało.&lt;br /&gt;Sąsiadka, jak tylko odkurza swoją wycieraczkę, wjeżdża też na moją (czym mnie irytuje, ale jej pewnie chodzi o to, by na klatce porządek był a nie syf). Ja swoją odkurzam sporadycznie, tylko gdy młodego nie ma w domu (czyli musi się nim zajmować ktoś inny niż ja, czyli w weekend, bo w tygodniu małż wraca przed 19:00 więc zaraz potem to tylko spanie a jak dziecię śpi odkurzać nie można aby nie obudzić) No więc, ja odkurzam sporadycznie, gdyż każdorazowe otwarcie drzwi do mieszkania, skutkuje ucieczką synalka na klatkę, najlepiej na schody i wpatrywaniem się w koparę na pobliskiej budowie (wówczas ja także muszę tam tkwić co najmniej kwadrans, każda próba powrotu do domostwa kończy się wiciem, biciem i rykiem - mogę próbować przekupić chrupkami lub obietnicą myju myju rączek w umywalce lub także całego ciała w wannie. i tak to nie zawsze działa. &lt;br /&gt;Może wiecie cóż tak bardzo fascynującego jest w koparach, betoniarach, kosiarkach, traktorach, dźwigach???&lt;br /&gt;I czy małe dziewczynki także te arcyciekawe zjawiska natury fascynują?&lt;br /&gt;A co do piaskownicy i ogólnie placu zabaw, to ja dziecku pozwalam tam na wiele (byle by sobie krzywdy nie zrobił, nie bił kogoś i nie obsypywał piaskiem Perfekcyjnych Dzieci). Pozwalam na tarzanie się, obrzucanie siebie piachem, włażenie do dołków, zjeżdzamy razem ze zjeżdzalni (ku uciesze syna i utrapieniu babć - opiekunek innych dzieci), bo wydaje mi się (czy slusznie???) że Plac Zabaw jest od tego, by się na nim bawić. A jeśli się dziecię przybrudzi, zawsze mogę do wanny włożyć a odzież do pralki i po kłopocie. Pozwalam też siadać na mokrym!!!piasku, po deszczu (ku zgryzocie Pani Teściowej), pozwalam taplać się w kałużach i opryskiwać się ich zawartością (no bo jeśli nie w dzieciństwie, to kiedy to robić)&lt;br /&gt;Ogólnie wychodzi mi z obserwacji podwórkowo spacerowych, że jakaś dziwaczna ze mnie matka, nie nadużywam NIE WOLNO, NIE MOŻNA, NIE POBRUDŹ SIĘ.&lt;br /&gt;Nałogowo nie sprzątam w mieszkaniu, nie wpycham dziecku na siłę posiłków, nie zamiatam okruszków po każdym jedzeniu...&lt;br /&gt;Bosz, aż strach pomysleć co z mojego syna wyrośnie.&lt;br /&gt;Córki i przyszłe teściowe, strzeżcie się!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-1916043516522084162?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/1916043516522084162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/pedantka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/1916043516522084162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/1916043516522084162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/pedantka.html' title='Pedantka'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-4291741214462685652</id><published>2009-07-19T01:15:00.000-07:00</published><updated>2009-07-19T01:17:44.887-07:00</updated><title type='text'>Bajka o różowym wózku dla lalek</title><content type='html'>&lt;p&gt;Był sobie raz mały chłopczyk, który nie miał wózka dla lalek i dlatego, przy byle okazji wyrywał i zabierał wózeczki dziewczynkom na placach zabaw. Dlatego, aby uniknąć awantur i nieprzyjemnych sytuacji, mama chłopczyka kupiła mu pewnego razu podczas zakupów w Tesco wózeczek. Niestety, nie było wózków w kolorach neutralnych, dla chłopców i dziewczynek, ani nawet błękitnych. Były tylko różowe w Barbie. Od tej pory mały chłopczyk radośnie popyla po mieszkaniu prowadzając w tę i z powrotem różowy wózeczek. A czasem nawet sam się do niego pakuje i domaga wożenia. Pewnego razu mały chłopczyk z mamą wyszli ze swoim wózkiem na plac zabaw. Wózek natychmiast został przechwycony przez innego małego chłopca,który radośnie prowadzał go po okolicznych chodnikach. Awantury udało się uniknąć, gdyż chłopiec w zamian zaproponował zabawę swoim rowerkiem (identyczny mały chłopczyk ma już w domu, ale nie wykazuje nim żadnego zainteresowania).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Taki oto morał płynie z tej opowiastki - do zabawy należy kupować chłopcom wózki i laleczki a dziewczynkom samochody.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Sama superniania tak twierdzi!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie każda jednak mamusia zgadza się z opinią superniani. Sama byłam świadkiem sytuacji, kiedy to pewnien chłopczyk rozpaczał i zalewał się łzami, mama jednak upierała się, że wózka absolutnie mu nie kupi, bo to dziewczyńska zabawka.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-4291741214462685652?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/4291741214462685652/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/bajka-o-rozowym-wozku-dla-lalek.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4291741214462685652'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4291741214462685652'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/bajka-o-rozowym-wozku-dla-lalek.html' title='Bajka o różowym wózku dla lalek'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-4577002697779565272</id><published>2009-07-17T13:43:00.000-07:00</published><updated>2009-07-17T13:50:23.812-07:00</updated><title type='text'>Papierosy są do dupy!</title><content type='html'>&lt;p&gt;Siedzimy sobie dziś wieczorem w piaskownicy (znaczy, ja i syn) , na placu zabawek, a tu dwie baby, w otoczeniu gromadki potomstwa, jarają.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ożeżku..a - pomyślałam sobie od razu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wstałam i demonstracyjnie podeszłam do słupka z regulaminem placu zabaw.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niestety, ani słowa o zakazie palenia.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Cóż, myślę sobie, dym leci w inną stronę, może przeczekam. A może same, durnowate, załapią, że palić to se mogą w domu, nawet nie na balkonie, bo do innych mieszkań smród wlatuje.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nic. Dalej palą.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No a jak w końcu zaczęło zalatywać w naszą stronę zapytałam po prostu:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;"Przepraszam, czy Panie myślą, że na placu zabaw można pailć papierosy? Bo dym do nas dociera".&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Babuch demonstracyjnie wyrzucił peta w krzaki, po czym zgarnąwszy familię oddalił się z gromadką przybytku.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No naprawdę.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Słów brakuje.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-4577002697779565272?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/4577002697779565272/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/papierosy-sa-do-dupy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4577002697779565272'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4577002697779565272'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/papierosy-sa-do-dupy.html' title='Papierosy są do dupy!'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-5757272746401988539</id><published>2009-07-17T00:51:00.001-07:00</published><updated>2009-07-17T00:51:41.071-07:00</updated><title type='text'>wyprawa mama</title><content type='html'>Był taki projekt. O tej nazwie. W maju. Wiele ciekawych warsztatów, spotkań dla mam, zajęć dla dzieci. Super. Tylko przebierać, wybierać, zabierać bachora i biegać po mieście z nadzieją na zdobywanie nowych kwalifikacji i poszerzanie horyzontów.&lt;br /&gt;Pomyślałam: po pierwsze – za darmo&lt;br /&gt;Po drugie – niedaleko domu&lt;br /&gt;Po trzecie – po południu, więc mogę tam jechać bez syna, który będzie miał zapewnioną opiekę &lt;br /&gt;I wybrałam: Skąd brać siły na bycie Mamą? O zarządzaniu swoją  energią.&lt;br /&gt;Wydawało mi się, że dowiem się, jak planować dzień aby zdążyć ze wszystkim, jak sprawić, żeby mi się chciało, kiedy mi się nic nie chce, jak zwalczyć senność, monotonię i takie tam. Słowem – oczekiwałam recepty.&lt;br /&gt;Nabyłam nawet zeszyt w kiosku, wydając na to całe złoty pięćdziesiąt aby robić notatki w trakcie. Bo zapomniałam zawczasu notatnika z domu. Zaoszczędziłabym w ten sposób. No cóż, oszczędzać nie potrafię, może mnie tego nauczą na warsztacie….&lt;br /&gt;W drodze śmiałyśmy się z Mcdzią, że na pewno każą nam robić plany dnia w punktach i w ten sposób nauczymy się oszczędzać mnóstwo czasu, który nie będzie uciekał przez palce i dzięki temu doba zamiast trwać 24 godziny rozciągnie się do 36….&lt;br /&gt;Nic bardziej mylnego.&lt;br /&gt;W skrócie, tematu warsztatu chyba nie zrozumiałam, nie dowiedziałam się bowiem jak rozsądnie gospodarować czasem. A pisali przecież na stronie internetowej, że&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kiedy ostatnio byłaś wyspana i wypoczęta? Kiedy zrobiłaś wszystko, co miałaś zrobić? Codziennie masz milion spraw na głowie. Dzieci. Dom. Praca. Wszystko niezwykle ważne. Niekończąca się litania spraw do załatwienia i próśb do spełnienia. Na warsztacie zatrzymamy się na chwilę, żeby się przyjrzeć z boku tej codziennej gonitwie. Poznasz sposoby na to, by poradzić sobie z tym wszystkim. By mieć więcej energii co dzień.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, dowiedziałam się, w skrócie, że aby poczuć się lepiej powinnam:&lt;br /&gt;- świadomie oddychać,&lt;br /&gt;- pić dużo wody,&lt;br /&gt;- wartościować, co dla mnie w życiu jest najważniejsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Heh,&lt;br /&gt;To ja Wam teraz zaprezentuję wspaniały, godny Nobla patent na to, jak być wypoczętą, zrelaksowaną, zorganizowaną, tryskającą energią, z radością witającą Nowy Dzień o piątej nad ranem Nową Mamą.&lt;br /&gt;Taką, która może biegać z warsztatu na warsztat, sama lub z dzieckiem w chuście i pracować nad osobistym rozwojem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto mój własny sposób:&lt;br /&gt;Przede wszystkim więcej spać. Mniej przesiadywać przed kompem. Nie oglądać telewizji. Zatrudnić panią do prasowania i do wycierania kurzu. Przebywać dużo na świeżym powietrzu. Zdrowo się odżywiać, wszystkie produkty najlepiej kupować w eko sklepie. Jeśli sprawia Ci to radość, gotuj sama. Jeśli tego nienawidzisz, poszerz pani od prasowania zakres obowiązków. Jeśli się nie zgodzi lub nie potrafi gotować – zatrudnij gosposię. &lt;br /&gt;Jeśli czujesz się zmęczona dzieckiem – zatrudnij nianię. Najlepiej z kwalifikacjami. Jeśli jednak masz obawy, że nikt inny nie zajmie się Twoim dzieckiem lepiej od Ciebie – zapisz je na zajęcia poza domem. W godzinach wolnych od zajęć będziesz nadal troskliwie opiekować się swoim maleństwem. &lt;br /&gt;Natomiast w czasie, gdy będą się nim zajmowały wykwalifikowane animatorki – &lt;br /&gt;Ty będziesz mogła pójść na pedicure lub na masaż. Albo na zakupy do centrum handlowego.&lt;br /&gt;Jeśli jednak nadal masz poczucie, że wszystko jest na Twojej głowie, poproś męża od czasu do czasu (jakieś dziesięć razy w miesiącu wystarczy) aby wziął w pracy wolne i został z Wami w domu. Albo najlepiej w ogóle się zwolnił, przecież o wiele fajniej jest łazić wokół krzesła z dzieckiem po dywanie, niż siedzieć za biurkiem w klimatyzowanym pomieszczeniu. Wyjeżdżaj za miasto jak tylko się da – raz nad morze, raz w góry, pamiętając przy tym, że minimalny okres adaptacyjny dla dziecka, gdy zmieniasz mu mikroklimat, wynosi miesiąc. Oczywiście pamiętaj też o podróżach zagranicznych. Skoro do tej pory jeździłaś, nie ma podstaw abyś teraz rezygnowała z tej przyjemności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli jeszcze nie wygrałaś w lotto aby móc sprostać finansowo wszystkim powyższym wskazówkom – zagraj już dziś!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z poważaniem,&lt;br /&gt;Matka wariatka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-5757272746401988539?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/5757272746401988539/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/wyprawa-mama.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5757272746401988539'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5757272746401988539'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/wyprawa-mama.html' title='wyprawa mama'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-7253586956605592380</id><published>2009-07-15T14:28:00.000-07:00</published><updated>2009-07-15T14:29:05.570-07:00</updated><title type='text'>Gotowanie na ekranie</title><content type='html'>Jeśli nie karmisz dziecka jedzeniem ze słoiczków, jeśli nie masz w zamrażarce skitranych zapasów od mamy ani też świeżutkich kotlecików przyniesionych przez teściową, jeśli w dodatku twoje dziecko cierpi na niedobór żelaza i pragnęłabyś aby co dzień spożywało stosownie dużą porcję mięsa i warzyw, bogatych w ten składnik, to co robisz, droga Matko???&lt;br /&gt;Czy porzuciwszy swoje dziecię znikasz w kuchni i w kwadrans przygotowujesz pyszne i pożywne danie? Czy przywołujesz na pomoc rodzinę, aby do wyboru gotowała, w czasie gdy Ty zajmujesz się dzieckiem lub zajmowała się dzieckiem w czasie, gdy Ty gotujesz? A może w nocy, gdy wszyscy domownicy już śpią, szalejesz w kuchni po to, by nazajutrz wrzucić coś do garnka, szybko odgrzać i zaserwować swojemu maleństwu?&lt;br /&gt;A co, jeśli należysz do tej pechowej grupy, która w nocy zamiast gotować, smażyć, ucierać woli spać, za dnia, gdy dziecko drzemie – siedzi przy kompie, teściowej jedzenia nie lubisz a słoikowego jedzenia nie toleruje Twoje dziecię???&lt;br /&gt;No, jaki masz wybór, droga Matko?&lt;br /&gt;Musisz, dzień po dniu, przygotowywać posiłki samodzielnie.&lt;br /&gt;Uwzględniwszy rzecz jasna fakt, że dziecię lubi tylko makaron, kaszę, słone paluszki, chrupki i kanapki. Co do innych produktów nie masz pewności, gdyż traktuje je nader wybiórczo, raz zażerając, dajmy na to ziemniaki z upodobaniem, innym zaś razem rzucając rybką po całej kuchni i z obrzydzeniem wymachując widelcem lub rozgrzebując Twoją porcję obiadu po całym stole a potem wrzeszcząc, że sobie przybrudziło opuszki palców i poplamiło nogawkę spodni.&lt;br /&gt;Przed Tobą, droga Matko, trudne zadanie przygotowania ciepłego posiłku. Bogatego w substancje odżywcze a zarazem zjadliwego. Najlepiej aby smakowało wszystkim domownikom.&lt;br /&gt;Taki oto los spotkał mnie dzisiejszego popołudnia.&lt;br /&gt;Sprawa była skomplikowana dodatkowo, dlatego, że mój ciekawski syn absolutnie nie mógł zająć się sam sobą przez pół godziny (no, chyba, że pozwoliłabym mu przelewać wodę z wiaderka do wiaderka na balkonie, jednakowoż w obawie przed tym, że wyleje ją z wysokości dziewiątego piętra jakiemuś sąsiadowi na głowę, nie wyraziłam zgody na tego typu rozrywki bez nadzoru).&lt;br /&gt;Więc, moje ciekawskie, do tego głodne dziecko, rozpoczęło nasze wspólne gotowanie od awantury.&lt;br /&gt;Patrzeć!!! Widzieć!!! Na ręce!!! &lt;br /&gt;Na nic nie zdały się moje tłumaczenia, że jedną ręką ciężko mi będzie wlewać wodę do garnków, zapalać gaz, wsypywać produkty (w czasie, gdy w drugiej będę dzierżyć dziesięć kilo mojego Ciekawskiego Szczęścia).&lt;br /&gt;Ok., wpadłam zatem na arcywspaniały pomysł – posadziłam dziecko na blacie kuchennym. &lt;br /&gt;Być może, gdyby to było inne dziecko, pomysł by się sprawdził.&lt;br /&gt;Nie w naszym jednakowoż przypadku.&lt;br /&gt;- Nie ruszaj!!! – zagrzmiałam, gdy syn próbował wyciągnąć nóż z pojemnika na noże&lt;br /&gt;Zostawił.&lt;br /&gt;- Nie wolno!!! – wołałam za chwilę, gdy dobierał się do gniazdka&lt;br /&gt;- Zostaw!!! – kiedy próbował włączyć czajnik – możesz tylko siedzieć i patrzeć, co mama robi – tłumaczyłam.&lt;br /&gt;Siedzenie było jednak czynnością dość aktywną, zatem ja, jedną ręką podtrzymywałam dziecko uważając na to, czego dotyka, drugą nastawiałam garnki, a trzecią myłam i obierałam brokuł (umiecie tak?).&lt;br /&gt;Kiedy tylko mój syn zobaczył makaron, wpadł w amok.&lt;br /&gt;- Egheeeeeee!!! – zaczął nawoływać (Co prawdopodobnie oznacza w jego języku „dawaj, matka, kluskę, chcę ją zjeść!!!”)&lt;br /&gt;- Synu, ale to surowe, trzeba ugotować najpierw, żebyś mógł to jeść – tłumaczyłam&lt;br /&gt;- Egheeeeeeee – wołał dalej syn, niezbyt przekonany moim tłumaczeniem.&lt;br /&gt;Ostatecznie dostał dwie surowe kluski (w końcu to tylko mąka i woda, nic mu nie będzie – pomyślałam), które z wielkim trudem próbował przeżuwać a ostatecznie wypluł  z obrzydzeniem.&lt;br /&gt;Rzecz jasna dalej siedział na blacie; nie pozwalał się zsadzić na podłogę wrzeszcząc w niebogłosy przy każdorazowej próbie. &lt;br /&gt;W czasie, gdy czekaliśmy aż jedzenie w garnkach się zagotuje, syn wsadził nogi do zlewozmywaka, sprawdzając co się stanie….&lt;br /&gt;Stało się, że bose nogi wraz z resztą człowieka zostały czym prędzej zabrane przeze mnie z blatu kuchennego.&lt;br /&gt;Potem jeszcze tylko należało odcedzić brokuły, zmiksować je z jogurtem (robiliśmy to rzecz jasna we dwoje, syn stał na krześle przystawionym do blatu i zdaje się, że czynność bardzo mu się podobała), w międzyczasie kolejna fala protestów, kiedy matka egoistka zjadła jedną kluskę i nie poczęstowała dziecka (z mojej perspektywy to było tylko próbowanie, czy już ugotowane).&lt;br /&gt;Ugotowane, odcedzone, można jeść.&lt;br /&gt;A fuj – oznajmiło dziecko.&lt;br /&gt;- Ożeż ty – pomyślała matka – to ja ci tu ekologiczną brokułę za pięć zeta gotuję, obiad robię, obiad robię, w ten upał w garnkach siedzę a ty gardzisz?????&lt;br /&gt;Wzburzyłam się okrutnie, gdy tymczasem syn ze smakiem zajadał się gołym makaronem pełnoziarnistym. Ale gdzie żelazo, gdzie brokuła, gdzie natka pietruszki??? Dziecko, masz jeść wszystko, rozumiesz????&lt;br /&gt;- Hahahaha – zdawał się mówić wzrok mojego syna, w skupieniu próbującego nadziać jednego świderka na widelec – chcesz kluskę – wyciągnął sztuciec w moją stronę.&lt;br /&gt;W takich chwilach mam czasem chęć wtłoczyć w niego jedzenie niczym w gęś tuczoną na pasztet… (Nie robię tego, bez obaw.)&lt;br /&gt;Heh, zrezygnowana nieco przystąpiłam do konsumpcji z własnego talerza.&lt;br /&gt;Aż wpadłam na szatański pomysł – ponieważ sosu zostało jeszcze pełno, zanim dziecko zdążyło włożyć do ust kolejnego świderka – wcisnęłam mu łyżeczkę z zielonym sosem.&lt;br /&gt;O dziwo zjadł. I kolejną, i jeszcze jedną, i jeszcze!!!!&lt;br /&gt;Zajadał ze smakiem, przegryzając czystymi kluchami.&lt;br /&gt;Rozumiecie coś z tego? &lt;br /&gt;Makaron tak, sos tak, ale ODDZIELNIE.&lt;br /&gt;W sumie dobre i to.&lt;br /&gt;Na koniec demonstracyjnie rzucił widelec za siebie z wysokości swojego krzesełka, co miało oznaczać „najadłem się, teraz daj mi pić”.&lt;br /&gt;A może to tylko ja mam problemy z gotowaniem?&lt;br /&gt;A może to tylko ja mam syna niejadka?&lt;br /&gt;A może tylko ja jedna jestem tak strasznie niezorganizowaną matką?&lt;br /&gt;Może?&lt;br /&gt;Nie wiem.&lt;br /&gt;Matka wariatka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-7253586956605592380?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/7253586956605592380/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/gotowanie-na-ekranie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7253586956605592380'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7253586956605592380'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/gotowanie-na-ekranie.html' title='Gotowanie na ekranie'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-5340273669705949361</id><published>2009-07-14T01:07:00.000-07:00</published><updated>2009-07-14T01:08:49.161-07:00</updated><title type='text'>Czas</title><content type='html'>&lt;p&gt;Pół godziny na rowerze stacjonarnym wlecze się w moeskończoność.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dwie godziny, gdy dziecko śpi a ja próbuję ugotować obiad, wrzucić pranie do pralki, posprzątać w kuchni i posiedzieć przy kompie mija jak z bicza strzelił.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czy ktoś jest mi w stanie wyjaśnić to przedziwne zjawisko?&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-5340273669705949361?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/5340273669705949361/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/czas.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5340273669705949361'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5340273669705949361'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/czas.html' title='Czas'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-6648485711277635075</id><published>2009-07-13T13:56:00.000-07:00</published><updated>2009-07-13T13:57:10.059-07:00</updated><title type='text'>Kaloria</title><content type='html'>Szczupła bez wyrzeczeń.&lt;br /&gt;Tak brzmi tytuł książki M. Montignaca. Dieta, owszem, skuteczna, lecz tytuł jakże mylny. Dlatego, że, moim zdaniem, szczupłą, bez wyrzeczeń nie da się być. (No, chyba, że ma się od urodzenia figurę modelki bez skłonności do przybierania tu i ówdzie – czego zazdroszczę niezmiernie). W każdym razie, dieta, owszem, działa, sprawdziłam, schudnąwszy przed ślubem dziesięć kilosów ( i uważam to za jeden z największych sukcesów w moim życiu). Ale czy bez wyrzeczeń???&lt;br /&gt;Bezwyrzeczenie polegać ma na tym, że można jeść, ile wlezie, nie trzeba zaś mozolnie wydzielać sobie porcji, liczyć kalorii i z pustym żołądkiem odliczać godzin do kolejnego posiłku. Tyle, że można jeść jedynie określone produkty.&lt;br /&gt;I tak na przykład, zabroniona jest czekolada, ciastka, piwo, wino…&lt;br /&gt;Więc jak można powiedzieć – bez wyrzeczeń???&lt;br /&gt;Słodycze, sens mojego życia, zabronione.&lt;br /&gt;Czasem się zastanawiam, jak ja tego dokonałam. &lt;br /&gt;Ten, kto pamięta, niech spieszy aby mi o tym przypomnieć.&lt;br /&gt;Ach, cudnie było nosić spódnice w rozmiarze 38!&lt;br /&gt;Było ale się zmyło &lt;br /&gt;Czytam na naszym mamusiowym forum o chudzinkach, które chciałyby przytyć i myślę sobie „o co chodzi”? Jak cudnie byłoby jeść co popadnie i nie przybierać na wadze.&lt;br /&gt;A może nie warto się przejmować? I co z tego, że utyję? Skoro kocham ptasie mleczko a ono kocha mnie, to trudno, muszę oswoić się z myślą, że figury modelki nie uzyskam. A nie zadręczać się, popatrywać tęsknym wzrokiem na półkę z za ciasnymi portkami i w zadumie rozważać, jakby to było pięknie schudnąć piętnaście kilo, najlepiej w dwa tygodnie, leżąc na kanapie, czytając kolorową prasę i popijając cappuccino. &lt;br /&gt;Dziś na przykład, z powodu depresji, która przyszła nie wiadomo skąd i za nic nie dała odpędzić się jabłkiem popitym wodą mineralną, niegazowaną, udałam się niespiesznym krokiem do pobliskiego spożywczaka, kupiłam tam batonik bajeczny (nie jadłam chyba ze dwa lata), pół kilo lodów waniliowych oraz coca colę (light, dla czystego sumienia). I tak oto wyglądała dziś moja kolacja.&lt;br /&gt;Sadła przybyło, za to nastrój się poprawił.&lt;br /&gt;A tak w ogóle, to czy ktoś kiedyś widział kalorię?&lt;br /&gt;Tyle się o nich mówi, opisuje, zlicza… A pokażcie mi zdjęcie kalorii. Bo nigdy nie widziałam.&lt;br /&gt;Wyobrażam sobie ją (bo to oczywiście kobieta, a nie żaden on – facet – gdyby był to facet, nazywałby się chyba kaloryfer) jako szczupłą, wąską w talii gwiazdę, z rzęsami do nieba i w butach na obcasie. Elegantka.&lt;br /&gt;Ale tylko w pojedynkę.&lt;br /&gt;A już kilka takich chudzinek, zlepionych jedna obok drugiej, tworzą wielką, bezkształtną masę. Szersze niż wyższe. &lt;br /&gt;Słowem, dużo kalorii, to grubaska.&lt;br /&gt;Kaloria żywi się wyłącznie wodą, aby nie przytyć.&lt;br /&gt;Kalorie – żywią się ptasim mleczkiem. I wszystko im jedno, jak wyglądają. I tak nikt im zdjęć nie robi. &lt;br /&gt;Ponieważ narzekałam ostatnio małżowi, że nie mam w życiu celu, to wczoraj go sobie wymyśliłam: schudnąć  :)&lt;br /&gt;Zatem to był mój ostatni batonik, ostatnie lody, żegnajcie babeczki z owocami, chałki i inne ptasie mleczka.&lt;br /&gt;Witajcie jabłka, maliny, marchewki, witaj wodo mineralna w dużych ilościach.&lt;br /&gt;Chudzinki, życzcie mi powodzenia. I silnej woli.&lt;br /&gt;A nuż jeszcze kiedyś uda mi się pogadać z Wami, gdzie tu kupić spodnie w rozmiarze XXS ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-6648485711277635075?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/6648485711277635075/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/kaloria.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6648485711277635075'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6648485711277635075'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/kaloria.html' title='Kaloria'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-9098534113061921598</id><published>2009-07-12T11:48:00.000-07:00</published><updated>2009-07-12T11:49:06.514-07:00</updated><title type='text'>Prasa</title><content type='html'>O czym  NIE pisze prasa adresowana do młodych ( stażem ) rodziców :&lt;br /&gt;- jak nauczyć pić z butelki siedmiomiesięczne dziecko, które tego nie potrafi;&lt;br /&gt;- dlaczego dziewięciomiesięczny chłopczyk nie przesypia całej nocy lecz budzi się na karmienie trzy do pięciu razy w nocy;&lt;br /&gt;- jak zachęcić niejadka z niedoborem żelaza do jedzenia obiadków ze słoiczka;&lt;br /&gt;- jak wygospodarować wolne pół godziny na ugotowanie świeżej zupki dla swojej pociechy;&lt;br /&gt;- jak sprawić by dziecko nie robiło dzikiej awantury podczas wsadzania do wózka spacerowego;&lt;br /&gt;- jak rozpoznać, że dziecko zrobiło kupę, kiedy ono samo tego nie sygnalizuje ani też rodzic nie wyczuwa podejrzanych zapachów;&lt;br /&gt;- jak sprawić, by dziecko nie płakało, kiedy matka wyjdzie z domu na kilka godzin celem zmiany środowiska życiowego i obejrzenia jak aktualnie wygląda centrum miasta po półrocznej nieobecności;&lt;br /&gt;- jakie są metody na bezbolesne ząbkowanie ( pomijając żele i inne nieskuteczne środki )&lt;br /&gt;- jak nauczyć dziesięciomiesięczne niemowlę żeby robiło „papa”&lt;br /&gt;- jak przetłumaczyć raczkującemu synalkowi, że nie wolno wkładać rączek do gniazdek a żelazko to niekoniecznie najlepsza zabawka;&lt;br /&gt;- jak objaśnić dziecku, że krzesełko do karmienia zostało kupione po to, żeby ono w nim grzecznie siedziało oraz ze smakiem zjadało serwowane posiłki;&lt;br /&gt;- jak nauczyć niemowlę samodzielnego zasypiania we własnym łóżeczku;&lt;br /&gt;- dlaczego nie ma potrzeby płakać, kiedy dziecko na chwilę samo zostaje w pokoju bo mama idzie do kuchni zrobić sobie kawy;&lt;br /&gt;- jak wyjaśnić dziecku, że leżenie na zimnej kuchennej podłodze nie jest wskazane;&lt;br /&gt;- jak zachęcić dziecko do zabawy specjalnie do wieku dostosowanymi zabawkami, które ignoruje bo woli „zabawki” typu klawiatura komputera, zakurzone kabelki, pilot od telewizora, w ostateczności suszarkę do włosów….&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-9098534113061921598?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/9098534113061921598/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/prasa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/9098534113061921598'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/9098534113061921598'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/prasa.html' title='Prasa'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-7401860777766654460</id><published>2009-07-09T13:43:00.000-07:00</published><updated>2009-07-09T14:07:47.195-07:00</updated><title type='text'>Ameryka</title><content type='html'>&lt;p&gt;Każdy z nas widział chyba te wypasione szpitale na zagranicznych filmach, co?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak dajmy na to, rodzina czeka na wieści, co tam z ich ukochanym synem, żoną, dzieckiem...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Siedzą sobie popijając kawę na kanapach w takiej jakby poczekalni, aż wychodzi lekarz i mówi, że wszystko gra, będzie dobrze i zaprasza do sali, w której chory leży w szpitalnej koszuli, z rurką z tlenem w nosie, oczywiscie w tej sali jest sam....I chyba nie dopatrzyłam,ale w tym pokoju chorego raczej jest jakieś wygodne siedzisko dla gościa. A już na pewno w pokoju, w którym leży chore dziecko.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No, chyba, że ktoś nie ma ubezpieczenia, czy coś, to może wtedy przebywa w mniej komfortowych warunkach.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ale załóżmy jednak wersję optymistyczną.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Że ubezpieczenie, kanapy i w ogóle.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No więc porównajmy teraz to z naszą typową Izbą Przyjęć. Te obdarte ściany i dwa krzesła na krzyż, a wokół drzwi kłębiący się tłum....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A jak już przyjmą do szpitala....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ja miałam "przyjemność" pomieszkiwać na różnych oddziałach szpitalnych w ciągu ostatniego roku. Nie mówię tu, rzecz jasna, o pomieszkiwaniu z powodu własnych dolegliwości. Lecz jako opiekun dziecięcia w potrzebie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc tak: jak trafiliśmy na Marszałkowską, to najpierw dali nas do klitki, w której były trzy łóżeczka, trójka dzieci i rodzice.  Potem mnie z tej kliteczki przerzucono do nieco większej, za to od strony północnej, a klimy nie dało się wyłączyć, wiec siedziałam opatulona w swetrzyska modląc się o rychłe wyjście i koniec ataku rotawirusowego u mojego syna. A na koniec, jakby atrakcji było za mało, przenioesiono nas do kolejnej kliteczki, w której dla odmiany były cztery łóżeczka, dzieci, rodzice, a u jednego dziecka nawet rodzice i dwie babcie naraz (czyli nadmiar gości zdecydowanie ponad normę, zabierający tlen mieszkańcom więzienia). Łazienka??? Zapomnij. Kibelek tak. Łazienka - w domu. Jeśli do domu masz za daleko, śmierdź sobie, a co tam. Od smrodu się nie umiera.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Noce na materacu na podłodze lub na leżaku przywiezionym z domu. Szpitalnych mebli dla wszystkich nie wystarcza.  &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Szpitalny survival.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Na Działdowskiej było komfortowo. Sala dość duża, a potem nawet dali nam jednoosobową. Było gdzie materac do spania rozłożyć. Ale za to w tej pierwszej, dużej, trafił nam się rotawirus za sąsiada. Znaczy, dziecko z rota. A co tam, uprzedzaliśmy w Izbie. Jak pani nie pasuje, to proszę miejsca szukać w innym szpitalu, co nie?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Łazienki niet, kibelek piętro niżej. Standard.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A na koniec, na chirurgii - prawie jak w amerykańskim filmie. Odremontowane, łazienka dla rodziców, pastelowe pokoje, rolety w oknach... Żyć nie umierać :)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ale, jak nie wiesz, jak się odnaleźć w tej rzeczywistości, możesz się nieco zagubić. Jak już dziecko dostanie łóżko i możecie się rozgościć, czas rozpocząć polowanie na krzesło :)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No bo ty też na czymś musisz przycupnąć. Jak już sobie krzesła, leżak do spania i dodatkową szafkę na rzeczy załatwisz, a dodatkowo w miarę dobrze zyjesz z pielęgniarkami i jeszcze jesteś stałym bywalcem oddziału, możesz liczyć, że będzie komfortowo.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak to w szpitalu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Życzę Wam, abyście mimo wszystko, nigdy tego komfortu doświadczać nie musieli.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-7401860777766654460?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/7401860777766654460/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/ameryka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7401860777766654460'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7401860777766654460'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/ameryka.html' title='Ameryka'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-6519073415380311314</id><published>2009-07-08T06:18:00.001-07:00</published><updated>2009-07-08T06:41:30.239-07:00</updated><title type='text'>Zdrowe menu</title><content type='html'>&lt;p&gt;Szpitalne, oczywiście. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Do picia, na śniadanie i kolację landrynkowo słodka herbatka. Przygotowana, rzecz jasna, na czysciutkiej źródlanej wodzie prosto z kranu. Sama widziałam, jak pani przygotowywała.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dzieci, w zależności od choroby i wieku mają różne menu, wypisane co dzień na kartce. Wisi w kuchni do wglądu. Przypuszczam, że mało kto wgląda, ja czasem zerkałam. Wszystko wyważone i wymierzone co do grama. Jedzenie przyjeżdża co dzień z firmy kateringowej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I tak na przykład dla dziecka takiego jak moje, na śniadanie: trzy kanapeczki ze świeżutkiego białego chlebka, posmarowane chyba masłem roslinnym a na to albo jajko na twardo (wtedy na całym piętrze śmierdzi gotowanym jajem ;) albo z wędliną. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;To nic, że na przykład mój syn nie jest nauczony jadać białe pieczywo. Są dwa wyjścia: albo się nie przejmować i pozwolić jeść albo przynosić własne, ciemne, zdrowsze, takie jak jada się w domu. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;My robiliśmy różnie: raz na jakiś czas pozwalaliśmy chapsnąć kilka gryzów białego pieczywka, potem dziecię traciło apetyt a resztki dojadała mamusia. Albo dziecko ze wstrętem odpychało posiłek, gdyż na jedzenie patrzeć nie mogło w ogóle, przypuszczalnie z powodu gorączki i upałów. A czasem podmienialiśmy biały chleb na ciemny. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;No, w każdym razie, tyle o śniadaniach.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;To o ósmej rano.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Około dziesiątej - drugie śniadanie. Jabłko albo jabłko albo jabłko. Do wyboru. Przez kilka dni z rzędu. Raz dali jogurt truskawkowy :) A raz soczek jabłkowy, słodzony, firmy Garden. (Czyli 100 % soku albo i więcej procent soku w soku).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jeśli zaś chodzi o soki, to kupiłam raz samotnej, czteroletniej Ilonce, której nikt nie odwiedzał, soczek w kartonie i powiedziała, że jej nie smakuje. Że woli coca colę....Ciekawe, czy mój syn za kilka lat też zakocha się w coli? Ja piłam colę dwa dni z rzędu na żołądkowe boleści - pomogło. No ale żeby tak dziecku??? Nie, nie, nie, przynajmniej nie ode mnie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przed 14:00 - obiad. Mój syn w czasie tygodniowego pobytu zupę zjadł raz. W sumie to mu się nie dziwię. Zupa, którą zjadł nazywała się krupnik. Cóż, pewnie akurat był głodny, więc zjadł. Było to dwa dni po operacji, miał prawo zgłodnieć. Inne zupy nazywały się inaczej, ale na oko wyglądały tak samo. Taka brokułowa na przykład. Wyobrażam sobie brokułową jako gęsty, zielony krem. Hmm, szpitalna brokułowa przygotowywana jest chyba według innego przepisu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Drugie danie- młode ziemniaczki (z oczami, które skutecznie odstręczają od konsumpcji, przynajmniej mnie), pulpet mięsny, o wyglądzie nie wiadomo czego (z mięs mój syn toleruje tylko kotlety, znaczy, musi być płaskie i żeby można było samemu wziąć do ręki, więc szpitalne warunków nie spełniało) i marchewka gotowana lub buraczki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;O 16:00 - podwieczorek. Cholerka, nawet nie zarejestrowałam, co dawali na podwieczorek. Raz był kisiel. Pewnie z torebki. A co więcej to naprawdę nie pamietam. Aaaa, biszkopty!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A przed 18:00 kolacja - znów pyszne kanapeczki z wędliną.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A mleko? A kaszka? Czy zupy jakieś mleczne???? Nabiał????&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Raz było kakao na śniadanie a raz jakaś mleczna kawa. Tak słodka, że się jej pić nie dało. Mój syn z dziką radością poił nią mnie :) A, i raz mleczna zupa. Tylko co, jeśli półtoraroczne dziecko nie jada jeszcze posiłków na zwykłym krowim mleku???&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak to co???&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Własna domowa wałówka.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Albo dziecię niejadek.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Albo pół na pół.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-6519073415380311314?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/6519073415380311314/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/zdrowe-menu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6519073415380311314'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6519073415380311314'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/07/zdrowe-menu.html' title='Zdrowe menu'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-6977114161537454633</id><published>2009-06-29T12:40:00.000-07:00</published><updated>2009-06-29T12:44:33.706-07:00</updated><title type='text'>Tęcza</title><content type='html'>&lt;p&gt;Kiedy byłam w ciąży, widziałam na świecie tylko i wyłącznie kobiety z dziećmi w brzuchu. Były ich miliony.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Potem, przez długi, długi czas, widziałam tylko kobiety z małymi dziećmi w wózkach.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Teraz widzę głównie tak: koparki, motocykle, betoniarki, dźwigi, szlabany, kosiarki, ciężarówki i place zabaw.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Widzę to, na co zwraca uwagę moje dziecko.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dzisiaj jechałam tramwajem i co chwila łapałam się na myślach: "o, kopara" a za chwilę "o, szlaban!".&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A potem zobaczyłam tęczę.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Muszę pokazać mojemu synowi przy najbliższej okazji.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Była tęcza, będzie dobrze.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Cmok.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-6977114161537454633?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/6977114161537454633/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/06/tecza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6977114161537454633'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/6977114161537454633'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/06/tecza.html' title='Tęcza'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-2703696269500393112</id><published>2009-06-27T01:38:00.000-07:00</published><updated>2009-06-27T01:39:11.246-07:00</updated><title type='text'>Obiad</title><content type='html'>Jak nie robić placków ziemniaczanych.&lt;br /&gt;Na wstępie wyjaśnię, iż smażyłam je już wielokrotnie, udawały się, nadawały do spożycia i nikt po ich zjedzeniu nie chorował. Zatem, pomimo wrodzonego antytalentu do gotowania, czasem jednak coś mi wychodzi.&lt;br /&gt;Nie tym razem.&lt;br /&gt;- Chcesz, zrobię ci placków kartoflanych – zaproponowałam małżowi (gdyż wiem, że lubi)&lt;br /&gt;- Chętnie – on na to&lt;br /&gt;Wprawdzie coś tam mi w głowie zakiełkowało, co mami kiedyś mówiła, że placki z młodych ziemniaków to nie bardzo, ale po pierwsze nie byłam tego pewna, po drugie chciało mi się placków a po trzecie nie chciało mi się dzwonić do mami w celu ugaszenia alarmu w głowie.&lt;br /&gt;I wyszło świetnie.&lt;br /&gt;Nabyłam w warzywniaku stosownie dużo kartofli, dziecię grzecznie siedziało w wózku, wdzięcząc się do Pani Warzywo (kto wie, może dziecię wiedziało, że skończy się katastrofą i uśmiechało się radośnie do PW, a konkretnie wymieniało z nią porozumiewawcze uśmieszki w stylu „ha! Szalona! Placki chce z młodych ziemniaków smażyć!)&lt;br /&gt;W każdym razie, po powrocie do domostwa, dziecię ułożyłam do drzemki, sama zaś przystąpiłam z zapałem (umiarkowanym) do czynności kulinarnych. &lt;br /&gt;Obrać ziemniaki (nienawidzę). &lt;br /&gt;Obrane.&lt;br /&gt;Zetrzeć.&lt;br /&gt;Jako że syn spał, postanowiłam nie używać urządzeń elektrycznych, gdyż jak wiadomo, robią one mniejszy lub większy hałas. Więc, jak ta głupia, tarłam te kartofle przez dobre pół godzy na tartce. Na szczęście udało mi się oszczędzić skórę dłoni, więc na sto procent wyszłyby wegetariańskie (gdyby wyszły).Ale ponieważ nie chciało mi się ucierać wszystkich na najdrobniejszych oczkach, trochę utarłam na grubszych, kombinując, że może to żadna różnica….&lt;br /&gt;Hmm (tak, tak, Prawdziwe Kucharki z Talentem do Gotowania, śmiejcie się teraz ze mnie, a co!!! A może tak któraś chciałaby mnie zaprosić na korepetycje??? Albo warsztaty jakie kulinarne przygotować??? Proszę bardzo, zgłaszam się na ochotnika. Bo kiedy własna matka próbowała mnie przeszkolić w temacie gotowania, niespecjalnie mnie do tego ciągnęło, rzucałam jednym okiem, owszem, no tak, utrzeć, wymieszać, doprawić, usmażyć, wielkie halo, każdy potrafi…………..)&lt;br /&gt;No tak, do rzeczy.&lt;br /&gt;W brzuchu burczy, czas biegnie, dziecko się zaraz obudzi…..&lt;br /&gt;Dobra. Jajko, cebula, mąka??? Tak, mąka.&lt;br /&gt;Jajko, cebula, mąka. &lt;br /&gt;Wymieszać.&lt;br /&gt;Doprawić.&lt;br /&gt;Dziwne jakieś wyszło.&lt;br /&gt;Jak jakaś sałatka z surowych ziemniaków…&lt;br /&gt;Dziwne, dziwne…&lt;br /&gt;O, dziecko wstało!!!&lt;br /&gt;Rety!!!&lt;br /&gt;Czy któraś z Was smażyła kiedyś cokolwiek w towarzystwie pałętającego się pod nogami dziecka, które jęczy, próbuje zobaczyć co tam na górze się dzieje, kręci pokrętłami od gazu i domaga się brania na ręce????&lt;br /&gt;Help.&lt;br /&gt;Takie rzeczy to na bank tylko mnie się zdarzają!&lt;br /&gt;W tej właśnie chwili zaczęłam żałować, że nie kupiliśmy obiadu w country barze na Jelonkach. Byliśmy tam na spacerze, ale była akurat kolejka i nie chciało mi się czekać…..&lt;br /&gt;Mam nauczkę….&lt;br /&gt;Dobra, cześć synu, jak się spało, chodź, mama da naleśniczka (zapas od teściowej był).&lt;br /&gt;Naleśniczek zawsze działa.&lt;br /&gt;Dziecko grzecznie zajęło się wygryzaniem dziur w naleśniku i wygrzebywaniem zawartości (z mięskiem babcia zrobiła, bo wnuczuś bledziutki, matka jeść nie daje to potem dziecko na chorowite wygląda..)&lt;br /&gt;Hop, pierwszy plak na patelnię. I drugi.&lt;br /&gt;Oczy z tyłu głowy patrzą czy dziecku nie znudziła się konsumpcja i czy nie próbuje wypadać z krzesełka. Nie próbuje. &lt;br /&gt;Dobrze.&lt;br /&gt;Na drugą stronę.&lt;br /&gt;Oczy z tyłu…&lt;br /&gt;Dobra, usmażone.&lt;br /&gt;Usmażone??? Dziwne jakieś.&lt;br /&gt;A co, jak nie usmażone????&lt;br /&gt;Ok., później zobaczymy, teraz hops kolejne placuszki na patelnię!&lt;br /&gt;W tym momencie dziecko zwęszyło, że szykuje się jakieś inne (bezsprzecznie lepsze) jedzenie i porzuciło swoje. Plaaaaaaaaacka!!!!!!!!! Pokazuje.&lt;br /&gt;Bosz.&lt;br /&gt;Gorące, synu, poczekaj.&lt;br /&gt;I jakieś niedorobione………..&lt;br /&gt;Ponieważ właśnie umierałam z głodu, postanowiłam bohatersko spróbować czy mimo niedorobienia, jednak jadalne.&lt;br /&gt;Obskubałam po brzegach to, co w miarę dopieczone.&lt;br /&gt;W środku surowizna.&lt;br /&gt;Eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee – woła syn – dawaj plaaaaaaaaacka&lt;br /&gt;Synusiu, nie dam, mówię, obskubując dalej brzegi, bo to surowe, jeszcze ci zaszkodzi, mama też już więcej nie będzie jadła.&lt;br /&gt;Eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee- głosniej woła syn.&lt;br /&gt;#$%^&amp;amp;U*UW@@@#$&lt;br /&gt;(to ja wołam w myślach, o pomoc, wsparcie i pyszny obiadek)&lt;br /&gt; Pozostawiwszy w kuchni resztki obiadowej działalności postanowiłam zabrać dziecię na dwór i zapomnieć o zdarzeniu.&lt;br /&gt;Szczęśliwie kuchnia w moim obecnym mieszkaniu stanowi odrębne pomieszczenie, zatem zatrzaśnięcie drzwi pozwoliło mi się natychmiast odciąć od widoku porozwalanych w zlewie i na blacie brudnych naczyń oraz zapachu smażenia………&lt;br /&gt;Nie myślcie sobie jednak, że ze mną aż tak tragicznie.&lt;br /&gt;Gdybym na obiad żywiła się wyłącznie powietrzem, nosiłabym rozmiar 34. Lub mniej.&lt;br /&gt;Na szczęście czasem udaje mi się jednak coś ugotować.&lt;br /&gt;A o odchudzaniu napiszę kiedyś w odcinku o Kalorii.&lt;br /&gt;Matka wariatka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-2703696269500393112?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/2703696269500393112/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/06/obiad.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2703696269500393112'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2703696269500393112'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/06/obiad.html' title='Obiad'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-7874867479357668983</id><published>2009-06-25T12:02:00.000-07:00</published><updated>2009-06-25T12:25:28.186-07:00</updated><title type='text'>Młodej matki dzień jeden z wielu.</title><content type='html'>&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;Życie stawia przed niemowlęciem wiele wyzwań. Musi nauczyć się siadać,chodzić, mówić, musi poznać nowe smaki grzecznie zjadając serwowaneprzez matkę zupki i deserki ( mniam ) lub plując naokoło, brudząc siebie,krzesełko, na którym siedzi oraz świeżo przyodzianą odzież matki ( fuj). &lt;br /&gt;I o tym wiele się pisze i mówi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast w ogóle nie pisze się o tym, jakie wyzwania stawia niemowlęprzed własną matką.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;Matka zazwyczaj zostawiona w domu sama sobie ( z własnym synem/córką lubnie daj Bóg bliźniętami ) musi wykazać tyle siły charakteru i wykrzesaćz głębin duszy (?) pokłady cierpliwości, o jakich w życiu niemyślała, że ma.Ojciec, z reguły zarabiający od rana do nocy na chleb dla swojejrodziny, jest mało pomocny, na esemesy lub rozpaczliwe mejle odpowiada z rzadka a kiedymatka dzwoni, żeby się poużalać i usłyszeć dwa słowa wsparcia -słyszy "kochanie, ale ja pracuję, wiesz ? muszę się rozłączyć, będę wdomu za trzy godziny. cmok ".&lt;br /&gt;Budujące, nieprawdaż ?&lt;br /&gt;Koleżanek nie ma co pytać o to, jak radziły sobie ze stresem związanym zpłaczącym i wijącym się dzieckiem, bowiem każda odpowie, że absolutnienigdy nie miała ochoty wrzasnąć na swoje maleństwo ani tym bardziej daćmu klapsa. Ani też zostawić go pod opieką obcych i pójść w siną dal.A przecież to, że ma się ochotę czasem zrobić coś, czego zabraniająpodręczniki pełne dobrych rad jak zachowywać się, gdy dziecko nie jestrozkosznym dzidziusiem lecz rozwrzeszczanym bachorem nie oznacza wcale, żetorturuje się swoje potomstwo.&lt;br /&gt;Może jedynie w myślach.&lt;br /&gt;I próbując okiełznać wijącego się w ramionach błękitnego synka lubróżową córeczkę wspomina się czasy, kiedy w ciszy i spokoju leżało sięw łóżku do południa popijając kawę i czytając "Wyborczą".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieci są cudowne. Bez dwóch zdań. Urocze, rozkoszne, czarujące,słodkie i kochane. Zwłaszcza własne.Tyle, że kłopoty z komunikacją mama/tata - dziecko mogą powodować, żeczasem jednak wydaje nam się inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co powinna myśleć o swoim synu matka, kiedy on z radością wita nowydzień o piątej nad ranem i domaga się zabawy. Nieważne, o której położonoby go spać on i tak obudzi się o wschodzie słońca tylko po to, żeby pogodzinie i kwadransie krzyków i protestów zapaść znów w drzemkę. I niejest absolutnie zmuszany do tego, żeby znów poszedł spać, sam to sugerujeziewając co pół minuty i pocierając oczy ze zmęczenia. Jednak każdorazowa próbaponownego ułożenia do snu powoduje falę protestów, która skuteczniebudzi sąsiadów tak, że nie potrzebują oni nastawiać budzika. Wszystko ,dzień w dzień, dzieje się z regularnością nieomal co do minuty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z życia wzięte :&lt;br /&gt;1/ dziecko bawi się grzecznie leżąc na podłodze w pokoju więc matkawychodzi dajmy na to do kuchni aby zrobić sobie kawę. Dziecko natychmiastorientuje się, że zostało samo i zaczyna płakać rozpaczliwie.&lt;br /&gt;2/ dziecko - jak wyżej; mama - jak wyżej ; dziecko postanowiło poturlaćsię żeby sprawdzić co to za rzecz leży nieopodal i tak turlając sięuderza się o twardą część mebla, który akurat napotkało na końcu swojejpodróży. Efekt - jak wyżej&lt;br /&gt;3/dziecko śpi. matka hop do łazienki aby wziąć szybki prysznic. Matkacała mokra słyszy, że dziecko obudziło się i płacze jak wyżej. Wybiegaociekając wodą i próbuje sprawić, by dziecko jednak zasnęło&lt;br /&gt;4/ kiedy to się uda i kiedy matka upora się z poranną toaletą i ześniadaniem zjedzonym w biegu, wyszykowawszy swoje niemowlę wybiera się naspacer. W czasie spaceru próbuje porobić podstawowe zakupy w pobliskichsklepach. Do których dostęp dla kobiet z wózkami może być mocno utrudniony. Jakwiadomo przed każdym sklepem niezbędny jest schodek. Lub dwa.Przypuszczalnie po to, aby podczas przerwy na papierosa pani sklepowa/ pan sklepowy mielilepszy widok na świat. Dla matki z wózkiem widok na świat staje się zrazunieco gorszy ale jak już pokona bariery świat zaczyna się uśmiechać, bowiemdziecko z głębin wózka zaczepia wszystkich przygodnie spotkanych ludzi, zpanem ochroniarzem włącznie. Ach, jaki fajny, och jaki słodki, a ile już ma, a ile waży, a ja mamtakiego wnuczka, a mój synek to....rozpoczynają się konwersacje. I jest fajniedo czasu, kiedy to matka z dzieckiem w wózku nie opuści sklepu. O ile nie&lt;br /&gt;spotka po drodze drzew z liśćmi, które mogą stać się obiektemobserwacji - może liczyć na pierwsze objawy zniecierpliwienia.&lt;br /&gt;Idealnie byłoby, gdyby dziecko teraz zapadło w drzemkę ale tymczasem...dziecko zaczyna niespokojnie kręcić się w wózku i jęczeć.Kupa ? - myśli matka i sprawdza - nie&lt;br /&gt;Pić ? - chcesz pić - pyta syna/córki - na co ten/ ta uśmiecha sięradośnie.A może jednak jeść ? - Dlaczego nie chciałeś rano jeść kaszy - pytaretorycznie matka - teraz jesteś głodny.&lt;br /&gt;Piersi nie można zaserwować, bowiem w pobliżu żadnej ławeczki. O, jestjedna. W słońcu. Dwunasta w południe - w sam raz, żeby dziecko napromieniowanie wystawiać....&lt;br /&gt;Cóż, wracacie zatem do domu. Dziecko coraz bardziej niespokojne.Nie można go wziąć na ręce, bo słońce, bo zakupy i którąś rękątrzeba jednak prowadzić wózek. Nie należy go zostawiać i przyjść po niegopóźniej bo raczej się komuś przyda i go sobie "pożyczy". Dla wnuczka.W bloku, w którym mieszkasz brak podjazdu dla wózków. Wciągając wózekz dzieckiem w środku zastanawiasz się jak to możliwe, ze tyle dzieci siętu wychowało a żadnej rodzinie nie chciało się w spółdzielnimieszkaniowej wywalczyć podjazdu. To jak te matki sobie radziły ? Może skrzydła&lt;br /&gt;mają i wlatywały ? Lub bezrobotnych mężów, którzy wyczekiwali pod drzwiamipo to, aby pomóc we wnoszeniu ? &lt;br /&gt;No więc jeśli tak wdźwigujesz ten wóz z dzieckiem obijającym się oburty w środku i coraz głośniej informującym sąsiadów o swojej obecności,kiedy masz na plecach ciężki plecak z zakupami a w ręce drugą siatkę ado tego masz katar i gile lecą ci z nosa,, myślisz sobie, że już nic&lt;br /&gt;gorszego nie może cię spotkać. &lt;br /&gt;Błąd.&lt;br /&gt;Przygotowanie kaszki trwa co najmniej kilka minut a dziecko nie rozumie coto znaczy "poczekaj, zaraz będzie twoje jedzonko".Krzyczy.Bierzesz dziecko na ręce i próbujesz szykować jedzenie, rozsypując pokuchni kaszkę i wylewając połowę wody na podłogę. Dodajesz do kaszyzupkę próbując oszukać dziecko i wepchnąć w nie trochę witamin zmieszanych zkaszką, bowiem odmawia konsumpcji samej zupy.Sadzasz dziecko do krzesełka ( płacz ) i podajesz obiadek.( większypłacz ) Czekasz bezskutecznie aż dziecko się uspokoi . Odstawiasz jedzenie nietłumacząc dziecku, ze raczej powinno zjeść, bo każdy słoik z zupką kosztuje&lt;br /&gt;średnio jakieś trzy zeta i jak nie zje, wyrzucisz kasę w błoto. Dajeszpierś. Źle. Nie chcę !!! - mówi syn i próbuje zjadać twoją upapranązupką podkoszulkę. ( Czystych podkoszulek nie masz, bo rano syn upaprał ciępreparatem z żelazem a reszta jest nie uprasowana lub się nie nadaje bo jest zagorąco żeby je zakładać )Po krótkiej awanturze, donośnych krzykach, które usiłujesz lekceważyć (krótko, w obawie, ze sąsiedzi wezwą policje bo w lokalu obok ktoś znęca się&lt;br /&gt;nad dziećmi ) bierzesz dziecko na ręce ale ponieważ waży ponad osiem kilo, niejesteś w stanie za długo go tak trzymać. Odkładasz na matę edukacyjna. Chceci się siusiu, jeść, pić i masz dość awantur. Awantura trwa. Po kilkunastuminutach i kilku próbach uśpienia - dziecko zasypia.&lt;br /&gt;W czasie, kiedy śpi zastanawiasz się co robić najpierw: zjeść, wypić kawę,zadzwonić do koleżanki, przeczytać gazetę czy usiąść przy kompie i odczytaćstare mejle. A może popisać głupoty ????&lt;br /&gt;Potem dziecko wstaje, grzecznie zjada i wychodzicie na spacer.&lt;br /&gt;A po południu wraca ojciec, dziecko i syn zachwyceni sobą spędzają resztę&lt;br /&gt;popołudnia razem.Czego ty chcesz - dziwi się ojciec - nasz syn jest super, wcale nie marudzi&lt;br /&gt;!!!!A potem wiecie, kąpiel, wieczorne mizianie i o 20:00 dziecko zapada w sen.A ty zmęczona razem z nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale i tak warto :)&lt;br /&gt;Po to, żeby potem mówić koleżankom, ze nigdy ale to nigdy nie było się złym&lt;br /&gt;na własne dziecko i ze to urodzony aniołek :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-7874867479357668983?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/7874867479357668983/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/06/modej-matki-dzien-jeden-z-wielu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7874867479357668983'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/7874867479357668983'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/06/modej-matki-dzien-jeden-z-wielu.html' title='Młodej matki dzień jeden z wielu.'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-2434328614729872507</id><published>2009-06-20T11:10:00.000-07:00</published><updated>2009-06-25T12:39:10.299-07:00</updated><title type='text'>zagadka</title><content type='html'>Czego może chcieć dziecko, które :&lt;br /&gt;- nie chce leżeć na plecach na macie edukacyjnej&lt;br /&gt;- ani na brzuchu na tejże&lt;br /&gt;- nie chce leżeć u mamy na brzuchu&lt;br /&gt;- ani w ogóle nigdzie leżeć&lt;br /&gt;- nie chce bawić się grzechotkami&lt;br /&gt;- nie chce siedzieć w swoim bujaczku&lt;br /&gt;- nie chce być noszone na rękach&lt;br /&gt;- nie chce jeść&lt;br /&gt;- nie chce ssać smoczka&lt;br /&gt;- nie chce przyglądać się swojemu odbiciu w lusterku&lt;br /&gt;- nie chce spać w swoim łóżeczku&lt;br /&gt;- nie chce słuchać Vivaldiego&lt;br /&gt;- ani tym bardziej piosenek w wykonaniu mamy&lt;br /&gt;- nie chce wyglądać przez okno będąc u mamy na rękach ( samo nie umie bowiem jeszcze siedzieć ani tym bardziej stać )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpowiedzi:&lt;br /&gt;- chce oglądać telewizję ( czego mu rzecz jasna nie wolno )&lt;br /&gt;- chce siadać, podciągane za rączki ( wtedy mimo tego, że cały dzień marudzi – cieszy się )&lt;br /&gt;- chce leżeć na golasa na przewijaku&lt;br /&gt;- chce spać wyprowadzone na spacer ( oczywiście wcześniej zrobiwszy awanturę podczas zakładania czapki i kurteczki )&lt;br /&gt;- chce być bujane w wózku ( ale w chwili układania w wózku robi awanturę ) i żeby szumiała suszarka i żeby można było zjadać kocyk&lt;br /&gt;- chce spać w wózeczku a nie broń Boże w swoim łóżeczku, najlepiej, żeby jeszcze mama bujała, to nic, że mama chce właśnie odzwyczaić od bujania i zasypiania w wózku zamiast w łóżku&lt;br /&gt;- chce żeby nosić je na rękach ale nie tak zwyczajnie, tylko podskakując hopsasa ! hopsasa !&lt;br /&gt;- chce iść w gości&lt;br /&gt;- albo żeby goście przyszli do niego i bawili się w a kuku ! lub inne takie śmieszne zabawy bo z mamą to już straszna nuda &lt;br /&gt;- chce, żeby je głaskać po główce lub potrzymać za rączkę lub obie rzeczy równocześnie&lt;br /&gt;- chce zjeść swoją rękę bo swędzą je dziąsełka z powodu wykluwających się w bólach zębów&lt;br /&gt;- chce posłuchać jak szumi suszarka bo to je uspokaja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albo żadne z powyższych bo &lt;br /&gt;- po prostu nie rozumie dlaczego w wieku czterech i pół miesiąca musi cierpieć z powodu jakichś głupich zębów i nikt mu nie chce pomóc&lt;br /&gt;- nudzi mu się tak ciągle leżeć na tej macie a mama tego w ogóle nie rozumie choć próbuje jej to od dziesięciu minut powiedzieć&lt;br /&gt;- i w ogóle wszędzie mu się nudzi i najlepiej żeby je mama nareszcie do hipermarketu na wycieczkę zabrała&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czego chce mama ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;POMOCY&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-2434328614729872507?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/2434328614729872507/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/06/zagadka.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2434328614729872507'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/2434328614729872507'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/06/zagadka.html' title='zagadka'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-4418766948504747245</id><published>2009-06-08T16:20:00.000-07:00</published><updated>2009-06-26T04:19:07.211-07:00</updated><title type='text'>Dziecko Idealne</title><content type='html'>„W pracy odpoczywam od dziecka” – odpowiedziała Matce koleżanka, która wróciła do fabryki po urlopie wychowawczym. „ Dzieckiem zajmuje się mój brat, jest bardzo przejęty”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mój Boże” – myśli sobie Matka. – „No tak, brat to przecież sprawdzona opiekunka, a nie jakaś niepewna baba z ogłoszenia, którą żeby sprawdzić czy właściwie opiekuje się dzieckiem podgląda się ukrytą pod stołem kamerą.”&lt;br /&gt;„Mój Boże” – myśli Matka, która marzy o tym, by mieć Dziecko Idealne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziecko Idealne to takie, które:&lt;br /&gt;1/ przesypia całą noc ( no, w ostateczności budzi się dwa razy, łyknie wody z kubka – niekapka i na powrót zapada w sen )&lt;br /&gt;2/ przesypia całą noc we własnym łóżeczku ( z przerwą na picie – jak wyżej )&lt;br /&gt;3/ ząbkuje bezboleśnie, tym samym nie komplikując życia sobie i najbliższemu otoczeniu,&lt;br /&gt;4/ podczas zmiany pieluchy bez ruchu leży na pleckach i cierpliwie znosi czynności ( ostatecznie rusza się ale nieznacznie, bawiąc się ulubiona zabawką i uśmiechając słodko do Matki ) – zamiast uciekać. Podtrzymywane nie szamocze się , nie krzyczy i nie ucieka wymazując wszystko dookoła kupą&lt;br /&gt;5/ zjada pięć posiłków dziennie ( zgodnie z wytycznymi z „mądrych” gazet ) uszczęśliwiając tym samym Matkę oraz resztę rodziny, zamiast żywić się powietrzem i na siłę wciśniętymi do buzi kilkoma łyżeczkami kaszki lub zupy,&lt;br /&gt;6/ od urodzenia umie pić z butelki a nie mozolnie się tego uczyć w dziewiątym miesiącu życia, po wypróbowaniu wszelkich możliwych rodzajów butelek i smoczków dostępnych w pobliskich sklepach,&lt;br /&gt;7/ na spacerze grzecznie siedzi w wózeczku, rozglądając się ciekawie dookoła, a kiedy poczuje się zmęczone grzecznie zapada w sen ( zamiast prężyć się podczas sadzania do pojazdu a po kwadransie wożenia domagać się noszenia na rękach ale tak, żeby można było swobodnie w powietrzu raczkować )&lt;br /&gt;8/ nie wkłada do buzi wszystkiego co popadnie&lt;br /&gt;9/ grzecznie się bawi swoimi zabawkami, zamiast wyszukiwać sobie niby-zabawki czyli przykurzone kable od komputera, piloty do sprzętu rtv, żelazko, spinacze do bielizny;&lt;br /&gt;10/ nie zdejmuje skarpet ani bucików;&lt;br /&gt;11/ po kąpieli nie ucieka mokre lecz czeka aż zostanie ubrane w piżamkę;&lt;br /&gt;12/ nie awanturuje się podczas wyjmowania z wanny;&lt;br /&gt;13/ nie płacze kiedy na chwilę zostanie samo w pokoju;&lt;br /&gt;14/ kiedy jest senne – zasypia zamiast krzyczeć wniebogłosy, wyrywać się i interesować tym, co niepotrzebne;&lt;br /&gt;15/ nie budzi się w nocy , bo myśli że już jest rano i można się znów bawić i torturować rodziców;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze szereg innych, o których Matka chwilowo zapomniała, bo obudzona o 3:02 nie wypoczęła dostatecznie….&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-4418766948504747245?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/4418766948504747245/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/06/dziecko-idealne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4418766948504747245'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/4418766948504747245'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/06/dziecko-idealne.html' title='Dziecko Idealne'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-914801957880318441</id><published>2009-06-05T16:00:00.000-07:00</published><updated>2009-06-25T12:55:21.039-07:00</updated><title type='text'>Podanie</title><content type='html'>Matka – wariatka uprasza o przyznanie tygodniowego urlopu wypoczynkowego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powód:&lt;br /&gt;Zmęczenie materiału.&lt;br /&gt;Poszukiwana osoba / osoby chętne zastąpić matkę podczas jej nieobecności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uzasadnienie:&lt;br /&gt;Matka jest zmęczona. Wstyd się przyznać, co ? Czym niby zmęczona, skoro do pracy nie chodzi? Otóż w domu ciężko pracuje. Myślałby kto, że opieka nad niemowlęciem to niby ciężka praca ? No, otóż ciężka. Dodatkowo – dwudziestoczterogodzinna. Z innej, żeby nie wiadomo jak ciężkiej – wychodzi się po ośmiu godzinach a jeśli zostaje się na nadgodziny – to pracodawca za to płaci. &lt;br /&gt;Odpoczywaj – radzi gazeta – kiedy dziecko śpi – ty też ucinaj sobie drzemkę.&lt;br /&gt;Jasne, jasne – odpowiada matka – wariatka, której dziecko budzi się o szóstej nad ranem, kiedy to właśnie ona myśli o ucięciu sobie jeszcze co najmniej dwugodzinnej drzemki.&lt;br /&gt;Do wyboru ma albo spać kiedy śpi jej syn albo też wyjść na spacer, bo dziecko się tego domaga ( przeważnie na porannym spacerze zapada w sen a zatem zgodnie z radą z gazety matka powinna także zdrzemnąć się na ławeczce na placu zabaw porzucając dziecko na pastwę losu ). Ostatecznie może spać razem z dzieckiem ale co zrobić, kiedy jest zmęczona i marzy o półgodzinnej drzemce a dziecko ani myśli i hasa w najlepsze lub co gorsza płacze i domaga się przytulania, głaskania i noszenia na rękach ?&lt;br /&gt;Rozwiązanie jest proste :&lt;br /&gt;Załatw sobie pomoc, matko – wariatko.&lt;br /&gt;Od czego niańki, od czego babcie, od czego kuzynki na wakacjach ????&lt;br /&gt;Na niańkę matki nie stać, bowiem właśnie zrzekła się dobrowolnie powrotu do fabryki na czas jakiś po to, aby sama nianką być. Babcie pracujące ( dziwne, co nie ? Większość babć przecież nie pracuje i pomaga w opiece nad wnuczętami ) a kuzynki poza miejscem zamieszkania. &lt;br /&gt;Ojciec dostępny popołudniami i w weekendy… (Ktoś na rodzinę zarabiać jednak powinien.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe, jak radzą sobie ze zmęczeniem inne matki. Może nie bywają zmęczone ? Może to tylko ta jedna taka dziwna ? &lt;br /&gt;Prawdopodobnie tak jest, bo matka nigdy od innej nie słyszała aby była zmęczona i pragnęła wyjechać na urlop. Sama. Bez dziecka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matka – wariatka chce !!!&lt;br /&gt;Wyjechać. Lub choćby wyjść z domu na cały dzień.&lt;br /&gt;Matka chce do fryzjera, kosmetyczki i do dentysty.&lt;br /&gt;Matka chce w spokoju pójść na zakupy ( wyprzedaże się zaczęły )&lt;br /&gt;Matka chce pójść z koleżanką do kina ( nie była od kiedy dziecko pojawiło się na świecie )&lt;br /&gt;Matka chce jechać do centrum i w spokoju wybrać wózek spacerowy dla dziecka ( nie trzymając wijącego się niemowlęcia w ramionach ani też nie zerkając nerwowo na zegarek i licząc minuty, które upłynęły od chwili opuszczenia przez nią domu )&lt;br /&gt;Matka chce przespać całą noc. Bez ani jednej pobudki.&lt;br /&gt;Chce położyć się spać o 22:00 i wstać nazajutrz o 10:00&lt;br /&gt;Chce w spokoju zjeść śniadanie&lt;br /&gt;Chce na tydzień zawiesić karmienie piersią&lt;br /&gt;Chce napić się kawy z mlekiem, przypomnieć sobie jak smakuje ptasie mleczko, twaróg ze śmietaną i szczypiorkiem oraz piwo. &lt;br /&gt;Matka chce mieć chwilę na to, aby ogarnąć nieład w szafach, szafkach i szafeczkach&lt;br /&gt;Chce uprasować nareszcie stos nie uprasowanych ubrań piętrzących się elegancko w wiklinowym koszu ( a nie jak do tej pory luzem na meblach )&lt;br /&gt;Chce kupić sobie książkę i w spokoju ją przeczytać&lt;br /&gt;Oraz zaległe, nie przeczytane gazety&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matka ma dość zabawy w złego policjanta: przemywania zaropiałych oczu, podawania niedobrych lekarstw, ubierania, rozbierania, wyciągania gili z nosa, robienia wszystkich tych niemiłych rzeczy, których dziecko nienawidzi i podczas których krzyczy donośnie. Matka chce, żeby ją ktoś zastąpił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matka – wariatka potrzebuje ODPOCZYNKU&lt;br /&gt;Syneczku kochany, skarbie mój najdroższy, kiedy mi na to pozwolisz ??????&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS: mamusia i tak po całym dniu w samotności, bez Ciebie, zatęskniłaby tak okropnie, że pod wieczór przybiegłaby po to aby schwycić Cię w ramiona, przytulić i zasnąć z Tobą w objęciach. &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-914801957880318441?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/914801957880318441/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/06/podanie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/914801957880318441'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/914801957880318441'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/06/podanie.html' title='Podanie'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4216476578534380745.post-5025817149946831532</id><published>2009-06-01T10:13:00.000-07:00</published><updated>2009-06-25T22:46:12.785-07:00</updated><title type='text'>Nowa Partia</title><content type='html'>Piąta trzydzieści. Płacz dziecka. Może nawet krzyk. Wyrwana ze snu otwieram jedno oko. Drugie śpi. Biorę dziecko na ręce i zgodnie ze scenariuszem odgrywanym co dzień najpierw tulę, potem daję pić a potem idziemy do kuchni po chlebek. Drugie oko nadal śpi a pierwsze marzy o tym, aby było już „za dwie godziny” bo wówczas syn zapada w drzemkę kończącą nocny sen i ja też będę miała szansę się wtedy zdrzemnąć.&lt;br /&gt;Spać, spać, spaaaaać, myślę całą sobą i aby się nieco przebudzić włączam radio.&lt;br /&gt;A ponieważ za chwilę eurowybory, natykam się na audycje wyborcze.&lt;br /&gt;W takich programach różni oszołomi mogą mówić co im ślina na język przyniesie, bez ładu i składu, propagować homofobię, nawoływać pielęgniarki i hutników przeciwko rządzącym elitom, by żyło się lepiej. Wszystko to o poranku, kiedy to normalny człowiek pije dopiero kawę aby dojść do siebie.&lt;br /&gt;Więc radio gada od rzeczy a ja w duszy obmyślam swój własny program wyborczy.&lt;br /&gt;1/ wydłużyć urlop macierzyński, tak, aby trwał 12 miesięcy z możliwością skrócenia, jeśli jakaś mama nie może doczekać się powrotu do pracy&lt;br /&gt;2/ zakazać pracodawcy czynienia fochów, jeśli pracownik, mama, ma pragnienie wrócić na urlopie wychowawczym do pracy na pół etatu&lt;br /&gt;3/ rozpropagować ideę przedszkoli przyzakładowych względnie dofinansowywać przedszkola dla dzieci pracowników, wybrane przez tychże&lt;br /&gt;4/ absolutnie i natychmiastowo rozpocząć budowę nowych placówek żłobko – przedszkolnych albowiem skandalem jest, że dzieci do wzmiankowanych instytucji muszą „dostać się”, podczas gdy powinny być bezwzględnie przyjmowane absolutnie wszystkie kandydujące&lt;br /&gt;5/ czym prędzej stworzyć przepisy umożliwiające tworzenie mini żłobków w domach&lt;br /&gt;6/ zezwolić na wjeżdżanie wózkami na tereny szpitali i przychodni&lt;br /&gt;7/ zwiększyć ilość autobusów niskopodłogowych, by usprawnić matkom z wózkami komunikację&lt;br /&gt;8/ wspierać działania i inicjatywy matek poprzez dofinansowywanie ich z budżetów gmin i miast&lt;br /&gt;9/ dla matki na macierzyńskim i wychowawczym – bezpłatna komunikacja albo chociaż bilet ulgowy&lt;br /&gt;10/ mandaty dla niewidomych pasażerów nie ustępujących ciężarnym lub matkom z dziećmi miejsca w komunikacji miejskiej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Samowolnie mianuję się niniejszym Prezeską Matek Wojujących i zastrzegam sobie prawo występowania w mediach z moim programem do czasu mianowania Zastępczej Matki Wojującej i powołania zarządu Organizacji.&lt;br /&gt;Hasło wyborcze:&lt;br /&gt;„Liga broni, liga radzi, liga nigdy cię nie zdradzi.”&lt;br /&gt;Juliuszu Machulski, mam nadzieję, że na czas kampanii udostępnisz hasło nieodpłatnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reszta punktów Programu będzie dopisywana sukcesywnie.&lt;br /&gt;Uprasza się Osoby Chętne do dołączenia do Organizacji o zgłaszanie dalszych postulatów.&lt;br /&gt;Z poważaniem,&lt;br /&gt;Matka wariatka&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4216476578534380745-5025817149946831532?l=zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/feeds/5025817149946831532/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/06/nowa-partia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5025817149946831532'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4216476578534380745/posts/default/5025817149946831532'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zpamietnikamatkiwariatki.blogspot.com/2009/06/nowa-partia.html' title='Nowa Partia'/><author><name>matka wariatka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
