Niczym z pozoru nie różni się od poranków z czasów urlopu wychowawczego. Istotną kwestią staje się czas.
Do pracy wszak należy zdążyć na umówioną wcześniej godzinę. Cóż, kiedy od rana wszystko nie tak i już pięć minut po przebudzeniu wiadomo, że ósma rano to stanowczo za wcześnie na rozpoczęcie życia biurowego matki mającej na głowie dwa miloiny więcej rzeczy do zrobienia niż biurowe nie-matki.
- chcę bajeczkę (standard)
- i mleczko (jak wyżej)
Te akurat wymagania nie wpływają znacząco na zdarzenia dnia, bowiem mają miejsce co dzień, bez względu na porę roku, warunki atmosferyczne i dzień tygodnia.
- nie chcę do przedszkola (cóż, synu, nie chcesz ale musisz)
- nie chcę kanapki (nie to nie, zjesz śniadanie w przedszkolu)
- chcę bułkę!!! - to już w drodze. "Nie ma czasu" (a, to nowość, zawsze przecież czas był) - odpowiada zasapana matka
- nie chcę wózkiem (tia, możesz sobie nie chcieć, przecież wiesz jaka jest umowa, jak nie pada - zawsze jeździmy wózkiem)
- autem chcę (nie ma mowy, korki, nie ma gdzie zaparkować itp)
- wiiiiiiiiiidną!!! (cóż, kiedy akurat popsuta)
- nie po schooooooooodach!!! (wrzaski słyszą mieszkańcy całego budynku, gdyż dziecko drepcząc niechętnie donośnym głosem wygłąsza opinię na temat popsutej windy)
- z tatuuuusiem (nic, że tatuś podąża w inną stronę i w dodatku na rowerze)
i najlepsze z repertuaru:
- nie chcę kurteczki!!!! (nieważne, że przyszła jesień i że siedem stopni na dworze).
Rozdygotana matka szamocze się (tak, tak, do dzieci trzeba z szacunkiem, cierpliwością, sposobem i delikatnie, tak, tak Wy wszyscy Przemądrzali Doradcy z gazet dla rodziców pewnie nigdy nie musieliście zdążyć do pracy na ósmą rano) z wierzgającym i wrzeszczącym potomstwem dusząc w sobie przekleństwa i inne niecenzuralne wyrazy.
A kiedy już silniejszemu uda się wygrać bitwę, pozostaje tylko pędęm do przedszkola i nawet nie ma czasu na łzy i wzruszenie przy rozstaniu, bo synu, naprawdę mi się bardzo ale to bardzo śpieszy a potem pęd do tramwaju, o tylko kwadrans spóźnienia i można przystąpić do pracy.
A jutro?
Jutro to samo!
Byle do weekendu.
Aby znaleźć pokłady cierpliwości na poranek matki pracującej należy sobie wyobrazić posiadanie jeszcze bliźniąt również w wieku przedszkolnym i zwizualizować ten poranek z trójką, potem z radością i całkowitym spokojem można przywitać kolejny dzień
OdpowiedzUsuńMbie to czeka za pół miesiąca. Biedne matki! Przedszkola powinny być w robocie...
OdpowiedzUsuń