Wstała o wschodzie słońca. Wyspana, bo Nowa od dawna już nie budziła jej w nocy. Wstała i wyszła na ganek swojego domu/ na taras mieszkania usytułowanego pod lasem. Ptaszki ćwierkały radośnie. Żadnych hałaśliwych samolotów. Żadnych motocykli. Żadnych głośnych sąsiadów. Cisza, spokój. Przeciągnęła się i wróciła do środka. Weszła do kuchni, gdzie małż akurat nalewał kawę do jej ulubionego kubka. Kawę z ekspresu, który działał. Wypiła kawę, ziewnęła i poszła do sypialni, gdzie Nowa akurat otwierała oczy.
Jak zawsze o 6:30. Nowa działała jak szwajcarski zegarek, dzięki czemu ona dokładnie mogła rozplanować swój dzień. Przewinęła Nową, nakarmiła i zostawiła ją w łóżeczku, bo Nowa tak lubiła. Poleżeć sobie grzecznie. Wróciła do kuchni i zaczęła robić śniadanie dla całej rodziny. Kiedy już stół był nakryty , mniej więcej za kwadrans siódma, poszła do łazienki aby wziąć prysznic. A gdy potem wróciła do kuchni - zastała tam rodzinę w komplecie - małż czekał ze śniadaniem, młody popijał kakao a nowa gaworzyła w bujaczku. Jedli rozmawiając o tym co ich czeka dziś w ciągu dnia. Młody siedział grzecznie gawędząc z rodzicami a kiedy się znudził rozmową zaczął przeglądać książkę o Franklinie. Nie odszedł od stołu, nie szarpał nikogo za rękawy szlafroka, nie nawoływał CHODŹCIE DO MOJEGO POKOJU!. Siedział. Zjedli, ona zebrała naczynia ze stołu i włożyła do zmywarki. Pustej, bo opróżnianie zmywarki wieczorem należało do obowiązków małża. Ponieważ ona ceniła sobie ład, porządek i systematyczność - rzadko pozwalała sobie na pozostawienie bałaganu na stole po spożytym w rodzinnym gronie posiłku. Następnie małżu zaczął szykować się do pracy a Młody udał się do swojej sypialni aby się ubrać. Nigdy nie było z tym najmniejszych problemów, zawsze wiedział co ma założyć, bowiem ona co wieczór szykowała ubranko i wieszała je na krześle tak, aby rano nie zaprzątać sobie głowy wybieraniem odzieży. Syn bez protestów ubieral się w to, co było przygotowane. Robił to samodzielnie, od dawna już umiał się sam ubrać. Ponieważ małż miał akurat małe opóźnienie, Młody grzecznie przysiadł w fotelu i przeglądał leżące opodal książeczki, zamiast, jak niektóre, znane im dzieciaki tupać i łomotać pod drzwiami wyjściowymi.
Jak zawsze o 6:30. Nowa działała jak szwajcarski zegarek, dzięki czemu ona dokładnie mogła rozplanować swój dzień. Przewinęła Nową, nakarmiła i zostawiła ją w łóżeczku, bo Nowa tak lubiła. Poleżeć sobie grzecznie. Wróciła do kuchni i zaczęła robić śniadanie dla całej rodziny. Kiedy już stół był nakryty , mniej więcej za kwadrans siódma, poszła do łazienki aby wziąć prysznic. A gdy potem wróciła do kuchni - zastała tam rodzinę w komplecie - małż czekał ze śniadaniem, młody popijał kakao a nowa gaworzyła w bujaczku. Jedli rozmawiając o tym co ich czeka dziś w ciągu dnia. Młody siedział grzecznie gawędząc z rodzicami a kiedy się znudził rozmową zaczął przeglądać książkę o Franklinie. Nie odszedł od stołu, nie szarpał nikogo za rękawy szlafroka, nie nawoływał CHODŹCIE DO MOJEGO POKOJU!. Siedział. Zjedli, ona zebrała naczynia ze stołu i włożyła do zmywarki. Pustej, bo opróżnianie zmywarki wieczorem należało do obowiązków małża. Ponieważ ona ceniła sobie ład, porządek i systematyczność - rzadko pozwalała sobie na pozostawienie bałaganu na stole po spożytym w rodzinnym gronie posiłku. Następnie małżu zaczął szykować się do pracy a Młody udał się do swojej sypialni aby się ubrać. Nigdy nie było z tym najmniejszych problemów, zawsze wiedział co ma założyć, bowiem ona co wieczór szykowała ubranko i wieszała je na krześle tak, aby rano nie zaprzątać sobie głowy wybieraniem odzieży. Syn bez protestów ubieral się w to, co było przygotowane. Robił to samodzielnie, od dawna już umiał się sam ubrać. Ponieważ małż miał akurat małe opóźnienie, Młody grzecznie przysiadł w fotelu i przeglądał leżące opodal książeczki, zamiast, jak niektóre, znane im dzieciaki tupać i łomotać pod drzwiami wyjściowymi.
- Poczytasz mi mamo? - zagadnął.
- Oczywiście - odpowiedziała ona kładąc Nową na macie edukacyjnej - mamy jeszcze trochę czasu.
- Bardzo lubię swoje przedszkole - powiedział Młody na do widzenia - mógłbym tam nawet nocować, tak tam jest fajnie. Pa mamo, pa siostro, tato chodź, bo się spóźnimy.
- Pa, rodzino, pożegnała ona swoich mężczyzn i pomachała im na do widzenia. Wiedziała, że przed siedemnastą obaj będą z powrotem w domu.
Nakarmiwszy Nową odłożyła ją do łóżeczka i wyszła z pokoju. Nowa od urodzenia zasypiała samodzielnie i naprawdę ona nie rozumiała nic z tych historii opowiadanych przez koleżanki o godzinnym noszeniu na rękach lub bujaniu w wózku. Jeny, to musi być prawdziwa masakra, taka strata czasu. I obciążenie dla kręgosłupa. Wychodząc z sypialni rzuciła okiem na kosz pełen upranych rzeczy, czekających na prasowanie. Ach, drobiazg, przecież dziś środa, w środę o jedenastej zawsze przychodzi pani do prasowania. Ona sobie z tym wszystkim poradzi w okamgnieniu. Przy okazji przypomniało jej się, że trzeba rozwiesić nową partię upranych szmat, bo akurat wczoraj nastawiła pranie zbyt późno i nie zdążyła tego zrobić poprzedniego wieczoru. Kiedy już skończyła - poszła do kuchni i przystąpiła do robienia obiadu. Nie dręczyły jej koszmary w stylu "co dziś na obiad", ponieważ zawsze w niedzielę po południu siadała z zeszytem w ręku i planowała posiłki na cały tydzień. Uprzednio zrobiwszy przegląd spiżarni. Po to, by nie kupować niepotrzebnie szesnastej paczki makaronu. Ona po prostu zawsze miała w domu to, co było jej potrzebne. Nie musiała biegać do sąsiadów po przysłowiową sól. W dodatku zawsze miała czas, by ugotować to, co zaplanowała. Jadała także bardzo regularnie, pięć posiłków dziennie, o ściśle określonych porach. Kiedy już obiad był przygotowany a Nowa nadal spała (ach, co z niej za śpioszek!), ona włączyła komputer aby rozejrzeć się co tam w internecie. A czasem dzwoniła do znajomych, którzy poirytowani szybko kończyli rozmowy hasłem "muszę kończyć, zdzwonimy się". Dziwne, nie mieli czasu na pogawędkę przed południem? Czasem któraś koleżanka miała akurat czas, lecz to ona kończyła szybko, bowiem w słuchawce nie było słychać nic prócz płaczów i zawodzeń dziecinnych. Dziwne jakieś te dzieci znajomych, płaczą, przeszkadzają i ogólnie zatruwają życie. Moje to jednak kochane aniołeczki - zachwalała je w duchu. Potem szła na spacer, czasem wsiadała z Nową w samochód i razem jechały na zakupy. Generalnie miała dużo czasu dla siebie, dwa razy w tygodniu zostawiała Nową z opiekunką i z butelkami pełnymi mleka i szła sobie na zajęcia do fitness klubu. Nie rozumiała tych matek, które twierdziły, że po pierwsze ich dzieci nie umieją pić z butelki ze smoczkiem a po drugnie nie będą przecież dawały sztucznego mleka niemowlętom. Ona z tym nigdy nie miała problemów, przecież nic się nie stanie, gdy od czasu do czasu dziecko dotanie sztuczny pokarm. Przynajmniej jej dziecku nic się nie stało. Czytała dużo książek, zapisała się na kurs hiszpańskiego i ogólnie chwaliła sobie macierzyństwo. Nigdy jej się nie zdarzyło spędzić całego dnia w piżamie, z potarganymi włosami i szałem w oczach. Zawsze pięknie uczesana, perfekcyjnie umalowana, ubrana jak trzeba. Zawsze miała w torebce szminkę i tusz do rzęs a klucze od mieszkania ani kluczyki od samochodu nigdy jej nie ginęły. Podłogi lśniły czystością a kurz był ścierany z półek zanim się na nich pojawił.
Po południu wracał mąż i syn, razem jedli posiłek i opowiadali sobie jak minął im dzień. Dziecko opowiadało o kolegach, którzy siedzieli na karnym krzesełku, bo opluli albo pogryźli a ona ze zgrozą wysłuchiwała tych mrożących krew w żyłach historii. Dowiadywała się co syn zjadł na obiad i na podwieczorek, jakiej piosenki się nauczył i podziwiała jego piękne prace plastyczne.
- A gdzie Nowa - pytał brat - strasznie się za nią stęskniłem.
- Śpi
- A, to nie będę jej budził, pójdę się pobawić do mojego pokoju. Wyjdziemy potem na plac zabaw mamo?
- Oczywiście, syneczku.
Szli na plac zabaw, Nowa grzecznie leżała w wózku, syn grzecznie się bawił, żadnych awantur, krzyków czy obsypywania piaskiem innych. Razem spędzali czas. Mąż w tym czasie wypoczywał po pracy lub uprawiał sporty. Nigdy nie usłyszała od syna tekstów w stylu "nie lubię cię, mamo".
Wieczorem, przed 20:00 dzieci były już umyte i nakarmione. Nowa odłożona do łóżeczka zasypiała po chwili, starszy nie marudził podczas mycia zębów i nie domagał się czytania czterdziestu książeczek. Wiedział, że po dwóch światło zostanie zgaszone a on ma zasnąć słodko, by następnego dnia obudzić się wypoczętym i w odbrym humorze.
Wieczorem on i ona mieli czas dla siebie.
Czy ktoś Wam kiedyś opowiedział piękniejszą bajeczkę?
hmmm chyba ja jednak wolę mojego nieprzewidywalnego Młodego :) chyba nudno by mi tak było...
OdpowiedzUsuńpozdrawiam.
wow. rozbawiło mnie to naprawdę, potrzebowałam dziś takiej bajki, bo od pierwszego mrugnięcia powieką mam koszmarny dzień... moja mała ma dziś jakieś napady maniakalno-depresyjne, ja chyba coś gorszego... a tu taka miła opowieść, dzięki :)
OdpowiedzUsuńNie obraziłabym się na los gdyby zesłał mi jeden taki dzień ;-))
OdpowiedzUsuńpiękna to bajeczka, eeech (cztery sztuki maniakalno-depresyjne pozdrawiają;)
OdpowiedzUsuńSłodkie! :)
OdpowiedzUsuńA ja tak mam! No prawie. Ale mam 1 dziecko - 14 miesięczne. I prowadzę swoją firmę, dziecko jest zawsze ze mną. Da się. Warunkiem koniecznym jest tylko anielskie dziecko, podobne do tege które mnie się trafiło :) Pozdrawiam i życzę spokoju
OdpowiedzUsuńcuuudna ;)
OdpowiedzUsuńCzytałam, czytałam i spodziewałam się "i wtedy zadzwonił budzik///dziecko zaczęło wołać mama!!!" piękny sen byłby, ale bajka też super:)
OdpowiedzUsuńPopłakałam się prawie :)))... ze śmiechu oczywiście.
OdpowiedzUsuńCudne ale w takiej bajce to jak w dniu świra, długo w takim świecie nie dałoby się chyba wytrzymać...przerażająco idealnie.
Przez chwilę myślałam, że coś ze mną nie tak, na szczęście doczytałam do końca:)
OdpowiedzUsuńpopłakałam się ze śmiechu :-)
OdpowiedzUsuńcoś pięknego, jeden taki dzień poproszę :) nie ma chwili abym nie błagała o cierpliwość do mojej dwójki. pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziewczyno, czekam na książkę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Taka Jedna z Taką Dwójką