środa, 24 marca 2010

Czapeczka i cukiereczek

O syndromie czapki pisały dziewczyny na niegrzecznych mamuśkach.
Przymus i obowiązek absolutny.
W zimie, gdy wicher i mróz to nawet zrozumiałe, nawet matka nosi nakrycie głowy, choć nie przepada. Ale wiosną? Ciepłą wiosną?
Hmm...
Nie dalej jak trzy dni temu matka wariatka widziała trzech na oko dziesięcioletnich chłopców siedzących w rządku na ławce. KAżdy z nich w czapie. Dla jasności - nie było opodal nadzorcy w postaci Czujnej Rodzicielki. Zresztą kto wie, może czuwała w domu dzierżąc lornetę w dłoni i obserwując, gotowa zareagować we właściwej chwili.
Cóż, w sumie były to obce dzieci więc matka specjalnie się nie przejęła.
Losem swojego dziecka też, jak sądzą niektórzy, nie przejmije się wystarczająco albowiem przechodnie widzieli ją prowadzącą dwulatka wczoraj w południe BEZ CZAPKI i w ROZPIĘTEJ KURTECZCE. Karygodne.
Szkoda, że nie widzieliście miny pewnej Pani Babci/Opiekunki mijającej nas podczas spaceru. Jej dziecko odziane było w zimowy kombinezon i czapkę ocieplaną solidnie przykrywającą uszy.
Szkoda, że nie widzieliście, jak Babcia + dziecko minąwszy się z matką wariatką+dzieckiem odwróciła się aby upewnić się czy aby dobrze widziała. Matka wariatka w tym samym czasie zrobiła dokładnie to samo.
Istnieją uzasadnione obawy ze Pani Babcia z powodu rozpiętej kurteczki napotkanego przygodnie dwulatka oraz jego skrajnie nieodpowiedzalnej matki oka zmrużyć nie mogła.
Cóż, pozostaje mi jedynie przeprosić.
I ubolewać nad losem dziatek w futrzanych czapach.
Z poważaniem,
matka wariatka

4 komentarze:

  1. Oj, potwierdzam. Przegrzewanie to chyba jakas polska specjalnosc. Ja sama lubie na pocztku wiosny, nawet przy temperaturze 11 stopni, wlozyc rekawiczki. Sobie, a nie dziecku:) Ja jestem zmarzluch, a moje dziecko raczej zimnolubne. To dopiero wzbudza konsternacje, kiedy ktos postronny zauwazy, ze dziecko takie biedne, lekko odziane, a matka opatulona szalem, golfem, plaszczem:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Je z kolei bardzo bym chciała, żeby moje dzieciaki były zahartowane i mogły biegać bez czapek, ale oni tak lubią swoje kominiarki, że bez nich w ogóle nie chcę wyjść z domu! :( Pozostaje mi samej chodzić z gołą głową...

    OdpowiedzUsuń
  3. oh. A jak czapki nie zakłada Ojciec to to już jest patologia rodzinna i znęcanie się nad przyszłością narodu. Wiosnę mamy od kilku dni, a ja już tyle batalii prowadziłem, że zaraz mnie o zdradę stanu posądzą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeciez jest dopiero marzec, maarzzzeeeccc. W maju sie dopiero bez czapki chodzi:)
    Ja wczoraj byłam świadkiem takiej sceny na placu zabaw. Dziewczynka biega bawiąc się w berka, a jej odziana w kożuch babcia z ławki krzyczy co 5 minut. ,,Zosia nie biegaj, bo się spocisz, za ciepło ubrana jesteś''. Oczywiście babci nie przyszło do głowy, żeby dziecku zdjąć chociaż bluzę spod zimowej kurtki, szalik, nie wspomionając już o czapce uszatce!

    OdpowiedzUsuń