wtorek, 9 listopada 2010

Bułka

Tak, tak, przypominam sobie jak wielokrotnie powtarzałam sobie w myślach, z pogardą obserwując dwulatki zapychane kajzerkami po 30 groszy sztuka, że moje dziecko to nigdy a razowe pieczywo to zawsze i w ogóle, kto to słyszał taką truciznę zjadać.

Tak, tak, nie wypieram się.

Czas upływał, dziecko zaczęło spożywać inne potrawy niż matczyne mleko oraz eko-słoiczkowe zupy zagranicznych producentów. I choć protoplaści nie spozywają tego typu pieczywa ani też nie reklamuje się go w telewizji, dziecko nie wiedzieć kiedy zagustowało w dmuchanym,  napompowanym chemią pieczywie.

Buuuułkę!!! Nawoływało w okolicach sklepów. Buuuułkę!!!  Tak w nieskończoność.  (Wy, rodzice małych wrzaskunów doskonale wiecie o czym mówię. )

-Dlaczego ustepowałaś - tak, już słyszę te szydercze i pełne wyższości zapytania.

Hmm, może dlatego że czasem lubimy mieć trochę świętego spokoju? A może dlatego, że raz na jakiś czas udawało się zapchać dziecko bułką razową? A może jeszcze z jakiegoś innego powodu?  Kto wie, dlaczego czasem robi się w życiu rzeczy, o tórych wie się, że nie powinno się ich robić?

Mniejsza.

Potem było jeszcze gorzej.

Sprawnie biegający dwulatek był w stanie w dzikim pędzie podczas zakupów w spożywczaku dobiec do regałów z pieczywem i własnoręcznie zapolować na najpiękniejszy okaz. Oraz co gorsza, zjeść , zanim zdążyliśmy podejść do kasy.

"Oj, jak ładnie dziecko je" - zachwycały się przygodni napotykane podczas spaceru nieznajome.

Matka tylko wzdychała i przewracała oczami. "Ta, jasne" - komentowała w myślach.

Po wielokroć zdarzało się, że nieszczęsna bułka wypadła dziecku z ręki, niestety już poza obrębem  sklepu, w którym została nabyta.

Rodziców, których taka przygoda nie spotkała, ostrzegam zawczasu: nie ryzykujcie tego, co może nastąpić potem!!!

Nauczona przykrymi doświadczeniami (przykre to dość delikatne określenie) matka kupowała po dwie bułki aby na wypadek przykrych zdarzeń uniknąć dzikich ryków i wicia się po chodniku, lub co gorsza prób zjadania pieczywa z brudnych i zadeptanych chodników. 

Drodzy rodzice, jaki morał płynie z tej krótkiej historii?

Kiedy Twoje dziecko zjada wszystko, niczym odkurzacz,  możesz zaryzykować i nie kupić kajzerki. I bić się o to z nim w sklepie.

Albo nie, jeśli nie masz siły na kolejną tego dnia awanturę.

Natomiast, jeśli wiesz, że Twoje dziecko od rana nie zjadło nic i jest wściekle głodne, radzę - nie ryzykuj.

Zapchaj bułką i miej trzy minuty spokoju w ciągu dnia.

Albo zróbcie po swojemu, jak tam chcecie.

Tylko nie prychajcie pogardliwie na widok zapychanych dmuchanymi bułami dzieciaków.



11 komentarze:

  1. Never, never :-) Nigdy nie prycham na zapchane dmuchaną bułą dziecko, ponieważ doskonale znam sytuację :-))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Z kądś to znam..tyle, że ja prychałam na jakiekolwiek przekąski w czasie spaceru...a teraz? Jakie to szczęście, że ktoś wymyslił paluszki, chrupki kukurydziane...ryżowe i inne zapychacze. Taaak...punkt widzenia zależy od tego po której stronie wózka człapiemy ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Nie prychamy, nie prychamy, a przynajmniej nie ja, rękami i nogami podpisuję się pod tym co napisałas oczywiście w wymiarze razy dwa ... czyli u mnie zawsze wszystkiego jest poczwórnie bo a nóż widelec jeden zje szybciej od drugiego a wtedy oj nie na moją wrażliwość widok dziecka z oczami wetknietymi w jadalne coś w rączkach tego drugiego... A jadalne cos to juz temat na osobną historię ... Bo ja solidaryzująca się ze zdrowym odzywianiem jak najbardziej ulegam czasem bułeczkowym przysmakom i czasem udaje mi się przemycić tę z ziarnami a czasem to tylko dmuchana poduszeczka z wyglądu bułka zwaną ... a życie toczy się dalej. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. To międzynarodowy spisek piekarzy, żeby dzieci lubiły to co jest najmniej pracochłonne i odżywcze! Moje nestety też świrują zwłaszcza na widok chałki.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Mojej córci, jako dwulatce, udało się oblizać z lukru kilka bułek drożdżowych przy pełnej wyrozumiałości akcpetacji personelu ;-)
    Na lukrze poprzestała...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Idę ze swoim 2,9 obecnie latkiem do supermarketu. On od razu i z marszu do pólek z pieczywem oznajmiając "mama bułeckę". I sobie bierze i zajada a na ladzie ląduje potem ogryzek. Wolę jak zajmie się ta bułką niż przestawia towary na półkach po swojemu albo ucieka pomiędzy regałami. A że jest niejadkiem ogólnie to taka bułka mu nie zaszkodzi ;-).

    Słowem - nie jesteś sama a prychanie na to wszystko zupełnie mi nie w głowie :-).

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. A ja trochę nie na temat... Ja proszę, błagam, żądam wręcz bezprawnie o częstsze wpisy. Szanowna Matko Wariatko, zakochana jestem w tym blogu i żyć bez niego nie mogę i uzależniłam się, tak więc niniejszym zwracam się z ogromną prośbą: częściej, więcej, częściej, więcej, częściej, więcej… Z głębokim ukłonem inna matka 4 latki

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. Matko wariatko ;) Inspirujących i wesołych ! Ciepła, spokoju duszy, poczucia spełnienia i sensu ... ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. Więcej i częściej - trudna sprawa. Czasem inspiracji, natchnienia, pomysłów albo sił i czasu brakuje.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. u mnie etap bułeczki zakończony. teraz nadszedł etap cebularza :) zawsze w piekarni

    OdpowiedzUsuń na zawsze