Tak, tak, przypominam sobie jak wielokrotnie powtarzałam sobie w myślach, z pogardą obserwując dwulatki zapychane kajzerkami po 30 groszy sztuka, że moje dziecko to nigdy a razowe pieczywo to zawsze i w ogóle, kto to słyszał taką truciznę zjadać.
Tak, tak, nie wypieram się.
Czas upływał, dziecko zaczęło spożywać inne potrawy niż matczyne mleko oraz eko-słoiczkowe zupy zagranicznych producentów. I choć protoplaści nie spozywają tego typu pieczywa ani też nie reklamuje się go w telewizji, dziecko nie wiedzieć kiedy zagustowało w dmuchanym, napompowanym chemią pieczywie.
Buuuułkę!!! Nawoływało w okolicach sklepów. Buuuułkę!!! Tak w nieskończoność. (Wy, rodzice małych wrzaskunów doskonale wiecie o czym mówię. )
-Dlaczego ustepowałaś - tak, już słyszę te szydercze i pełne wyższości zapytania.
Hmm, może dlatego że czasem lubimy mieć trochę świętego spokoju? A może dlatego, że raz na jakiś czas udawało się zapchać dziecko bułką razową? A może jeszcze z jakiegoś innego powodu? Kto wie, dlaczego czasem robi się w życiu rzeczy, o tórych wie się, że nie powinno się ich robić?
Mniejsza.
Potem było jeszcze gorzej.
Sprawnie biegający dwulatek był w stanie w dzikim pędzie podczas zakupów w spożywczaku dobiec do regałów z pieczywem i własnoręcznie zapolować na najpiękniejszy okaz. Oraz co gorsza, zjeść , zanim zdążyliśmy podejść do kasy.
"Oj, jak ładnie dziecko je" - zachwycały się przygodni napotykane podczas spaceru nieznajome.
Matka tylko wzdychała i przewracała oczami. "Ta, jasne" - komentowała w myślach.
Po wielokroć zdarzało się, że nieszczęsna bułka wypadła dziecku z ręki, niestety już poza obrębem sklepu, w którym została nabyta.
Rodziców, których taka przygoda nie spotkała, ostrzegam zawczasu: nie ryzykujcie tego, co może nastąpić potem!!!
Nauczona przykrymi doświadczeniami (przykre to dość delikatne określenie) matka kupowała po dwie bułki aby na wypadek przykrych zdarzeń uniknąć dzikich ryków i wicia się po chodniku, lub co gorsza prób zjadania pieczywa z brudnych i zadeptanych chodników.
Drodzy rodzice, jaki morał płynie z tej krótkiej historii?
Kiedy Twoje dziecko zjada wszystko, niczym odkurzacz, możesz zaryzykować i nie kupić kajzerki. I bić się o to z nim w sklepie.
Albo nie, jeśli nie masz siły na kolejną tego dnia awanturę.
Natomiast, jeśli wiesz, że Twoje dziecko od rana nie zjadło nic i jest wściekle głodne, radzę - nie ryzykuj.
Zapchaj bułką i miej trzy minuty spokoju w ciągu dnia.
Albo zróbcie po swojemu, jak tam chcecie.
Tylko nie prychajcie pogardliwie na widok zapychanych dmuchanymi bułami dzieciaków.
Never, never :-) Nigdy nie prycham na zapchane dmuchaną bułą dziecko, ponieważ doskonale znam sytuację :-))
OdpowiedzUsuń na zawszeZ kądś to znam..tyle, że ja prychałam na jakiekolwiek przekąski w czasie spaceru...a teraz? Jakie to szczęście, że ktoś wymyslił paluszki, chrupki kukurydziane...ryżowe i inne zapychacze. Taaak...punkt widzenia zależy od tego po której stronie wózka człapiemy ;)
OdpowiedzUsuń na zawszeNie prychamy, nie prychamy, a przynajmniej nie ja, rękami i nogami podpisuję się pod tym co napisałas oczywiście w wymiarze razy dwa ... czyli u mnie zawsze wszystkiego jest poczwórnie bo a nóż widelec jeden zje szybciej od drugiego a wtedy oj nie na moją wrażliwość widok dziecka z oczami wetknietymi w jadalne coś w rączkach tego drugiego... A jadalne cos to juz temat na osobną historię ... Bo ja solidaryzująca się ze zdrowym odzywianiem jak najbardziej ulegam czasem bułeczkowym przysmakom i czasem udaje mi się przemycić tę z ziarnami a czasem to tylko dmuchana poduszeczka z wyglądu bułka zwaną ... a życie toczy się dalej. Pozdrawiam cieplutko.
OdpowiedzUsuń na zawszeTo międzynarodowy spisek piekarzy, żeby dzieci lubiły to co jest najmniej pracochłonne i odżywcze! Moje nestety też świrują zwłaszcza na widok chałki.
OdpowiedzUsuń na zawszeMojej córci, jako dwulatce, udało się oblizać z lukru kilka bułek drożdżowych przy pełnej wyrozumiałości akcpetacji personelu ;-)
OdpowiedzUsuń na zawszeNa lukrze poprzestała...
Pozdrawiam!
niech żyją krakowskie precle! ;)
OdpowiedzUsuń na zawszeIdę ze swoim 2,9 obecnie latkiem do supermarketu. On od razu i z marszu do pólek z pieczywem oznajmiając "mama bułeckę". I sobie bierze i zajada a na ladzie ląduje potem ogryzek. Wolę jak zajmie się ta bułką niż przestawia towary na półkach po swojemu albo ucieka pomiędzy regałami. A że jest niejadkiem ogólnie to taka bułka mu nie zaszkodzi ;-).
OdpowiedzUsuń na zawszeSłowem - nie jesteś sama a prychanie na to wszystko zupełnie mi nie w głowie :-).
Pozdrawiam!
A ja trochę nie na temat... Ja proszę, błagam, żądam wręcz bezprawnie o częstsze wpisy. Szanowna Matko Wariatko, zakochana jestem w tym blogu i żyć bez niego nie mogę i uzależniłam się, tak więc niniejszym zwracam się z ogromną prośbą: częściej, więcej, częściej, więcej, częściej, więcej… Z głębokim ukłonem inna matka 4 latki
OdpowiedzUsuń na zawszeMatko wariatko ;) Inspirujących i wesołych ! Ciepła, spokoju duszy, poczucia spełnienia i sensu ... ;)
OdpowiedzUsuń na zawszeWięcej i częściej - trudna sprawa. Czasem inspiracji, natchnienia, pomysłów albo sił i czasu brakuje.
OdpowiedzUsuń na zawszeu mnie etap bułeczki zakończony. teraz nadszedł etap cebularza :) zawsze w piekarni
OdpowiedzUsuń na zawsze