No tak, każdy z nas, a jesli nie każdy, to pewnie większość ma jakiś ukochany przedmiot z dzieciństwa. Nie mówcie, że nie.
Tylko czasem mówi się "nie pamiętam" albo "ja nie miałam/nie miałem" a potem myślami wraca do ukochanego kocyka/ misia/ podusi i żałuje gorzko, że się go nie zatrzymało aż do teraz. A nuż byłby wsparciem w trudnych chwilach dorosłego życia?
W każdym razie synalcio pokochał różowy kocyk. Dramat był, gdy trzeba go było uprać.(kocyk, nie syna). Dwudniowym dramatem skończyło się także rozstanie z kocykiem w przedszkolu. Panie zakazały przynoszenia, bo dziecko nie rozstawało się z nim na krok. Co powodowało możliwość poważnych uszkodzeń ciała - a to się potknie, a to podetknie innemu dziecku pod nogi, a to zapodzieje....
Cóż, rozstanie nastąpiło, lecz w domu przyjaźń nasiliła się w dwójnasób. Sen bez koca - nie-mo-żli-wy.
No dobra, każdy ma prawo mieć przyjaciela, choćby i nim był kocyk.
Ciekawie zaczęło być dopiero, gdy do kocyka dołączył Misiaczek. Więc teraz należało przed snem, lub w chwilach naprawdę ciężkich, mieć przy sobie zarówno kocyk jak i misiaczka. I spać z obydwoma (obydwojgiem?). Na szczęście przyjaciele mięciutcy, więc ich obecność nie utrudniała komfortu snu.
A potem do towarzystwa dołączyła biała piłeczka. Tak więc mamy już trójkę ukochanych przyjaciół. Trójkę jeszcze da radę pomieścić w jednej ręce, choć pozbieranie ich rano, po przebudzeniu sprawia niejaką trudność.
Aż tu nagle, ni stąd ni zowąd do trójki przyjaciół dołączył zielony samochodzik. Sprawiło to pewien kłopot, bowiem wszystkich naraz nie dało się przenieść do drugiego pokoju. A przecież przyjaciele muszą z dzieckiem oglądać rano i po południu bajeczkę. Wiec było tak: ty mamo weźmij mój kocyk a ja wezmę misiaczka, piłeczkę i samochodzik. Albo na odwrót: ja, mamo wezmę kocyk a ty weźmij misiaczka, piłeczkę i samochodzik.
Zdarzały się sytuacje dramatyczne, kiedy to misiaczek lub piłeczka zgubiły się pod kołderka podczas snu. Wówczas dziecko budziło się z płaczem i wołało: mamooo/ tatooo, zgubiłem swoją piłeczkę! Krzyki i nawoływania trwały dopóty, dopóki wzywany rodzic nie doczłapał niechętnie do pokoju potomka i nie odnalazł zagubionego przyjaciela.
Niedawno do grona dołączyła żółta kuleczka.
Jak myślicie, co będzie następne?
I może należy kupić specjalny pojemnik na skarby, aby z rąk nie wypadały podczas codziennego transportu?
Taką małą walizeczkę na kółkach ;)
OdpowiedzUsuń na zawszeniedługo i walizka może okazać się za mała...
OdpowiedzUsuń na zawszemoja młoda też ma kilkoro przyjaciół do spania, za każdym razem kiedy wstaje w nocy napić się [a zdarza się to wyjątkowo często jak na tak dużą kobietę] najpierw dzieli się z przyjaciółmi. każdemu przykłada do buzi butelkę/kubek, malaszcze za pluszaka i następny... takie picie zajmuje nam ok 10 minut :)
OdpowiedzUsuń na zawszeMoja Zośka jest na razie na etapie różowego kocyka z przyszytą głową misia (takie 2 w 1).Narzuca go sobie na głowę i śpi. Zastanawiam się czy misia/kocyka nie zlikwidować bo dziecię ma dopiero 4 m-ce więc może nie odczuje straty a później będzie dużo trudniej się rozstać.
OdpowiedzUsuń na zawsze