Tak to już jest, że przyprowadziwszy po południu dziecko z placówki miałoby się ochotę posadzić je na trzy godziny przed telewizorem, następnie umyć, ułożyć do snu i cieszyć się względnym spokojem do rana.
Tak, tak, wiem, to tylko ja tak mam. Nikt inny. Większość, żeby nie rzec wszyscy pozostali rodzice spędzają popołudnia z pociechami w sposób kreatywny, twórczy i bardzo ciekawy.
No, my czasem też.
..........................................................................................................................................................................
Wcześniej:
Korzystając z tego, że Nowa spała, Jedna Taka postanowiła uprzątnąć w kuchennej szafie. Postanowienie wcieliła w czyn z tego względu, że nieład panujący wewnątrz mebla uniemożliwiał korzystanie z zapasów spożywczych w nim zgromadzinych. Opakowania przypraw zmieszane z pudełkami z ryżem i kaszą, mąka rozsypana na półce, resztki starych chrupek wszędzie i tego typu skarby sprawiały, że Jedna Taka przestała panować nad tym, co ma a czego brakuje. Doprowadziło to do zgromadzenia siedmiu opakowań ryżu i braku jakiejkolwiek kaszy.
Tak, tak, wiadomo, to tylko ona tak potrafi kuchnię zapuścić. Większość, żeby nie powiedzieć wszystkie, prócz niej, matki-opiekunki-kury domowe miały w swoich kuchniach idealny porządek, wszystko stało równiusieńko i żadne okruszki nie walały się na półkach.
Więc ona też tak chciała. I akurat nadarzyła się sposobność. Więc układała, segregowała, wyrzucała, przesypywała do pudełek i pudełeczek. Jednym słowem porządkowała.
Przeterminowanych rzeczy jednak nie wyrzuciła. Przeznaczyła na nie specjalny koszyk. Znalazły się w nim m. in. mąka kukurydziana, zeschnięta ciecierzyca, stare kiśle (kisiele?) i budynie oraz liczne inne zapomniane przez los i Wzorową Panią Domu artykuły, które nadawały się już tylko do wyrzucenia.
Lecz ona nie wyrzuciła. Zgromadziła. Następnie zostawiwszy rozgrzebany bajzel, udała się do placówki po syna.
A po powrocie:
- o, mamo! Mogę coś ugotować? - zapytało rozentuzjazmowane dziecko.
- tak. Masz tu swoje składniki i gotuj.
Dziecko przejęte zaczęło mieszać w garnku. Woda, mąka, kisiel, ciecierzyca, proszek do pieczenia, aromat waniliowy, przyprawa do grilla oraz wiele innych składników, które akurat znajdowały się w jego koszyku.
Wymieszał.
- Mamo, upieczemy babki! Włożymy to ciasto do foremek i upieczemy. I tak powstaną babki, wiesz?
- Nie
- Jak to nie? - zdziwiło się dziecko
- No nie, bo zrobiłeś niejadalne babki. Babki jadalne robimy z przepisu a Twoje były bez przepisu. To są niejadalne babki więc nie będziemy ich piekli.
- No to włożymy do zamrażalnika i zobaczymy co się stanie, dobrze, mamo?
- Zgoda.
JAk ustalili, tak zrobili.
W każdym razie oprócz zamrożonych babek w zamrażalniku znajdują się obecnie: słoik z wodą i pestkami papryki (woda oczywiście zamarzła), miseczka z wodą, kawałkami papieru i wtopioną w to łyżką (zamarznięte oczywiście) oraz zmoczone, zwinięte w kuleczki kawałki papierowych ręczników.
Więc, jakby co, zawsze będzie co do garnka włożyć żeby obiad upitrasić.
Jesteś absolutnie, zdecydowanie i nieodwołalnie
OdpowiedzUsuńwzorową matką :) zazdroszczę Ci takiego fajnego podejścia do matkostwa (!)
Pozdrawiam Noworocznie :)
no z głodu nie umrzecie! :)
OdpowiedzUsuńspryciarze ;) ciekawe! Zapraszam na blog o Zuzi: dziecko-cudu.blogspot.com
OdpowiedzUsuńte panie co to mają wszystko w szafkach poukładane są po prostu nudne;) "Tylko głupcy mają porządek, geniusz panuje nad chaosem":D
OdpowiedzUsuńNo pięknie. Ja to chyba z tych nieudanych w takim razie. Ryżu mam mało, ale makaronów Ci u nas na pewno dostatek. A jakbym jeszcze pozgarniała z szafek to co się porozsypywało to hoho ;)
OdpowiedzUsuń