Jako mama zafascynowanego pociągami dwuipółlatka postanowiłam zrobić mu wycieczkę. Męża nie było w domu ale nic to, pomyślałam sobie,dam radę, jak zawsze.
Dziecię moje biegać lubi i samochodem jeździć lubi, tym razem jednak czekała nas podróż autobusem a w następnej kolejności pociągiem. Wzięłam więc ze sobą spacerówkę, bo nauczona doswiadczeniem wiedziałam, że po pięciu minutach marszu dziecko się zmęczy i poprosi a/na ręce b/w wypadku, gdy bedziemy mieli wózek usiądzie w nim grzecznie.
Wsiedlismy wiec koło domu w 184 i zmierzamy w stronę dworca Warszawa zachodnia. W autobusie tłok, mimo tego (a moze właśnie dlatego), że to sobotni poranek. W miejscu dla wózków pan z mnóstwem pakunków (on i jego paczki takze jadą na zachodni).Nic to, synu, damy rade.
Jakoś dojechaliśmy, jakoś wysiedliśmy.
Przed nami pierwsze schody. Prowadzą one do tunelu, którym zmierza się w stronę peronów.
Dziecko za rączkę, wózek w drugą rączkę i tup tup tup - dziecko ostroznie tupta, wózek ochoczo skacze ze schodka na schodek.
Nie wiem co, gdyby dziecko chodzić nie umiało, nie mogło lub nie chciało.
Na szczęście umie i chce, po schodach zwłaszcza.
Na końcu tunelu kasa. W kasie bilet i na peron.
W góre, po schodkach, a jakże.
Tup, tup, tup na górę - dziecko za jedna rękę, w drugiej wózek - dobrze, że tani, to nawet jak się zepsuje lub matka z sił opadnie, to bez żalu porzuci.
Na peronie rozkład jazdy, pociąg nadjeżdża, wsiadamy.
Oto, mój synu, specjalnie dla ciebie, wycieczka z dworca zachodniego na wschodni, pociągiem, po torach, przez tunel i z widokiem na budowę stadionu z mnóstwem dźwigów i z prawdziwym panem maszynistą w zasięgu wzroku oraz z panem konduktorem, który na koniec podróży pomógł wyprowadzić wózek z pociągu (co sprawia pewien kłopot, bo dziura między wagonem pociągu a peronem dworca dość wielka)
No dobrze, oto i dworzec z mnóstwem torów, z mnóstwem pociągów. To co teraz robimy?
Jedziemy - zakomunikował syn.
Aaa, spodobało ci się? No to mój drogi, bilet powrotny kupić należy.
Tup, tup, tup po schodach w dół do hali głównej, do kasy, po bilet.
- Poproszę bilet na dworzec zachodni - mówi matka
- Na która godzinę? - zapytuje pani w kasie
- ? - dziwi się matka - a co za różnica
- Muszę wiedzieć - odpowiada miła pani - w informacji zapytać należy
Matka nie pyta i biletu nie kupuje nie mogąc wyjść ze zdziwienia po co to komu wiedzieć. Kupuje wrzeszczącemu i wyrywającemu się z wózka w stronę peronów dziecku babeczkę w piekarni.
Dlaczego na zachodnim nie pytali, o której chce odjechać a w tym samym mieście, choć za Wisłą, już jest to absolutnie niezbędne, aby bilet kupić?
Nic nie rozumiem - rozmyśla matka wspinając się z dzieckiem w jednej ręce i ze spacerówką w drugiej po schodkach na peron siódmy, gdzie przyjechała pociągiem kolei mazowieckich.
Skoro tu wysiedliśmy to i tu wsiądziemy - kombinuje.
Na peronie brak rozkładu jazdy, za to na peron obok wjeżdża pociąg.
Synu, chodu, pociąg nam zaraz odjedzie!
I po schodkach na dół, obie ręce zajęte, w jednej dziecko, w drugiej wózek, żeby go szlag.
Nie zdążyliśmy. Pociąg odjechał.
Więc stoimy na peronie szóstym i gapimy się na odjeżdżający pociąg a w tym czasie inny pociąg, innych kolei wjeżdża na peron siódmy, skąd dopiero co uciekliśmy w pogoni za pociągiem WKD na peron 6.
Biec? Gonić? Wspinać się po schodkach?
A co, jeśli znów nie zdążymy?
E,ee, zaczekajmy, w końcu i tutaj znów coś przyjedzie.
Więc czekamy. Bez rozkładu, bez biletów za to w towarzystwie wygłodniałych gołębi.
Pociąg nadjechał. WKD. „Z nami możesz podróżować na podstawie biletu ZTM” – głosił napis na każdych drzwiach kolejki.
- Bosko – pomyślała matka – taki akurat mam przy sobie.
Potem wysiadka na dworcu Warszawa Ochota, krótka wspinaczka po schodach i już po płaskim udaliśmy się na spacer w kierunku Muzeum Powstania Warszawskiego.
No to ile razy musiałam wejść i zejść z wózkiem po schodach?
I czy mnie to nie zniechęci do dalszych podróży?
piątek, 25 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz