czwartek, 15 lipca 2010

Plaża

Pamela, Pamela, wracaj tu, co tam sama poleciałaś – daje się słyszeć zza parawanu.

Zerkam – szczupła blondyna, najpewniej mama Pameli, uniosła się na łokciach i nawołuje w stronę brzegu morza. Obok szczupłej leży plackiem gruby. Milczy. Pewnie tato Pameli.

Tak oto opiekuje się swoim potomstwem pierwsza z brzegu rodzina na wczasach.

Niech się dziecko integruje z innymi, co nie, a my tu sobie nareszcie przy piwku, na słoneczku odpoczniemy, że hoho.

- Pameeeeeela.

Wróciła. Znaczy, wszystko gra. Nie utopiła się.

Nacieszywszy oko obserwacjami przyrody zagłębiam się ponownie w lekturę.

Nie na długo.

Zza kolejnego parawanu dochodzi dialog. Nadstawiam ucha.

- Olek, nie syp. Ładnie się baw – nakazuje długowłosa mama.

Olek dalej sypie.

- Olek, w tej chwili przestań! Nie syp. Olek sypie.

- Oliwier, do ciebie mówię!

- Oliwier przestaje.

Dotarło i do mnie, że Olek i Oliwier to jedna i ta sama osoba, lecz może jeśli Olek nie rozumie a Oliwier owszem, to należy zawsze w ten sam sposób się do dziecka zwracać?

Mijają chwilę, morze szumi, słońce przygrzewa.

Obok rozkłada się kolejna liczna dość rodzina.

Namiocik, kocyki, ręczniki, kąpielówki, łopatki, wiaderka…

- Weź no mnie, Milena, nasmaruj. Takie słońce praży. – nakazuje jedna mama drugiej mamie. Dookoła dziki tłum dzieciarni.

- Marcelina, nie syp!

Marcelina dalej sypie. Kto wie, może niechcący.

- Nożkurwa, co robisz? – z rodzicielską troską w głosie odzywa się mamusia.

Marcelina przestaje sypać, wykopawszy dół wsadza do niego nogi i tak siedzi.

Brat Marceliny tarza się w piasku.

A potem się im znudziło i postanowili się położyć koło mamusi. Mama zerka jednym okiem „ wynocha mi z tego koca z piachem” – nakazuje.

No tak, szkoda, że plaże nie są z betonu.

- Oriaaaaaaaana, Oriaaaaaaana – chodź, będziemy puszczać latawca!

Oriana pędzi co sił w nogach, dwa kilo piasku ląduje na moim kocu.

Mam ochotę użyć słów niecenzuralnych ale powstrzymuję się.

Nie jestem taka jak oni.

Jestem tu sama, bez dziecka.

Więc z dziką radością obserwuję zmagania tych nieszczęśników, którzy na wypoczynek przyjechali w towarzystwie własnych dzieci


Weekend bez dziecka to dobry czas na obserwacje.

I odpoczynek.

Gorąco polecam!

5 komentarze:

  1. Przypomniały mi się czasy dzieciństwa, gdy w każde wakacje wraz z rodzicami i siostrą jeździliśmy nad polskie morze :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. A imiona prawdziwe, czy zmienione? Normalnie poczułam się jak na plaży w Los Angeles conajmniej...

    OdpowiedzUsuń
  3. hmmm a co zrobilas z dzieckiem? ech jednym slowem zazdroszcze...ja swojej dwojki jeszcze dlugo sie pewnie "nie pozbede"

    OdpowiedzUsuń
  4. yhyhy,nieźle;)Święta racja przynajmniej kawałek urlopu powinno się spędzić bez dzieci;)

    OdpowiedzUsuń