środa, 3 marca 2010

Dzień z życia dwulatka i jego Okrutnej Macochy

Jeżeli, czytelniku, siedzisz zamknięty przez kilka godzin dziennie w szklanym biurowcu uwikłany w szpony korporacyjnych procesów, zapewne uznasz tak spędzony dzień za nader ciekawy.
Cóż, być może masz rację, niemniej, zapewniam Cię, że na dłuższą metę z powodu monotonii można popaść w przygnębienie. Niemniej w ciągu tych miliona podobnych do siebie dni mają czasem miejsce zdarzenia godne uwagi a nawet zanotowania.
Zapewne tak samo jak w korporacji.

Oto w telegraficznym skrócie spis najważniejszych wydarzeń dzisiejszego dnia:
Jeden:
 - mama, chcę na parapet, patrzeć na dźwig
 - teraz nie mogę bo naleśniki smażę, nie mogę cię trzymać jak będziesz stał na parapecie
- na parapet chcę
- nie
Pomysłowe dziecko (lat dwa i trzy miesiące) podsunęło sobie krzesło do okna, wspięło się na nie a jako że matka głowę miała zwróconą w stronę patelni , korzystając z okazji wspięło się na parapet. Hop!
Na ten widok matce zjeżyły się włosy na głowie, ryknęła potężnie NIE WOLNOOOO, zabrała niesfornego bachora znad krawędzi przepaści i odstawia na podłogę. W tym samym czasie porcja naleśników uległa przypaleniu.
 Dwa:
W czasie gdy matka odkurzała okruszki dziecko wyło w niebogłosy, wyłączało odkurzacz zawodząc „nie możesz odkurzać, nie moooożesz, nieeee”. Matka próbowała nie wyjść z siebie i nie użyć metod wychowawczych jakie stosowano trzydzieści lat temu wobec takich skandalicznych zachowań.
Trzy:
Na pobliskiej budowie pracuje dźwig. Obowiązkowym punktem spaceru jest zatem obserwacja. Długotrwała. Dziś udało nam się obejrzeć przedstawienie pod tytułem „przyjechała betoniarka i wylała beton do ogromnego leja, który potem dźwig podniósł na haku do góry”.
Widzieliście kiedyś coś takiego?
Cztery:
Zdarzyła nam się przygoda pod tytułem „dziecko wdepnęło w psie gówno”
Pięć:
- Chcesz lizaka – zakomunikował dwulatek w warzywniaku
- Nie – zakomunikowała matka
- Chcesz lodu – dwulatek na to
- Nie – matka
Dziecko o dziwo przyjęło odmowę ze zrozumieniem, poprzerzucało marchewki z półki na półkę, pogawędziło chwilę z Panem Warzywo po czym bez słowa protestu oddaliło się w stronę piekarni
Sześć:
- Pani zaczeka – zawołał zaprzyjaźniony Pan Ochroniarz z parkingu strzeżonego
Czekamy. Pan biegnie do swojej budki i wychodzi z cukierkami
- Ale ja nie daję dziecko cukierków – tłumaczy się matka
-?????? – Pan Ochroniarz
- No nie
- Ale to moje imieninowe…
- No dobra – poddała się matka
Podziękowaliśmy i udaliśmy się w stronę domu. Matka miała nadzieję, że dziecko zapomni o cukierkach, które obiecała mu odwinąć z papierków dopiero w mieszkaniu.
Dziecko nie zapomniało, tak więc na podwieczorek była cukierkowa uczta.
Siedem:
- Dzień dobry – mówi napotkany pan sąsiad
- Dzień dobry odpowiada matka
- Się ma – odpowiada syn.

W międzyczasie przerwa na sen, posiłki, oglądanie bajeczki, kąpiel.
W przerwach między tymi czynnościami ataki szału na zmianę z wybuchami radości. Jak to u dwulatka.
Kto normalny by to wytrzymał na dłuższą metę?

2 komentarze:

  1. Przygoda nr cztery zdarza nam sie regularnie, wczoraj bilans spaceru dwie pary butów do mycia. Pozdrawiam Macoche i Jej Synalka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kto by wytrzymał? Nie wiem. A matka musi :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń