"Okres od około 22 do 30 miesiąca życia jest okresem budowania przez dziecko zrębów własnej tożsamości. Najczęściej swoją odrębność zaznacza poprzez sprzeciw" pisze psycholog Dorota Marko - Wronka.
Synalek matki wariatki przedstawia książkowy przykład zbuntowanego dwulatka tworzącego zręby własnej tożsamości.
Bywa to trudne dla obydwu stron.
- Chcesz pić - zapytuje oto matka
- Nie chcesz - obowiązkowo z marszu odpowiada synalek. Gdyż jak wiadomo powszechnie zbuntowany dwulatek na każde zadane pytanie najpierw automatycznie odpowiada NIE. (No chyba, że jest to pytanie, czy chce obejrzeć bajeczkę na mini mini, wtedy odpowiedź jest zgoła odwrotna)
- Nie to nie, zmuszać nie będę - odpowiada matka wariatka i przystępuje do wkładania brudów do pralki względnie do budowania wieży z klocków - w zależności od sytuacji.
Nie mijają dwie minuty kiedy to dziecko postanawia jednak zmienić zdanie i głośno domaga się "piiiiiiiiiiić chcesz"!
Matka wzdychając i wznosząc oczy ku niebu oddala się aby przynieść napój spragnionemu potomstwu.
Problem picia jednakowoż w porównaniu z innymi przykładami tworzenia ZRĘBÓW własnej tożsamości jest doprawdy mało skomplikowany.
Dajmy na to taka wyprawa na dwór. Powszechnie przyjęte jest, że aby wyjść najpierw należy się odziać. Hmm.
- Nie chcesz ubrać - rozpacza dziecko wywijając odnóżami i kopiąc w co popadnie.
- On nie chce iść - komunikuje matce wariatce małżu
- Gdybym słuchała w tej materii swojego syna to od pół roku nie ruszylibyśmy się z domu - odpowiada matka wariatka jednym okiem przyglądając się zdarzeniu i starając się nie zwracać uwagi na krzyki a skupić się na rozwieszaniu mokrych ubrań na suszarce.
- I co teraz - dopytuje małżu?
Matka wariatka odkłada rozwieszanie na później (gdyż zależy jej by czym prędzej pozbyć się krzykacza z domu), bardzo niepedagogicznie i wbrew zaleceniom Mądrych Podręczników oraz Specjalistów stanowczo acz bez użycia siły powala małolata na łóżko, zakłada stosowne elementy garderoby ignorując ryki, wymachy i awanturnicze odgłosy, na koniec wyciera łzy i gluty z zaczerwienionej twarzy potomstwa i podpierając się pod boki komunikuje: gotowe!
Dziecko udaje przez pół minuty obrażone, następnie zapomina o całym zdarzeniu, jeszcze tylko awantura podczas zakładania kurteczki (nie taaaa, taaaaaaaaaaaaamta - woła) - tak tak, matka zna te uczone teorie, że należy dawać dziecku wybór itp, lecz problem w tym, że to i tak nie zawsze działa, czasem dziecko w szale olewa próby podręcznikowego traktowania co przyprawia o wrzody jego rodzicielkę i ma ona wówczas ochotę odwołać się do metod wychowawczych stosowanych przed trzydziestu laty....
To codzienność.
Podczas spaceru mamy do wyboru:
- pójść tam, dokąd się chce (piekarnia, warzywniak, spożywczak) ciągnąc za rękę awanturującego się bachora, który ma inne plany
- olać potrzebę zakupu pieczywa i jabłek i podążyć śladem małego wędrowca zafascynowanego otaczającym go światem
Po to tylko aby po awanturze w piaskownicy, w której dzieci wyrywają sobie zabawki nawzajem i nie pozwalają bawić się swoimi uciec w popłochu z protestującym dzieckiem pod pachą w stronę domu.
- Nie chcesz do domu, nie chcesz, nie chcesz, chcesz tu być!!! - rozpacza syn próbując wyrwać się z mocnych objęć.
Dzień bez krzyków, wymachów, protestów, łez i buntu będzie dniem, który matka wariatka odnotuje w rodzinnej kronice.
Pytanie tylko kiedy to nastąpi?
0 komentarze:
Prześlij komentarz